poniedziałek, 30 wrzesień 2019 21:08

Ankieta "Szturmu" na 5-lecie: Grzegorz Ćwik

  1. Jak ocenić można stan idei narodowej i nacjonalizmu jako takiego po 30 latach trwania 3 RP? Co udało się zrealizować polskiemu nacjonalizmowi, czego nie udało i jakie są tego przyczyny?

 

Sądzę, że wszystko zależy od przyjętej perspektywy i oczekiwań. Jeśli spojrzymy na polską rzeczywistość po 2 wojnie  światowej , to uznać za duży sukces trzeba to, że nacjonalizm jako taki w ogóle istnieje w naszej przestrzeni publicznej. Przecież przez 45 lat okupacji sowieckiej idea ta była de facto zakazana, a incydenty w rodzaju „Grunwaldu” były koncesjonowanym nacjonalizmem na pasku SB. Z drugiej strony, jeśli porównamy obecny polski nacjonalizm do tego przedwojennego czy do innych krajów europejskich, to uderza w nas słabość liczebna, organizacyjna, polityczna, społeczna i ideologiczna. I jak sądzę perspektywa ta będzie właściwsza. Nie dlatego, że lubię się poużalać, lub krytykować dla krytykowania, ale dlatego, że faktycznie nasz nacjonalizm jako taki jest obecnie po prostu słaby. Wbrew medialnemu obrazowi, któremu sami nolens volens ulegamy, nasze spektrum oddziaływania na Naród maleje i choć proces ten nie jest bardzo szybki, to jednak stały.

Sukcesem polskiego nacjonalizmu bezspornie jest to, że idea ta jest obecna w życiu publicznym i jako taka jest rozpoznawalna. Przeciętny Polak czy Polka po prostu mają świadomość, że w Polsce funkcjonuje nacjonalizm jako światopogląd, forma działalności i stosunku do rzeczywistości. Sukcesem jest także fakt istnienia nacjonalizmu w formie organizacyjnej. Młodzież Wszechpolska, Obóz Narodowo-Radykalny, Stowarzyszenie Niklot i szereg innych inicjatyw to na pewno warte odnotowania formy oddziaływania na społeczeństwo. Nieformalne inicjatyw jak choćby Autonomiczni Nacjonaliści czy niestety nieistniejący już Szturmowcy także warte są wspomnienia. Nacjonalizm objawił się także w formie publicystyki, prasy, projektów o charakterze think-tanków, które w mniejszy lub większy sposób wpływają na ideologiczny dyskurs. Wymieńmy tu portal Autonom, 3Droga, nacjonalista.pl, narodowy.net, kierunki.info. Z prasy choćby „Szczerbca”, „Wszechpolaka”, „Trygława” a przede wszystkim absolutna perłę i najlepszy pod względem merytorycznym periodyk narodowy, czyli „Politykę Narodową”. Funkcjonują także wydawnictwa książkowe o charakterze narodowym, jak choćby Capital Book. Zarówno wznowienia klasyków myśli narodowej, jak i wydawanie nowych pozycji czy tłumaczenie pozycji zagranicznych bezsprzecznie jest dla nas, jako środowiska nacjonalistycznego, obowiązkiem.

Nie ukrywam, że mimo wszystko „moda na patriotyczne koszulki” również jest pozytywnym skutkiem oddziaływania nacjonalizmu. Abstrahując od tego, czy przeciętny człowiek noszący koszulki z Wyklętymi, husarią czy Powstaniem Warszawskim ma choćby elementarną wiedzę na ich temat, to masowa obecność takiej odzieży ma co najmniej 2 pozytywne skutki. Po pierwsze w przestrzeni publicznej funkcjonuje powszechnie zbiór naszych motywów, tradycji i odwołań. Nawet lewica ma doskonale świadomość, że w tej materii poniosła ogromną porażkę. Po drugiej noszenie takiej odzieży oznacza poczuwanie się do pewnych elementarnych sfer solidarności narodowej i wyznawania podstawowych wartości, jak Naród, ojczyzna, rodzina czy religia. To zysk już sam w sobie.

