Szturm
"Socjologia buntu" - Witold Jan Dobrowolski
Wykorzystywanie pojęcia buntu społecznego jest częstym zjawiskiem w narracji politycznej różnych stronnictw. Lewica i liberałowie w Polsce wobec obecnej władzy starają się regularnie wywoływać pozory bunt społecznego w odpowiedzi na kontrowersyjne ustawy forsowane przez rząd. Wzorowym przykładem buntu tych środowisk był tzw. „Czarny Protest”, gdy rozpatrywano w Sejmie projekt ograniczenia aborcji. Środowiska te mobilizując społeczeństwo na wspomniane protesty, posłużyły się zakłamaniami i manipulacjami dotyczącymi treści tej ustawy. Jednak przy milczeniu w tej sprawie środowisk antyaborcyjnych, rządowych czy kościelnych ostatecznie protesty uliczne okazały się zwycięskie. Kiedy mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem u przeciwników politycznych lewicy i liberałów, nagle w ich narracji odmawia się pojęcia buntu, a winą za wszelkie „przewiny” i swoiste myślozbrodnie obarcza się środowiska nacjonalistyczne, konserwatywne oraz katolickie. Przy czym obowiązkowo wspomina się o zjawiskach „szkodliwych” społecznie w postaci homofobii, rasizmu, fundamentalizmu katolickiego, plemiennego nacjonalizmu, zaściankowości etc.
Tak też jest w przypadku napaści na tle rasowym czy ksenofobicznym w Polsce. Pomijając fakt, że większość z tych incydentów nie ma zbyt wiele wspólnego z kolorem skóry lub narodowością, a bójki wynikają z bardziej prozaicznych powodów, jest to doskonały dowód świadczący o zacofaniu polskiego społeczeństwa i braku tolerancji w oczach liberałów i lewicy. Często z góry osoby oskarżone w związku z takimi napaściami identyfikuje się ze środowiskami narodowymi, co jest to błędnym uproszczeniem. Jednak tutaj ze strony tych środowisk (tj. lewicy i liberałów) pojawia się brak próby zastanowienia nad źródłem takich zachowań. Co je wywołuje? Czy może kolejne przemówienia „pełne nienawiści” na marszach nacjonalistów? Może obecny rząd, który sprzeciwia się masowej imigracji kolorowych? Szukając źródła problemu, ludzie ci popadają w ideologiczną pułapkę, która zaczyna odrzucać logikę sugerującą rzeczywistość niespójną z ich światopoglądem. Uczestnicy takich incydentów zazwyczaj nie mają nic wspólnego ze środowiskami nacjonalistycznymi, ich zaangażowanie polityczne ogranicza się do szeroko rozumianego prawicowego światopoglądu. Nie są to też osoby stykające się często z innymi kulturami, religiami. Nie posiadają głębszej wiedzy np. dotyczącej islamu, a ich stosunek do niego kierują stereotypy promowane w Internecie. Lecz czy to nienawiść religijna lub rasowa zwykłego, prostego obywatela wywołana przez „skrajną prawicę” jest tu przyczyną takich wydarzeń? Nie. Jest to po prostu racjonalny strach. Strach przed forsowaną przez liberałów i lewicę inżynierią społeczną kulturowego marksizmu, mającą wprowadzić redefinicję pojęcia Narodu, rodziny, a nawet płci. Za tym idzie oczywiście przyjmowanie setek tysięcy imigrantów mających napędzać gospodarkę kapitalistom i niszczyć monoetniczne społeczeństwo. Za tym idzie także racjonalny strach przed tworzeniem się w większych miastach gett kolorowych społeczności i związanymi z tym patologiami społecznymi w postaci kolejnych pokoleń imigrantów urodzonych już w Europie, radykalizujących się religijnie lub tworzących grupy przestępcze. Racjonalny strach przed masowymi gwałtami, odebraniem dziecka rodzinie za wychowywanie go w tradycyjnych wartościach, na wychowywaniu młodych obywateli w szkołach w duchu tolerancjonizmu. To wszystko już ma miejsce w państwach Zachodu, a polski obywatel ma prawo się obawiać, że prędzej czy później Polskę także to dotknie. W przypadku braku zagrożenia dla państw narodowych, dla etnicznego układu Polski i Europy takie incydenty dotyczące kolorowych turystów, dyplomatów, czy naukowców, pracowników uczelni byłyby słusznie uznane za patologię, z którą należy walczyć. Dokładnie przez takie zachowania prymitywnego rasizmu idee rasowe w XX wieku zostały skompromitowane. Jednak w chwili obecnej takie zachowania trudno jednoznacznie potępić, uznać za patologię, gdy stoimy na cienkiej granicy między kulturowym marksizmem i multikulturalizmem a ideą państw narodowych, tradycyjnych, opartych na własnej unikalnej kulturze, kulcie przodków, mocnym odwołaniu się do tożsamości związanej z chrześcijaństwem. Mają one bowiem racjonalną przyczynę, a kwestia moralności w kontekście użycia takiej przemocy, bądź złamanie prawa jest kwestią drugorzędną. Przyczyna więc leży w forsowaniu niebezpiecznych eksperymentów społecznych i idei utopijnych, które budzą także prymitywny, ale uzasadniony opór.
Innym przykładem buntu społecznego były antyrządowe starcia na Marszu Niepodległości, całkowicie ignorowane przez środowiska liberalne i lewicowe, które w tej kwestii ograniczały się niczym propaganda czasów PRL, nazywając je (jakżeby inaczej) wybrykami chuligańskimi. Tutaj podobnie winę przerzucano na środowiska nacjonalistyczne, pisano wielokrotnie jak to „faszyści demolują Warszawę”. Nie przeszkodziło to tymże krytykom zachwycać się oporem antykapitalistycznym antyfaszystów w Hamburgu, gdzie obok walk ze służbami porządkowymi rozkradano sklepy i podpalano przypadkowe auta zwykłych obywateli. Liberałom zaś nie przeszkadzało wspieranie oporu obywateli wobec służb na Majdanie, w czasie Rewolucji Godności. W tamtych przypadkach środowiska te podejmowały szczegółowe analizy socjologiczne, które wyjaśniały dlaczego obywatele stosują przemoc wobec władzy. W przypadku zamieszek w czasie Marszów Niepodległości z takich analiz rezygnowano na rzecz uproszczonej propagandy, mijającej się z faktami. Pomijając już kwestię prowokacji ze strony rządowej, antyfaszystowskiej, które często tworzyły okazję do zamieszek, warto się tu skupić nad ich genezą. Marsz Niepodległości stał się prawdziwym ujściem buntu społecznego wobec rządzącej ówcześnie Platformy Obywatelskiej, za której poleceniem prześladowano wiele środowisk młodzieżowych, prawicowych, nacjonalistycznych czy kibicowskich. Do dziś wspominana w tych środowiskach jest operacja „Widelec”, przeprowadzana przez dzisiejszego szefa Platformy Obywatelskiej, która polegała na masowym zatrzymywaniu kibiców i wyciąganiu z nich zeznań za pomocą tortur. Warto wspomnieć też o pacyfikacji protestów górniczych, czy antyrządowych w związku z Aferą Taśmową. Prześladowanie środowisk nacjonalistycznych zaczęła się wraz ze zwiększeniem aktywności tego środowiska w czasie Marszów Niepodległości, które były celem tub propagandowych w postaci mediów Agory oraz telewizji TVN. Ta zbuntowana młodzież represjonowana przez służby, nachodzona w pracy, zatrzymywana prewencyjnie przed akcjami społecznymi, protestacyjnymi, pacyfikowana podczas antyrządowych protestów, skazywana na więzienie za przypominanie o zbrodniarzach stalinowskich (akcja związana z Baumanem we Wrocławiu), którą media głównego nurtu nazywały chuliganami, zwyrodnialcami i neonazistami musiała znaleźć ujście swych emocji wobec systemu. Policyjne prowokacje i dalsze zachowania służb eskalujące starcia stały się idealną do tego okazją. Tak mocną, że zamieszki przez cztery Marsze Niepodległości były wręcz tradycją oporu wobec systemu. Spalenie samochodów należących do telewizji TVN było wręcz symbolicznym rytuałem sprawiedliwości. Kłamstwo nie powinno się obejść bez kary, nie odcięto języków kłamców jak uczyniono by wiele wieków temu, lecz zapłonął stos ofiarny znienawidzonego symbolu propagandy. I znów liberalni i lewicowi intelektualiści i media potrafiły podejmować tylko tematykę samego aktu spalenia jako wyczynu chuligańskiego Ograniczono się do zastanowienia w jaki sposób służby zawiodły i jak tego uniknąć za rok. W roku 2015 obserwatorzy prawej strony politycznej słusznie zauważyli, że do zamieszek 11 listopada w tamtym roku nie doszło ze względu na wymianę władzy, oraz brak prowokacji ze strony służb. Bunt społeczny został wyrażony w wyborach, nadeszła nowa władza, po której niewielu spodziewałoby się tak aroganckiego i agresywnego podejścia do polskiej młodzieży ze środowisk nacjonalistycznych, kibicowskich. Nie było więc potrzeby ujścia radykalnych nastrojów społecznych.
Ostatnim przykładem z polskiego podwórka jest naturalny bunt wobec propagandy środowisk pederastów oraz tolerowania zachowań osób związanych z tymi środowiskami. Jest to normalna reakcja w zdrowym społeczeństwie. Głośnym przypadkiem w ostatnich dniach była śmierć samobójcza 14-latka gnębionego rzekomo za swój homoseksualizm w szkole, do której uczęszczał. Tu ponownie doszło do ofensywy narracji lewicowej i liberalnej mówiącej już tradycyjnie o zacofanym, homofobicznym, fundamentalistycznym społeczeństwie. Odpowiedzialność za śmierć w tym przypadku spadała ich zdaniem na każdego, kto jest krytyczny wobec środowisk pederastów. Czy jest tak rzeczywiście? Tutaj oczywiście propaganda tychże środowisk ponownie zamyka się w ideologiczną pułapkę, a prawda jest prozaiczna. Odpowiedzialność za to zdarzenie ponoszą właśnie środowiska tzw. LGBT, które w jednym z najbardziej konserwatywnych obyczajowo społeczeństw w Europie, na siłę starają się wmówić, że zachowania homoseksualne są normalne. To może doprowadzić tylko i wyłącznie do słusznego stygmatyzowania osób, którym wyprano umysł propagandą tych środowisk. Nie zawiniła szkoła, psycholog, a każdy kto w Polsce toleruje istnienie środowisk pederastów i ich propagandy w przestrzeni publicznej. Każdy kto godzi się na to żeby uznać te zboczenia za normalność i również ten kto je propaguje. Dlatego nadal należy się buntować, buntować wobec tych którzy zagrażają naszemu etnosowi, moralności, kulturze i wolności wyznawania nacjonalistycznych poglądów.
Witold Jan Dobrowolski
Nacjonalistyczny aktywizm – dziś i jutro - Grzegorz Ćwik
Nacjonalizm to całościowy światopogląd, który dla osoby, która świadomie się z nim identyfikuje, wyznacza swoisty drogowskaz życiowy. Oznacza to, że nacjonalistyczną postawie wykazuje się nie tylko „od święta”, ale nade wszystko w codziennym życiu i działaniach. Świadomy nacjonalizm to także, a może przede wszystkim, czynne współtworzenie szeroko pojętego zjawiska idei narodowej. Są różne tego przejawy i formy– zarówno ogólnokrajowe jak i lokalne, sformalizowane i bardziej autonomiczne , etc. We wszystkich jednak kluczowym zjawiskiem jest konsekwencja działalności i codziennej, narodowej pracy. Krótko mówiąc, niezwykle ważnym zjawiskiem dla nacjonalizmu jest szeroko pojęty aktywizm. W niniejszym tekście postaram się pokrótce opisać jak sytuacja wygląda obecnie i jakie formy aktywności nacjonalistycznej możemy wdrożyć, aby idea nasza wejść mogła na kolejny poziom i wpływać zauważalnie na życie naszego Narodu.
Aktywizm to zjawisko związane generalnie rzecz biorąc z postawą życiową. Jak wyżej nadmieniłem chodzi o aktywne i systematyczne podejmowanie działań na różnych polach i płaszczyznach, które mają na celu przynieść konkretne skutki dla funkcjonowania Narodu i idei narodowej. Czy są to kwestie ideologiczne, społeczne i socjalne, ekologiczne, historyczne czy jakiekolwiek inne – to tak naprawdę nie ma aż takiego znaczenia, zwornikiem tych procesów jest chęć promowania a przede wszystkim realizowania nacjonalizmu w praktyce. Nacjonalizm bowiem w moim skromnym mniemaniu to właśnie ów codzienny, regularny aktywizm.
Jaki jest cel tak rozumianego aktywizmu?
Praktyczna realizacja idei narodowej.
Poszukiwanie nowych dróg dla działalności narodowej.
Propagowanie i promowanie jak tylko możliwe wśród szerokich kręgów ludzi aktywnego nacjonalizmu.
Traktowanie aktywizmu jako swoistego testu swej osobowości, pozostanie ciągle w stanie działania i czynnego działania.
Rozwijanie własnej organizacji i jej wewnętrznego zgrania poprzez częste działanie.
Przyczyn aby być aktywnym z pewnością można znaleźć więcej, jednak już kilka wymienionych starczy aby uznać nacjonalizm za nierozerwalne związany z aktywizmem. Potwierdza to też praktyka właściwie wszystkich organizacji, inicjatyw i ekip w naszym kraju – aby realizować nacjonalizm w praktyce, trzeba na co dzień pozostawać aktywnym. Nie wystarcza wewnętrzne wyznanie wiary nacjonalisty. Kluczem do jakkolwiek rozumianego sukcesu jest konsekwencja i systematyczność. Polskim nacjonalistom ciężko odmówić aktywnego i regularnego działania. Tak duże, ogólnopolskie organizacje, jak i te lokalne, mniejsze działają dużo i często. Poniżej postaram się w ogólnym zarysie opisać na czym obecnie zasadza się nacjonalistyczny aktywizm, jakiego rodzaju działania najczęściej są jego przejawem, a w drugiej części tekstu postaram się zawrzeć garść pomysłów, jak jeszcze rozszerzyć można naszą ofensywę ideową.
Nacjonalistyczny aktywizm - dziś
Nacjonalistyczny aktywizm, wbrew twierdzeniom malkontentów czy naszych przeciwników ideologicznych, przejawia się na wielu płaszczyznach. O ile sam parokrotnie (i to dość ostro) krytykowałem historycyzm w środowisku, to daleki jestem od stwierdzenia, jakoby była to główna ostoja szeroko rozumianego ruchu.
