niedziela, 30 czerwiec 2019 16:57

Maksymilian Ratajski – Czy ekologia jest lewacka?

Jeszcze kilka lat temu dieta wegetariańska, lub zwłaszcza wegańska, oraz zainteresowanie ochroną środowiska jednoznacznie kojarzyły się z lewą stroną sporu ideologicznego. Dzisiaj rezygnacja ze spożywania mięsa jest bardzo modna, a troska o klimat, biedne pieski i ginące wieloryby należy do dobrego  tonu. Oczywiście w większości przypadków jest to bardzo powierzchowna moda, za którą nic konkretnego nie idzie. Właśnie w ten sposób chce widzieć problem prawica – ekologia ma być fanaberią egzaltowanych nastolatek, celebrytów i prekariatu z korpo. Globalne ocieplenie, smog, wymieranie kolejnych gatunków, zanieczyszczenie mórz i oceanów w głowach wyznawców Korwina, Terlikowskiego czy Ziemkiewicza to spisek mający na celu zrobienie dużych pieniędzy i szerzenie lewackiej propagandy.

Jestem mięsożercą. Czy wobec tego, że jem mięso mam prawo domagać się zakazu hodowli zwierząt na futra, chowu klatkowego,  uboju rytualnego? Opowiadać się za radykalną walką ze smogiem, ochroną przyrody? Czy raczej jestem hipokrytą, co z chęcią zarzucą mi obie strony konfliktu? Człowiek naturalnie jest przystosowany do pokarmów pochodzenia zarówno zwierzęcego jak i roślinnego, owszem może się bez tego pierwszego obyć i doskonale rozumiem wegetarian i wegan, których coraz więcej jest wśród nacjonalistów, jednak sam się mięsa nie wyrzeknę. Przede wszystkim dlatego, że zbyt bardzo je lubię, mam też grupę krwi zero, a mój organizm potrzebuje dużych ilości białka, które najłatwiej dostarczyć za pomocą tatara, steku, czy tuńczyka. Mogę tymczasowo odstawiać mięso, ale na dłuższą metę pozostanę mięsożercą. Natomiast nie czyni mnie to ślepym na krzywdę zwierząt. Będę je jadł, ale pozyskiwanie pożywienie to nie znęcanie się. Ubój rytualny, psy na skandalicznie krótkich łańcuchach, futrzarstwo, chów klatkowy, topienie szczeniąt czy wywożenie psów do lasu i przywiązywanie ich do drzew to barbarzyństwo. Kiedy słyszę jak czołowi prawicowi publicyści twierdzą, że walka o prawa zwierząt prowadzi do legalizacji aborcji, a przepisy dotyczące kar za znęcanie się nad zwierzętami czy wielkości kojca dla psa to „komunizm” cieszę się, że za prawicowca nie uważam się od 2012 roku. Jestem katolikiem i chciałbym prawicy przypomnieć, że pierwszym wybitnym obrońcą przyrody nie był żaden lewak od aborcji tylko jeden z najważniejszych świętych – Franciszek z Asyżu. Nawet strajk klimatyczny małej dziewczynki (jakkolwiek naiwny i w gruncie rzeczy komiczny by nie był) stał się okazją do wściekłego ataku na jakiekolwiek zainteresowanie tematami ochrony środowiska! Prześwietlono nawet jej matkę, która okazała się mieć mocno lewicowe poglądy.

Futra. Wszyscy wiemy jaką wojnę rozpoczęła prawica w obronie branży futrzarskiej, przodował w tym zwłaszcza poseł Robert Winnicki. Oto mająca marginalne znaczenie dla gospodarki, za to wybitnie okrutna wobec zwierząt działalność gospodarcza stała się naszym dobrem narodowym jak Kresy, Marsz Niepodległości i muzyka Chopina. Każdy cywilizowany kraj zakazuje futrzarstwa, tylko prawica musi tego bronić, bo trzeba zaspokoić ego żon rosyjskich oligarchów, a i pewien polski piłkarz lubi się w ten sposób ubrać. Właściciele ferm to w dużej mierze zagraniczny kapitał przenoszący swoje interesy z krajów, gdzie już tego barbarzyństwa zakazano, również wśród pracowników odsetek Polaków jest niewielki – nikt nie chce w tym smrodzie pracować, więc zatrudnia się imigrantów ze Wschodu. Hodowle norek i innych zwierząt futerkowych prowadzą do degradacji gospodarczej całej okolicy – niewypowiedziany smród dramatycznie obniża wartość działek, przegania też inne firmy, bo w takim sąsiedztwie pracownicy nie są w stanie normalnie funkcjonować, życie mieszkańców gminy, w której znajduje się ferma staje się bardzo utrudnione. Branża futrzarska utylizuje sporo odpadów, to prawda, ale sama mnóstwo produkuje, obraz katastrofy potęguje plaga much będąca nieodzownym efektem działalności futrzarzy. Do tego dochodzi barbarzyńskie okrucieństwo wobec zwierząt – ciasne brudne klatki, nawet nakręcony przez przedstawicieli tego biznesu filmik propagandowy pokazywał zatrważający obraz syfu jaki tam panował, ciasnoty w jakiej żyją zwierzęta, ich fatalnego stanu (wystarczyło spojrzeć na oberwane uszy czy jak wyglądały oczy i pyski, a to przecież była wzorcowa ferma, specjalnie przygotowana do iście gebbelsowskiej propagandy!). Strach pomyśleć jak to wygląda zazwyczaj.