Największy niewątpliwie sukces polskiego nacjonalizmu, jak i jednocześnie najbardziej niewykorzystana karta, to z pewnością Marsz Niepodległości, który od 2010 roku stał się stałym elementem życia publicznego w naszym kraju. Oczywiście, wydarzenie to było już organizowane wcześniej przez środowiska narodowe, jednak w 2010 na skutek różnych przyczyn stało się niezwykle popularne, skupiając uwagę dziennikarzy i polityków. Popularność jego trwa do dziś, a o ile w 2010 roku udział wzięło ok. 10 tysięcy ludzi, to w następnych latach zdarzały się wypadku (2018), że liczba uczestników dochodziła do 250 tys. Tym samym jest to bezsprzecznie największa i do tego cykliczna manifestacja w kraju oraz w Europie o takim charakterze. Abstrahując od  opinii o twórcach sukcesu Marszu z 2010 roku, uznać trzeba Marsz Niepodległości za sukces. Pamiętajmy, że w roku 2010 polityka usuwania wszelkiej narodowej dumy, świadomości i patriotyzmu oraz szerzenie kosmopolityzmu i poczucia wstydu oraz niższości wobec zachodniego „postępu” były daleko zaawansowane. Środowisko, którego symbolem była i jest „Gazeta wyborcza”, samo pomogło rozpropagować wydarzenie, które trwale (póki co) trend ten zatrzymało a wręcz odwróciło. I o ile krytykować można turbo-patriotyzm i wspomnianą modę na koszulki z Pileckim czy „Inką”, to zapewniam Was – lepiej, żeby ludzie nosili koszulki z Nimi i nie do końca wiedzieli kim byli, niż żeby na ich miejscu był Che Guevara.

A co się nie udało i z czego to wynika? Nie udało się stworzyć faktycznie nacjonalistycznej partii politycznej, która w sposób stały i szeroki funkcjonowałaby w życiu politycznym i parlamentarnym. Nie mamy w niniejszej ankiecie wystarczająco dużo miejsca na wyszczególnienie czemu partią taką nie jest Ruch Narodowy. Wyliczę więc skrótowo: brak faktycznie nacjonalistycznego programu politycznego, który byłby w rzeczywistości realizowany; brak choćby próby stworzenia własnej bazy społecznej; sojusze z politykami liberalnymi, którzy całkowicie wzięli w niewolę polityczną i ideową Ruch Narodowy – ten zrzekł się na ich korzyść swej podmiotowości i większości postulatów ze swego programu politycznego; słabość liczbowa i jakościowa kadr, która przekłada się na zwykły analfabetyzm polityczny; nieumiejętność stworzenia własnej kontrnarracji. W efekcie nie mamy faktycznie nacjonalistycznej partii politycznej w tzw. „głównym nurcie”, a ta która funkcjonuje to bardziej populistyczna partia wolnościowo-konserwatywna.

Ogromnym problemem nacjonalizmu jest jego nierówne rozwinięcie jako idei i programu. Myślę, że spokojnie można nazwać to niedorozwojem ideologicznym, bo o ile w kilku tematach (lgbt, historia, etc.) nacjonalizm ma sporo do powiedzenia, o tyle w szeregu istotnych kwestii nie istnieje narracja nacjonalistyczna – chociażby w kwestii rynku pracy, stosunku do kapitalizmu, kwestii klimatycznych i dziesiątków innych.

Cały czas nacjonalizm cierpi na ogromny problem wynikający z zaczadzenia liberalizmem, który nad Wisłą obrał postać korwinizmu. To zresztą znamionuje inny problem naszego środowiska, a mianowicie brak własnych autorytetów politycznych i intelektualnych, co konsekwentnie wykorzystują liberałowie, populiści, konserwatyści i inni szarlatani polityczni, którzy raz po raz zagarniają poparcie osób o poglądach narodowych. Dodajmy – zagarniają je bardzo często dla swych poglądów, które są antynarodowe.