Demonstracje polityczne
Nacjonalizm poza skupieniem się na kwestiach stricte ideologicznych nie może „obrażać” się na zagadnienia związane z bieżącą polityką oraz sytuacją w kraju czy zagranicą. Wręcz przeciwnie – obwiązaniem nacjonalistów jest aktywne reagowanie na wszelkie sprawy polityczne, zwłaszcza gdy dotyczy to tych kwestii, które uznać należy za antynarodowe. Wszelkie więc akcje dotyczące tej materii – demonstracje, marsze, happeningi, etc. uznać trzeba za słuszne i sensowne. Często padające pytanie o zasadność w kontekście skuteczności takich działań skwitować można wspomnieniem o mających miejsce jakiś czas temu demonstracjach antyimigranckich na terenie całego kraju. Nie ulega chyba najmniejszej wątpliwości, że propagandowy i publicystyczny napór nacjonalistów odegrał niezwykle ważną rolę w bardzo dużym usztywnieniu stanowiska obecnie rządzącej partii w tej kwestii. Wszelkie protesty przeciwko CETA i TTIP, demonstracje dla Janusza Walusia, sprzeciw wobec antypolskich działań Unii Europejskiej czy walka z liberalną i kapitalistyczną opozycją - ta forma aktywizmu, acz często i niesłusznie wyszydzana, jest jak najbardziej potrzebna i zasadna.
Akcje historyczne i upamiętniające
Jak wspomniałem, działania związane z historią naszego kraju i Narodu są niezwykle popularne, niejednokrotnie można spotkać się z terminem „kółko historyczne”. Nie jest to sprawiedliwe, jednak nie zmienia to faktu, że niewątpliwie ta forma aktywizmu jest integralnie związana z nacjonalizmem. Marsze upamiętniające ważne wydarzenia i postaci, uroczyste obchody rocznicowe, składanie kwiatów i zniczy, także działania w postaci promowania wiedzy historycznej etc, wszystko to składa się na nacjonalistyczny aktywizm związany z szeroko pojętą tematyką historyczną.
Jeden Naród ponad granicami
Powyższe hasło nie jest tylko frazesem. Jak wiemym w wielu krajach, głównie na wschodzie, zamieszkuje liczna polonia. Bardzo często zdarza się, że polskie wspólnoty – szkoły, domy polonijne znajdują się w bardzo trudnych warunkach materialnych. Nacjonalistyczne środowiska i inicjatywy często organizują więc wszelkie formy pomocy rodakom, głównie poprzez zbiórki charytatywne i wysyłkę tak uzyskanej pomocy materialnej. Przyznać trzeba, że działania takie cieszą się bardzo dużą popularnością i poparciem, a wyniki ich są bardzo dobre.
Akcje charytatywne, pomoc potrzebującym
Z poprzednim punktem wiążę się kwestia akcji charytatywnych realizowanych w samym kraju. Wszelkie akcje pomocowe, solidarystyczne etc. są niejako chlebem powszednim nacjonalistów, przy czym realizowane są dla bardzo wielu osób: domów dziecka, domów samotnej matki, potrzebujących i wielodzietnych rodzin, osób starszych i samotnych etc. Forma to zarówno pomoc materialna, wszelkie zbiórki charytatywne, pomoc finansowa oraz każda inna. W ten praktyczny sposób realizujemy solidaryzm narodowy.
Wydarzenia sportowe
Aktywizm obawia się w środowisku narodowym poprzez organizacje wydarzeń sportowych. Najbardziej sztandarowym jest turniej sportów walki First to Fight, który miał już kilka odsłon, w kilku różnych miastach. Uznać to trzeba za imprezę organizowaną na najwyższym możliwym poziomie, propagującym właściwą drogę aktywizmu, sportu i zdrowia, a także radykalnego nacjonalizmu. Inicjatyw takich jest dużo więcej oczywiście, ocenić je wypada oczywiście za jak najbardziej wartościowe.
Pomoc weteranom
Oddzielnie wypada wspomnieć o akcjach wsparcia weteranów. Żołnierze AK, NSZ, WP i innych formacji zawsze mogą liczyć na pomoc nacjonalistów – tak materialną jak i wsparcie w postaci pomocy w zakupach, pracach w domu czy jak ostatnio w przypadku akcji wysyłania kartek pocztowych do weterana.
Inne formy aktywizmu
Oczywiście powyżej wymienione przejawy aktywizmu nie wyczerpują listy form działania polskich organizacji i ekip nacjonalistycznych. Z innych form aktywizmu, nie tak częstych i popularnych, jednak również spotykanych wymienić można:
Akcje ekologiczne (czyszczenie lasów i porządkowanie terenów zielonych, adopcję zwierząt, pomoc schroniskom, etc)
Akcje społeczne ( na przykład niszczenie ogłoszeń pożyczek pozabankowych, akcje uświadamiające czym jest ta forma lichwy)
Akcje propagandowe (rozdawanie ulotek, klejenie plakatów dotyczących całego spektrum zagadnień)
Pomoc prawna osobom potrzebującym (na przykład porady prawne z dziedziny prawa pracy czy mieszkaniowego)
Zanim przejdę do przemyśleń na temat tego, co jeszcze można by realizować w ramach aktywizmu nacjonalistycznego, najpierw chciałem w kilku punktach skomentować powyższe, krótkie i na pewno niepełne, podsumowanie najważniejszych form aktywizmu w polskim ruchu nacjonalistycznym.
Po pierwsze wszelkie podejmowane akcje i działania powinno się realizować świadomie, to jest od początku wiedzieć co się robi, po co i jaki jest spodziewany efekt. Czy chodzi o pomoc, czy o propagowanie konkretnych wzorów i modeli postępowań, czy o stawieniu oporu naszym wrogom ideologicznym – aktywizm mus być na cos konkretnego ukierunkowany.
Każda akcja musi być odpowiednio przygotowana i zaplanowana. Robienie czegokolwiek „na pół gwizdka” mija się z celem a zasadne jest pytanie, czy w ogóle jest godne nacjonalisty.
Tak więc koniecznym jest przygotować plan każdej akcji, wszelkie potrzebne materiały, zarezerwować czas. Jeśli jakiekolwiek działania realizowane są w terenie miejskim warto sprawdzić rozkład ulic, przejść się wcześniej i osobiście sprawdzić jak wygląda miejsce działań. Wszelki aktywizm wymaga współdziałania z nacjonalistami – ze swojej organizacji czy jakiekolwiek innej struktury. Każdy powinien odpowiednio wcześniej wiedzieć o planowanym działaniu, tak by mieć chociażby możliwość zarezerwować sobie czas. Starać się trzeba też przewidzieć wszelkie niedogodności czy sytuacje awaryjne i zawczasu pomyśleć, jak im przeciwdziałać i zaradzić, w razie gdyby nastąpiły. Jeśli realizowana jest większa i bardziej skomplikowana akcja, jak choćby zbiórka charytatywna, plan najlepiej spisać – punkt po punkcie. Każdy etap wymaga działań innej osoby – ktoś robi grafiki, ktoś odpowiada za finanse, ktoś za zakupy czy transport – pamiętaj, że ludzie ci powinni zawczasu być o tym poinformowani. Także działania, które wymagają czasu warto zaplanować wcześniej, tak by nie „zawalać terminów” i przez to nie sabotować własnej pracy. Na koniec wreszcie jedna uwaga, która może wyda się (niesłusznie zresztą) śmieszna – każda akcja musi zostać udokumentowana. Zdjęcia, ewentualnie filmy, relacje – nie chodzi o autoreklamę, a przede wszystkim o dotarcie z informacją o danej formie aktywizmu do szerokiej rzeszy ludzi. Dzięki temu jest szansa, że niektórzy spośród nich także zechcą powielić tą czy inną formę działalności. W wypadku zaś akcji jak zbiórka charytatywna etc. dokumentowanie jest dla wszystkich, którzy pomagali realnym dowodem, że faktycznie ich trud i wysiłek został właściwie spożytkowany.
Nacjonalistyczny aktywizm – jutro
Jak już wspomniałem, są cały czas pola dla naszej nacjonalistycznej aktywności, które warto w końcu szerzej ruszyć. Niejednokrotnie są to formy aktywizmu, które od dłuższego czasy „eksploatowane” są przez osoby z innych środowisk ideowych, często nam wrogich. Ale czy to coś zmienia? Jeśli jakieś działania mają pozytywny wpływ na szeroko rozumiane życie Narodu, to nie powinno nic stać na drodze, aby aktywizm taki realizowali nacjonaliści. Być może nawet bardziej niż „standardowe” (czyli opisane wcześniej) akcje – wszak w ten sposób można anarchistom, lewakom czy innemu robactwu „odbić” formy aktywności, które traktują oni instrumentalnie, jako przykrywkę dla promocji swoich chorych idei.
Działania lokatorskie
To naprawdę niezwykle szeroki temat, który ciężko by opisać wyczerpująco w całym artykule, cóż dopiero w jednym akapicie. W aktywizmie na polu lokatorskim chodzi o szereg systematycznych i konsekwentnych działań, których celem jest pomoc ludziom w sprawach mieszkaniowych. A więc: pomoc prawna, doradztwo, blokada eksmisji, walka z nieuczciwymi właścicielami nieruchomości, walka z nieprawidłowościami we władzach samorządowych na tym polu, pomoc w odnawianiu i remontowaniu budynków etc. To wszystko zaledwie wycinek tego co możemy robić, jednak już to pokazuje, jak szerokie są możliwości działania.
Prawa pracownicze
To także bardzo rozległy oraz trudny temat. Pomoc pracownikom w wypadku jakiejkolwiek formy wyzysku ze strony pracodawców to możliwość praktycznej realizacji haseł narodowego solidaryzmu i walki z kapitalizmem. Tym bardziej, że łamanie praw pracowniczych niestety jest w Polsce na porządku dziennym. Pomoc prawna, wszelka presja na nieuczciwych pracodawców, darmowe konsultacje, tworzenie czarnych list pracodawców – z pewnością pomysłowość środowiska narodowego byłaby tutaj duża.
Ekologia
Tutaj akurat nacjonaliści robią już dużo – chociażby wspomniane akcje czyszczenia lasów, pomocy i dokarmiania zwierząt, zbiórek dla schronisk i fundacji. To co z pewnością uznać należy za postulaty na przyszłość, to zwalczanie cyrków ze zwierzętami, walka z przemocą wobec zwierząt oraz popularyzacja już prowadzonych akcji oraz propagowanie wiedzy o Naturze i ekologii.
Pomoc potrzebującym
Na tym polu także niemało się dzieje, jednak zawsze możemy robić więcej. Jak śmieszne by nie wydały się nam akcje ”food not bombs”, to środowisku anarchistycznemu przysparzają dużą sympatię. Także nacjonaliści powinni wyjść na ulicę i tam pomagać tym najbardziej potrzebującym i dotkniętym przez los.
Kultura
Tu także mamy trochę już akcji realizowanych, jednak ciężko nie mieć wrażenia, że daleko nam do poziomu i zakresu działań, jaki maja choćby znów anarchiści. Kluby dyskusyjne, własne formy twórczości jak teatry, pokazy i wernisaże, kluby dyskusyjne – wszystko to jesteśmy w stanie także i my wdrożyć w życie. Jednocześnie możemy takich form aktywizmu użyć jako przekaźników naszej Idei, propagandy jak i zwalczania szkodliwych ideologii.
Praca z najmłodszymi
W sytuacji gdy państwowa edukacja nie spełnia naszych narodowych postulatów właściwego wychowania, musimy się postarać sami to wykonać. Świetlice, zajęcia dla dzieci, wykłady, obozy treningowe i szkoleniowe, darmowe korepetycje i pomoc w nauce – potencjalne zyski takich działań są ogromne, tak w ujęciu narodowym, jak i dla formacji nacjonalistycznej.
Powyższe moje postulaty nie wyczerpują oczywiście listy tego co możemy robić ponad to, co już realizujemy. Z drugiej jednak strony są to na tyle szeroko zarysowane pomysły, że realizacja ich i tak wymagać od nas będzie ogromnego nakładu pracy, sił i czasu. Wierzę jednak, że wzorem nacjonalistów hiszpańskich, francuskich, włoskich czy ukraińskich powinniśmy żywiołowo i sukcesywnie uczestniczyć w aktywizmie lokatorskim, społecznym, pracy z dziećmi czy działaniach kulturalnych. Oczywiście, jak najbardziej trzeba dalej realizować i rozwijać te formy aktywizmu, które opisałem w pierwszej części tekstu, czyli to co już teraz jest szeroko przez nacjonalistów wykonywane każdego dnia. Dzięki temu nie tylko w praktyce realizujemy naszą myśl narodową, ale sam nacjonalizm przenosimy na kolejny etap rozwoju i tym samym przybliżamy się do momentu, gdy idea narodowo-rewolucyjna stanie się wiodącą siłą napędzającą życie Narodu i kraju.
Tak więc zakończyć mogę ten tekst tylko w jeden sposób: apelując o ciągłe podtrzymywanie swej aktywności w działaniach nacjonalistycznych, szukanie nowych, lepszych dróg tejże oraz jak najskuteczniejsze i najlepsze realizowanie się na tej płaszczyźnie.
Efekty pojawią się prędzej czy później, a tym lepsze będą im więcej pracy i wiary włożymy od siebie.
Grzegorz Ćwik
"Wojna o kulturę – nacjonalistyczna walka o rząd dusz" - Adam Busse
„Naród jest istotnie ośrodkiem wszelkiej rzeczywistości, organem obcowania z nią; otacza on nas i dźwiga; wola nasza w nim tylko ma podstawę w świecie. Z niego bowiem wyrosła i poza nim jest niezrozumiała. Wyzwolenie pracy może być tylko wyższym stopniem dojrzałości woli; może być tylko rozbudzeniem narodu we wszystkich gałęziach polskiego procesu życiowego, zespoleniem się w nim całej polskiej myśli, woli, całego żywego trwania.” – Stanisław Brzozowski
„Zawsze jestem po stronie nacjonalistów, a nie po stronie rozmemłanych intelektualistów.” – Franciszek Starowieyski
Dzisiejszy świat oferuje młodym ludziom filozofię życia opartą na kilku hasłach: „hulajdusza, piekła nie ma”, „carpe diem”, „tumiwisizm”. W jej myśl coraz więcej młodych ludzi odrywa się od swoich rodzinnych, kulturowych i historycznych korzeni na rzecz m.in. bezmyślnego małpowania wzorców kulturowo–cywilizacyjnych z szeroko rozumianego świata Zachodu. Fascynacje czarnymi raperami z amerykańskich gett, coraz powszechniejsze kopiowanie świąt z Zachodu (tj. Halloween, Walentynki), promowanie negatywnych wzorów do naśladowania oraz przede wszystkim silny wpływ środków masowego przekazu na kształtowanie kultury masowej. Kolejne sitcomy, paradokumenty typu Szkoła, Trudne Sprawy, Dlaczego ja i inne, podprogowe promowanie negatywnych wzorów z góry przez ludzi ze świata fleszy i czerwonych dywanów, a wraz z nimi i liczne skandale, kierujące uwagę ogłupionych przez massmedia ludzi i stające się głównym tematem rodzinnych rozmów przy obiedzie, a co za tym idzie jeszcze dalej – odwracające uwagę Narodu od realnych spraw i problemów, z jakimi musi się mierzyć na co dzień. To tak tytułem szerokiego wprowadzenia do tematu.
