piątek, 31 maj 2019 20:03

Grzegorz Ćwik - Evola i Marinetti, czyli szturmowy archeofuturyzm

Nieodżałowany Guillaume Faye wprowadził do sfery pojęciowej nurtów tradycjonalistycznych i nacjonalistycznych pojęcie archeofuturyzmu. Od pewnego już czasu staramy się popularyzować ten termin i starać się wdrożyć go do idei tak Nacjonalizmu Szturmowego, jak i dyskusji nad nowoczesną idea narodową. Poniższy tekst stanowić ma zbiór luźnych rozważań nad archeofuturyzmem i jego miejscem na mapie ideologicznej. Postaram się także rozwinąć niektóre myśli Faye’a i przekuć na język określonych postulatów światopoglądowych i formacyjnych.

 

Archeofuturyzm

 

Zacznijmy od samego pojęcia. Czym jest w skrócie arche futuryzm? Jak pisał sam Faye, to „harmonijny związek najbardziej starożytnej pamięci z faustowskim duchem, zgodnie z logiką »i« zamiast »albo«”. Friberg w swojej pracy charakteryzuje ten nurt jako projekt, mający „na celu połączenie archaicznych, tradycyjnych sposobów odnoszenia się do świata z ultranowoczesną i futurystyczną technologią”. Aż chciałoby się zacytować Jüngera: „technika jest naszym mundurem”. Archeofuturyzm jest więc próbą połączenia dwóch, wydawałoby się antagonistycznych, elementów: odwiecznych i niezmiennych tradycji, które są „archaiczne”, oraz nowoczesnych środków technicznych, informacyjnych i cywilizacyjnych. Te ostatnie wiąże się zwykle z pojęciem „postępu”, a ten z kolei stoi w pozornej sprzeczności z tradycją i myśleniem archaicznym.

Sprzeczność ta jednak jest złudzeniem. Wynika to przede wszystkim z błędnego, obiegowego rozumienia pewnych terminów. Faye sięga do najbardziej podstawowych źródeł znaczenia „archaiczny”. W jego ujęciu nie jest to coś wstecznego czy dawno minionego. Nie odnosi się to w ogóle do kwestii trwania i aktualności. Faye przypomina źródłosłów tego terminu, greckie arche, oznaczający „fundament”, „początek” lub też „twórczy impet”. Archaiczny to więc w rozumieniu myśli archeofuturystycznej element, który stanowi absolutną aksjologiczną podstawę cywilizacji – w tym wypadku cywilizacji europejskiej. Mówiąc o cywilizacji mamy tu na myśli pojęcie „Imperium”, pod którym to mógłby spokojnie podpisać się Mosdorf czy Stachniuk. Chodzi o emanację woli twórczej i chęci zdobywania oraz przekształcania świata. Widzimy w tym nerwową i niespokojną energię drzemiącą w białym człowieku, która na przestrzeni lat kazała na odkrywać nowe lądy, zdobywać szczyty, podbijać i czynić sobie podległymi kolejne ziemie.

Docieramy tu do elementu, który dla nacjonalizmu paneuropejskiego (czyli takiego, jak szturmowy) jest kluczowy. Chodzi o stwierdzenie co jest sensem i kluczowym elementem europejskości. Czy hedonizm, nihilizm, pastwienie się nad swymi ułomnościami i kolejnymi grupami wykluczonych rzekomo degeneratów? Czy rozpaczanie nad losem ludów, które nas tak naprawdę w ogóle nie powinny obchodzić? Oczywiście, że nie. Europejskość to element skrajnie konstruktywistyczny. Według Faye’a ma ona charakter faustyczny, to jest dąży w sposób naturalny i oczywisty do budowania imperiów, rozwoju nauki, technologii i władztwa człowieka nad otaczającym go światem. Człowiek europejski myśli po europejsku, a więc pokoleniowo i przyszłościowo, czego objawem są „rozległe  plany, przedstawiające antycypowaną reprezentację konstruowanej przyszłości”. Właśnie owo bezustanne nakierowanie na przyszłość to  zdaniem Faye’a differentia specifica  europejskiego sposobu myślenia.

A gdzie w tym widzimy wartości archaiczne? I jakie one są? O myśleniu imperialnym, przyszłościowym już wspomniano. Podstawą naszych wartości jest poczucie tożsamości, która warunkuje naszą świadomość. Imperiów nie budujemy dla siebie, a rozwój nie jest ukierunkowany na przeszłość czy teraźniejszość. W samym centrum naszych wartości, naszego arche stoi Naród. Naród jako pojęcie wspólnoty etniczno-kulturowej. „Szturm” będzie to powtarzał jak długo będzie to koniecznie – wspólnota narodowa to nie tylko kultura, język, zwyczaje, ale także pochodzenie etniczne. Narody tworzą w naszym wypadku cywilizację europejską, która stanowi najwspanialsze osiągnięcie w dziedzinie rozwoju ludzkości. Poczucie europejskości i tożsamość narodowa to dla nas twierdza, której bronić będziemy do ostatecznego zwycięstwa. Narody tworzą oczywiście organiczne jego części – lokalne wspólnoty, regionalne odmienności, wreszcie absolutna świętość europejskiego i archeofuturystycznego myślenia – rodzina.