Nie posiadamy jako nacjonaliści własnej kontrkultury, rozumianej jako formy wpływania na społeczeństwo poprzez muzykę, literaturę, film, sztukę. Pojedyncze dosłownie przypadki wiosny nie czynią, bo porównując ze środowisko anarchistyczno-liberalnym (choćby tzw. „skłotersi”) to widać różnicę kilku poziomów.

Ruch nacjonalistyczny, podobnie jak prawie cała prawica nie mainstreamowa, jest niestety obecnie ruchem w dużej mierze antynaukowym. Nie posiadamy zazwyczaj wiedzy na tematy, których tak chętnie się podejmujemy. Polityka, ekonomia, społeczeństwo, kwestia klimatyczna, transport, geopolityka i stosunki międzynarodowe – porównajcie proszę to jak kwestie te opisuje choćby „Nowy Obywatel”, a jak my. Nie chodzi mi oczywiście o ideologiczny odcień „Nowego Obywatela”, ale o ogromną merytoryczność i naukowość tego, co ludzie ci robią. Tymczasem my mamy wyświechtane anegdotki i memy od Korwina czy innego liberała, powszechnie powtarzane sofizmaty i poczucie jakiejś elitarności, która nijak się ma do realiów. W efekcie tego narodowcy walczą ze szczepionkami, „socjalizmem” i „komuną”.

Nacjonalizm nie stanowi dziś alternatywy dla przeciętnego obywatela. To tylko nam się wydaje, że jesteśmy elitą, którą posiadła wyższą prawdę. To nieprawda, jesteśmy coraz bardziej zmarginalizowaną grupą, której szczątkowy program nie jest w stanie rozwiązać prawie żadnego problemu tego Narodu i kontynentu.

Wreszcie zauważyć trzeba, że środowisko nacjonalistyczne w stopniu wysoce niedostatecznym skupiło się na metapolityce, często w ogóle nie dostrzegając palącej potrzeby podjęcia wytężonej pracy na tym polu. Efektem tego jest brak planowego i rozpisanego w dłuższej perspektywie czasu wpływu na społeczeństwo.

Pytanie o powód tego stanu rzeczy jest skomplikowane. Na pewno fakt zerwania dziejowej ciągłości naszej formacji i idei odgrywa tu ogromne znaczenie. Od roku 1944 do roku 1989 nie było w Polsce oficjalnie nacjonalizmu, nacjonalistyczne książki, broszury i cała tradycja były zwalczane, a wielu ludzi związanych z ideą narodową przed Wrześniem poniosło śmierć lub wyemigrowało po wojnie.

Dużym problemem nacjonalizmu jest jego archaiczność, jeśli idzie o formy, poniekąd także o treść, przez co stajemy się nieskuteczni. Elementem silnie dla nas niekorzystnym jest subkulturyzacja i idące w parze z nią patologie, jak chociażby problemy z używkami. Brakuje nam form działalności odpowiednich do naszych czasów – stowarzyszeń, fundacji, wydawnictw, tytułów prasowych, think-tanków, mediów. Brakuje nam systematyczności, konsekwencji, umiejętności wyjścia poza środowiskowe myślenie oparte o akceptację wąskiej grupy osób z ruchu. Boimy się wręcz skuteczności i sukcesu, coraz bardziej się marginalizując. Co gorsza robimy to na własną prośbę.

Ruch nacjonalistyczny jest też ruchem młodym i naiwnym, stąd wszelkiej maści populiści i Janusze biznesu wykorzystują nas bez litości i skrupułów. A my jak to my, ciągle popełniamy te same błędy, zawierzamy w te same kłamstwa, wierzymy w te same ułudy.

 

  1. Jakie są obecnie najważniejsze cele i wyzwania polskiego nacjonalizmu? Co, jako środowisko narodowe, musimy zrealizować w pierwszej kolejności? O jakie elementy trzeba wzbogacić ideę narodową i na czym powinniśmy się skupić w naszej działalności narodowej?