Nacjonalizm jako ideologia głosząca kształtowanie i rozwój każdego Narodu stawia na szereg płaszczyzn warunkujących jego istnienie. Jedną z owych płaszczyzn jest kultura, która musi zostać przeciwstawiona pseudowartościom głoszonym przez dzisiejszy świat, o czym już wspomniałem na początku. Nacjonalizm jako ruch awangardowy nie może przejść nad zagadnieniem kultury i jego znaczenia dla kształtowania tożsamości narodowej do porządku dziennego. Musi też uderzać bardzo mocno w kulturę, stosować wszelkie możliwe środki celem przedstawienia swojego punktu widzenia na współczesny świat. W pierwszej połowie XX wieku, szczególnie okresie międzywojnia i II wojny światowej, szeroko rozumiana płaszczyzna kulturalna charakteryzowała ruchy narodowe. W Polsce nacjonaliści działali na tej płaszczyźnie w środowiskach skupionych wokół „ABC Literacko-Artystycznego” (redagowanego w latach 1932-1934 tygodniowego dodatku do dziennika „ABC”), „Prosto z Mostu”, a w okresie niemieckiej okupacji - „Sztuki i Narodu”. We Włoszech ruch faszystowski ukształtował swój charakterystyczny nurt w sztuce zwany futuryzmem. W Hiszpanii założyciel Falangi, Jose Antonio Primo de Rivera pisał o tym, że nikt bardziej nie potrafi poruszyć Narodów, „niż poeci, i biada temu, kto nie potrafi wznieść poezji, która niszczy, poezji, która niesie obietnicę!”. Można by tak podawać wiele innych przykładów z historii, niech one wystarczą jako pewien punkt odniesienia do zagadnienia.
Popkultura otacza nas ze wszystkich stron, każdego dnia, w telewizji, radiu, muzyce, kulturze masowej, atrakcjach ulicznych dla mas i billboardach „zdobiących” wiaty i wylotówki przy wjazdach i wyjazdach z polskich miast, miejscowości oraz wsi. W reklamach między jednym czy drugim serialem hostessy, najmowani aktorzy, lub jak zwał tak zwał łasi na szybką kasę ludzie zachęcają do kupowania produktów, które do niczego się nam w praktyce nie przydadzą. Nowe telewizory, telefony, smartfony, komputery, samochody – kosztujące tysiące i dziesiątki tysięcy złotych, które trzeba wyłożyć na takie rzeczy. Nie masz odpowiedniej ilości pieniędzy? Weź u nas pożyczkę do 2, 5, 10, 100 tysięcy złotych! To, co się dzieje, to niestety jest fakt mający miejsce od dziesiątek lat, gdy tylko Polska wskutek transformacji ustrojowej otworzyła się na Zachód. To fakt, którego nie można zanegować. Tak samo nie zanegujemy faktu, że kultura popularna to potęga, której nie zmieni się z dnia na dzień. Żyjemy w XXI wieku, a więc wieku, który ma swoje uwarunkowania, ale i wymagania, z którymi trzeba się zmierzyć drogą ofensywną. Wspieranie artystów z naszych kręgów, tworzenie nowoczesnej sztuki w sferze malarstwa, muzyki, promowanie dzieł nowoczesnej sztuki wśród młodzieży (m.in. komiksy „Jan Hardy” czy „Biały Orzeł”, muzyka patriotyczna różnych gatunków – od rapu po heavy metal) oraz tworzenie naszej popkultury są częścią naszej walki o dusze młodych ludzi, które właśnie w takim okresie dojrzewania kształtują samodzielne myślenie, poszukują godnych wzorów do naśladowania, poszerzają horyzonty oraz zaczynają szukać odpowiedzi o sens swojego życia.
Dlaczego nacjonalizm powinien stawiać na uderzenie w popkulturę poprzez takie, a nie inne środki? Jest bowiem ideą wymykającą się anachronicznemu, nieaktualnemu już podziałowi na prawicę i lewicę etc. „Dla jednych jesteśmy reakcjonistami, konserwatystami, klerykałami i fanatykami, dla innych jesteśmy radykałami, ateuszami, oportunistami. Dla nas te podziały nie istnieją. Jesteśmy konserwatystami prawda, bo uważamy za rzecz konieczną i zdrową pielęgnowanie tradycji, kultury, życia rodzinnego i łączności z polską przeszłością. Ale jesteśmy też postępowcami, bo idziemy śmiało naprzód, bez przesądów odrzucając wszystko, co jest szkodliwe dla narodu”(J. Mosdorf). Dlatego ważnym jest uderzenie w popkulturę i formowanie własnej alternatywy wobec antykulturowego gniotu, jaki forsują sztuczni celebryci. Jeśli chcemy dotrzeć do Narodu i wyrwać go z objęć marksizmu kulturowego, to musimy również mówić językiem popkultury. Z tym zaznaczeniem, że to my mamy dostosować popkulturę i wykorzystać ją do naszych celów, a nie – dostosowywać się do popkultury. Wspomniałem na tym polu o przykładach komiksów patriotycznych Jakuba Kijuca, które uczyniły dość spory wyłom w kulturze popularnej nad Wisłą, ponieważ są bardzo dobrym pomysłem, skierowanym do młodzieży, tak samo jak docieranie do niej poprzez muzykę. W taki sposób młody człowiek zacznie interesować się polską historią i kulturą, co tylko umocni jego patriotyzm. A jeśli dla takiego człowieka okaże się tylko chwilowym zainteresowaniem, które prędzej czy później przeminie we mgle, to już pozostaje odrębną kwestią. Konkluzja z tego jest taka – należy odrzucić wszelkie uprzedzenia względem popkultury i wykorzystać ją do własnych celów. Celów, które w tym zakresie musi stawiać przed sobą każdy ruch nacjonalistyczny/narodowo-radykalny/narodowo-rewolucyjny. Innym przykładem mogącym mocno spopularyzować polską historię nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie, będzie film „Niezwyciężeni”, przygotowany wspólnie przez Instytut Pamięci Narodowej, studio kreatywne „Fish Ladder” i firmę „Juice”. Jest to animowany film w nowoczesnej konwencji, pokazujący walkę Polaków o niepodległość w latach 1939-1989, dostępny do obejrzenia w trzech wersjach językowych – angielskiej, polskiej i rosyjskiej, co wyraźnie stawia na międzynarodowy odbiór filmu.
Inną z form kształtowania nacjonalistycznej kontrkultury wobec systemu jest współpraca przy wydawaniu dzieł lokalnych artystów oraz ich promowanie w lokalnych społecznościach. Warto przywołać zaś zorganizowane cyklicznie przez nacjonalistów z Trzeciej Drogi cztery edycje konkursu literackiego „Orle Pióro”, w którym każdy chętny do wzięcia w nim udziału może wykazać się swoimi umiejętnościami z pisania poezji, prozy i eposów o różnych tematach przewodnich, mieszczących się wokół historii Polski i Europy, nacjonalizmu, religii katolickiej oraz tematyki rewolucyjnej. Do wygrania jest szereg nagród, zaś ideą wiodącą tego konkursu jest właśnie kształtowanie jednej ze sfer nacjonalistycznego aktywizmu, jaką jest kultura. Można też ze stricte nacjonalistycznych inicjatyw wymienić projekty przybliżające muzykę tożsamościową z Europy, tj. „Muzyka tożsamościowa”, „Muzyka włoskiej prawicy” i „Nasza Scena”, organizowane festiwale muzyczne z Orlim Gniazdem na czele oraz inne inicjatywy na tym polu. Bardzo ważnym czynnikiem jest rozbudzanie woli twórczej wśród uzdolnionych Polaków, by ci mogli służyć Idei, co jest bardzo istotne w dobie mającej miejsce w Europie dekadencji kulturowej oraz docieranie z tym do szerszych rzesz społeczeństwa.
Andrzej Trzebiński, wybitny poeta z pokolenia Kolumbów, w czasie okupacji redaktor naczelny „Sztuki i Narodu” pisał: „Kultura bowiem czeka na zasadniczą rewolucję, rewolucję oczywiście nie w sensie drapieżnych manifestów czy stworzenia nowych partii w kulturze, które mogłyby wzajemnie ze sobą walczyć. Rewolucję, która przebudowałaby lub założyła cztery węgły przynajmniej pod nową budowę polskiej świadomości kulturalnej”. To pokazuje, że twórczość i kultura mają bardzo istotny wpływ nie tylko materialny, ale i duchowy. Kształtuje charakter człowieka, pobudza do stopniowego poszerzania horyzontów, nadaje sens codziennej pracy poprzez zaszczepianie jej czynnika twórczego, dzięki czemu nie popada owa praca w stopniową automatyzację czy wręcz schematyzację. Wojna o kulturę jest bardzo istotna biorąc pod uwagę fakt, iż jest to również miejsce, w którym swoje dewiacyjne poglądy na świat propaguje lewicowo-liberalne lobby (czego przykładami są godne pogardy spektakle jak „Golgota Picnic”, „Klątwa” czy „Mefisto”, że nie wspomnę o chyba najbardziej znanej formie „kultury alternatywnej”, jaką jest Przystanek Woodstock) i robią to bardzo skutecznie, ponieważ mają pieniądze, wpływy i poparcie ze strony Systemu.
Teraz przejdźmy do rozważań nad modą na patriotyzm wśród polskiej młodzieży. Ta oddolna moda zaczęła rodzić się w rezultacie kryzysu tożsamości, jakiego zaczęli doświadczać młodzi Polacy w okresie rządów Platformy Obywatelskiej. Rządów naznaczonych licznymi aferami, represjami wobec nacjonalistów, nakręcaniem nagonki na organizatorów m.in. Marszu Niepodległości, promowaniem dewiacji, stopniowym sprzedawaniem polskiego kapitału za bezcen czy rosnącą emigracją zarobkową. To właśnie rosnąca frekwencja na największej manifestacji tożsamościowej w Europie, jaką bez wątpienia jest Marsz Niepodległości, oraz szereg działań na rzecz upamiętnienia bohaterów, którzy przez dziesiątki lat zostali skazani na zapomnienie, doprowadziły do wzrostu pozytywnego trendu. Dla młodych Polaków te wzorce stają się ważne, ponieważ kształtują tożsamość pokolenia, umacniają patriotyzm i poczucie dumy narodowej, co dość często jest wyśmiewane poprzez wyciąganie z tego różnych niechlubnych skutków ubocznych tej mody – włącznie ze słynnym w odmętach Internetu energetykiem „Żołnierze Wyklęci” i Polską Walczącą na kijach baseballowych (które to skutki uboczne oczywiście należy piętnować). Równolegle te heroiczne części historii Polski stają się dla młodych odniesieniem do buntowniczej postawy wobec Systemu, który nic im nie daje, poniża ich Wartości, patriotyzm sprowadza do płacenia podatków i sprzątania psich kup, a wszelkie nieprawomyślne poglądy tłumi za pomocą cenzury prewencyjnej w Internecie, policyjnych pałek i więziennych krat.
W zakresie kultury moda na patriotyzm stwarza sporo możliwości działania – organizowanie przystępnych form aktywizmu i propagowania nacjonalizmu wśród młodzieży poprzez turnieje piłki nożnej, sportów walki i innych dyscyplin sportowych, konkursy literackie, filmy, komiksy, dystrybucje książek i płyt wykonawców muzycznych powiązanych z narodowym nurtem polskiego patriotyzmu, koncerty i festiwale muzyki tożsamościowej oraz spotkania, na których zainteresowani mogą zetknąć się z ideologią nacjonalistyczną. Moda na patriotyzm jest sukcesem polskiego nacjonalizmu po 1945 roku, ale jednocześnie stanowiącym ważne zadanie dla nacjonalistów, bo to na nas spoczywa to, jak ów „gimbopatriotyczny” kapitał zostanie wykorzystany, czy zostanie tej modzie nadany radykalny, nacjonalistyczny charakter, czy tylko sprowadzi się do tego „koszulkowego biznesu” i pójścia kilka razy do roku na rocznicowe marsze ku czci Powstańców, Wyklętych i Marsz Niepodległości. Ważnym elementem jest propagowanie wśród młodych, którzy zainteresują się nacjonalizmem i chcą wstąpić na ową drogę, formacji intelektualnej. Formacji, na którą składają się zarówno czytanie klasyków polskiej myśli nacjonalistycznej, jak i lektura/śledzenie publicystyki współcześnie ujmującej tematykę nacjonalizmu (m.in. „Niezbędnika Narodowca”, „Wszechpolaka”, „Szturmu” czy „Polityki Narodowej” oraz publicystyki z portali internetowych). Wiadomo, że nie każdy z młodych patriotów stanie się nacjonalistą od razu, ot tak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, że do tego trzeba dojść, dojrzeć, działać, trenować i czytać, ale jeśli taki młodziak od razu nabierze tego czegoś, to tylko zaprocentuje polskiemu nacjonalizmowi.
Konkludując na koniec, uderzenie ze swoją Ideą w popkulturę, walka o kulturę i dusze młodych Polaków jest jednym z bardzo ważnych zadań polskiego nacjonalizmu XXI wieku. Ku temu istnieją odpowiednie warunki, jest potencjał drzemiący w modzie na patriotyzm, stąd pozostaje działać, by promując pozytywne, wartościowe wzorce stopniowo wyrywać młodzież od tych negatywnych wzorców z Zachodu, stanowiących jeden z rezultatów „amerykanizacji kultury”, co niestety dotknęło i Polskę po transformacji ustrojowej. Młody Polak to nie powinien być kosmopolita, wypierający się swego pochodzenia, tożsamości, kultury i rasy, ale winien to być Polak dumny ze swojej historii i jej wkładu w rozwój Cywilizacji Europejskiej, propagujący pozytywne wzorce do naśladowania, świadomy swojej tożsamości i gotowy do obrony Wartości wtedy, kiedy przyjdzie chwila próby.
