Miłosz Jezierski - Jak wygląda świat po "Szturmie!" ?

Czy udało nam się zrobić rewolucję myśli? A przynajmniej ewolucję? Szturm powstał jako pismo mające dokonać dywersji w świecie popkultury i fermentu w mikrokosmosie intelektualnym na polskiej scenie narodowej. 5 lat istnienia pisma i środowiska, które wokół niego się uformowało oraz marki, którą wypromowano nie pozostaje bez śladu na dzisiejszym środowisku narodowym, ale także w jakiś sposób pojmowanej szerzej polskiej prawicy. Nie umknęło to także lewicy i liberałom, którzy od szczucia na środowisko związane z pismem oraz inicjatyw, które powstały niejako wokół przeszło do nazywania „szturmowymi” czy „szturmowcami” kojarzonych z promowanymi tu ideami zjawisk na scenie politycznej. Włącznie z jednymi mniej, drugimi bardziej udanymi próbami opisu środowiska, które się wykreowało albo też zostało w pewien sposób wypromowane w związku z pismem. Często jednak niecelnie.
Na postawione we wstępie pytania odpowiem: nie i tak. Z pewnością Szturm! dokonał pewnego szoku i wstrząsu w kręgach narodowych, a jako, że profil pisma był niepokorny, drapieżny, zaczepny i bezkompromisowy oraz pozbawiony epigońskiej autocenzury, które pozwalało dokonywać często świeżego lub zgoła innego spojrzenia na ideę, politykę, kulturę z tego powodu dorobiło się zarówno zwolenników, sceptyków jak i zagorzałych przeciwników i fanatycznych wrogów - często ze skostniałej części szeroko pojmowanego ruchu. Wydaje się jednak, że pismo w jakimś stopniu walcząc ze szkodliwymi mitami i wprowadzając świeży powiew do środowiska zbudowało pewne fundamenty być może nowej narracji. A przynajmniej kilka jej elementów.

Osiągnięcia

Szturm! zdaje się zdekonstruował pewien bardzo szkodliwy mit, krążący w środowisku narodowym, który budował największe zagrożenie cywilizacyjne ze strony islamskiej imigracji. Owszem, ukuto go w kręgach zachodniej prawicy i wraz z kryzysem migracyjnym powiększano rolę religii jako czynnika szkodliwego przy masowej imigracji. Zupełnie przy tym pomijając inne czynniki i żyjąc jedynie populistycznymi resentymentami. Innym przypadkiem był rzekomy banderyzm i wrodzona antypolskość Ukraińców, która usuwała ich z puli pożądanych do pracy imigrantów, tak jak muzułmanów z terroryzmem we krwi. O ile taki populistyczny straszak mógł działać wykorzystywany cynicznie przez planktonowe grupki lub partie dążącą do władzy, o tyle był mocno szkodliwy, gdyż zakładał, że tylko określone grupy stwarzają niebezpieczeństwo  ze względu na ich domniemane resentymenty historyczne czy wyznawaną religię.

