czwartek, 31 październik 2019 22:08

Maksymilian Ratajski - Samotny wilk to przegrany wilk

Przeciętny radykalny nacjonalista zna dwa cytaty Ernsta Jungera, co pozwala  mu uważać się za wielkiego fana twórczości niemieckiego pisarza.  Trudno o coś bardziej prymitywnego, niż sprowadzanie dorobku wielkiego człowieka do dwóch zdań, zwłaszcza, kiedy przypomnimy sobie, że Ernst Junger nie zginął w wieku lat dwudziestu, tylko żył ponad 5 razy dłużej. Te dwa cytaty to oczywiście „ani jednego głosu na jakąkolwiek partię” i definicja Anarchy, której opaczne rozumienie, tym bardziej w oderwaniu od reszty twórczości Autora przynosi katastrofalne skutki. Z drugiej strony czemu się dziwić -  ta grzeczna, liberalna cześć Ruchu naród i nacjonalizm definiuje według jednego cytatu Lutosławskiego – prymitywizm widać po obu stronach.

„Anarchista buntuje się przeciw „niesprawiedliwości” współczesnego świata, przeciw „nędzy”, „wyzyskowi”, „zniewoleniu” (…) Anarcha buntuje się natomiast przeciw całemu światu, całemu systemowi współczesnej cywilizacji. Anarcha ma odwagę powiedzieć „nie” wszystkim normom, zasadom i wartościom, w które wierzy zdegenerowana ludzkość. Anarcha odrzuca z pogardą „prawa człowieka”, „wolność”, „demokrację”, „pokój”, „humanizm”, „miłość”, „tolerancję”. „braterstwo”, „równość” i wszystkie inne fetysze i magiczne zaklęcia naszych czasów. Anarcha nie chce nikogo przekonywać, nie chce nikogo prowadzić ani porywać do walki… Anarcha jest samotnikiem, jest samotnym myśliwym wędrującym po bezdrożach chaosu, Anarcha to samotny wilk – nie potrzebuje wyznawców, obca jest mu i wstrętna mentalność stada. Anarcha nie chce niczego ulepszać ani tworzyć nowych światów. Dla Anarchy wartość ma tylko jego bunt – bunt będący wyrazem jego najgłębszej istoty, Anarcha pragnie tylko niszczyć murszejący porządek rzeczy, pragnie przyspieszyć procesy upadku, chce aby ostateczna pożoga ogarnęła świat, by wreszcie ponad zgliszczami mógł powiać mroźny podmuch Nieznanego…”

Rzeczony cytat stanowi dla wielu wygodną wymówkę. Figura samotnego wilka jest romantyczna, pociągająca, ale ciężko o głupszą postawę. Sam Juger pisał: „Być nacjonalistą znaczy walczyć o konieczności swego narodu wszystkimi środkami, jakie stoją do dyspozycji.” Tymczasem tak zwane „samotne wilki” dobrowolnie rezygnują z większości środków walki, co więcej skazują się na niepowodzenie, w pojedynkę to świat zmieniał Batman. Buntownik sam przeciwko światu, wolny, twardy, zdecydowany – to wszystko wygląda pięknie w teorii – w rzeczywistości jakakolwiek skuteczna działalność może być prowadzona tylko przez grupę wspólnie pracujących ludzi. Postawa samotnego wilka jest dorabianiem ideologii do własnego lenistwa, braku zdolności do poświęceń i współpracy. Wygodnie jest nic nie musieć – żadnych regularnych spotkań organizacyjnych, terminów, obowiązków – „jak mi się chce, to czasem coś zrobię”. W efekcie ciężko mówić o skuteczności podejmowanych działań, ich systematyczności, głębszym planie. Co ciekawe w przyrodzie samotny wilk to nie dumny, niezależny zwycięzca, a osobnik przegrany – przepędzony z watahy.

