środa, 31 lipiec 2019 19:19

Miłosz Jezierski - Dlaczego przegrywamy?

Casus belli

Wojna się nie zmienia”, przynosi ofiary i bohaterów, poświęcenie i tchórzostwo, wygranych i przegranych, geniuszy i nieudaczników. Odkrywa wszystkie ludzkie słabości, wydziera je bezlitośnie, do nagiej kości. Jest też ostatecznym budulcem charakteru. Ujawnia męstwo i heroizm. Posuwa granice do maksimum, tu nie ma prawa zaistnieć złoty środek, kompromis lub porozumienie. Obie strony na niższym szczeblu, masowym zawsze uważają to za rzecz ostateczną, zero-jedynkową. Jeżeli strzelasz do wroga, to wiesz, że masz racje. Życie i śmierć jest tu jedynym dialogiem. I chwała tym co te zasady rozumieją.

Niestety w coraz bardziej spacyfikowanym świecie, proste sprawy gmatwają się w bagnie uogólnień i tchórzliwego umiarkowania. Pseudo-racjonalnego szukania kompromisu. I ta choroba dopadła tych, którzy stoją niby na straży ładu tradycyjnego, hierarchicznego uświęconego wiecznością. Ludzi, którzy powinni rozumieć istotę wojny, nie tylko tej z wypluwanym ogniem dział, ale dziejącej się w innych sferach. Najeźdźca, który plądruje, gwałci, może i nam nie zagraża, ale nie zapominajmy, że ten najeźdźca oprócz łupów często chciał zmienić charakter lub spustoszyć ewentualnie wyniszczyć podbitą ludność. Dziś w erze burżuazyjnego poszukiwania kompromisu, zdekonstruowano umiejętnie koncepcję „wroga” na osobę posiadającą odmienne zdanie. Liberalizm zaorał system immunologiczny, który pozwalał stawiać zdecydowany opór w cywilizacji opartej na krwi i ziemi. Przywiązaniu do tradycji i wspólnoty, która kultywując swoje zwyczaje przez wieki doskonaliła swoje społeczne DNA. To uległo infekcji.
Trudno mówić tu o jednym przełomowym momencie w historii defetyzmu obrońców „konserwatywnego ładu”, w którym miast bronić aksjomatów uświęconych tradycją sięgającą antycznych korzeni naszego kontynentu, zaczęli bawić się w „parlamentaryzm” z wrogami własnej cywilizacji, o tyle groźniejszymi bo wewnętrznymi. Pacyfizm, mieszczański sybarytyzm, wygoda zabijająca ideał, liberalizm, pragnienie świętego spokoju i prostacki elitaryzm, marna kopia arystokratyzmu. Kiedyś chorowali na chłopomanię, dziś jest to swego rodzaju „szlachtomania”, pogarda plebejską gwałtownością i ludem. Napompowany elitaryzm zupełnie oderwany od tradycyjnie pojmowanego hierarchicznego porządku. W tym wszystkim pogubili się też w rozumieniu pojęciu walki i wojny. Zafascynowanie zachodnim salonem i stylem uprawiania polityki zaowocowało, ze anglosaskie wzory stworzyły model marnej kopii „tweedowego konserwatysty”. Dandysa dla bycia dandysem. W rzeczywistości nerda, samca beta, oderwanego od prozy życia i realiów ulicy. Z tego ostatniego zresztą rezygnuje sam w poczuciu fałszywej elitarności. Erudyta, zaznajomiony z historią, opiewający czyny Żołnierzy Wyklętych, obrońców Termopil i monumentalizmu i potęgi Cesarstwa Rzymskiego oraz solidarności europejskiej i rycerskiego kodeksu okresu krucjat, gdy dochodzi do aktu czynu to popada w defetyzm i pacyfizm. Zamiast wojownika, odkrywcy, naukowca-zdobywcy prawica wyhodowała zlęknionego nieudacznika.

