poniedziałek, 29 kwiecień 2019 16:12

Tomislav Sunić - Jak czytać?

O wiele łatwiej napisać coś o sztuce uwodzenia niż o sztuce czytania. Najważniejszym problemem dla studenta-humanisty nie powinno być pytanie, których autorów czytać, a których pominąć, ale raczej jak czytać i jak interpretować tekst. Zanim otworzy książkę, powinien zadać sobie pytanie: Kto będzie interpretować ten tekst? W ostatnich dziesięcioleciach w naukach humanistycznych kładziono nacisk nie tyle na treść dzieła danego autora, co na stronniczą interpretację jego pracy. „Paradygmat” egalitarno-wielokulturowy w szkolnictwie wyższym wciąż determinuje to, jak badany jest dany autor – a zatem także to, jak jego dorobek jest interpretowany. Oto przykład: Johann W. Goethe, klasyczny niemiecki pisarz końca XVIII i początku XIX wieku, cieszył się pozytywnym odbiorem w kręgach literackich narodowo-socjalistycznych Niemiec, równie pozytywnym odbiorem w powojennych okupowanych przez Aliantów Niemczech Zachodnich, a także równie pozytywnym odbiorem w okupowanych przez Sowietów Niemczech Wschodnich. Każdy reżim polityczny interpretował teksty Goethego zgodnie z dominującą ideologią polityczną epoki. Ta sama zasada (re-)interpretacji dotyczy wszystkich autorów, niezależnie od tego, czy byli powieściopisarzami, naukowcami badającymi społeczeństwo czy teoretykami prawa.

Wielu białym aktywistom, czy studentom kierunków humanistycznych, wciąż trudno jest zrozumieć, że od brzemiennego w skutki roku 1945 program akademicki na Zachodzie został poddany drastycznej metodologicznej przebudowie, która z kolei skutkowała gigantycznym praniem mózgów studentów. Ciągłe usuwanie setek politycznie niepoprawnych tytułów z półek bibliotek z jednej strony oraz radykalnie nowa interpretacja klasyków z drugiej, tylko pogorszyły sprawę. Rozumienie sprawiedliwości i niesprawiedliwości, piękna i brzydoty, łotra i bohatera, prawdy i kłamstwa zostały odwrócone, a raczej znaczenie tych słów zostało zmienione zgodnie z dominującą lewicowo-liberalną czy „wielokulturową” filozofią kształcenia. Bardzo wcześnie, w dużej mierze dzięki Programowi Stosowanego Prania Mózgu Szkoły Frankfurckiej, system zdołał połączyć pojęcie etyki akademickiej z pojęciem „humanizmu”. Jakakolwiek próba krytycznie myślących profesorów, aby studiować autorów leżących daleko poza granicami standardowego sylabusa, była natychmiast piętnowana jako przestępstwo, działalność faszystowska, zasługująca na sankcje karne, utratę stanowiska oraz akademicki ostracyzm.

Dzisiaj wybór odpowiedniej literatury przez studenta kierunku humanistycznego, czy przez jakiegokolwiek białego aktywistę, który pragnie dowiedzieć się czegoś więcej o swoim dziedzictwie kulturowym i etnicznym, jest utrudnione przez jego często niewłaściwy dobór metod. Tak, Tytani rządzą miastem – jak wiemy – i pozostało niewielu uczciwych nauczycieli, którzy mogą nauczyć właściwych sposobów poszukiwania. Bez nauczycieli-przewodników wielu białych nacjonalistów zaczyna od pochłaniania ciężkiej literatury o rasie, albo zanurza się w akademickich tekstach o judaizmie, zaniedbując zwykłą prozę swoich rodzimych klasyków. Biały student czy aktywista, samodzielne wertując trudne teksty o rasie, bez wcześniejszej znajomości niektórych klasyków, nie osiągnie solidnych wyników. Co więcej, możemy mieć do czynienia z silną pokusą skupienia uwagi na kwestiach rasowych, czy nawet wyrażać złość wobec grup etnicznych o niższym IQ, czy prowadzić rejestry ofiar II wojny światowej. Prędzej niż później takie podejście przyniesie białemu studentowi kłopoty.