Adam Busse
"Myśli nowoczesnego (nacjonalisty)" - Michał Walkowski
Współczesność jawi się nam jak mętny płyn w naczyniu, w którym mnogość substancji, zanieczyszczeń nie pozwala dojrzeć dna. Wiele jest prób jej oczyszczenia lub przefiltrowania. Mógłbym (chcąc wzbudzić sympatię znajomych ze środowiska i przyłączając się do głosów wielu narodowych publicystów) napisać, że jedynym panaceum na całą tą mętną, niewyraźną, brudną rzeczywistość jest nacjonalizm, ale… wcale tak być nie musi. Zaznaczam raz jeszcze, że „nie musi”, co nie znaczy, że „nie może”. Odkrywczości rzędu kopernikowskiego w tej tezie brak, ale nie ma ona na pewno rangi truizmu. Przynajmniej w umysłach wielu (głównie) młodych nacjonalistów polskich. Owa teza nie oznacza bynajmniej próby podważenia sensu radykalizmu. Rzecz jasna – mowa o radykalizmie świadomym. Nie ma jednak potrzeby dalszego brnięcia w ten wywód, ponieważ ów tekst ma traktować o nacjonalistycznym aktywizmie. Niemniej – to wprowadzenie potrzebne było do uświadomienia, że nacjonalizm jako taki nie oznacza wcale jedynie słusznej opcji ideologicznej. Ponadto zostało tu zasygnalizowane coś jeszcze ważniejszego. Mowa o świadomości działania. Ów świadomy radykalizm oznacza bowiem swoistą postawę życia – postawę, w której wszystkie komponenty człowieczeństwa, na które mamy wpływ oraz wszystkie aspekty, sfery działania ludzkiego są ukierunkowane na rozwój, dążenie do ideału. Nie jest to jednak osiąganie i wyznaczanie sobie kolejnych celów porównywalne do tego, które proponują współcześni „eksperci” od coachingu, czy tzw. samorozwoju. Bowiem już najwybitniejsze umysły spośród myślicieli starożytnych wiedziały, że idei nie sposób doścignąć. Przynajmniej na pewno nie za życia na ziemskim padole. Śmiem sądzić, że tak jest również z kwestiami celów nacjonalisty. Każdy z nas powinien zdawać sobie sprawę z istnienia idei wyższych, których nie sposób doścignąć, równocześnie mając świadomość o tym, że życie jest tyle warte, na ile staramy się o nie zabiegać. Ten wstęp miał za zadanie przedstawić pewien bardzo okrojony, syntetyczny zarys podstaw teoretycznych idealistycznego narodowego radykalizmu. Może się wręcz wydawać, iż jest on stosowalny nie tylko wobec ideologii nacjonalistycznej. To słuszna intuicja, choć w dalszych częściach tekstu pragnąłbym pokazać, jak oba te czynniki powinny funkcjonować w nacjonalizmie, a konkretniej – nacjonalistycznym aktywizmie.
Pierwszy aspekt, który został poruszony, wiązać należy przede wszystkim z:
- stanem świata, który może sprawiać wrażenie „rozmytego”;
- intelektualną pokorą nacjonalizmu względem innych ideologii;
- potencjałem nacjonalizmu.
Sytuacja, w której znajduje się nasza rzeczywistość, na pewno nie należy do najłatwiejszych w historii dla ideologii, które na piedestał wynoszą trwałość i aktualność kategorii tożsamości zbiorowej. Należy do nich nacjonalizm. Niemniej – sądzić można, że akurat w aspekcie walki intelektualnej oraz informacyjnej powinien powstać wspólny, szeroki front, który wyraźnie nakreśli granice „naszych” idei. W wymiarze bardziej konkretnym – należy zabiegać o aktywizm naukowy sympatyków, ale przede wszystkim aktywistów. Każdy z nas powinien działać na miarę swoich możliwości w kołach naukowych. Baza kadrowa inteligentów stanowi jeden z fundamentów każdego ze środowisk społeczno-politycznych, które chcą się liczyć. Popierać warto również wszelkie powstające instytucje zajmujące się rozwojem myśli nacjonalistycznej, czy chociaż popularyzujące ją.
Pokora, o której napisałem po kolejnym myślniku, nie ogranicza się wcale do pasywnego przyjmowania do wiadomości, iż ktoś, kto obrał inną drogę ideową, może mieć w pewnych aspektach słuszność. Bowiem – o czym było wielokrotnie pisane na łamach „Szturmu” – inspiracje powinniśmy czerpać zewsząd. Powinny być one skuteczne, ale i moralnie dopuszczalne, ale ich dobór nie powinien się opierać na uprzedzeniach. Nie powinniśmy zatem wykluczać ani rozwiązań, które stosują anarchiści, socjaliści, konserwatyści, ani nawet tych od liberałów. Domeną ideologii nie są środki. To tylko jeden z jej aspektów. Ideologia jest holistycznym i spójnym doborem idei, które poprzez ich metodyczne użycie mają wpływać na dobro danej grupy. Określenie „holistyczny i spójny” dotyczy niesprzecznego przeniknięcie wszystkich obszarów istnienia i jego przejawów (całokształtu) danej grupy. Koniecznym do wyjaśnienia jest także pojęcie „metodyczności”. Określa ono świadomy i możliwy do wielokrotnego powtarzania sposób postępowania, który ma prowadzić do określonego celu. Osoby identyfikujące się z daną ideologią nie muszą zatem kurczowo trzymać się danych rozwiązań, czy środków. Muszą one być dostosowane do całej reszty wymienionych elementów ideologicznych.
Ostatnim z punktów rozwijających aspekt stanu rzeczywistości oraz relacji nacjonalizmu do pozostałych ideologii i do samego świata jest opis potencjału, który leży w nacjonalizmie. Ta refleksja będzie zatem nieco bardziej przyziemna. Wracając jednak do meritum – potencjał drzemiący w nacjonalizmie to aktywizm jego reprezentantów, lecz nie tylko. Często podkreśla się, że polski narodowiec przechodzi od zwycięstwa w sobie do zwycięstwa w narodzie. Jest to niezmiernie słuszna idea, ale ze względu na podkreślanie jej i rozważanie o niej na każdym kroku, pragnę wyróżnić nieco inne atuty nacjonalizmu. Będzie ich... Podstawowym jest fakt, iż ideologia nacjonalistyczna ma za zadanie dbać o dobro najbardziej zaawansowanej formy zbiorowości, którą jest naród. Odstawmy na bok wszelkie mrzonki futurologiczne o możliwości zaistnienia umysłów zbiorowych. Pomimo mojej wielkiej sympatii oraz nadziei, które wiążę z filozofią transhumanizmu, nie potrafię zgodzić się z faktem, że społeczeństwo będzie w stanie zinstytucjonalizować się w „coś więcej” niż naród. Przy tym warto wspomnieć, że definicje narodu bywają różne i – rzecz jasna – zmieniły się od okresu dwudziestolecia międzywojennego. Zaznaczyć należy, że „dbanie”, które wyróżniłem jako podstawowy atut nacjonalizmu miało, ma i – mam nadzieję – będzie mieć realny wpływ na kształt danych narodów. Historycznie najbardziej doniosłym osiągnięciem nacjonalizmu w Polsce było właśnie skonsolidowanie, zespojenie Polaków z trzech zaborów. Dzisiaj widzimy, że dzięki forsowanym przez narodowców ideałom, wzorcom, czy wartościom świadomość historyczna, ale i duma Polaków z ich narodowej tożsamości, wzrosła znacznie, czego wyrazem jest moda na patriotyzm. Można mieć wiele zastrzeżeń do tego stanu rzeczy, ale nie ma wątpliwości, iż ten element należy przypisać do zasług polskiego nacjonalizmu. W przyszłości koniecznością będzie dawanie odpowiedzi na dalsze i coraz to nowe problemy związane z globalizacją, kryzysem wartości, wspomnianym transhumanizmem, czy rozwojem technologii. Dotychczas stawianie czoła wyzwaniom świata szło nam dobrze, więc można żywić nadzieję na to, że będzie tak wciąż. Nasz etos pracy i przekonanie o tym, że heroizm jednostki może za sobą pociągnąć kolejne elementy narodowego organizmu do działania, jeśli będzie wciąż rosnąć, na pewno zaowocuje.
Drugi aspekt dotyczył świadomości aktywisty – ze szczególnym uwzględnieniem sposobu dążenia do celów oraz naszego stosunku do nich. Sądzę, że każdy nacjonalista powinien wziąć czasem w nawias siebie i za sprawą tego swoistego nacjonalistycznego epoche (termin używany w filozofii do określenia – najogólniej rzecz biorąc – wstrzymania sądów na temat świata) popatrzeć na siebie bez osnowy etykiet, czy przeświadczeń. Stanięcie w prawdzie o sobie jest punktem wyjścia do każdego samookreślenia. Weryfikacja, czy nie żyjemy czasem w jakiejś życzeniowej fikcji lub czy (z drugiej strony) nie doceniamy swoich osiągnięć – to powinno być regularną praktyką każdego świadomego radykała. Nie sposób przejść z rozumienia teorii do świadomego działania, które miałoby się odznaczać pewną trwałością i skutecznością, bez wcześniejszego spojrzenia na siebie odrywając się niejako od wszelkich przygodnych kontekstów. Nikt nie rodzi się nacjonalistą. Nacjonalistą się stajemy. Pierwszym etapem jest samoidentyfikacja, ale musimy pamiętać, że to „źródło”, do którego winniśmy powracać i wciąż pytać „Dlaczego?”
Celem tego tekstu nie było przedstawienie samych propozycji aktywizmu nacjonalistycznego. Jego istotą miało być oddanie teoretyczne podstaw tego rodzaju aktywności. Należy pamiętać, że jest to zaledwie wybór i zarys, choć ufam, że uda się niektórym nim zainspirować.
Michał Walkowski
Szturm miesięcznik narodowo-radykalny numer 35 2017 PDF MOBI EPUB
Jarosław Ostrogniew - "Ezra Pound, albo jak czytać poezję"
Ezra Pound – poeta, o którym słyszał każdy nacjonalista. Nasz człowiek. Ten dobry artysta, który rzucił wyzwanie całemu establishmentowi politycznemu i artystycznemu. Ten odważny Amerykanin, który walczył o Europę i poniósł za to okrutną karę. Ten, który nie cofnął się, kiedy musiał zapłacić za swoje przekonania.
Nazwisko Pounda znaleźć możemy nawet w najbardziej niszowych publikacjach nacjonalistycznych na wszystkich kontynentach, które zamieszkują nasze narody. Jego twarz możemy zobaczyć we wszystkich odmętach prawego internetu. Nacjonalista zna jego nazwisko, rozpoznaje jego twarz, słyszał o jego twórczości, pamięta kilka zniekształconych cytatów – i w końcu sięga po jego twórczość. Wtedy następuje dezorientacja. Mnóstwo cytatów w nieznanych, często wymarłych językach. Aluzje, odwołania, wulgaryzmy, trudny do uchwycenia rytm, utwory o gigantycznych rozmiarach. Wtedy sięga do jego biografii – dezorientacja postępuje. Chaos myśli i rozczarowanie.
Spróbujmy rozwiać powstające wówczas wątpliwości i uporządkować ten chaos.
Tak, Pound był faszystą. Tak, Pound był jednym z nas. Tak, Pound czerpał garściami z tradycji europejskiej kultury. Tak, Pound był zaangażowany w walkę społeczno-polityczną. Tak, Pound był jednym z największych poetów XX wieku.
Nie, Pound nie wyparł się pod koniec życia swojego zaangażowania ideowego. Nie, poezja Pounda nie ogranicza się do promowania faszyzmu. Nie, Pound nie był szalonym agitatorem. Nie, Pound nie uważał tradycji azjatyckiej za wyższą od europejskiej. Nie, poezja Pounda nie jest zrozumiała tylko dla profesorów literatury.
Pound nie jest poetą łatwym w odbiorze. Ale na pewno jest poetą, którego warto czytać. Jego twórczość jest tak dobra, że byłby jednym z moich ulubionych poetów i polecałbym ją każdemu człowiekowi, który myśli i czuje więcej niż przeciętni ludzie, nawet, gdyby Pound nie był nacjonalistą.
Pound świadomie i celowo tworzył poezję trudną w treści i w formie.
Jego poezja jest trudna w treści, ponieważ opierał się na całej istniejącej tradycji europejskiej kultury (a także na pewnych elementach nie-europejskich), europejskiej historii oraz na współczesnych mu wydarzeniach. Żeby zrozumieć treść poezji Pounda, trzeba rozumieć aluzje, parafrazy, odniesienia czy cytaty.
Poezja Pounda jest trudna w formie, ponieważ z jednej strony dążył on do stworzenia nowych form wyrazu w literaturze, z drugiej opierał się na istniejącej tradycji. Nie chciał jej zaprzeczyć, ale nie chciał też w kółko powtarzać tego samego. Pound uważał, że kolejne epoki muszą znajdować właściwe dla siebie środki wyrazu, aby dobudowywać kolejne piętra w gmachu istniejącej tradycji kulturowej. Zatem czytanie Pounda bez znajomości europejskiej tradycji poetyckiej (a edukacja szkolna tego niestety nie zapewnia) jest trudne.
Można potraktować poezję Pounda jako pewne zadanie do wykonania – zadanie pozostawione kolejnym pokoleniom wykształconych ludzi. Jeżeli mamy ambicje, aby stać się nową elitą (również kulturalną) odrodzonej Polski i odrodzonej Europy, musimy wykonać to zadanie – musimy dorosnąć do Pounda.
W poezji Pounda trzeba przebić się przez pierwsze onieśmielenie, które w nas wywołuje, aby w pełni ujrzeć jej piękno. Trzeba wykonać trud wspinaczki przez pokryte lodem skały – wykonać pracę nierzadko żmudną i męczącą, aby ze szczytu ujrzeć niezapomniany widok wschodzącego ponad najwyższymi górami Słońca.
Spróbujmy razem wykonać pierwsze kroki przez twórczość Ezry Pounda.
Ryba w słoiku – o co chodzi w poezji?
Pound nie tylko tworzył poezję, ale był również oryginalnym i odważnym krytykiem i teoretykiem literatury. Jego najważniejszym dziełem z tego obszaru jest ABC of Reading (ABC czytania), w którym uczy czytelnika, jak właściwie należy czytać literaturę (a zwłaszcza poezję), a także mówi o tym, co według niego stanowi istotę poezji – a więc pisze o tym, jak pisać poezję. Inni krytycy podważali wartość podejścia Pounda w czytaniu literatury – natomiast nikt nie podważa tego, że jego wskazówki są przydatne w czytaniu poezji samego Pounda.
Pound używa metafory ryby w słoiku – konkretnie chodzi mu o samogłowa, w języku angielskim zwanego „sunfish” - „słoneczną rybą” (co brzmi z pewnością o wiele lepiej niż samogłów). Pound twierdzi – niezbyt precyzyjnie, ten brak precyzji w cytowaniu innych autorów jest skrajnie Poundowski – że biolog Louis Agassiz kazał swojemu uczniowi opisać przechowywaną w słoiku rybę – właśnie samogłowa. Uczeń opisał ją dokładnie tak, jak w podręczniku – rząd taki i taki, gatunek taki i taki, budowa ciała, środowisko, rozmnażanie… Agassiz nakazał mu nie opowiadać komunałów, tylko naprawdę opisać rybę. Uczeń męczył się kilka dni, napisał cały esej – ryba uległa rozkładowi, ale uczeń już coś o niej wiedział. (Pozwólmy sobie na małą dygresję - Agassiz uchodził i uchodzi za przedstawiciela naukowego rasizmu, jest znienawidzony przez liberałów i lewicowców. Kolejny „swój”?)