Społeczne HIV


W Europie od dawna typ salonowego konserwatysty przegrywa wszystko co może, wycofuje się z pola bitwy i opuszcza twierdze, które były bastionami naszej tożsamości w ramach wyimaginowanego i narzuconego pluralizmu światopoglądowego. Nie rozumie, że panujący światopogląd może być tylko jeden, w kilku odcieniach, nigdy zaś tej władzy dzielić nie można. Oddając fundamenty naszej cywilizacji naszym wrogom zezwalamy na założenie tam min i detonację.
W Polsce erozja trwa od dawna, niezauważalna dla mas zaimplementowała pierwszy stopień, który osłabia społeczny system immunologiczny, chroniący w duchu schmittiańskiej polityczności wspólnotę przed obcymi. Nacjonalizm kulturowy mieszający pojęcia administracyjnego obywatelstwa z tożsamością narodową. Antyrasizm i fałszywie pojmowana równość różnice biologiczne sprowadzające do koloru skóry. Relatywizując pochodzenie, relatywizuje się też kulturę, która w tej koncepcji ma być narodowotwórcza. Kultura nie tworzy Narodu, to Naród tworzy kulturę, zarówno jak i dopasowaną do jego potrzeb ekonomię.
Kolejnym etapem jest absolutyzacja demoliberalnego „państwa prawa”. Konserwatysta, który wybiera prawo stanowione wykluczające się z Tradycją? A gdzie duch karlistów? Nawet anarchista Bakunin zauważył, że „Społeczeństwo jest naturalnym sposobem istnienia zbiorowości ludzkiej. Społeczeństwem nigdy nie rządzą kanony prawne, lecz obyczaje i tradycja”[1]. Prawo jest legitymizowane o ile opiera się na Tradycji, ta zaś na porządku naturalnym. Tylko wtedy zasady mogą być przyjęte przez Naród. Dzisiejszy konserwatysta w swym fałszywym zamiłowaniu do porządku opartym na pałce i policyjnym bucie oraz burżuazyjnym poczuciu świętego spokoju absolutyzuje prawo stanowione przez reżim demoliberalny. Tym samym osłabiając słuszny opór rodzący się wśród ludu, którym ze względu na swoją antyplebejskosć gardzi. Konserwatywny erudyta i realista idzie nawet wbrew twierdzeniom klasyka myśli patriotycznej i realpolitik, Machiavellego, swym nadskakiwaniem krzykliwym elitom odrzucając oparcie swej pozycji o lud, co słynny doradca Medyceuszy uważa za błąd. Lud jest najlepszym zabezpieczeniem władzy, a nie opinia elit.[2]  Opór oddolny, dzisiejszy konserwatysta uważa za barbarzyński, nie zauważając przy tym, że to nie jest plemienny tumult, a archaiczna manifestacja siły fizycznej. Kto powiedział, że przemoc wygląda pięknie? Ulica mówi swoim gniewnym głosem, broni wartości wiecznych, tymczasem konserwatyści polscy bronią prawa stanowionego, czegoś zmiennego i stosunkowo relatywnego. Wybieram ulice, plebejskość i Tradycje, a nie pierwotny lek przed wykluczeniem z salonu.
Kolejnym etapem jest kapitulacja. Klub Jagielloński piórem swojego redaktora naczelnego Piotra Kaszczyszyna optuje za małżeństwami jednopłciowymi. Wcześniej ten sam redaktor snuł wizje „wielo-polaka” nadając polskości wyraz ideologiczny, który chronić będzie uniwersalne wartości uznane za liberalne[3]. Takim sposobem ideologizując tożsamość i odrywając ją od naturalnej ewolucji i Tradycji wstrzykuje się ponowoczesność i liberalizm w zdrowy organizm. Który też szybko wiotczeje pozbawiony swojego systemu ochronnego. Prawica oficjalnie staje się niszczycielem tradycyjnego ładu wypracowywanego przez Naród wiekami. Wszystkie zmiany, które proponuje są wyhodowane na gruncie zupełnie wrogim i wykluczają z aksjologicznie z podstawami naszej tożsamości. Tu nie ma miejsca na pluralizm, to żadna różnorodność poglądów. To bitwa wirusa i przeciwciał. Końcowym etapem jest śmierć tradycyjnego społeczeństwa i zastąpienie go szarą, bezideową, skrajnie egoistyczną masą nienajedzonych konsumentów folgujących swoim najohydniejszym i najniższym fantazjom oraz instynktom. Inne narracje, inne nadbudowy, skutek rewolucji ten sam.
LGBT i promocja pluralizmu oraz antyprzemocowości przez prawicę pozbawi społeczeństwo instynktu samozachowawczego jaki potrzebuje wspólnota do dalszego rozwoju. Kolonizacja przez obcych nazwana multikulturalizmem, wyparcie własnej tożsamości w oparciu o liberalny dogmat jej płynności doprowadzi do zaniechania jakiejkolwiek próby obrony przed narzuconą autoidentyfikacją. Rozbicie komórki rodziny zniszczy totalnie demografię, a koncerny będą miały większe argumenty na sprowadzanie taniej siły roboczej z kręgów całkowicie nam obcych i dzikszych. W narzuconej kapitalistycznej narracji w kraju półkolonialnym jakim jest Polsk,a taka retoryka trafia na podatny grunt. Społeczeństwo zostanie rozerwane i zatomizowane. Kontrolowane przez efemeryczne grupy lobbystów. To nie jest mroczna darwinowska wizja megamiasta z klasyki cyberpunka, to już się dzieje na naszych oczach. Trans-humanizm w literaturze cyberpunk lat 80, multikulturowość miast, hedonizm, hegemonia korporacji były efektem negatywnym światowego kapitalizmu. Dziś nawet siły  deklaratywnie strzegące ładu i tradycyjnego porządku reklamują to jako pluralizm dojrzałego społeczeństwa.