Dlaczego więc tak popularna jest postawa samotnego wilka? Oprócz romantyczności i wygody dochodzi jeszcze jeden czynnik – rozczarowanie głównym nurtem polskiego nacjonalizmu, całkowicie zrozumiałe patrząc na kolejne polityczne kompromitacje i liderów w stylu Andruszkiewicza, Winnickiego, Bąkiewicza, Holochera czy Kowalskiego. Tylko, że postawa „na złość RN-owi odmrożę sobie uszy” nie ma najmniejszego sensu. Trzeba po prostu robić swoje.

Kontemplacja własnej kumatości i radykalizmu, tego jak bardzo się różni od wszystkich systemowych narodowców chcących grać według reguł demoliberalnego systemu. Poczucie własnej wyższości, nonkonformizmu. Tak, to zdecydowanie kusząca perspektywa. Szkoda tylko, że taka postawa jest zwyczajnie głupia i do niczego nie prowadzi. No i ciężko mówić o nonkonformizmie, kiedy wybiera najwygodniejszą opcję, która niczego od nas nie wymaga. Nazywając rzeczy po imieniu – to po prostu dorabianie sobie ideologii do dezercji, żeby poczuć się lepiej.

Polska mentalność zawsze zawierała element anarchistyczny, nic więc dziwnego, że również nacjonaliści często są mentalnymi anarchistami. Skoro dla szlachcica polskiego Ojczyzną były jego prawa i wolności, Rzeczpospolita była pogrążona w anarchii, w której waszmościom było bardzo wygodnie, następnie byliśmy w niewoli, co sprawiało, że bunt był obowiązkiem uczciwego człowieka, pewne zachowania i sposób myślenia, niezdolność do podporządkowania się i współpracy, absolutyzację własnej wolności mamy wpisaną w polski charakter narodowy. Natomiast nie możemy robić sobie z tego wymówki, a zwalczać to co w naszym narodzie jest złe.

Bunt dla samego buntu to czysty anarchizm. Odrzucenie współczesnego świata sprzeciw wobec liberalnej demokracji, multikulturalizmu, hedonizmu i konsumpcjonizmu powinien być dla każdego z nas oczywisty. Ale nie jesteśmy konserwatystami, żeby uważać, że walka i tak jest przegrana i należy udać się na wewnętrzną emigrację, nikogo nie przekonywać do swoich racji, wszak „większość i tak jest głupia”. Nie! Jesteśmy nacjonalistami – ludźmi walki, ludźmi czynu! Wiedza czego chcemy, o co walczymy, jest równie ważna, a nawet ważniejsza niż ta przeciw czemu się buntujemy.

Nacjonalizm to idea wspólnotowa, zakładająca prymat wspólnoty, obowiązek pracy dla niej. Rozbuchany indywidualizm jest jego zaprzeczeniem. Chcąc służyć wspólnocie musimy się nauczyć wyrzec własnego ja i poświęcać dla grupy, współpracować. Wartością nie jest własny bunt, a jego umiejętne pokierowanie.

Wilki to piękne, wolne, silne zwierzęta. Ale zwierzęta stadne. To wataha jest silna, zwycięża. To watahę ukazał Guido Giraudo w „Wyjściu z lasu”. Wszystkich zmian, rewolucji dokonały grupy ludzi służących jednemu celowi. Tak! Grupy! To zorganizowane armie i ruchy wygrywały wojny i dokonywały przemian, osiągając cel dzięki podporządkowaniu i wyrzeczeniu się własnego ego. Zdecydowanie zbyt często patrzymy na historię przez pryzmat wybitnych jednostek, zapominając, że te jednostki nie były same – Roman Dmowski stał na czele wielkiego ruchu  społecznego, Józef Piłsudski miał legionistów, Jan III Sobieski przyprowadził pod Wiedeń potężną armię! Nawet Andrzej Kmicic nie działał w pojedynkę! Jednocześnie, nawet rozumiejąc potrzebę wspólnego działania zbyt często polski nacjonalista chce być wodzem, to również wpisuje się w polską mentalność – Polak musi być generałem, nie potrafi być żołnierzem, wyrzec się własnego ego dla dobra Sprawy. Samotny wilk wie, że niczego nie osiągnie i już przegrał. Wataha walczy o zwycięstwo.

Maksymilian Ratajski