Pound mówi, że poeci muszą brać przykład z uczonych. I tak jak naukowcy w pewnym momencie przestali rozmawiać o rzeczywistości i naprawdę zaczęli ją badać, tak samo powinien postępować poeta – trzeba przestać rozprawiać o rzeczywistości. Poeta musi patrzeć na świat i próbować go opisać takim, jakim go widzi. Nie wolno mu korzystać z komunałów, obiegowych sądów czy powszechnie przyjętych formułek. Trzeba opisać konkretną rybę, którą widać w konkretnym słoiku, nie można przepisywać jej opisu z podręcznika ichtiologii.
Metaforę o rybie można rozumieć jeszcze w jeden sposób – otóż ostatecznie ryba uległa rozkładowi, ale opis pozostał. Podobnie jest z poezją – świat, który opisuje, najczęściej już przeminął. Tak jest też w przypadku poezji Pounda. Próbował on uchwycić jak w migawce aparatu fotograficznego moment głębokiego kryzysu Europy i kultury europejskiej. Świat, który opisywał Pound już przeminął, ale poezja Pounda pozostała. I jej uważna lektura pomoże nam lepiej zrozumieć nie tylko ten przeszły świat, ale też świat, w którym żyjemy teraz oraz nas samych.
Przejdźmy teraz do konkretnych przykładów twórczości Pounda.
Ione, miłość i przemijanie
Zacznijmy od tekstu w miarę prostego, mało aluzyjnego, odnoszącego się do pewnych uniwersalnych przeżyć – od wiersza Ione, Dead the Long Year - Ione nie żyje już cały długi rok:
Oryginał:
Empty are the ways,
Empty are the ways of this land
And the flowers
Bend over with heavy heads.
They bend in vain.
Empty are the ways of this land
Where Ione
Walked once, and now does not walk
But seems like a person just gone.
W przekładzie Leszka Engelkinga:
Puste są drogi,
Puste są drogi tej krainy,
A kwiaty
Schylają ciężkie głowy.
Na próżno je schylają.
Puste są drogi tej krainy,
Po których Ione
Chodziła niegdyś, a teraz nie chodzi;
Zda się, że właśnie przed chwilą odeszła.
W tym wierszu ujawnia się ogromny kunszt Pounda. W krótkiej formie, prostym językiem (słownictwo nie wybiega poza zasób słownictwa przeciętnego użytkownika języka zarówno angielskiego jak i polskiego) potrafi nazwać to, co trudne do nazwania. Dzięki takim krótkim i prostym wypowiedziom poetyckim wiemy, że Pound jest dobrym poetą i należy uważnie wczytywać się w jego trudniejsze i dłuższe utwory.
Po co właściwie Pound napisał ten krótki wiersz o Ione, która odeszła? Miłość i przemijanie to dwa wielkie i ponadczasowe zjawiska. Ludzie kochali, kochają i będą kochać innych ludzi, którzy będą przemijać czy odchodzić – nierzadko na zawsze, nierzadko nieodwołalnie.
W tym wierszu widoczne są związki Ezry Pounda z imagizmem – ruchem w poezji anglojęzycznej, którego przedstawiciele dążyli do zerwania z rozwlekłą i sentymentalną poezją. Dążyli do maksymalnej zwięzłości i precyzji w swojej twórczości. Opierali się przede wszystkim na metaforach, które uważali za istotę poezji. W Ione… Pound nakreśla słowami pewien obraz – ale nie jest to obraz wizualny, tylko emocjonalny. Jest to bardzo oszczędny pejzaż życia wewnętrznego człowieka przeżywającego stratę – na tyle prosty, aby każdy myślący człowiek mógł się z nim utożsamić. I na tyle piękny, aby każdy myślący człowiek chciał się z nim utożsamić.
O to właśnie chodzi w poezji. Można oczywiście powiedzieć, że gdy osoba, którą kochamy, odeszła na zawsze, to świat wydaje się pusty. Ale możemy też powiedzieć, że puste są drogi tej krainy, a kwiaty schylają ciężkie głowy - na próżno je schylają. Możemy powiedzieć, że tę pustkę spowodowało odejście kogoś, kogo kochamy. Ale możemy też wyrazić to w sposób mocniejszy, czyli poetycki, i powiedzieć, że puste są drogi tej krainy,po których Ione chodziła niegdyś, a teraz nie chodzi. Możemy powiedzieć, że osoba, którą kochaliśmy, zmarła rok temu, ale ciągle czujemy jej obecność. Ale możemy też powiedzieć, że Ione nie żyje już cały długi rok, a zda się, że właśnie przed chwilą odeszła. Prawdziwy poeta – taki jak Ezra Pound – potrafi powiedzieć to, co czują i myślą wszyscy ludzie (a przynajmniej ta czująca i myśląca ponad średnią cześć ludzkości), ale mówi to lepiej. I mówiąc to stwarza słowami pewien obraz, który zostaje z nami na zawsze – sprawia, że rozumiemy siebie lepiej, a świat i nas samych dostrzegamy w całkiem nowym świetle. Widzimy lepiej i widzimy wyraźniej.
W poezji nie chodzi o to, że tekst jest podzielony na wersy, które się rymują, czy jak w białym wierszu – że tekst jest po prostu podzielony na wersy. Chodzi o to, że poeta stosuje inne formy wypowiedzi, sprawia że słowa i zdania są do granic możliwości naładowane znaczeniem (o wiele bardziej niż w zwykłej wypowiedzi). Określony rytm i odpowiednia wersyfikacja jedynie potęgują moc tej wypowiedzi i pomagają uwypuklić pewne ukryte znaczenia.
Cierpliwy czytelnik może jednak w tym momencie stracić cierpliwość i zgłosić weto: „Ale gdzie tutaj faszyzm? Gdzie nacjonalizm? Bardzo ładne te wiersze, ale co to ma właściwie wspólnego z naszą sprawą?”. Otóż ma bardzo dużo. Przede wszystkim każde piękne dzieło jest buntem przeciw współczesnemu światu. Ci, którzy decydują się tworzyć czy czytać prawdziwą poezję, występują przeciw degeneracji naszych czasów.
Liberalni krytycy sztuki stosują dwie podstawowe strategie, gdy okazuje się, że któryś wybitny twórca – jak Ezra Pound, William Butler Yeats, Knut Hamsun, D.H. Lawrence czy Yukio Mishima – stał po stronie nacjonalizmu. Pierwsza strategia to deprecjonowanie jego dzieła – wcale nie był taki mądry, wcale to nie jest takie dobre, nie warto o tym rozmawiać. Druga strategia to uznanie, ze jego dzieła były wielkie, ale pomimo jego poglądów filozoficznych czy politycznych. Owszem był wielkim twórcą, ale te fragmenty o narodzie czy tradycji to zbędne głupoty, tę część lepiej pomińmy. Nasza odpowiedź musi być jasna – nie da się oddzielić dzieł tych wielkich twórców od ich poglądów. Pound nie stał po stronie faszyzmu wbrew swojemu umiłowaniu europejskiej kultury. Pound popierał faszyzm właśnie dlatego, że kochał kulturę europejską i uważał, że faszyzm jest w stanie przeciwstawić się dwóm potęgom dążącym do zniszczenia duszy Europy – sowieckiemu komunizmowi oraz amerykańskiemu liberalizmowi. Pound uważał, że takie zjawiska jak miłość czy przemijanie są nieodłączną częścią ludzkiej natury, są istotą człowieczeństwa, a nie zbędnym dodatkiem utrudniającym konsumpcję. I uważał, że człowiek zasługuje na lepsze wyrazy swoich myśli i uczuć niż nastawione na zysk produkty kultury masowej.
Potwór zwany „Usura”
Przyjrzyjmy się teraz utworowi, w którym Pound wprost odnosi się do problemów społecznych i politycznych – Canto XLV/Pieśń XLV. Pełen tekst pieśni (zarówno oryginalny jak i polski przekład autorstwa Jerzego Niemojowskiego) można bez problemu znaleźć w internecie. Tutaj przyjrzymy się określonym fragmentom.
Pound uważał lichwę (tutaj nazwaną łacińskim terminem „usura”) za jedno z największych (o ile nie największe) zagrożeń współczesnej mu cywilizacji europejskiej. I tutaj od razu pojawia się pytanie – dlaczego właściwie Pound używa łacińskiego terminu „usura”, a nie angielskiego „usury”? Stosowanie łacińskiego terminu pokazuje, że zjawisko nie jest nowe. W językach europejskich używamy terminów greckich czy łacińskich, aby określić pewne ponadczasowe zjawiska, które stanowią nieodłączną część naszej kultury: sophia, poesis, mysterion, libertas, communitas.
„Usura” jest takim samym ponadczasowym zjawiskiem, stałym zagrożeniem naszej cywilizacji. I jak wiemy dzięki Poundowi, gdzie rządzi Usura, tam nie ma nikt domu z kamienia słusznego i brak aureoli lśniącej od snycerzeń. Pound mówi tutaj mniej więcej to, co mówili wszyscy przeciwnicy lichwy, czy szerzej podporządkowania cywilizacji i kultury europejskiej zasadzie maksymalizacji zysku – ale mówi to w sposób poetycki, a więc mocniej i lepiej. Pound nie mówi, że lichwiarze dla zysku pozbawiają ludzi niezbędnych rzeczy. Mówi, że kamieniarzom odbiera się kamień, tkaczom ich krosna, gdzie lichwa nie dowiozą wełny na targ, a owce nie dadzą pożytków. Nie mówi też, że lichwa zła, bo zła i już, ale pokazuje, jak usura prowadzi do upadku całej cywilizacji: gdzie lichwa, linia grubieje, brak ścisłych rozróżnień i nikt nie najdzie dla siebie miejsca na swój dom. Usura niszczy też całą kulturę, bo żaden obraz nie powstanie, by trwał – i z nim ludzie, ale po to, by go sprzedać i to rychło. Według Pounda kultura nie istnieje w oderwaniu od całej zbiorowości, która ją tworzy – to określone społeczności tworzą określoną kulturę i to dzięki wielkim dziełom kultury te społeczności mogą wciąż trwać. Kierowanie się zasadą maksymalizacji zysku prowadzi do zniszczenia tego porządku – dzieło sztuki ma jak najszybciej przynieść zysk, a jakakolwiek wyższa wartość dzieła, jego znaczenie z punktu widzenia kolejnych pokoleń, są nieistotne. Można oczywiście powiedzieć, że lichwa prowadzi do paraliżu całej tradycyjnej kultury – ale można też tak jak Pound stworzyć niezapomniany poetycki obraz: usura kryje rdzą dłuto, kryje rdzą rzemiosło i mistrza, wżera się w nić w tkackim warsztacie.
Na koniec tej pieśni Pound pokazuje, że poezja może mieć ogromną moc – że wypowiedź poetycka może mieć precyzję filozoficznej maksymy i siłę politycznego sloganu. Pound oczywiście nie mówi „jebać lichwę – śmierć lichwiarzom”. Ujmuje to całkiem inaczej:
They have brought whores for Eleusis
Corpses are set to banquet
at behest of usura.
I w polskim przekładzie:
Sprowadzili kurwy do Eleusis,
Trupy się sadza do bankietu
na żądanie lichwiarzy.
Pound w swojej poezji nie boi się używać całej palety językowych środków wyrazu. Wulgaryzmy mają swoje miejsce nawet w poezji, ale muszą być używane tak jak wszystkie inne środki – w odpowiednim miejscu i w odpowiedni sposób. Pound dostrzegł już wtedy upadek europejskiej kultury (a pamiętajmy, że było to dość wczesne stadium degeneracji) i nazwał to, co widział, po imieniu – skurwieniem Europy na żądanie lichwiarzy. Używa tutaj pewnej antytezy „usura – Eleusis”. Eleusis jest wielką tajemnicą kultury europejskiej, symbolem naszej potencjalnej lepszej natury, naszych możliwości wzniesienia się ponad codzienność. Ta antyteza to walka na śmierć i życie w samym sercu Europy i w sercach wszystkich europejczyków: uwznioślenie przeciw upadkowi, wieczność przeciw natychmiastowemu zyskowi.
Poundowi nie chodzi o to, żeby napisać na murze (czy bardziej współcześnie – na facebooku) „jebać lichwiarzy!”. Poundowi chodzi o stworzenie pewnego obrazu, który na zawsze pozostanie w głowach wszystkich dobrych Europejczyków. Chodzi o to, żeby czytelnik sam po przeczytaniu pieśni krzyknął „śmierć lichwiarzom!”. Ale chodzi też o to, żeby czytelnik dążył do zrozumienia źródeł lichwy i przejawów degeneracji, do której prowadzi lichwa. I żeby ostatecznie zaczął dążyć do wyplenienia lichwy z życia publicznego i prywatnego. To poetyckie wezwanie do walki „contra usuram”.
Ludzie, których nie znamy
Na koniec przyjrzyjmy się jednemu z najbardziej znanych i jednocześnie najkrótszych utworów Pounda – wierszowi In a Station of a Metro/Na stacji metra.
W oryginale brzmi on następująco:
The apparition of these faces in the crowd:
Petals, on a wet, black bough.
W przekładzie Artura Międzyrzeckiego:
Pojawienie się tych twarzy w tłumie;
Płatki na mokrej czarnej gałęzi.
Można ten wiersz zbyć bardzo krótkim komentarzem – Pound korzysta z formy haiku, aby poprzez obrazowe porównanie opisać tłum napotkany na stacji metra. A teraz naprawdę przyjrzyjmy się formie i treści tego dzieła.
Przede wszystkim forma tego wiersza jest inspirowana haiku, ale nie jest haiku. W japońskim haiku punktem wyjścia jest coś mniejszego, a punktem docelowym coś większego. Gdyby Pound chciał stworzyć haiku, powinien zacząć od płatków, a dopiero potem przejść do twarzy w tłumie. To nie jest błąd formalny. Pound był zbyt dobrym poetą, aby napisać nieudane haiku. Poprzez przełamanie formy Pound próbuje coś nam przekazać. Pytanie brzmi: co?
Pound odwołuje się do starego motywu poezji europejskiej – ujęcia ludzi i ludzkości jako liści rosnących na drzewie, które umierają i odradzają się zgodnie z rytmem przyrody. Pierwszym znanym ujęciem tego motywu jest Iliada, w której Homer wkłada taką oto wypowiedź w usta jednego z bohaterów:
Iliada, 6.145-150 w przekładzie Kazimiery Jeżewskiej:
Taki już los ludzkich rodów jak losy nietrwałych liści -
jedne na ziemie wiatr zrzuca liście, a inne wydaje
rozkwitający las, kiedy zbliża się pora wiosenna.
Z rodem człowieczym to samo: jeden rozkwita, a drugi
pada.