Prawicowe dzieci kwiaty

To właśnie pokazał Białystok i sprzeciw wobec nowej religii LGBT, tolerancjonizmu, kolejnej fali rewolucji. Prawica choruje na pacyfizm. Po wydarzeniach białostockich scena prawicowa w Polsce się podzieliła. Ujawniły się publicznie rysy, które wcześniej tkwiły w szeroko pojętym obozie prawicowym. Liberałowie i  tchórze na prawicy ze swoją obłudą wyszli z jaskiń. Rafał Ziemkiewicz przed wydarzeniami białostockimi pisał „Wielkość Józefa Mackiewicza wyrażała się między innymi w tym, że kiedy inni chcieli traktować komunistów jak równoprawnych uczestników publicznego dyskursu, mówił zawsze jasno: komunizm to zło, które chce nas zniszczyć. Kto wdawaj się z takim złem w dyskusje, kto mu udziela praw, których komuniści odmawiają innym, rozbraja się wobec nich i skazuje się na to, że prędzej czy później zostanie przez nich podbity i zniszczony”[4]. Po burdzie wywołanej pojawieniem się degeneratów na ulicach miasta, zamieszkanego przez zdrową część Narodu, szukał prowokatorów i oczywiście jak na prawicowca, który hołubi czyny zbrojne, ale zwycięskie, byle nie klęski, zaczął kajać się za przemoc, wraz z Terlikowskim, Bosakiem i całą Konfederacją, która uzurpuje sobie prawo do nazywania się ruchem czy partią endecką. W takim razie pacyfistom z ww. zalecam zapoznać się z metodami stosowanymi przez ich epigonów w międzywojniu. A także wyznawanymi wartościami, bo żaden parlamentarzysta nie potępiał przemocy, o ile owa miała sens. To był realizm.
Czy ktoś z salonowych piesków prawicy zadał sobie pytanie czemu z ulic większości polskich miast po tryumfach Marszu Niepodległości zniknęła Antifa? Czy to państwo, które w demoliberalnym ładzie uzurpuje sobie monopol na przemoc usunęło lewackich bojówkarzy? Czy pamiętają próby rozbicia Marszu Niepodległości i ataki na prawicowych dziennikarzy czy polityków, innych działaczy w pociągach w drodze na Marsz? Wytępienie bojówek Antify to nie jest robota służb, do których większość prawicy żądnej porządku ma jakiś niezdrowy fetysz, otóż zrobili to ludzie podobni tym, którzy dzielnie stawiają opór pochodom wynaturzeń w ich miastach. Ci co rozumieją zasady wojny. I nie szukają zrozumienia w salonach, z którymi walczą.  I to tych ludzi dziś stygmatyzuje polska prawica. 