 

Ze względu na to co pisałem w poprzednim punkcie, jasnym jest, że tych wyzwań dla nas, nacjonalistów jest dość dużo. Najważniejsze jak sądzę dzielą się na:

  1. Wypracowanie spójnej, radykalnej i merytorycznej ideologii polskiego nacjonalizmu,

  2. Stworzenie i wdrożenie odpowiednich narzędzi do realizacji działań metapolitycznych.

  3. Opracowanie podstaw działalności społecznej i lokalnej, która umożliwi powstanie nowej, prawdziwie nacjonalistycznej partii politycznej.

Kolejność tu zresztą jest nieprzypadkowa i stanowi niejako odpowiedź także na drugą część pytania.

Kwestia ideologiczna jawi się nam jako najważniejsza, gdyż w trwających od 1789 roku czasach ideologicznych, warunkuje ona każda inną materię. Oznacza to, że kwestia ideowe i programowa jest najistotniejsza dla naszej walki na poziomie meta. Bez określonej idei nie jesteśmy bowiem w żadnym stopniu wypracować konkretnych rozwiązań, wdrożyć kontrnarracji czy nawet trafnie zdefiniować przeciwnika. W Polsce problem ten widać szczególnie mocno, gdy pod uwagę weźmiemy straszliwą mizerię ideową Ruchu Narodowego, którego poza populistycznymi i pustymi hasłami, nie reprezentuje żadnej faktycznie głębokiej idei, a jego wiernopoddańczy stosunek wobec frakcji liberałów i korwinistów tylko to potwierdza.

Opracowanie idei warunkuje to w jaki sposób należy ją przetwarzać, to jest dokonać transmisji z poziomu zrozumiałego dla wąskiego grona osób interesujących się ideą i polityką do szerokich mas społeczeństwa. Jednym z bowiem największych bolączek nacjonalizmu w Polsce jest brak publikatorów i środków działania, które docierałyby do innych grup odbiorców, niż sami nacjonaliści. Nie ma co bowiem ukrywać – na obecną chwile duża część „roboty” nacjonalistycznej trafia wyłącznie do samych nacjonalistów, czyli niejako w próżnię. Sensem pracy narodowej w obecnej sytuacji jest wypracowanie odpowiednich środków – stowarzyszeń, fundacji, portali, wydawnictw, i innych inicjatyw, które pozwolą szeroko i głęboko wpływać na sferę metapolityczną.

Już nieodżałowany Faye zauważył, że jednym z większych błędów francuskiej Nowej Prawicy było zignorowanie działalności politycznej. Nie chodziło tu oczywiście o udział w polityce dla samego udziału lub określonych korzyści, ale o politykę rozumianą jako narzędzie metapolityki. To zaś jest jak najbardziej możliwe – o ile tylko powstaje nie jako bezideowy i karierowiczowski twór nieokreślonej narodowo-patriotycznej opcji, ale jako efekt pracy społecznej i lokalnej. Jak sądzę taka droga właśnie powinna być naszym celem – tworzenie struktur lokalnych, które w porozumieniu ze sobą realizowałyby szereg działań społecznych i oddolnych, co z czasem skutkowałoby wytworzeniem się bazy do działalności politycznej.

Jeśli chodzi o elementy, którymi należy wzbogacić ideę to jest ich dużo, co wynika z wymienionego wyżej głębokiego niedorozwinięcia stanu naszej idei. Najważniejsze, jak sądzę, kwestie dla nas to:

  • Sprecyzowanie koncepcji Narodu, przez co rozumiem ostateczne odrzucenie tzw. „nacjonalizmu obywatelskiego”, który w obecnych czasach nolens volens musi iść w jednej parze z multikulturalizmem. Oprzeć musimy się o koncepcję etniczno-kulturową.

  • Kolejna kwestia to duży dział, który zbiorczo nazwać można ekonomiczno-społecznym. Celem tu musi być stworzenie własnej narracji i analizy zjawisk gospodarczych i ich wpływu na społeczeństwo, oraz rozwiązań, które będą stanowiły alternatywę zarówno dla kapitalizmu, jak i pomysłów nowej lewicy. Odrzucenie liberalnych paradygmatów, myślenie oparte o solidaryzm narodowy i świadomość szybkości przemian cywilizacyjnych oaz technologicznych to niezbędne elementy naszego nacjonalistycznego światopoglądu.