Zaznaczmy, że jest to najstarszy znany nam przykład użycia tego motywu. Nie wiemy, czy Homer nie odwołuje się do starszej, zastanej przez niego tradycji helleńskiej poezji. Ten motyw powraca w literaturze, na przykład włoski hermetysta Giuseppe Ungaretti wykorzystuje go, aby opisać doświadczenie pierwszej wojny światowej:
Oto jesteśmy
niczym jesienią
na drzewach
liście.
Do tego motywu odwołuje się także Pound. Ale dlaczego zaczyna od tłumu w metrze?
Pound to poeta zakochany w tym, co przeminęło, ale obserwujący (często z obrzydzeniem) to, co jest. Wybitna jednostka wystająca ponad przeciętność, którego kontakty z ludźmi często były trudne. Pound wpatruje się w tłum na stacji paryskiego metra. Widzi masowość i nowoczesność, komercjalizację, lichwę, plutokrację, zatracenie Europy – ale w pewnym momencie widzi coś jeszcze. Tym „czymś jeszcze” są właśnie ludzie tworzący ten wyobcowany nowoczesny tłum. To oni – mimo wszystko – są tymi wciąż odradzającymi się liśćmi na drzewie, które my wszyscy tworzymy. To oni zastąpią nas, gdy już umrzemy i to oni sprowadzą na gałęzie naszego drzewa kolejne pączki, z których rozwiną się kolejne liście. I to pośród tego tłumu będą też ci, którzy tak jak Pound będą kochać Europę i żyć europejską tradycją. I być może pośród nich znajduje się kolejny geniusz, który z tomikiem poezji Pounda na honorowym miejscu na półce, obok Iliady Homera, dokona kolejnego przełomu w europejskiej kulturze i swoimi dziełami tchnie ducha w śpiącą Europę.
Jestem pewien, że większość czytelników tego eseju doświadczyło podobnego uczucia w zetknięciu z tłumem. Z jednej strony odpycha nas ta cała anonimowa masa, te wszystkie normiki, zatopione w swoich smartfonach, dla których heheszki w internetach i przeglądanie tindera stanowią cały cel bezmyślnego i odruchowego życia. Ale to właśnie ci ludzie, których spotykamy na stacjach metra, na przystankach autobusowych, na dworcach kolejowych, są Polakami i europejczykami, o których przyszłość walczymy. To oni są liśćmi drzewa, które chcemy chronić zarówno przed zagrożeniem zewnętrznym – piłą, która próbuje je ściąć - jak i przed wysysającymi jej soki pasożytami czy toczącymi je chorobami. To pośród nich znajdują się ci, którzy przyłączą się do naszej walki i którzy poniosą pochodnię dalej, gdy nas już nie będzie.
To wszystko Pound mówi nam w dwóch linijkach wiersza.
I o to właśnie chodzi w poezji Pounda. Cała europejska tradycja powracająca w nowych formach i w połączeniu z nowymi treściami. Misternie skonstruowane ze słów obrazy, które uderzają nas prosto w oczy niczym oślepiający blask wschodzącego Słońca – jak diamentowy pocisk prosto w czoło.
I dla takich olśnień warto czytać poezję Ezry Pounda.
Wskazówki bibliograficzne
Jeżeli ktoś chce lepiej poznać twórczość Ezry Pounda, dobrze zacząć od poświęconego mu numeru „Literatury na Świecie” (nr 1-162/1985), w którym znaleźć można szkice poświęcone jego biografii i twórczości, fragmenty pism Pounda, jego najważniejsze wiersze, a także twórczość innych poetów, z którymi Pound był związany. W Polsce ukazały się trzy wybory jego poezji: Poezje wybrane (LSW, Warszawa 1989), Poezje (Wydawnictwo Wojciech Pogonowski 1993) oraz Wiersze, poematy i pieśni (Biuro Literackie, Wrocław 2012). Są to trudno dostępne książki – nie kupimy ich w przeciętnej księgarni, ale można je bez problemu zdobyć przez internet, albo wypożyczyć z lepiej zaopatrzonych bibliotek.
Jeżeli ktoś zna język angielski na tyle dobrze, żeby czytać poezję w oryginale, warto sięgnąć po któryś ze zbiorów Selected Poems (w których znaleźć można najważniejsze z mniejszych utworów Pounda). Trzeba oczywiście sięgnąć po Cantos – żeby nie zagubić się w tym Poundowskim opus magnum warto mieć pod ręką A Companion to the Cantos of Ezra Pund autorstwa C.F. Terrella. Żeby lepiej zrozumieć poezję Pounda (i poezję w ogóle), lekturą obowiązkową pozostaje ABC of Reading. Z kolei wszyscy zainteresowani społeczno-politycznymi poglądami Pounda, powinni przeczytać Ezra Pound Speaking: Radio Speeches of World War II.
Jarosław Ostrogniew
Sebastian Jaksan - "W obronie Balickiego"
Często się zastanawiałem dlaczego wielu ludzi w naszym ruchu często inspiruje się zagranicznymi ideologiami nacjonalistycznymi, i to w dodatku takimi które wrogo były nastawione do naszego narodu. Polski nacjonalizm miał przecież niejedną twarz, wielu teoretyków, a także był/jest na dużo większym poziomie intelektualnym niż analogiczne idee w innych krajach. Irytuje mnie też kiedy jedni myśliciele i teoretycy przedwojenni ciągle są cytowani, wspominani, obiera się ich za wzór czy też nawet często (niestety) za nieomylnych głosicieli prawdy absolutnej. Natomiast inni którzy również zapisali się wielkimi czynami i twórczością, są prawie całkiem zapomniani. Jednym z takich najbardziej zapomnianych nacjonalistów jest Zygmunt Balicki. Jeżeli już ktoś zdecyduje się przypomnieć jego postać, to często po to tylko, by skrytykować jego myśl. Stąd też postanowiłem napisać parę słów, gdyż po raz kolejny przeczytałem tekst, który w sposób powierzchowny i niedokładny przedstawia projekt nacjonalizmu Zygmunta Balickiego. Krytyka jest bardzo subiektywna analizowana przez pryzmat religii. Argumenty tam przedstawione są dokładnie takie jakie przedstawił min. Jędrzej Giertych.[1] Trudno oprzeć się wrażeniu że artykuł jest zwykła kopią wcześniejszych, gdzie autor zamiast sam rzetelnie przeanalizować myśl Balickiego, ogranicza się jedynie do zapoznania z krytyką i negacją jego idei, napisanej przez przedwojennych narodowców, [2]którą odrzucano również, a może przede wszystkim pod wpływem uczuć religijnych. Nie będę tutaj przedstawiał biografii Zygmunta Balickiego, jak i tylko w paru słowach opiszę o stworzonej przez niego idei narodowej. Pragnę skoncentrować się na błędach i nieścisłościach z jaką często się spotykam w krytyce dokonywanej przez współczesnych nacjonalistów na przykładzie w/w artykułu.
Najważniejszym dziełem Zygmunta Balickiego była broszura ‘’Egoizm narodowy wobec etyki’’, w którym przedstawił swoje poglądy. W dziele tym, Balicki podjął się stworzenia nowego imperatywu kategorycznego, gdzie obowiązkiem każdego członka narodu powinna być przede wszystkim nadrzędność interesu narodowego, ciągłe dążenie do jego wielkości i rozwoju. Ta nowa etyka - etyka narodowa lub etyka idei różniła się od etyki ideałów tym że cechował ją pewien relatywizm moralny, i miała zastąpić etykę ideałów, czyli etykę chrześcijańska, gdyż jak pisał autor ‘’...tak pojeta etyka społeczna jest wyrazem poczucia moralnego wszystkich czasów i wszystkich ludów, a stosuje się zarówno do życia prywatnego, jak i publicznego, obejmuje tak samo postępowanie jednostek, jak grup społecznych i narodów wobec siebie. Taka tylko etyka może być jedną, powszechną i bezwzględną...’’[3] I tutaj dochodzimy do pierwszej nieścisłości w wyżej wspomnianym artykule, gdyż autor piszę że : ...‘’Podstawy tej koncepcji wyłożył Zygmunt Balicki w książce pt. „Egoizm narodowy wobec etyki”. Autor przekonywał w niej, że w zależności od okoliczności, obowiązują człowieka różne etyki – i tak w życiu politycznym, w dążeniu do celów służących dobru narodowemu, mielibyśmy nie zważać na pewne hamulce etyczne, które obowiązywałyby nas w życiu prywatnym...’’ Autor artykułu pisząc o różnych etykach, pisał właściwie o idei przedłożonej przez Romana Dmowskiego. Co prawda Balicki pisze o relacjach etyki chrześcijańskiej i etyki narodowej jednak wyraźnie daje nam do zrozumienia że etyka narodowa powinna być zdecydowanie dominującą, i dotyczyć ma bezwzględnie każdego członka narodu, uwzględniając tylko jego status społeczny, czy zajmowane stanowisko lub pełniąc służbę publiczną. W tym miejscu właśnie różnica pomiędzy Dmowskim a Balickim, gdyż według R. Dmowskiego obok etyki chrześcijańskiej istniała równolegle etyka narodowa, która była tylko dla ludzi mocno związanych z narodem, a która będzie obowiązywać tylko w stosunkach między narodami. Następnie autor wypowiada się w bardzo podobnym tonie w jakim pisał wyżej wspomniany J. Giertych :’’...Odejście od pogańskich zasad życia zbiorowego uratowało polski nacjonalizm przed wypaczeniem. Najlepszym tego przykładem niech będą historyczne losy nacjonalizmów, które wyzbyły się pierwiastka chrześcijańskiego. I tak niemiecki narodowy socjalizm, który oparty został na rasizmie biologicznym, był przyczyną śmierci milionów niewinnych ofiar, podobnie jak nacjonalizm ukraiński oparty o szowinizm, którego głównymi ofiarami zostali Polacy...’’ Każdy kto interesuje się zagadnieniem idei narodowych na świecie wie że nacjonalizm jednego kraju, często diametralnie różni się od analogicznej idei innego. Pomimo kilku pierwiastków wspólnych dla każdego nacjonalizmu, idee narodowe ukraińska i niemiecka różni się zdecydowanie od egoizmu narodowego stworzonego przez Z. Balickiego. Teorie
Balickiego i Doncowa posiadają całkiem odmienne podejście do spraw etyki czy moralności. W swojej pracy Balicki piszę: ‘’...Naród duchowo wielki, wielki potęgą samowiednego egoizmu, nie poniży się do nadużyć i gwałtów, bo ceni wysoko swą godność, ma poszanowanie dla własnej kultury i cześć dla swojego sztandaru , którego jak żołnierz, mordem ani skrytobójstwem nie splami...’’[4] A także :...Duch rycerski, a nie duch militaryzmu jest cechą żołnierza obywatela, nie skala się on też okrucieństwem, gwałtem lub mordem bezbronnych...[5]
Natomiast w pracy Dmytro Doncowa – Nacjonalizm, gdzie główne cechy nakreślił w kilku punktach piszę: … Ta idea jest nieprzejednana, bezkompromisowa, brutalna, fanatyczna, amoralna, za swoje reguły uznaje tylko to , co leży w interesie spieces ( narodu, przyp. S. J.), Tymi cechami odznacza się każda wielka narodowa idea i to, a nie co innego, daje jej taką wybuchową siłę w historii.[6]
Widać zatem ogromne różnice w wyznaczaniu granic etyczno - moralnych w tych dwóch ideach narodowych, które możemy zaklasyfikować jako nacjonalizmy świeckie. Jednak w przypadku myśli Balickiego pomimo swego relatywnego charakteru z punktu widzenia etyki chrześcijańskiej, mamy jasno wytyczone granice postępowania w walce o naród. Co więcej, z tekstu dobitnie wynika że przekroczenie tych granic wiąże się z działaniem na szkodę narodu gdyż obniża się przez to jego poziom cywilizacyjny, hamując jego rozwój. Balicki wskazuje że nowy typ Polaka (żołnierz - obywatel), musi się kierować w swoim postępowaniu rycerskim etosem. Tak więc nieludzkie czyny jak np. gwałty, mordowanie niewinnych jest zabronione! Natomiast w idei Doncowa przekroczenie uniwersalnych granic etyczno - moralnych walce o nacje jest właściwie wskazane,i wszelkie hamulce są potępiane przez autora, gdyż jego zdaniem wstrzymuje siły, które dążą do potęgi i wielkości nacji. Przedstawione tutaj porównanie w sposób oczywisty pokazuje nam ze te dwie idee podążają w całkiem przeciwnym kierunku. Warto jeszcze zaznaczyć że ideologię ukraińską i polską cechuje jeszcze jedna różnica: Nacjonalizm Balickiego jest jest naukowy [7], natomiast w przypadku ukrainskim jak pisze Wiktor Poliszczuk ‘’Doktryna Doncowa nie uznaje autorytetu nauki(wiedzy), te wartości poddaje on zasadniczej krytyce...’’[8] Te i inne różnice pomiędzy tezami tych dwóch teoretyków, pozwalają stwierdzić jednoznacznie że argumenty, jak i spekulacje krytyków egoizmu narodowego Z. Balickiego są nietrafione, bezpodstawne, oparte raczej na subiektywnym odczuciu niż obiektywnej analizie. Podobnie sprawa wygląda z porównaniem do niemieckiego nacjonalizmu (narodowego socjalizmu). Jak było wspomniane wyżej, nacjonalizm zawiera w sobie cechy duchowe danego narodu. Ideologia niemiecka kształtowała się stopniowo już od epoki romantyzmu, by na początku XX w. przybrać rasistowskie i szowinistyczne oblicze. Na przełomie XIX i XX w. było wielu niemieckich myślicieli i filozofów którzy propagowali kult siły, biologiczny rasizm, imperializm, który miał doprowadzić do panowania germanów, eliminując rasy niższe (w szczególności Słowian) poprzez fizyczna eksterminacje, lub sprowadzić ich do roli niewolników. To oni właśnie odpowiadają za relatywizacje moralnych granic wśród społeczeństwa niemieckiego który zabrania zabijając niewinnych. [9] Miało to ogromny wpływ na kształt charakteru idei ruchu hitlerowskiego, który był po prostu odbiciem popularnych postaw wśród niemieckiego społeczeństwa. Biologiczny rasizm, szowinizm, czy imperializm nigdy jednak nie był obecny w ideologi Balickiego, który swojej pracy krytykuje narody które wykazują się wiarołomstwem, i bezprawiem w czasie wojny jak i w czasie pokoju, a w życiu wewnętrznym gotowe płaszczyć się przed siłą wykazujące się zawsze brutalnością, gdy czuja przewagę i bezkarność swojego bezprawia[10] Można wnioskować że ma na myśli tutaj również Prusy, których polityka imperialistyczna i historyczna miała oczywisty wpływ na konstrukcje narodowego socjalizmu. Na marginesie należy dodać że niemiecki NS jest zaliczany przez naukowców zajmujących się tym zagadnieniem do nacjonalizmów pogańskich, zaś nasz rodzimy nacjonalizm pogański, którego przedstawicielem była głównie Zadruga był również pozbawiony cech szowinizmu. Twórca i lider Zadrugi Jan Stachniuk pomimo pochwały totalitaryzmu, krytykował wojnę jako wykolejenie się potencjału ludzkiego[11]. Śmiem przypuszczać, że jeżeli historia potoczyła by się inaczej a nacjonalizm polski ewoluował by w innym kierunku opierając się na etyce narodowej spychając etykę chrześcijańską na drugi plan, nie skończył by jak nacjonalizmy ukraiński czy niemiecki. Uważam że absolutyzacja narodu nie musi się wiązać z tym, że pierwiastki
szowinistyczne przenikną do myśli narodowej, co w efekcie prowadzi do ludobójstwa. Jest to oczywiście możliwe, jednak w dzisiejszych czasach, kiedy tylko głupcy, nawiązując ciągle do trudnej czasami historii pomiędzy europejskimi narodami, nie widzą potrzeby sojuszu pomiędzy ruchami nacjonalistycznymi i współpracy pomiędzy narodami, i to nie tylko europejskimi. Etyka narodowa wymaga od nas postępowania szlachetnego, honorowego, heroicznego, potrzeby ciągłej pracy nad samym sobą, pracy na rzecz narodu, pełnego dla niego poświęcenia, czego przykładem był i sam Balicki. Po za tym jego obserwacje w wielu miejscach są ponadczasowe, więc i dziś mogą być dla nas pomocne ( nie na zasadzie bo Z. Balicki powiedział … jak to często jest w przypadku Romana Dmowskiego), wskazywać pewien kierunek. Dodatkowo przedstawiał doskonałe połączenie dobrze rozumianego realizmu politycznego, z pełni ideową postawą, którego brak dzisiejszym ugrupowaniom narodowym, gdzie jedne w imię realizmu, odrzucają określenie ‘’nacjonalizm’’, gdyż słowo to poprzez propagandę różnej maści liberałów i lewactwa kojarzy się wielu ludziom z hitleryzmem, natomiast te ideowe często żyją po prostu oderwane od rzeczywistości, utkwiły przeszłości, bezkrytycznie patrzą na przedwojennych narodowców. Jeżeli chcemy być szanowani, musimy pisać zgodnie z prawdą. Łatwo jest pokazywać palcem na pewien szmatławiec kiedy nagina fakty, lub zwyczajnie kłamie, ale my musimy swoim zachowaniem udowodniać że jesteśmy inni. Jeżeli chcemy do czegoś dojść nie możemy zaklinać rzeczywistości i ignorować faktów, które mogą być dla nas niewygodne, a szukać nowej formuły, a nawet zrewidować pewne elementy naszej idei jeżeli to konieczne, tak by nowoczesny nacjonalizm zainteresował jak największa część naszego społeczeństwa nie zatracając przy tym swojej formy.