Szturm! próbował rekonstruować ten mit. Udało się połowicznie. Przynajmniej pewna zauważalna część środowiska zaczęła stosować retorykę ekonomiczną w stosunku do Ukraińców, mniej histeryczną i tonącą w oparach historycyzmu, która często kończyła się mocną szurią i ostateczną kompromitacją ruchów antyimigracyjnych. Podobnie z imigrantami muzułmańskimi. W końcu powoli mówi się o każdej imigracji trzecioświatowej, której efektem nie będzie wcale zmiana stosunków ekonomicznych i doprowadzenie do obniżenia cen usług i produktów, ale całkowita wymiana ludnościowa i cywilizacyjna, co przejawiać się będzie kosztem bezpieczeństwa socjalnego jak i fizycznego autochtonów.
Etniczna wymiana ludności na obcą mentalnie, rasowo i cywilizacyjnie, nie ważne czy muzułmanin czy chrześcijanin, przeniesieni z innego świata zachowują mentalność i przekazują ją kolejnym pokoleniom. Przy okazji tworząc mieszane getta, w których autochton czuje się nieswojo. Przykład często przytaczanego Zachodu zaczął przybierać inny kształt. Nie półksiężyca i hord jihadystów ostrzących noże na gardłach niewiernych, ale bardziej prozaicznie podzielonych społeczeństw, ulic nędzy z walkami gangów, stref no-go, którymi nie interesuje się państwo i totalnie pozbawionego instynktu samozachowawczego otumanianego i podzielonego na elity i resztę społeczeństwa bez żadnej tożsamości. Może także tożsamości  narzuconej przez wielkie koncerny, dla wybrańców, którzy zaczną myśleć pod idee skrojone w zarządzie korporacji.
Niestety to wyszło tylko połowicznie. Zwycięstwo populistycznej prawicy oraz spory w szeroko pojmowanym obozie narodowym, do tego własne ambicje politycznej kariery ugładziły masowy przekaz i w odpowiednim momencie, gdy można było zacząć debatę nad utratą tożsamości przez Europejczyków i dalej Polaków możliwość taką zaorano.
Dodać tu należy, ze skończono także z mitem o tzw. „Bastionie Europy”, lansowanym na Marszach Niepodległości. W Szturmie! zanim taki trend się pojawił, napisano kilka tekstów, czemu Polska takim bastionem nie jest. Czemu znajdujemy się tam, gdzie znajdował się zachód Europy w latach 60-80 ubiegłego wieku. Z zadowoleniem dziś obserwuje się fakt, że nie tylko szturmowe środowisko mówi tym samym językiem. Także retoryka fałszywego sukcesu zniknęła. Paradoksalnie to pod rządami prawicy w końcu starto na proch fałszywy i szkodliwy mit usypiający naszą czujność. Polska niestety cecha – dążność do egzaltacji czymś urojonym i chwilowym wykreowała wielką dziurę w społecznym systemie immunologicznym, na szczęście przynajmniej w środowisku narodowym trend zaczyna znikać. Na ile to zasługa Szturmu! nie wiem. Wiem natomiast, że badając publicystykę narodową z okresu około 2015 roku trudno było natrafić na cokolwiek krytycznego wobec tegoż mitu, a w Szturmie zaczęto podważać mit na równi z upadkiem Europy pod ostrzem islamskiego miecza.
Nie tylko spojrzenie na emigrację zdaje się zmieniać. Nie tak dawno cała prawa strona z jednej strony wyśmiewała we własnych kręgach polityczną poprawność, jednocześnie tłumacząc się przed lewicowo-liberalnym salonem ze swoich „uprzedzeń”, które lewacka inkwizycja wykrzykiwała w ich kierunku. Szturm! stanął w opozycji do metody usprawiedliwień i tłumaczenia się przed wrogiem. Postulowaliśmy narzucenie własnej narracji wobec tolerancji represywnej Nowej Lewicy. Na większość zarzutów lewicy zaczęliśmy odpowiadać.. twierdząco. Nie można w kółko unikać ciosów wroga, należy odpowiadać ogniem.
Powoli, ale nie tylko za sprawą Szturmu! co trzeba przyznać, w środowisku zaczyna funkcjonować prawdziwy opór wobec politycznej poprawności łamiący tabu narzucane przez obóz nowo-lewicowy. Nie możemy bać się własnych przekonań i wstydliwie się z nimi kryć uznając wyższość wroga w sferze kulturowej. Im nie zależy by się z nami dzielić pluralizmem tylko by nas zdeptać. Musimy rozumować dokładnie w ten sam sposób – sposób wojny totalnej. Jest to co prawda początek długiej drogi i idzie to z trudem. Na nasze środowisko spadły gromy  za rozbijanie tabu narzuconej narracji. Ze strony lewej... ale i z prawej. Zwłaszcza z prawicy narodowej i endecji.