Pierwszym krokiem białego studenta czy aktywisty jest zaznajomienie się z co najmniej kilkoma klasykami i wybranie dobrej mapy podczas czytania ich dzieł. Dopiero później, gdy przekaz klasyków wryje się w pamięć, będzie on w stanie zrozumieć przestępcze motywy głównych poruszycieli i mącicieli w naukach humanistycznych na uniwersytetach. Na przykład, aby zrozumieć pustosłowie swojego wykładowcy na temat Karola Marksa i jego epoki, student może zestawić listę lektur obowiązkowych na zajęciach z własną listą lektur, takich jak powieści Karola Dickensa czy Honoriusza Balzaka. Obaj pisarze żyli w tej samej epoce co socjolog Marks, jednak obaj o wiele lepiej obrazowo opisali nędzne warunki życia robotników w epoce wczesnego kapitalizmu we Francji i Anglii.

Oczywiście, zawsze przydatny okazuje się Szekspir, nie tylko dla tych, którzy pragną zrozumieć ponadczasowe problemy ludzkiej zmienności, zdrady, czy próżności, ale także dla tych, którzy pragną chwycić pierwszy powiew świata Shylocka oraz tego, co Shylock myśli o samym sobie i swoim narodzie wybranym:

Shylock: „Gotów jestem z wami mieć stosunki i rachunki, układać się i gadać, ale jeść z wami, pić z wami i modlić się z wami, nigdy.”

(W. Szekspir, Kupiec Wenecki, Akt I, scena trzecia, w przekładzie Józefa Paszkowskiego)

Kupiec Wenecki Szekspira jest dzisiaj ważnym dziełem literackim dla studentów pragnących poznać język współczesnych banksterów oraz znaczenie nowego oszustwa finansowego mającego swoje źródła w Goldman Sachs, albo kiedy „Helicopter Ben” Bernanke z Rezerwy Federalnej głosi „ilościową ulgę”, aby omamić masy iluzją tworzenia nowych miejsc pracy. Niekończące się weksle pieczętujące związki finansowe między Shylockiem a Antonio nie zadziałały, zatem Shylock zażądał od Antonia funta jego ciała. To musiała być Szekspirowska wersja „gwarancji kredytu”. Ta sama procedura znajduje dziś swoje odbicie w pożyczkach udzielanych ludziom o niskiej zdolności kredytowej czy w łącznej wartości kredytów studenckich, która w Stanach Zjednoczonych przekroczyła bilion dolarów.

Shylock: „Może
Wasza Wysokość zapyta, dlaczego
Wolę wziąć marny funt mięsa, niż przyjąć
Zwrot mych dukatów? Na to nie odpowiem.
Przypuśćmy jednak, że to kaprys”

(W. Szekspir, Kupiec Wenecki, Akt IV, scena pierwsza, w przekładzie Józefa Paszkowskiego)

Lista lektur jest jeszcze dłuższa. Czytanie osiemnastowiecznego francuskiego pisarza Oświecenia Woltera i jego wypowiedzi na temat nietolerancji religijnej żydów i chrześcijan jest o wiele bezpieczniejszą literaturą dla początkujących niż rozdawanie antysemickich pamfletów, czy wznoszenie śmiesznych okrzyków „Sieg Heil!” czy „White Power!”. W każdym razie, to dziecinne pokrzykiwanie jest dokładnie tym, co chcą usłyszeć długie uszy naszego wroga. Studenci muszą również uważać na streszczenia i bryki, które często mają ukryte meta-przesłanie stworzone przez zabłąkanego lewaka czy pederastę, który jest wystarczająco cwany, aby urabiać albo co gorsza reinterpretować tekst zgodnie ze swoimi zaburzeniami hormonalnymi. Dobrym przykładem jest Friedrich Nietzsche, wielki anty-egalitarny zachodni myśliciel, którego teksty zostały skutecznie zawłaszczone przez lewicowych badaczy po II wojnie światowej. Krótka rada – zawsze sprawdzajcie nazwiska wydawców i stopień naukowy komentatora, czy nazwisko autora przedmowy, zanim zaczniecie czytać tekst jakiegoś klasyka.

Zwyczajne stare powieści, dramaty czy wiersze autorstwa klasycznych zachodnich pisarzy często oddają lepiej klimat społeczno-ekonomiczny i etniczny danej epoki niż surowe teksty socjologiczne czy majaczenie wykładowców nauk politycznych. Dopiero później lektura powieści może zostać wzbogacona o lekturę prac naukowych na temat liberalizmu, rasy i wielokulturowości. Wówczas, student będzie już obeznany i wyposażony w niezbędny arsenał konceptualny dla lepszego zrozumienia okropnego świata, w którym żyje. Moja sugestia: kurs „Literatura i polityka” - oczywiście w idealnym środowisku uniwersyteckim – powinien być obowiązkowy dla studentów kierunków humanistycznych. W czytaniu powieści najpiękniejsze jest to, że zapewniają dobre konceptualne narzędzia dla lepszego zrozumienia nie tylko świata, który kiedyś był - ale także tego, który jest teraz.