  • O wwestii klimatycznej mówiliśmy, mówimy i będziemy mówić. Podobnie jak o zanieczyszczeniu środowiska naturalnego, dobrze rozumianej ekologii, energetyce i innych zagadnieniach, które spoić można klamrą pod nazwą „dbałość o środowisko naturalne”. Element ten w idei narodowej jest mocno nieobecny, często wręcz wyszydzany i z zadziwiającą łatwością oddawany lewicy i liberałom, a to nie tylko błąd polityczny i wizerunkowy, ale także merytoryczny, gdyż zagrożenie klimatyczne jest coraz bardziej palącym zagrożeniem.

  • Formułowanie koncepcji międzynarodowych i geopolitycznych może wydawać sie, biorąc pod uwagę „znaczenie” środowiska narodowego, cokolwiek śmieszne. Z drugiej jednak strony proszę wyobrazić sobie sytuację, gdy jakimś cudem środowisko narodowe dochodzi do głosu i ma decydować także o takich aspektach jak relacje z innymi krajami, ogólny kierunek naszej polityki międzynarodowej, etc. Dlatego też obowiązkowym dla nas elementem jest zajęcie się kwestiami geopolitycznymi i międzynarodowymi. Nie możemy tu oczywiście pozwolić sobie na historycyzm, narrację opartą na walkę z „komunizmem” (Rosja), „nazizmem” (Niemcy) czy „banderyzmem”. Zresztą, to właśnie w materii międzynarodowej najpełniej objawia się analfabetyzm polityczny polskiej myśli narodowej czasów obecnych. Określenie celów, warunków i zasad poruszania się Polski po geopolitycznej planszy to must be naszych wysiłków ideowych, a znaczenie tego jest tym większe im bardziej uwidacznia się przetasowanie widoczne w światowej polityce (zmniejszanie się roli USA, zwiększanie Chin i Indii, etc).

  1. Jakie są szanse i pułapki dla polskiego nacjonalizmu? Co może pozytywnie zdeterminować rozwój idei narodowej w niedaleki przyszłości, a co negatywnie?

 

Podstawowym, i często pomijanym, elementem który jest dla nas oczywistym plusem, jest fakt, że to my stoimy po stronie Prawdy. To my bronimy naturalnych praw, tego co zdrowe, czyste, normalne i właściwe. Przeciw nam występuje cała wspakultura naszych czasów, który stanowi w najwyższym stopniu dehumanizację i cywilizacyjny regres oraz upadek.

Oczywiście, powyższe niewiele lub zgoła nic nie zmienia w kwestiach praktycznych, jednak jak sądzę warto o tym pamiętać i mieć tego świadomość.

Szansą z pewnością jest narastający kryzys cywilizacyjny, swoista konwergencja katastrof, o której pisał Faye. Multikulturalizm, postępujący kapitalizm, liberalizm, upadek duchowości, do tego przemiany geopolityczne i klimatyczne w efekcie doprowadzić mogą do daleko idących zmian obecnego status quo. Wszystko to potęgowane będzie najpewniej także strategiczną zmianą w światowej geopolityce. W tym wypadku otwiera się dziejowa szansa dla nacjonalizmu, a zasada „im gorzej, tym lepiej” nabiera całkiem sporo sensowności.

Niewątpliwie cały czas w polskim Narodzie znajdują się spore pokłady poczucia normalności, które przełożyć mogą się na poparcie określonych inicjatyw i projektów, zwłaszcza o charakterze społecznym. Zadaniem dla nas jest przełożyć nacjonalizm na język zrozumiały dla normalnego i zwykłego obywatela, a nie tylko osoby z „klimatu”.

Możliwości prawne funkcjonowania legalnych i oficjalnych struktur także są duże, a posiadanie stowarzyszenia czy fundacji jest zyskiem samym w sobie.