Prawdą jest, że organizacje ekologiczne są zdominowane przez osoby z nurtu lewicowo-liberalnego lub wręcz lewackiego, nie można zaprzeczyć oczywistym faktom. Natomiast nie jest to w żaden sposób argument przeciwko ochronie środowiska! Świadczy to wyłącznie o wyższej świadomości ekologicznej u naszych wrogów, a także o totalnej ignorancji ze strony prawicy.

Nacjonaliści wyróżniają się tu pozytywnie – już dekadę temu nasze środowisko organizowało sprzątanie parków narodowych, wielu z nas głośno potępiało barbarzyńską działalność futrzarzy (co swoją drogą doprowadziło do podobnych podziałów jak kilka lat temu spór wolnorynkowcy-solidaryści, a później kwestia ukraińska), na łamach Szturmu ukazał się świetny artykuł Marty Niemczyk „Polska jednorazowego użytku” poświęcony problematyce zero waste, które zyskuje coraz większe zainteresowanie wśród narodowych radykałów, coraz więcej z nas przechodzi na diety wegetariańską lub wegańską. Wszystko to jednak za mało, zwłaszcza, że jak w większości tematów ograniczamy się do okazjonalnych akcji, po czym zapominamy o sprawie na kolejny rok. Brakuje nam systematyczności, know-how i docenienia wagi problemu. We wrześniu Szturm wraz z Kongresem Narodowo-Społecznym organizuje konferencję poświęconą sprawom ochrony środowiska. Pamiętajmy też, że ojcem polskiej ekologii był nacjonalista – Jan Gwalbert Pawlikowski. Pracujmy merytorycznie – jak chronić lasy, jak ograniczać zużycie plastiku, walczyć ze smogiem... Poważny ruch społeczny musi być przygotowany merytorycznie, zwłaszcza w tak kluczowych sprawach.

Ludzka głupota i chęć zysku za wszelką cenę doprowadziły naszą planetę na skraj katastrofy ekologicznej, na naszych oczach trwa wielkie wymieranie, temperatura rośnie w rekordowym tempie, morza i oceny pełne są śmieci,  giną lasy deszczowe, w miastach ciężko wytrzymać z powodu smogu... Tego nie mogą zmienić działania społeczników, tu potrzebne są przytomne działania rządów państw i ich współpraca, w przeciwnym razie Ziemia już wkrótce przestanie nadawać się do życia. Można twierdzić, że normy emisji spalin czy zakaz plastikowych sztućców to ograniczanie wolności jednostek i swobody gospodarczej, rozpowiadać o winogronach w średniowiecznej Polsce i karczmach budowanych na zamarzniętym Bałtyku w XVII wieku. No cóż, idiotyzmu nikt nikomu nie zabroni. Ale to droga donikąd. Można robić tyle ile jesteśmy w stanie – zainteresować się zero waste, jeść mięso z ekologicznych hodowli zamiast przemysłowych (co wyjdzie nam wszystkim na zdrowie, a i walory smakowe są nieporównywalnie lepsze), edukować innych, ograniczyć zużycie plastiku.

Litwa. Kraj niewielki, interesujący nas głównie ze względu na sytuację polskiej mniejszości i piękne Wilno będące przez wieki jednym z najważniejszych centrów naszej kultury. Jednak warto przyjrzeć się jednej akcji, którą chciałbym zobaczyć w Polsce. Darom polega na corocznym sprzątaniu lasów, w inicjatywie biorą udział WSZYSTKIE litewskie samorządy i aż 10% mieszkańców, ranga wydarzenia jest porównywalna z tą, jaką ma u nas WOŚP. Poziom świadomości ekologicznej i chęć zrobienia czegokolwiek musi budzić podziw. Da się oddolnie zrobić coś naprawdę wielkiego!

Podziwiając piękno naszej przyrody – gór, jezior, lasów, spotykając wilka, niedźwiedzia czy żubra pamiętajmy, że po nas przyjdą kolejne pokolenia. I naszym obowiązkiem jako nacjonalistów, jest zrobić wszystko, aby też mogły cieszyć się bogactwem natury między Bałtykiem a Tatrami.

 

Maksymilian Ratajski