Z czasem jednak środowiska związane z endecją zaczęły mówić językiem walki z wrogiem. Wyrażano potrzebę zbudowania własnej narracji. Własnej metapolityki. I jako środowisko szturmowe zawsze powtarzaliśmy, że zbudowanie bazy społecznej pod przyszłą siłę polityczną może zaistnieć tylko przez odpowiednią stymulacje kulturową. Angażowanie się w politykę bez zbudowania bazy społeczno-kulturowej tylko niszczy każdy raczkujący potencjał w tym wymiarze.
Przemoc polityczna również w końcu znajduje swoje uzasadnienie nie tylko w obozie lewicowym, gdzie jest wręcz usprawiedliwiana jako, że bije się tych złych, którzy oczywiście przejawiają tradycjonalistyczne lub narodowe poglądy. W naszym obozie również do głosu coraz silniej dochodzi element prawdziwej walki politycznej, a ona rozgrywa się na naszym poziomie na ulicach. Jeżeli zrozumiemy, na czym stoimy i co nam zostało, a została ulica i wpływ na młode pokolenia, oraz brak kompromisów w tej kwestii jeszcze mamy szanse coś ugrać. Potępianie kontr wobec parad LGBT przyniosło tylko efekt odwrotny od zamierzonego. Parady chodzą dalej, ale kontry jakby się wypaliły. Ulica ma swoje prawa, coraz więcej osób w środowisku na szczęście zaczyna to rozumieć.
W oparciu o idee reprezentowane przez pismo była próba utworzenia nowoczesnej narodowo radykalnej organizacji Szturmowców, którzy na początku swojej działalności narobili małego przewrotu na polskiej scenie i wybili wiele okien, by to zatęchłego pokoju wpuścić świeżego powietrza. Wymienione wyżej zjawiska na polskiej  scenie narodowej to także zasługa działalności organizacji, która propagowała i aktywnie wdrażała je w życie społeczne.

 

Łyżka dziegciu

Nie wszystko się udało - trzeba to powiedzieć otwarcie. A pewne rozdziały zakończyły się nawet katastrofą. Chociażby debata o czynniku etnicznym i tożsamości rasowej została w środowisku pogrzebana. Niestety tryumfy świeci koncepcja obywatelska narodu narzucona przez centroprawicę. Obóz narodowy, ten umiarkowany nie zamierza nawet walczyć z tym konceptem co więcej afirmuje go. Szturm! i środowisko obok zostało czarną owcą z uzasadnioną przecież definicją Narodu. W obliczu masowej wędrówki ludów i zanikania białych tak zdefiniowane pojęcie narodowości tylko umocniłoby nasza tożsamościową immunologię. Niestety nie udało się nam przebić membrany politycznej poprawności i obóz lewicowy ze swoją mądrością etapów wyraźnie narzucił własną narrację i swój koncept wspólnotowy nie tylko centroprawicy, ale także endecji lub umiarkowanym narodowcom. Separatyzm rasowy pozostanie jeszcze długo tematem tabu, dopóki prawica liberalna będzie narzucać swoją retorykę i swój światopogląd na określenie tożsamości, a nacjonaliści jej słuchać.

W czasach gdy Polska ma podobne problemy z masową imigracją, jedyną ponoć dużą antysystemową imprezę organizowaną przez środowiska narodowe firmuje się zdjęciami kolorowych z flagami polskimi byleby liberałowie skończyli z czarnym pijarem. Nie skończą.
Tu też poniesiono połowiczną porażkę, aczkolwiek jakiś rezultat jest. Próba unikania obrzucenia błotem przez lewicowo-liberalne salony. Gdzieniegdzie zauważalna jest już narracja, która ciosów medialnych od liberałów się nie boi. Jednak daleko tu do bastionu suwerenności wobec czarnego pijaru wrażej strony. Wspomniane pardy LGBT, wykluczanie nacjonalistów z MN czy sprawa Degrella pokazują dobrze, że miękkie kręgosłupy liderów narodowych skłaniają całe tłumy do oddania pokłonu medialnym oligarchiom i wycofania się na pozycje wyjściowe.
Wiele mówiliśmy o kontrkulturze nacjonalistycznej, niestety nie ma jej jeszcze nawet w powijakach, co gorsza nie udało się wykorzenić dawnej subkultury. Prowadzi to do wielu patologicznych sytuacji. Powodem jest brak woli do tworzenia nurtu kontrkulturowego, o którym wszyscy mówią, ale nikt nie chce tworzyć. Do tego doszły także rządowe represje, które skutecznie dławią nasze inicjatywy w zarodku.
W oparciu o pismo nie powstały żadne projekty metapolityczne. Żaden klub filmowy, literacki, nie ma portali z recenzjami, poleceniami, nawet loży szyderców. Nie ma analiz w duchu nacjonalistycznym elementów popkultury, które można przekonwertować na nasze medium. Nie potrafimy poza pismem dotrzeć do odbiorcy. W naszych tekstach również brakowało często dokładnych specjalistycznych analiz. Niestety, ale może wraz z pojawieniem się numerów tematycznych redakcja zacznie silić się na zgłębianie wiedzy specjalistycznej lub wchodzić w temat swych felietonów by wyciągać konstruktywną i bogatszą syntezę, nie tylko analizować i krytykować. Nie możemy dać się zgnieść depresyjnej modzie na histeryzowanie gdy jesteśmy słabsi. Nihilizm nas do niczego nie doprowadzi. Dotyczy to także tych, którzy wzięli tzw. w kręgach altright czarną pigułkę, zwłaszcza po rozwiązaniu Szturmowców. Nihilizm nie doprowadzi nas do niczego. Wystarczy spojrzeć za zachodnią granicę. Zresztą w Polsce zmiany idą o wiele szybciej niż na Zachodzie i w temacie multikulturalizmu oraz nasycenia liberalizmem Polska zdaje się być prymusem. W tym przynajmniej kraje zachodnie dogonimy.