Cały czas spore rzesze młodych osób identyfikują się z tak czy inaczej postrzeganą ideą narodową, co przy dobrym wykorzystaniu tych grup i zaproponowaniu im sensownych form aktywności, spowoduje, że nie będziemy musieli martwić się o kadry.

Pułapki i negatywne determinanty polskiego nacjonalizmu to przede wszystkim jego wewnętrzne ograniczenia, które od wielu lat dają o sobie znać: archaiczność form działania, niewykrystalizowana ideologia, szybkie „wypalanie się” działaczy, subkulturyzacja i zamykanie się na działalność zewnętrzną. Ponadto od wielu lat polski nacjonalizm, zwłaszcza ten upolityczniony, popełnia poważne błędy: kolaborację organizacyjną i ideologiczną z liberałami, karierowiczostwo, sojusze z osobami, które zwać się zwykło „szurami”, posunięty do skrajności historycyzm. Prawica narodowa jako taka jest też zarażona antynaukowością, do każdego tematu podchodzi emocjonalnie i histerycznie, przez co – jak słusznie zauważył Alain de Benoist – nie jest w stanie stworzyć swojej narracji, sposobu analizy rzeczywistości i przede wszystkim refleksji.

Ogromnym problemem polskiego nacjonalizmu jest jego wewnętrzny podział i zacietrzewienie temu towarzyszące. Walki i konflikty jednych organizacji z innymi zwykle (choć nie zawsze) są bez sensu, bo w przeważającej większości kwestii zdanie mamy wspólne, a dla osoby spoza środowiska te konflikty są zupełnie niezrozumiałe. Ponadto prowadza one do spadku i tak niewielkiej skuteczności naszej działalności. Z jednej strony upolitycznienie i poczucie wyższości niektórych działaczy główno-nurtowego nacjonalizmu, z drugiej subkulturyzacja i zupełnie fałszywe poczucie jakiejś elitarności tych bardziej niezależnych nacjonalistów. W efekcie dochodzi do fragmentacji środowiska i jego wewnętrznej niespoistości, co skutkuje „na start” gorszą pozycją niż lewica czy liberałowie. Ci bowiem, pomimo niemałych nieraz sprzeczności między sobą, występują zadziwiająco solidarnie. Mam wrażenie, że pojęcie „nacjonalizm dla nacjonalizmu” dobrze oddaje stan ducha i intelektu wielu działaczy. Tymczasem nacjonalizm jest zawsze pracą i walką dla Narodu, a pozostałe kwestie są temu podporządkowane. Jeśli ktoś przedkłada nad to indywidualne ambicje, uprzedzenia czy sympatie, ewentualnie szuka sposobu na „wyżycie się” czy poczucie się lepiej od innych to szybko po prostu straci pole do działania i możliwości jakiekolwiek faktycznej pracy narodowej. Nacjonalizm to odpowiedzialność i świadomość tego, że poświęcamy siebie w pracy nad Narodem. Unoszenie się honorem, wrzeszczenie raz po raz „zdrada!” czy wyciąganie haków i dawno minionych zaszłości jest działalności skuteczną, tyle że niestety głównie dla naszych wrogów, którym jest na rękę zły stan środowiska narodowego.

Nacjonalistom brakuje poczucia rzeczywistości i świadomości wyzwań przyszłości. Umiłowaliśmy historyczne debaty, przekładanie zaprzeszłych kategorii i terminów na obecną rzeczywistość, raz po raz bierzemy udział w dawno zakończonych i zamarłych dyskusjach. Piłsudski czy Dmowski? Szkoła austriacka czy keynesizm? Takich „problemów” polski nacjonalizm niestety przeżywa cały czas stanowczo za dużo. Historycyzm jest uwstecznieniem polskiego nacjonalizmu, który z definicji jest ideą modernistyczną i futurystyczną, nastawioną na przyszłość i realizację określonej polityki i celów. „Obrażanie” się na rzeczywistość, ucieczka w historię i jej przełożenie na obecne realia to droga donikąd.

 

Grzegorz Ćwik (obecny wydawca i redaktor naczelny "Szturmu")