Ankieta "Szturmu" na 5-lecie: Towarzystwo Studentów Polskich

  1. Jak ocenić można stan idei narodowej i nacjonalizmu jako takiego po 30 latach trwania III RP? Co udało się zrealizować polskiemu nacjonalizmowi, czego nie udało i jakie są tego przyczyny?

Stan idei narodowej/nacjonalizmu jako idei - ocenić można źle. Nacjonalizm jako taki albo stał się synonimem zwyczajnego patriotyzmu (podlanego umiarkowanym konserwatyzmem), albo prymitywnej ksenofobii. Jeśli zaś ktoś ma jakiekolwiek pojęcie o ruchu narodowym jako takim, to zazwyczaj bawi się w nekromantę i próbuje wskrzeszać endeckiego trupa, nie rozwijając się, nie stawiając czoła wyzwaniom współczesności. Nie udalo się zbudować i spopularyzować nowoczesnej ideologii.

Stan nacjonalizmu jako ruchu politycznego - również źle. Oczywiście, na plus należy odnotować to, że nacjonalizm jako taki w ogóle wyszedł z totalnego getta, a główną przyczyną tego były kilkuletnie afery wokół Marszu Niepodległości i dość sprytne próby wkroczenia do polityki (np. zrywanie wykładów - niektórzy pewnie tego już nie pamiętają). Sukces Marszu można w dużej mierze przypisać też okolicznościom stworzonym przez Seweryna Blumsztajna i GW, którzy rozkręcili absurdalną burzę wokół MN, prowokując naród do zdrowej reakcji. Gdyby nie to, najprawdopodobniej MN w 2010 roku byłby dokładnie tą samą imprezą co w roku 2009, tj. marszem kilkuset skinów. Teorie o tym, że fenomen MN ma jakikolwiek związek z katastrofą smoleńską, można włożyć między bajki.

Wracając jednak do rzeczy, pomimo potencjału, jaki miał MN, nie zbudowano nic wartościowego i trwałego. Jest kilka organizacji, które zrzeszają pewnie ok. kilku tysięcy osób (MW, ONR, RN, jakieś nowości typu Roty Marszu), do tego grupa Autonomicznych Nacjonalistów (którzy zresztą przeżywają niestety obecnie kryzys), ale to jest tak naprawdę nic. Nie ma zaplecza finansowego, politycznego, medialnego (Media Narodowe miałyby nawet pewien potencjał, ale stały się prywatnym folwarkiem kilku osób, czego te osoby nawet nie ukrywają).

W dzisiejszym świecie, w którym wspólnoty narodowe przeżywają kryzys a społeczeństwa ulegają atomizacji, szczególnie istotną rolę może odegrać partia polityczna, organizacja, ruch społeczny - a to w Polsce zaniedbano. Nie istnieje partia narodowa mająca realny, pozytywny wpływ na społeczeństwo i zdolna do walki o władzę.

Uderzający jest fakt, że Polska jest jednym z nielicznych krajów UE, który nie wysłał do PE eurosceptycznej reprezentacji. Odsuwając już nawet na bok kwestię tego, z kim nacjonaliści mieliby tam wejść w koalicji, nawet z monarchistami czy libertarianami - patrząc z perspektywy europejskiej, jest naprawdę źle.

O przyczynach mówiono już wielokrotnie - po pierwsze karierowiczostwo kilku osób i zniszczenie potencjału budowania ruchu społecznego o radykalnie antysystemowym zabarwieniu (w 2012 roku na Agrykoli krzyczano, że "nie będzie drugiej Magdalenki" a rządzący krajem "zawisną"), z którego później faktycznie mogłaby powstać partia (i nie byłoby to niczym złym)... zamiast tego zbyt szybko wkroczono do polityki, zaniedbując inne sfery, dla kilku osób złapano kilka stołków, a i to tylko dzięki sprytnej koalicji z Kukizem, i tyle.

Kolejnym problemem jest to, że nacjonalizm w Polsce boi się własnego cienia. Jobbik nie bał się iść na barykady i zdobywać 20% poparcia. Partia EKRE nie boi się otwarcie czcić Legionu Estońskiego, mówić o białym etnonacjonalizmie i czerpać użytecznych idei od środowisk alt-right, Nowej Prawicy i zagranicznych myślicieli jak Evola, a jednocześnie ma ponad 15% poparcia i współrządzi Estonią (ma między innymi MSW oraz przewodniczącego parlamentu!). Polski nacjonalizm wiecznie za wszystko przeprasza. Stawia się w ten sposób na przegranej pozycji.

Gwoli sprawiedliwości - jeśli coś udało się polskiemu nacjonalizmowi, to walka na gruncie polityki historycznej, przynajmniej w niektórych istotnych aspektach. Fakt, że ostatnio oddano hołd nawet Brygadzie Świętokrzyskiej, jest takim małym zwycięstwem. Sęk w tym, że to tylko jedna wygrana bitwa, a ogólna sytuacja jest fatalna.