Sebastian Jaksan
Jędrzej Giertych, Nacjonalizm chrześcijański, Krzeszowice 2004, s. 36.
Michał Howorka, W stronę autorytaryzmu- Nacjonalizm integralny Związku Młodych Narodowców, Kraków 2008, s. 133.
Zygmunt Balicki, Parlamentaryzm, Kraków 2008, s. 359.
Tamże, s. 373.
Tamże, s. 377.
Dmytro Doncow, Nacjonalizm, Kraków 2008, s.185.
Zygmunt Balicki,Parlamentaryzm,( Piotr Koryś, Zygmunt Balicki. Pomiedzy politycznym zaangażowaniem i naukową bezstronnością) Kraków 2008, s. XXIV.
Dmytro Doncow, Nacjonalizm, ( Wiktor Poliszczuk, Analiza politologiczna doktryny Doncowa), Kraków 2008 s.253.
Bogumił Grott, Dylematy polskiego nacjonalizmu, Warszawa 2014, s. 80.
Zygmunt Balicki, Parlamentaryzm, Kraków 2008, s. 374.
Jan Stachniuk, Zagadnienie totalizmu, Wrocław 1990, s. 71.
Paweł Doliński - Narodowy Radykalizm wobec bezwarunkowego dochodu podstawowego
Omawiając dzieła siedemnastowiecznych angielskich pisarzy politycznych, stosujących liberalną definicję wolności, Quentin Skinner stwierdza:
„Kiedy neo-rzymscy teoretycy rozważają znaczenie wolności obywatelskiej, na ogół podkreślają, że chodzi im o sens ściśle polityczny. Nie jest im znane współczesne pojęcie społeczeństwa obywatelskiego jako przestrzeni moralnej między rządzonymi a rządzącymi i nie mają wiele do powiedzenia o wymiarach wolności i opresji obecnych w takich instytucjach, jak rodzina czy rynek pracy.” (Skinner 1997, 17)
„Neo-rzymscy teoretycy”,czyli dawni liberałowie mogli pomijać kwestie opresji fizycznej i psychicznej w sferze prywatnej, nie zabierać głosu w sprawie piętnowania określonych stylów życia, nie zajmować się wyzyskiem ekonomicznym, ponieważ wszystkie te zagadnienia nie mieściły się w ich rozumieniu tego, co polityczne. Własność ziemską uważali za główną (i na ogół wystarczającą) ekonomiczną gwarancję wolności jako nie-dominacji, ale ta perspektywa szybko musiała ulec poszerzeniu, kiedy ziemianie zaczęli ustępować miejsca kupcom, a rynek stał się równie poważnym źródłem niepewności, co arbitralna władza polityczna.
Współczesna lewica rozszerza pojęcie wolności na sfery społeczną i ekonomiczną, a w niektórych sytuacjach również na sferę prywatną. Jak to ujmuje Philip Pettit, „w miarę jak społeczeństwo staje się coraz bardziej złożone i mnożą się wymogi odnośnie tego, co oznacza dobre życie w społeczeństwie, wzrastają również akceptowalne standardy jakości życia – standardy niezbędne dla zachowania niezależności socjoekonomicznej” (Pettit 1997, 158). Tą samą drogą ewolucji myśli społeczno-ekonomicznej powinni podążyć nacjonaliści w kształtowaniu nowoczesnej idei ruchu narodowo-radykalnego. Istnieje potrzeba zredefiniowania pojęcia wolności oraz człowieka nowoczesnego w ekonomii. Aby być wolnym we współczesnym świecie, nie wystarczy już być zabezpieczonym przed dominacją polityczną. Wraz ze wzrostem złożoności społecznej (Pettit bardzo świadomie unika stosowania określenia „postęp”) – rozwojem wymiany handlowej, powstaniem nowych form własności, przemianami rynku pracy – zmieniają się uznawane przez wszystkich obywateli aspiracje i dążenia, ich „istotne interesy i poglądy”. Wraz z nimi pojawiają się nowe formy dominacji, nowe możliwości arbitralnego ich naruszania – głównie przez podmioty prywatne.
Kiedy bieda przestała być uznawana za dowód skazy moralnej, a zaczęto w niej dostrzegać efekt określonego splotu okoliczności osobistych i społeczno-ekonomicznych, przyzwolenie na nędzę, nie mówiąc już o czerpaniu korzyści z czyjegoś niekorzystnego położenia finansowego, powinno być uznane za formę opresji. Dlatego też Philip Pettit stwierdza dobitnie, że „państwo deklarujące przywiązanie do wolności jako nie-dominacji pewnej grupy nad drugą jest zobowiązane do działania na rzecz niezależności socjoekonomicznej” (Pettit 1997, 159), zdefiniowanej jako możliwość „normalnego funkcjonowania w danym społeczeństwie, bez konieczności żebrania lub pożyczania, bez bycia zależnym od niczyjej dobroczynności” (ibid., 158). Kluczowe znaczenie ekonomicznych gwarancji wolności zawsze powinno charakteryzować Narodowy Radykalizm. Powszechna własność, rozumiana niekoniecznie jako posiadanie dóbr, ale szerzej – jako brak materialnej zależności od innych – jest kluczowa dla idei NR i nacjonalizmu socjalnego.
Niezależność socjoekonomiczna jest czymś więcej, niż zapewnieniem (przez państwo lub prywatnych „dobroczyńców”) środków pozwalających na przeżycie najbardziej potrzebującym. Ma na celu nie tylko eliminację skrajnego ubóstwa, ale i przeciwdziałanie szeroko rozumianym formom zależności – na przykład od dyskrecjonalnych decyzji urzędników przyznających pomoc wedle swojego widzimisię lub zestawu kryteriów, które są wprawdzie jawne, ale pozostają niezgodne z „istotnymi interesami i poglądami” społeczeństwa. Dąży również do eliminacji tak zwanego „syndromu uzależnienia od pomocy”, nawyku polegania na zasiłkach, które mogą zostać wycofane, jeśli korzystająca z nich osoba z jakiegoś niezrozumiałego dla niej i pozbawionego społecznego uzasadnienia powodu przestała się kwalifikować do pomocy lub w państwowej kasie zabrakło pieniędzy.
Istnieją dwa argumenty dla uzasadnienia zobowiązania państwa działającego na rzecz zapewnienia swoim obywatelom niezależności socjoekonomicznej. Po pierwsze, niezależność socjoekonomiczna poszerza ilość wolnych wyborów obywateli poddanych presji socjoekonomicznej. Jeśli obywatel zmuszony jest szukać pracy, kiedy na rynku pracy panuje bardzo duża niepewność, a pracodawcy mają możliwość arbitralnego dyktowania warunków zatrudnienia, państwo dające mu niezależność socjoekonomiczną zwiększa jego możliwość negocjowania z potencjalnym pracodawcą. Po drugie, niezależność socjoekonomiczna uwalnia spod takich form dominacji, którym obywatele byliby poddani w innym przypadku. Może tu chodzić zarówno o ograniczenie arbitralnych ingerencji w ich swobodę na rynku pracy, ale też zapewnienie im pomocy, kiedy np. z uwagi na ograniczoną sprawność ruchową muszą zależeć od dobroczynności innych, by normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
Wprowadzenie niezależności socjoekonomicznej pociąga za sobą dwie konsekwencje. Po pierwsze, zmniejszanie nierówności społecznych w sferze społeczno-gospodarczej. Nie musi to oznaczać dążenia do pełnego egalitaryzmu materialnego, gdyż nie ma służyć realizacji marksistowskiej definicji sprawiedliwości społecznej. Jeśli czyjeś złe położenie materialne, ograniczenia fizyczne lub umysłowe narażają tę osobę na formy dominacji, którym nie podlega ktoś zamożniejszy i posiadający lepsze zdolności do działania i myślenia, minimalizowanie zdominowania może wymagać przyznania jej większych środków, ale z pewnością nie będzie wiązało się z wymogiem wypłacenia ich w takiej wysokości, by zrównała się dochodami z osobą sprawną i świetnie zarabiającą. Po drugie, wszelkie zasady i polityki publiczne formułowane w celu zwiększenia owej niezależności nie mogą być arbitralne, czyli muszą przyjmować formę „ustaloną”, uregulowaną „niemal prawnie”. Chodzi o to, aby odpowiadały nie tyle paragrafom, co „istotnym interesom i poglądom”, które świadczeniobiorcy podzielać będą ze współobywatelami. „Ustalone” reguły przyznawania świadczeń oznaczają jednak, że nie można ich cofnąć w sposób arbitralny (w sensie omówionym wyżej).
Rozważmy teraz, czy wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego jest zgodne zarówno z narodowo-radykalnym uzasadnieniami działania na rzecz wspólnoty pojmowanej jako naród, jak i zasadami, jakimi powinno kierować się owo działanie. BDP z pewnością oznacza wzrost zakresu niezależności obywatela, czyli pewnej formy ochrony przed zagrożeniem ze strony podmiotów państwowych i prywatnych. Stały dochód, niezależny od jego sytuacji ekonomicznej, zwiększa ilość dostępnych dla niego wyborów – otrzymuje on silniejszą pozycję przetargową wobec całej klasy pracodawców, ponieważ może dużo łatwiej zrezygnować z pracy, którą uważa za zbyt nisko płatną albo po prostu niesatysfakcjonującą. BDP przyczynia się również do ograniczenia możliwości wyzysku obywatela. Dysponując gwarantowanym dochodem o określonej wysokości może wyeliminować lub poważnie ograniczyć pewne spośród form dominacji, którym byłby poddany, nie dysponując takimi środkami. Co więcej, może on samodzielnie decydować o przeznaczeniu tych środków, kierując się własnymi potrzebami. Jeśli na przykład jego sprawność ruchowa jest ograniczona, a zarazem pomoc wykwalifikowanego opiekuna lub opiekunki byłaby w jego odczuciu krępująca, może przeznaczyć część swojego BDP na specjalistyczny sprzęt zwiększający jego sprawność. Może podjąć tę decyzję bez konieczności pytania świadczeniodawcy – zwiększa się zarówno zakres nie-dominacji (większa ilość nieskrępowanych wyborów), jak i jej natężenie (zmniejsza się jego zależność od czyjejś dobroczynności).
Ponieważ BDP nie rozróżnia między obywatelami kwalifikującymi się do jego wypłaty, spełnia z pewnością nacjonalistyczne kryterium równości wszystkich jednostek w narodzie. Równość rozumiana w kryterium naturalistycznym. Różnice poszczególnych jednostek będą wynikały z ich charakteru oraz roli i użyteczności dla narodu, państwa. Oczywiście mogą znaleźć się tacy, którzy będą twierdzić, iż jego wprowadzenie (BDP) stanowi pogwałcenie sprawiedliwości, formę nagradzania „leniwych” i w związku z tym należy uznać bezwarunkowy dochód podstawowy za zasadę arbitralną, wprowadzoną ze względu na partykularne sympatie społeczne czy podyktowaną chęcią pozyskania głosów. Taki pogląd sam jednak będzie musiał przejść narodowy test arbitralności. Osoba formułująca podobne zarzuty zmuszona będzie nie tylko odpowiedzieć na pytanie, czy byłaby przeciwna wprowadzeniu BDP, gdyby sama znajdowała się w położeniu kogoś „leniwego”, a także przekonać się, czy jej współobywatele zgadzają się z nią co do tego, co oznacza bycie „leniwym”.
BDP spełnia również narodowo-radykalną zasadę, wedle której zapewnienie niezależności socjoekonomicznej nie musi oznaczać dążenia do pełnego egalitaryzmu, lecz zmniejszenie się nierówności społecznych wynikających z obecnego ustroju neoliberalnego. Uzyskanie przez wszystkich obywateli gwarantowanego dochodu w określonej wysokości nie oznacza oczywiście, że będą zarabiali tyle samo. Osoby bardziej przedsiębiorcze, lepiej sytuowane jeszcze przed wprowadzeniem BDP, czy bardziej utalentowane, będą zapewne cieszyły się większymi środkami materialnymi. Bezwarunkowy dochód podstawowy może, choć nie musi zwiększyć ich nie-dominację. Gorzej sytuowani na pewno jednak zwiększą swoją niezależność dzięki jego wprowadzeniu. Na gruncie współczesnego liberalizmu wychwalanego przez wielu konserwatystów, czy „narodowców” oznaczałoby to konieczność zmierzenia się z dylematem „pracowici kontra leniwi” – jedna koncepcja „dobrego życia” byłaby promowana bardziej niż inna. Nacjonalistyczne uzasadnienie BDP nie musi jednak rozwiązywać tego dylematu, o ile tylko na każdego beneficjenta bezwarunkowego dochodu podstawowego (obywatela) zostaną nałożone ściśle sprecyzowane obowiązki wynikające z przynależności do narodu, państwa.
