środa, 31 lipiec 2019 20:29

Wojciech Titz - O potrzebie braterstwa

W szeroko rozumianym środowisku nacjonalistycznym zauważalny jest nurt paneuropeizmu oraz jego potrzeby jako przeciwwagi dla szowinistycznych postulatów wielu grup bezpośrednio odwołujących się ideowo do deklaracji światopoglądowych z lat 30 XX wieku. Tematyka i rozważania nad koncepcją braterstwa europejskiego od pewnego czasu ucichły a na ich miejscu przedstawiane są postulaty zachowania neutralności lub wręcz wyszukiwania sobie odpowiednich sojuszników.

 

Kwestia neutralności

 

Zachowanie neutralności względem innych europejskich krajów zdobywa coraz większą popularność w środowisku nacjonalistycznym. Promotorzy zachowania status quo głoszą pogląd według, którego aktualny stan rzeczy wymuszą na nas, polskich nacjonalistach zajęcie się wyłącznie kwestiami naszego narodu, który stoi na rozdrożu liberalizmu oraz konserwatyzmu progresywnego, czyli nie odrzucającego wszystko co nowe a akceptującego to co jest przydatne. Sama myśl już na pierwszy rzut oka ma wiele wad. Zachowanie neutralności w kwestii międzynarodowej jest jedynie wydmuszką. Nie istnieje coś takiego jak obiektywna neutralność. Polityka a szczególnie sprawy międzynarodowe często wymagają decyzji w systemie zero-jedynkowym. Neutralność w stosunku do innych narodów europejskich jest również świetną informacją dla szerokiej maści liberałów i kapitalistów, którzy zauważając brak wspólnego nacjonalistycznego frontu, mogą bezproblemowo zwiększyć intensywność swoich działań. W końcu dużo łatwiej rozbić i zniszczyć kilka pomniejszych środowisk rozlokowanych jedynie na obszarze jednego kraju niż jedno wielkie środowisko działające wspólnie pod sztandarem jednej idei na terenie całego kontynentu. Często organizacje oraz ich członkowie tak broniący zachowania neutralności błędnie interpretują ideę paneuropeizmu. Zwolennicy neutralności błędnie interpretują nasze idee niejako wręcz wmawiając ludziom że chcemy bratać się z krajami, których cele i polityka jest skrajnie różna od polityki polskiej. Warto sprostować, że paneuropeizm to nie szukanie braterstwa z obecnymi rządami innych krajów czy wyłącznie zastąpienie terminologii przyjaźni między grupami z różnych krajów. Paneuropeizm to w szczególności zaakceptowanie różnorodności narodów oraz ich celów. Braterstwo między Europejczykami to walka o koniec wojen i niszczącego nas kapitalizmu, który gra na dwa fronty zaczepiając w nas kosmopolityzm i wyrzeczenie się tożsamości narodowej. To także walka o koniec szowinizmu narodowego i zakończenie sprowadzenia taniej siły roboczej z innych, często biedniejszych krajów europejskich, która wypiera z miejsc pracy rodzimych pracowników.

 

Szukanie wybranych sojuszników

 

Drugim, często słyszanym poglądem jest szukanie braterstwa jedynie w pojedynczych narodach. Zwolennicy tego poglądu argumentując swoją opinię, opierają się na argumentach często znikomych w dzisiejszych realiach, takich jak na przykład historia czy wspólne cele gospodarczo-ekonomiczne. W obecnych realiach jednak wyszukiwanie jedynie dobranych sojuszników wśród europejskich narodów jest korzystne dla kapitalistów, którzy poprzez zasadę „dziel i rządź" w sprawny sposób mogą rozbijać wszelkie inicjatywy postulujące wspólny front walki z owymi wrogami europejskich narodów oraz europejskiej cywilizacji. Pogląd szukania wybranych braterskich narodów, mimo że w swoich postulatach jest przeciwny liberalizmowi i kapitalizmowi, jest de facto jego motorem napędowym. Irracjonalne jest stwierdzenie, że nasze braterstwo powinno opierać się wyłącznie na kwestiach ekonomiczno-gospodarczych, ponieważ byłaby to negacja postulowanego przez nas hasła „krew i ziemia".

 

Dlaczego braterstwo wszystkich narodów?

 

Europa oraz jej narody stanowią wspólny organizm, łączy nas wiele kwestii, ale również wiele dzieli, jednak dzisiaj stoimy w zupełnie nowej rzeczywistości, obcej dla poprzednich pokoleń nacjonalistów. Nasze narody oraz osiągnięcia naszej cywilizacji są niszczone i zagrabiane przez szeroko pojętych liberałów oraz kapitalistów. Dlatego potrzebujemy silnego sojuszu anty-liberalnego oraz anty-kapitalistycznego. Nie możemy dalej się oszukiwać, że zły jest tylko kapitalista obcy, zagraniczny bo jest to kłamstwo. Dla kapitalisty nie istnieje coś takiego jak patriotyzm, nie ważne w jak ładne słowa ubrał by swoje poglądy. Kapitalizm jest systemem ogólnoświatowym, negującym wartości narodowe oraz narodową tożsamość. Dla kapitalisty liczy się tylko i wyłącznie maksymalizacja zysku, nieważne w jaki sposób osiągniętego. Dzisiejsze systemy państw są jedynie marionetkami kapitalistów służącymi do obrony ich interesów przed pracownikami. Dlatego tak ważny jest wspólny sojusz przeciw systemowi, który panuje dzisiaj praktycznie w całej Europie. Często przeciwnicy paneuropeizmu powołują się na burzliwą i krwawą historię jaka miała miejsce między sąsiadami. Oczywiście, często nie zauważają że strzelają sobie w stopę chcąc strzelić w nas, nie zauważając nawet dlaczego do takich sytuacji dochodziło. Narody europejskie nigdy nie stanęłyby przeciw sobie, gdyby nie elita rządząca oraz chęć pogoni za zarobkiem i materialnymi korzyściami, które stara się w nas zaszczepić kapitalizm. W 20leciu międzywojennym to właśnie szeroko rozumiana elita oraz kapitaliści/właściciele środków produkcji z przyjemnością patrzyli na rosnący szowinizm narodowy, który służył omamieniu narodów i wpojeniu do świadomości ludzi sztucznych antagonizmów, aby zapomnieli o antagonizmach realnych jakie występują między kapitalistą a robotnikiem.

Jak więc widzimy jedynym słusznym wyborem dla nas nacjonalistów jest propagowanie i przyjęcie jako punktu ideowego braterstwa narodów europejskich. W tej drodze nie ma innych alternatyw, jeśli naszym faktycznym celem jest walka z wrogami naszej cywilizacji a nie szukanie mitycznych banderowców czy popleczników Adolfa Hitlera schowanych za zachodnią granicą. Dzisiaj stoimy przed wrogiem nie tylko naszego narodu, ale całej Europy. Wybór jest prosty: my albo oni.

 

Drogi środka nie ma

 

Wojciech Titz