Jako Europejczycy dążyć chcemy zawsze do ideału, swoistej utopii. Nie równamy w dół, bo biorąc pod uwagę całą naszą spuściznę po prostu nie przystoi to białemu człowiekowi. Równać trzeba do najlepszych, patrzeć wysoko, w same gwiazdy! Nie chcemy skupiać się na tu i teraz, czy rozdrapywać starych ran. Nas interesuje przyszłość, ale nie w kontekście roku, dwóch czy kolejnego sondażu wyborczego. Nie jesteśmy przecież liberałami. Nas interesuje następnych 1000 lat, aby mieć pewność, że zabezpieczyliśmy byt naszych dzieci.

Dlatego odrzucamy półśrodki, odrzucamy nieśmiałość, nowotwór reformizmu. Chcemy myśli radykalnej, gdyż jak zauważył Faye tylko radykalna myśl może cokolwiek zmienić. „Dlaczego myśl »radykalna«? Bo idzie ona do samego »źródła« spraw. To dzięki takiej myśli możliwe wywołanie burzy ideologicznej, czy też „ideoszoku”, by poruszyć „szkielet systemu”.  A to właśnie musi być celem nacjonalizmu.

 

Evola i Marinetti

 

W swoich rozważaniach Faye stwierdza rzecz następującą, która jak sądzę stanowi jedną z najważniejszych osi jego analiz:

„Jest konieczne, aby pogodzić [Juliusa] Evolę z [Filippo Tommasso] Marinettim i pozbyć się pojęcia »nowoczesności«, stworzonego przez ideologię oświecenia. Starożytni muszą być powiązani nie z modernistami, ale z futurystami”

Evola jest  pewnością znany czytelnikom „Szturmu”, postać Marinettiego z kolei wraz ze zjawiskiem włoskiego futuryzmu przybliżyłem jakiś czas temu na naszych łamach. Obaj reprezentują nurty, które są krańcowo od siebie odmienne. Evola gardził nowoczesnością, modernizmem, wszystkim co zaprzecza tradycji. Marinetti zaś patrzył wyłącznie w przód, chciał palić muzea i zabytki, niszczyć stare dzieła sztuki, być w ciągłym ruchu, tryskał dynamizmem i twórczym pędem.

Jak sądzę obaj się mylili. Evola obraził się na przyszłość, na kolejne pokolenia, zatracając się ostatecznie w analizowaniu przeszłości i tradycji. Tymczasem duch europejskości, jak wspomniano, to przede wszystkim myślenie o następnych pokoleniach. Jeśli sytuacja dziejowa jest zła, zalew liberalizmu postępuje to trzeba opracować sposoby walki z tym, a nie dokonywać „wewnętrznych emigracji”. Marinetti z kolei usunął ze swej idei i widnokręgu całkowicie tradycję i spuściznę dziejową poprzednich pokoleń. Jego zapatrywania co ciekawe jak najbardziej zawierały w sobie klasyczne wartości: nacjonalizm, umiłowanie siły, męstwa i zwyciężania, chęć rozwijania się, zdobywania i ciągłego ruchu. Jednak jego niechęć, chwilami zahaczająca o nienawiść, w stosunku do tradycji i dorobku Europy, uznać musimy za ostatecznie destrukcyjne.

Jak więc pogodzić tych dwóch przecież genialnych myślicieli i twórców? Otóż Evola postawił pytanie, określony problem do rozwiązania, a Marinetti dał odpowiedź. Odpowiedzią jest futurystyczne nastawienie – wspomniany faustowski duch, niepowstrzymana chęć życia, zdobywania, pogłębiania wiedzy i władztwa nad światem. Jednocześnie to Evola ustalił aksjologiczne postawy tego dokąd podążać ma futuryzm, oraz paradoksalnie skąd. W swoim dorobku skupił się na tym, co stanowi esencję europejskości w jej najpełniejszym i najdoskonalszym wydaniu. Marinetti zaś nie tylko  pokazał jak walczyć trzeba o zachowanie tego, co dla nas święte, ale i w swych ideach par excellence zawarł to, co było kwintesencją tradycji i europejskiego archaizmu w rozumieniu, jakie przypomniał Faye.

Jak więc widzimy pogodzenie Marinettiego z Evolą to swoiste „rozbrojenie” idei obu tych Mistrzów z elementów, w których zagalopowali się za daleko od istoty ducha europejskości i połączenie ich w ramach związku przyczynowo-skutkowego. Przyczyną jest zarówno esencja naszej tradycji, jak i stan naszego kontynentu i cywilizacji. Skutkiem jest myślenie i działanie w duchu faustowskim, futurystycznym. W efekcie dostajemy wykładnię archeofuturyzmu, który staje się integralnym elementem Nacjonalizmu Szturmowego.

 

Ku przeznaczeniu

 

Piłsudski przed swą śmiercią postanowił, że na grobie jego matki w Wilnie, gdzie złożono także jego serce, wyryty zostanie fragment „Beniowskiego” Słowackiego:

"Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast domu

Gniazdo na skałach orła, niechaj umie

Spać, gdy źrenice czerwone od gromu

I słychać jęk szatanów w sosen szumie.

Tak żyłem"

I tego życzę po lekturze niniejszego tekstu czytelnikom. By tak żyli. Odrzućmy przyziemność, hedonizm i zacietrzewienie. Wypełnijmy nasze przeznaczenie i stańmy się tymi, którymi musimy się stać.

Tak żyjmy.

Grzegorz Ćwik