Dlatego też formułując swoje uzasadnienie BDP dla współczesnych nacjonalistów polskich, pragnę dowieść, że jest to rozwiązanie niearbitralne, stanowiące co najwyżej przypadek kontrolowanej ingerencji państwa w społeczeństwo. W mojej opinii wprowadzenie tego rozwiązania w oparciu o przejrzyste zasady, bez żadnych szczególnych uprawnień lub wyjątków, jest właśnie taką sytuacją. Jako nacjonaliści, antykapitaliści powinniśmy się zgadzać co do kluczowego znaczenia niezależności ekonomicznej każdego obywatela. Powinna być ona zapewniona każdemu niezależnie od posiadanego majątku czy wykonywanej pracy.
Uzasadnienie BDP oparte na zasadzie kontrolowanej ingerencji nie wykorzystuje jednak w pełni potencjału, jaki tkwi w niezależności ekonomicznej obywateli. Jednak dla osiągnięcia tego istotne jest wypracowanie konsensu narodowego, czyli sformułowanie programu narodowo-społecznego powszechnie zaakceptowanego lub też narzuconego totalnie. Powinien on zawierać szereg „istotnych interesów i celów” do zrealizowania. „Zamożne jednostki”, względnie poszkodowane przez to rozwiązanie będą miały możliwość sprawowania niezbędnej kontroli nad redystrybucją dochodu. Może zostać powołana izba kontrolna (jej członków mógłby charakteryzować stopień zamożności oraz utylitaryzm) podlegająca ministerstwu finansów. Będzie to funkcjonowało w oparciu o reżim narzuconych zasad i wartości.
Wydaje się zatem, że realizacja postulatu bezwarunkowego dochodu podstawowego nie może się obejść bez poruszenia kwestii zaangażowania publicznego i obowiązków wobec państwa. Jak zauważył David Casassas, jedna z podstawowych wątpliwości wobec uzasadniania BDP na gruncie społecznym dotyczy tego, czy jego wprowadzenie nie zamieni obywateli w pasywnych odbiorców świadczeń. Casassas dowodzi, że ta wątpliwość jest bezzasadna, ponieważ o prawdziwym zaangażowaniu publicznym możemy mówić jedynie wtedy, kiedy jest ono podyktowane nieskrępowanym wyborem, a nie palącą potrzebą ekonomiczną (Casassas 2007, 4). Wykazywanie się postawą obywatelską w zamian za świadczenia przeczy ideałom republikanizmu w jego opinii. Natomiast państwo narodowo-socjalne jest w stanie wywrzeć pewną presję na obywatelach, którzy nie będą chcieli się włączyć w pracę społeczną i działalność publiczną. Chociażby poprzez narzucenie zobowiązań z góry prawnych. Państwo nacjonalistyczne powinno angażować publicznie wszystkich obywateli na rzecz rozwoju i postępu kraju i jego gospodarki. Społeczeństwo zrozumieć będzie musiało, że konieczne jest zapewnienie wszystkim bezwarunkowego minimum niezależności ekonomicznej, nawet kosztem ograniczenia zysków najlepiej sytuowanych grup społecznych. W innym przypadku czekać je może kryzys i zapaść związana z rosnącymi nierównościami społecznymi, która rysuje się na horyzoncie. Nieubłagany długo upadek kapitalizmu przyniesie nam kolejne rewolucje lub też długo oczekiwaną alternatywę. To zależeć będzie od kroków jakich się nacjonaliści i państwowcy podejmą.
Redakcja - "Wywiad z Kampf der Nibelungen dla Szturmu"
Wywiad z Kampf der Nibelungen dla „Szturm – miesięcznik narodowo - radykalny“
Jesteście sportową organizacją dla młodych Niemców. Kiedy rozpoczęliście działalność? Jakie grupy biorą udział w wydarzeniach Kampf der Nibelungen (Autonome Nationalisten, inne grupy narodowe itd.) ?
Powołaliśmy organizację po raz pierwszy w 2013 roku. Pod nazwą Ring der Nibelungen. Po latach została przemianowana na Kampf der Nibelungen. Od początku powstania tej inicjatywy, chcieliśmy aby zawodnicy mogli identyfikować się z naszą ideą. Obejmuje ona szeroki krąg grup i subkultur, które mogą się z nią utożsamiać. Interesujące było dla nas to, że połączyliśmy grupy nacjonalistów i chuliganów piłkarskich, czyli coś co od dłuższego czasu jest normalne w innych państwach, w końcu udało się w Niemczech.
Leon Zawada - Nacjonalizm wobec postkolonializmu na przykładzie Ameryki Łacińskiej
Nacjonalizm to idea uznająca naród jako nadrzędny czynnik państwowotwórczy oraz definiujący kierunek polityczny przez pryzmat interesu własnej wspólnoty. Do tego warto dodać, że w ramach powyższej koncepcji w jednym kraju żyć powinien tylko jeden naród przy zachowaniu odrębności kulturowej zgodnej ze swoją historią. Takie ujęcie zagadnienia, stawia nacjonalizm w opozycji do wszelkich nurtów politycznych dążących do standaryzacji świata. Należy do nich zarówno liberalizm, marksizm jak i imperializm. Ten pierwszy próbuje zamienić świat w światowy rynek, na którym dominowałyby korporacje współczesnych hegemonów globalnej ekonomii. Ten drugi buduje swoją jednolitość przez narzucenie wszystkim poddanym ludom identycznej nędzy i terroru. Ten trzeci, z kolei, pojawia się jako narzędzie do realizacji ideologicznych, ekonomicznych czy politycznych ambicji, uzupełniając poprzednie dwie doktryny. Wszelkie, ponadnarodowe dążenia uniformizacyjne niezależnie od tego czy za ich wykonaniem stoją neomarksiści z Unii Europejskiej, post-sowiecka oligarchia czy zachodnie korporacje, sprowadzają się do prób rozmywania odrębności narodowej w jednej z form gotującego się kotła. Co więcej, nowoczesny nurt narodowy utożsamiany czasem z etnonacjonalizmem, stoi w opozycji do megalomańskiego nacjonalizmu ubiegłych stuleci. Mając na uwadze powyższe można przyjąć, że jedyna sensowna oś podziału doktryn politycznych nie biegnie po linii prawica i lewica, lecz nacjonalizm i globalizm.
Po dziś dzień wśród części nacjonalistów obecne są rewizjonistyczne mrzonki o przywracaniu historycznych granic Rzeczypospolitej. Nierealność takich poglądów dostrzegli ojcowie polskiej niepodległości już po I wojnie światowej. Roman Dmowski, nie bez przyczyny, uważał, że w skład odrodzonego państwa powinny wejść jedynie tereny, na których Polacy stanowią większość lub takie gdzie można dokonać skutecznej polonizacji. Józef Piłsudski, niesłusznie postrzegany czasem jako imperialista sprzeciwiał się wcielaniu do Polski ziem zamieszkiwanych przez inne narody, proponując zamian koncepcje federacyjną na kształt Rzeczypospolitej Trojga Narodów. Nietrudno zauważyć, ze najważniejsze myśli związane z kształtem granic Ojczyzny pozbawione były niewłaściwie pojmowanej mocarstwowości. Istniejące w świadomości części środowiska narodowego przekonania o konieczności odbijania Lwowa czy Grodna nie powinny być traktowane poważnie, a osoby je promujące należy marginalizować. Odrzucenie takich idei jest szczególnie istotne w dobie kryzysu demograficznego Europejczyków oraz narastającym zewnętrznym zagrożeniom dla integralności społecznej w państwach Okcydentu. Innym przejawem błędnego pojmowania nacjonalizmu jest zjawisko zachodniej hegemonii. W rozmaitych dyskusjach nietrudno natknąć się na zwolenników rozszerzania wpływów USA lub tych widzących w Izraelu obrońcę cywilizacji. Wbicie własnej flagi w ziemię obcego narodu nie jest celem nowoczesnego nacjonalisty. A destabilizacja państw trzeciego świata sprzyja jedynie korporacjom dążącym do gospodarczej kolonizacji świata i wykorzystaniu uciekającej ludności jako taniej siły roboczej, gdy ta wyemigruje już ze swoich krajów. Przykłady takich działań odnaleźć można w historii jankeskich interwencji w Ameryce Łacińskiej.
"Pomogłem w 1914 roku przekształcić Meksyk w bezpieczne miejsce dla amerykańskich interesów naftowych. Przyczyniłem się do tego, aby Kuba i Haiti stały się zdrowymi okolicami dla facetów z National City Bank, którzy mogą tam bez przeszkód gromadzić swoje zyski. W 1916 roku w służbie naszych interesów cukrowych zrobiłem porządek w Republice Dominikańskiej. A dla naszych koncernów owocowych zaprowadziłem w 1903 roku porządek w Hondurasie" – Stanley D. Butler
Za symboliczny początek imperialistycznej polityki Stanów Zjednoczonych w Ameryce Południowej uznaje się dzień 2 grudnia 1823 r., kiedy to prezydent USA James Monroe wygłosił orędzie, którego treść zawęża się do stwierdzenia „Ameryka dla USA”. Pierwszym aktem militarnej interwencji Waszyngtonu w ramach doktryny Monroego było włączenie się Amerykanów w wojnę kubańsko-hiszpańską w 1898 roku. Po wywalczonej przez USA niepodległości Kuby, ówczesny prezydent McKinley wygłosił słynne orędzie, w którym padły słowa: "Nowa Kuba musi być związana z nami bliskimi więzami i siłą, jeśli mamy zapewnić jej trwały dobrobyt". Taktyczny sojusz z USA nie przyniósł kubańskim niepodległościowcom oczekiwanej wolności. Już w roku 1900, gdy Zgromadzenie Narodowe świeżo powstałego państwa uchwaliło projekt konstytucji, Amerykański kongres narzucił Kubańczykom poprawioną przez siebie ustawę zasadniczą. Artykuł 7 wspomnianej poprawki nakładał na Kubę obowiązek dzierżawy ziem pod bazy morskie i zaopatrzeniowe. Obszarem takim stało się Guantanamo. Pokazuje to jasno nowy kurs północnoamerykańskiego imperium wobec zachodniej hemisfery.
W ubiegłym stuleciu w Meksyku, Stany Zjednoczone interweniowały kilka razy, niejednokrotnie doprowadzając do zmiany głowy państwa na bardziej przychylną własnym interesom. Do najbardziej znanych amerykańskich interwencji na południe od swoich granic należy bez wątpienia interwencja w Panamie. Pragnąć zbudować słynny kanał, Amerykanie pierwotnie negocjowali warunki dzierżawy ziemi od Kolumbii, której częścią była Panama. Jankesi zdecydowali się jednak zamiast dogadywać się z rządem w Bogocie wzniecić sztuczny separatyzm w północnej części Zjednoczonego Państwa. W panamskim konsulacie USA proklamowana zostaje 19 października 1903 roku proklamowana zostaje nowa republika, która oddaje kanał Amerykanom na wieczne czasy.
O samych interwencjach Stanów Zjednoczonych w zachodniej hemisferze poświęcone są znacznie dłuższe prace. Powyższe przykłady miały pokazać pewien mechanizm funkcjonowania amerykańskiej polityki ingerencji. Historia zna istotnie więcej podobnych przypadków, przede wszystkim na polu nacisków dyplomatycznych lub finansowych. Dodatkowo obrazować mogą to reakcje waszyngtońskie na rząd zmarłego Hugo Chaveza. Warto zaznaczyć, że USA to nie jedyne anglosaskie państwo prowadzące postkolonialną politykę w Ameryce Łacińskiej. Antykolonialne postulaty wśród patriotów i polityków w Argentynie powracają za każdym razem, gdy pojawia się temat konfliktu o Malwiny (w anglojęzycznej prasie „Falklandy”). Zdaniem strony argentyńskiej wyspy nie powinny należeć się byłem kolonizatorowi m.in. ze względu na fakt odziedziczenia tych terytoriów po Hiszpanii w 1810 roku. (uti possidentis juris), nieprawidłowe z prawnomiędzynarodowego punktu widzenia objęcie kontroli nad wyspami w 1833 roku czy wysiedleniem latynoskich mieszkańców wyspy na korzyść nowych osadników. Pomimo tego, decyzją Zardzewiałej Damy, Wielka Brytania podkreśliła przed światem swój imperialny status zbudowany na wyzysku zagarniętych kiedyś ziem i posłała swoich żołnierzy na walkę i śmierć o terytoria leżące na innym kontynencie. Co ciekawe w 2016 roku, Komisja Granic Szelfu Kontynentalnego przy ONZ przyznała Argentynie powiększony o 35% pas morski w skład, którego wchodzą sporne wyspy. Powyższe stanowisko zostało oprotestowane przez rząd w Londynie.
Wymienione uprzednio fakty mają istotne znaczenie dla kształtowania się nowego spojrzenia nacjonalizmu na problematykę globalnej polityki. Przede wszystkim, żaden imperializm w XXI wieku nie może być usprawiedliwiony. Jego jedyną twarzą, ukrytą pod maską uniwersalnego humanitaryzmu jest wyzysk. Mylą się również osoby twierdzące, że imperialne interwencje nie dotykają Polski i Europy. Odnotować należy, że im bardziej Zachód ingeruje w sprawy krajów trzeciego świata, tym bardziej nasila się fala pozaeuropejskiej imigracji. Problem ten nie dotyczy tylko Bliskiego Wschodu. Nietrudno dostrzec, że również rosyjska interwencja na wschodniej Ukrainie przyczyniła się do masowego napływu imigrantów zarobkowych do naszego kraju. Ponadto, jedną z odpowiedzi na postępującą globalizację świata powinna być globalizacja myślenia nawet tych, którzy są przeciwni globalnej standaryzacji. Sztucznie wywoływane konflikty prędzej czy później zawsze odbijają się gorzką czkawką. Nie od dziś i Polska zmaga się ze statusem tzw. „nowej kolonii”, która w założeniach parysko-berlińskich mocodawców ma być jedynie europejskim peryferium i rynkiem zbytu. Jak widać, nie trzeba być Latynosem, aby stać się ofiarą kolonialnej polityki. Powtórzmy zatem za Argentyńczykami:
PATRIA SI, COLONIA NO!
Leon Zawada