Co robić?

Co do samego Szturmu! musi stać się więcej niż pismem i transformować się w miesięcznik, który będzie próbował zmieniać matryce kulturową. Musimy też skupić się na tematyce kolejnych numerów lub wydań specjalnych. Zacząć zagłębiać się w dziedziny popkulturowe będące obecnie na czasie analizować je i twórczo wykorzystywać ich elementy. Przykładem był krytykowany w piśmie Netflix. Nie bójmy się, oglądajmy, wyciągnijmy elementy, które widza przekonują. Zapytajmy się czemu? Co mogę z tym zrobić? Zajrzyjmy do literatury, recenzujmy. Książki, filmy, muzykę spoza środowiska. Nie mamy własnych twórców? Twórzmy inspiracje. Jakie? Nawet Gatunkowe! Czemu nie wydać numeru zatytułowanego „Cyberpunk? Postapo, Technologia zniewolenie czy przyszłość”. Piszmy o roli mitu, wyciągajmy z popkultury te elementy natury ludzkiej, które chcemy promować. Tłumaczmy ją na nasz język. Heroizm, odwaga, poświecenie – uniwersalnie? Nie do końca.. Nie  do końca. Umieśćmy te cechy w naszym systemie wartości. W świecie postmodernizmu i równowagi wartości my musimy je balansować. Uwypuklać. W kwestii metapolityki ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Szturm! nie może zostać wyalienowany, doświadczenia z lat ubiegłych i analizy działania lewicy liberalnej wskazują nam, ze musimy zacząć budować albo inspirować do utworzenia ogólnośrodowiskowej membrany, która przetransmituje w umiarkowany sposób to, co radykałowie chcą wyrazić. Wraca kwestia metapolityki. Wokół pisma muszą powstać inicjatywy np. youtuberskie recenzujące gry lub filmy, rozprawiające o sprawach bieżących bez wchodzenia w radykalny język i przeintelektualizowanie. Jednak w odbiorze jak najbardziej w żaden sposób nie ugładzone. Musimy zacząć narzucać ton kontrkulturowy do antykultury postmodernizmu.
Szturm! musi stać się forpocztą wprowadzenia radykalniejszej wersji polityczności Schmitta. Nam nie wolno się cofać.  To jest wojna. To nie debata. Nasi odbiorcy muszą wiedzieć, ze w tej wojnie nie ma jeńców. Jest upadek naszej cywilizacji i na jej gruzach powstanie zdegenerowany groteskowy twór minispołeczeństwa, w którym zwyczajnie wyginiemy jako cywilizacja. Nacjonalista szturmowy nie prowadzi debat z wrogiem. On tylko wykorzystuje moment by zdobyć więcej pola. Po to wywołujemy debaty publiczne. Choćby skandalem. I „Szturm!' mam nadzieję zostanie nadal bezkompromisowy i kontrowersyjny. Kreatywny i niszczycielski zarazem. Nieustępliwy w swym marszu w przyszłość. Pamiętajmy, że jutro należy do nas!

 

Miłosz Jezierski