Membrana propagandowa

Dzisiaj potępia się przemoc nie wtedy gdy użyta jest bezsensownie, ale przez jej naturę. Co ciekawe nie robi tego lewica. Czy mainstream lewej strony kiedykolwiek potępił zamieszki w  Hamburgu?  Nigdy, owszem nie popierali przemocy otwarcie, ale często mówili o słusznej sprawie, o którą walczą zrewoltowani radykałowie. Lewica wykształciła masę narzędzi metapolitycznych, czy to granie skandalem, albo tolerancję represywną. Kolejny przykład to membrana propagandowa, przez którą umiarkowana mainstreamowa strona przepuszcza przekaz radykałów. Tu w odróżnieniu od prawicy nie działają na siebie przeciwstawne wektory, które wykluczają skrajność obcinając sobie skrzydło. Nowa Lewica normalizuje i tłumaczy masom o co walczą radykałowie. Ustawia ich przekaz po swojej stronie. W Polsce podobną próbę podjął PiS chłonąc modę na patriotyzm, notabene wyrosłą z radykalnego antyliberalnego buntu w erze świetności Marszu Niepodległości. Po czym tradycyjnie dla prawicy uciął radykalne skrzydła i zaczęły się represje.
Lewica mainstreamowa nie odcina się od radykalnych nurtów, owszem czasem próbuje je ugłaskać, jednak zawsze słucha tego co dzieje się w „gnieździe os” i próbuje wdrażać ewentualnie elementami przenosić wszystko do masowej świadomości. Chociażby dzisiejsza rewolucje LGBT, zdestabilizowanie tożsamości i multikulturalizm. Nie jest zasługą prawicy, że zmiany w Polsce nie osiągają katastrofalnych rozmiarów przy tak dobrej współpracy obozu lewicowego tylko jeszcze zdrowego polskiego społeczeństwa, które w swej duchowej strukturze zostaje tradycjonalistyczne. Problem w tym, ze prawica czy endecy głosu ludu nie słuchają. Ani radykałów. Nie tworzą własnej membrany. Chcą stać moralnie wyżej niż „sebiksy” z ulicy.
Lewica w końcu nie dąży do kulturalnej debaty, przy okrągłym stole lecz do unicestwienia poprzez zainfekowanie kultury naszej cywilizacji i zbudowanie na jej gruzach totalnie innej.  Rozmaite formy świadomości i jej ekspresji w nauce, literaturze, sztuce itp. odzwierciedlają bowiem (choćby wbrew intencjom autorów, nawet tych tworzących świadomie na „zamówienie” klas posiadających) rozmaite aporie świata w danym momencie historycznym, toteż wskazują, chcąc nie chcąc, sposoby przeciwstawiania się tym aporiom, a nie tylko dostosowywania się do nich. Należy zatem wykorzystać tę „burzycielską” potencjalność form świadomości przejawiających się w twórczości naukowej, artystycznej, w ideach i poglądach, których cyrkulacja i popularyzacja dokonuje się w środkach przekazu społecznego, do prowadzenia systematycznej już i celowej krytyki kultury (burżuazyjnej), tak, aby dokonać w obszarze jej panowania „rewolucji w ideach”, która tę postać kultury pozwoli unicestwić i zastąpić ją inną, bez przeprowadzania rewolucji w dotychczasowym stylu, co jedynie odstrasza mieszczańskie społeczeństwo, podczas gdy chodzi o to, aby zmienić sposób myślenia i świat wartości ludzi.” [5]

Co robić?

Musimy zdać sobie sprawę, że nie chroni nas żadna z dużych partii. Droga polityczna okazała się dla nacjonalistów zgubna i nie stać nas na politykę. Potencjał należy rozwijać w budowaniu oddolnych ruchów społecznych, które będą myślały naszymi kategoriami i podążały za naszą narracją, bez żadnego pluralizmu.

Wytworzyć własne media i metody komunikacji oraz naciskać coraz bardziej na większe podmioty liczące się w mainstreamie by wykluczać z debaty defetystów i sceptyków z prawicy. Muszą przejść do obozu centrowego i oczyścić „ideowe pole”. Musimy zbudować membranę propagandową, gdzie emocje tłumu, manifestacja ulic będzie tłumaczona medialnie, lecz nie potępiana. Język czynów należy przełożyć na słowa.
Zbudować swoją „tolerancję represywną”. Wszystko co tradycyjne i należy do naturalnego ładu jest dobre. Musimy przestać bić się w piersi i okazać asertywność totalną. Podstawowym błędem w debatach było oddawanie inicjatywy oskarżycielskiej i tłumaczenie się z działań swoich popleczników. Odcinanie od zadym przy Marszu Niepodległości czy podczas innych protestów oraz umiłowanie burżuazyjnego „świętego spokoju”. Tu trzeba nam trybunów ludowych, a nie hobbystów parlamentarnych dyskusji. W obliczu debaty z liberałami i Nową Lewicą należy stosować system zero-jedynkowy, jednak nie po to by przekonać interlokutora, ale aby wykorzystać dostępność do mediów by zmieniać sposób postrzegania ich odbiorców. Zwracać się do nich.
Nie ulegać presji propagandowej „ofiar”. Nowa lewica ma wpisaną w swoją rewolucję mniejszości, które są pod opresją większości. To się nie zmieni. Oddajemy pola, zakładając fałszywie, że oni kiedyś gdy dostaną przestrzeń publiczną przestaną wzbudzać współczucie. Otóż to jest wypróbowana taktyka, nigdy jej nie zarzucą. Chcą naszej bierności. Są tchórzliwi, kultura siły, gniewu i odpowiednio zmotywowanej przemocy jest po naszej stronie. Należy przedstawiać to jako sprawiedliwy gniew. Zupełnie jak lewica. Niech wyższość moralną, którą przejawiają bijący się w piersi konserwatyści centrowi ocenią kolejne pokolenia. W wojnie ma rację ten kto ją wygrywa. I on też pisze historię. Przemoc usprawiedliwiona okazuje się skuteczna: „Brutalny atak na Marsz Równości w Białymstoku zaskoczył polityków i dziennikarzy. Jak pokazuje jednak raport CBOS, homofobia jest w Polsce powszechna: aż 41 proc. Polek i Polaków deklaruje „niechęć” do gejów i lesbijek, z czego 22 proc. wybiera najbardziej skrajną opcję – „dużą niechęć”. Akceptację deklaruje tylko 25 proc., z czego „pełną akceptację” tylko 9 proc.”[6]
Należy
skończyć z pluralizmem i pokazywaniem wyjątków jako regułę. Patriotyczny murzyn czy gej jest wodą na młyn i rozmiękczaniem naszego przekazu. Należy stygmatyzować i demonizować umiarkowanych propagatorów „wielo-Polaka” jak i odkrywać karty Nowej Lewicy. Nie chodzi o żadną tolerancję, tylko przebudowę świata. Rodzina musi pozostać aksjomatem, jest podstawową komórką, która pozwala Narodowi demograficznie przetrwać i każde majstrowanie przy jej definicji grozi upadkiem. Należy w końcu mówić o tym, że to nie pokrzywdzeni ludzie, ale krzykliwa dobrze zorganizowana i wspierana z zagranicy mniejszość, będąca rozsadnikiem społecznym. Społecznym HIV. Należy więc objąć ich kwarantanną i nie reagować na jakiekolwiek postulaty inaczej niż wrogo. A wszelkie skargi i zażalenia zwyczajnie ignorować. Izolacja i promowanie wrogości do ruchu LGBT jest jedynym rozwiązaniem. To jest wojna.