  1. Jakie są obecnie najważniejsze cele i wyzwania polskiego nacjonalizmu? Co, jako środowisko narodowe, musimy zrealizować w pierwszej kolejności? O jakie elementy trzeba wzbogacić ideę narodową i na czym powinniśmy się skupić w naszej działalności narodowej?

Na chwilę obecną można powiedzieć, że środowisko nacjonalistyczne przegrało swój moment. Część osób na pewno pamięta lata 2012-2013, kiedy entuzjazm był ogromny. W 2012 roku po krakowskim marszu rocznicowym 13 grudnia, marszu naprawdę dużym (dzisiaj ten marsz zgromadzić może 1/10 tej liczby albo i mniej ludzi), wśród uczestników panowało szczere przekonanie o tym, że te marsze (naprawdę bez porównania liczniejsze od dzisiejszych) to dopiero początek.

Aktualnie jest... źle. Wszyscy to wiemy.

Co robić? Zważywszy na fakt, że systemowa prawica kradnie amunicję prawicy antysystemowej/narodowym radykałom/tradycjonalistom/wstawcie-sobie-co-chcecie, moim zdaniem trzeba zrobić to, co polecają Honor oraz Legion Twierdzy Wrocław - "przetrwać by zwyciężyć", ewentualnie co śpiewał Schmaletz - "rozpoznam, zaatakuję, potem się rozproszę, nawet jeśli zniknę, zwyciężę potem".

Celem musi być obecnie przyciąganie i utrzymanie wartościowych ludzi, formacja pod kątem idei i charakteru, w dłuższej perspektywie celem będzie zbudowanie silnego ruchu społecznego, a najważniejszym celem zdobycie władzy - wtedy będziemy mogli mieć realny wpływ na losy narodu.

Oczywiście, jeśli chodzi o bieżącą działalność, to mamy do czynienia z gigantycznym atakiem ruchu LGBT na nasz kraj i ta fala wzbiera. Nie można odpuszczać, trzeba sprzeciwiać się tej szkodliwej działalności, trzeba cisnąć nadal... pytanie, w jaki sposób można wzbogacić naszą dotychczasową działalność w tym aspekcie? Oni urośli w siłę, mają pieniądze, mają struktury i działaczy. My kasy nie mamy, a ludziom nie chce się chodzić na manifestacje...

 

  1. Jakie są szanse i pułapki dla polskiego nacjonalizmu? Co może pozytywnie zdeterminować rozwój idei narodowej w niedalekiej przyszłości, a co negatywnie?

W pułapce znajdujemy się obecnie; powyżej w zasadzie wskazaliśmy już najważniejsze problemy, z jakimi będziemy musieli się zmierzyć, i błędy, jakich trzeba będzie w przyszłości unikać.

Aby uzyskać szansę na dotarcie do społeczeństwa w obecnych warunkach, musimy wykazać się ogromną wytrwałością, pracą u podstaw. Wytrwałość i siła woli determinują przyszłość. W kontekście akademickim istotne będzie organizowanie marszów wbrew przeciwnościom, przywrócenie obecności prawicy na uniwersytetach, budowanie własnych społeczności studenckich. Musimy odważnie głosić prawdę, zaoferować ludziom alternatywę wobec fałszywego i degenerującego społeczeństwo lewicowo-liberalnego światopoglądu.

Nie możemy też zamykać oczu na fakt, że w działalności politycznej potrzebne są ogromne pieniądze i struktury. Na razie zaczynamy niemal od zera, musimy zaoferować pieniądze z własnej kieszeni oraz udowodnić swoją wartość i zdolność do działania, wtedy pojawią się sponsorzy. W dłuższej perspektywie trzeba będzie skupić się (nawet, jeśli ktoś pomyśli, że to obrzydliwe) na budowaniu potencjału finansowego. (Niech Bolesław Piasecki, krezus PRL-u, będzie wam w tym patronem.) A kiedy pojawi się szansa taka, jak w latach 2010-2013, być przygotowanym na to i tym razem jej nie stracić.

Szansą może być zmiana sytuacji geopolitycznej na świecie: dominacja Chin i wypieranie wpływów atlantystów z Europy. W krótszym czasie szansą byłby kryzys gospodarczy w stylu greckim. Można zarysować analogię do Republiki Weimarskiej - do jej upadku przyczyniła się, między innymi, gigantyczna inflacja. Jeśli polska gospodarka nie wytrzyma obecnej polityki finansowej, w końcu dojdzie do kryzysu. Może też dojść do kryzysu na poziomie europejskim, współczesny system polityczno-ekonomiczny Unii (Anty)Europejskiej jest nie do utrzymania. To może być ten moment kiedy, być może, siły antysystemowe będą miały szansę znów realnie zaistnieć. Realnie - bo nawet jeśli ta cała Konfederacja przekroczy próg wyborczy, to wprowadzi do Sejmu jedynie kilku posłów. A to tak naprawdę nie zmienia praktycznie nic.