W temacie LGBT należy akcentować silnie próby indoktrynacji i seksualizacji dzieci, wszędzie gdzie tylko to możliwe czy przy pomocy rozbudowanej kampanii, czy w chwili dostępu do szerszych mediów czy w końcu na murach miast, ulotkach i plakatach. Temat ten dziś powoli podnoszony przez środowiska tęczowe może kiedyś zostać znormalizowany, musimy wyprzedzić cios i uderzyć już teraz wywołując skandal, oburzenie i kontrowersję. Tak by  sztorm oburzenia zmiótł ich propagandę i zachcianki.
To właśnie nasze dzieci, kolejne pokolenia będą rozliczać nas z naszych czynów lub cierpieć za bierność i intelektualną tchórzliwość.

 

 

Miłosz Jezierski

 

 

[1]    M.A. Bakunin,Pisma wybrane, Warszawa 1968

[2]    N. Machiavelli, Książę, Kęty 2015, s. 51

[3]https://klubjagiellonski.pl/2019/04/10/wielo-polak/?fbclid=IwAR2w8SvDmvSp3pgjb7Z1dtfRoBciu-fN4PH5PyaoXOj9nC5kfoHmDV1uhmY „Jego przewaga nad różnymi wariantami Mono-Polaka polega na tym, że akceptuje pluralizm oraz konflikt różnych tożsamości/narracji/tradycji i nie próbuje z góry narzucać jednej uniwersalnej wizji polskości: wziętej z historii (monoetniczność), odkrytej w „pamięci Boga” lub wykoncypowanej jako platońska idea. Mono-Polak realizowany w praktyce mógłby się skończyć po prostu zastąpieniem liberalnej hegemonii, o której pisała Mouffe, hegemonią jednej z esencjalnych koncepcji polskości, która swój partykularyzm chowała by pod płaszczykiem rzekomej uniwersalności, odkrycia „idei polskiej”, „najlepszego sposobu istnienia” etc. Zamiast tego proponuję dynamiczny spór różnych projektów normatywnych, różnych wizji dobrego życia, wynikających z różnej antropologii, tradycji politycznej, rozumienia roli państwa etc.”

[4]    https://www.uziemkiewicza.pl/blog/767-murem-za-klepack%C4%85,-czyli-przeciwko-nowemu-zamordyzmowi

[5]https://teologiapolityczna.pl/prof-jacek-bartyzel-szkola-frankfurcka-antonio-gramsci-i-nowa-lewica?fbclid=IwAR3Qu77AUmO-JiwxRZw5ka66OYAD-vcbmUn1BB6AGu0F6B0Lp9UNLVpm0q0

[6]http://wyborcza.pl/7,75398,25035564,homofobiczne-szczucie-dziala.html?fbclid=IwAR2z99BXSYzJ0rboCzr0LT7B7ZZZERAqDkaKZ6UxhElvtCYedC0M_YpKOlk