Dzisiejsze studia na kierunkach humanistycznych w całej zachodniej akademii są mega-sesjami parodii edukacji oraz stratą czasu i pieniędzy studentów. Większość kursów uniwersyteckich na kierunkach humanistycznych są przestępczym pogwałceniem prawa białych studentów do krytycznego myślenia i swobodnego dociekania prawdy. Jednak nie wszyscy współcześni profesorowie nauk humanistycznych są źli. W istocie, większość z nich to zwyczajni zdrajcy, którzy balansują na linie dominujących mitów politycznych i którzy porzucą je, gdy nowe mity staną się modne. Bardziej przejęci swoim własnym ego niż jakością nauczania, ich zajęcia muszą być ułożone zgodnie z naśladowanym gadulstwem o „potędze różnorodności”. Nie ma żadnych prób poprowadzenia studentów przez podstawowe zasady krytycznego myślenia; ciekawość intelektualna jest całkowicie porzucona. Cała fauna akademicka – zarówno w Europie jak i w Stanach Zjednoczonych – składa się z żałosnych postaci o fałszywych uśmiechach i oddających się ciągłemu całowaniu tyłków swoich przełożonych, którzy są patologicznie zazdrośni wobec siebie nawzajem. Dawno temu, tak zwany trening wrażliwości wielorasowej zamienił zachodnie szkolnictwo wyższe w groteskowy przemysł rozrywkowy, powstrzymujący inteligentnych białych studentów od jakiegokolwiek krytycznego badania istoty przekonań, które są im narzucane.

Umiarkowanie przyzwoity biały profesor o konserwatywnych poglądach, który pragnie ominąć kompulsywną neurozę autocenzury, musi przystąpić do rytualnego łaszenia się do Żydów. Albo musi wygłaszać okazjonalne mowy pochwalne ku czci Izraela. Jest to prawdopodobnie jedyna bezpieczna strategia zapewnienia sobie minimalnych korzyści dostępnych konserwatystom.

Po przeciwnej stronie katedry uniwersyteckiej, dla wysoce inteligentnego białego studenta, który posiada jakiekolwiek umiejętności introspekcji, zajęcia na studiach stanowią przemoc emocjonalną – za którą ani jego wykładowcy, ani administracja, ani władze uczelni, nigdy nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Taka sytuacja nie może trwać wiecznie.

Zarówno w Europie jak i w Stanach Zjednoczonych, jedynym sposobem, aby biały student przetrwał dobrze zaplanowany proces edukacyjnego ogłupiania i prania mózgu jest stworzenie sobie równoległej niszy studiów, w której będzie mógł w spokoju czytać odpowiednią literaturę. Tak długo jak jest na uczelni, powinien trzymać pozory, zacisnąć zęby i znosić lata umysłowej tortury w atmosferze, które nosi kłamliwy herb „miejsca wolnych akademickich badań oraz wolności słowa”.

W żadnym wypadku, biały student nie powinien kiedykolwiek próbować machać literaturą rewizjonistyczną przed oczami swoich kolegów, albo prowokować wykładowców politycznie niepoprawnymi uwagami, nie mówiąc już o publicznym opowiadaniu żartów o zabarwieniu rasowym. Oznajmi to jego natychmiastowy pocałunek śmierci i doprowadzi do brutalnego zniszczenia jego przyszłego życia zawodowego. Zdobycie dyplomu powinno być podstawowym celem studenta.

Prawdopodobnie jedyną zaletą podjęcia studiów jest obecnie ochronny symbolizm dyplomu uniwersyteckiego. Z pewnością, odsiedzenie podobnych więzieniu czterech lat studiów nie przyniesie sławy, pieniędzy czy chwały. Jednak zdobycie licencjatu, tytułu magistra czy doktora i wystąpienie przeciw akademickiemu konsensusowi w końcu przyniesie milczący szacunek konformistów (którzy publicznie mogą okazywać jedynie nienawiść). Z pewnością, biały student niczego nie nauczy się od swoich politycznie poprawnych wykładowców, których największym osiągnięciem intelektualnym jest szczegółowe planowanie swojej emerytury.

Biali studenci i aktywiści, których językiem ojczystym jest angielski, mają ogromną przewagę nad białymi w Europie. Najlepsze literatura humanistyczna jest dziś dostępna w języku angielskim. Poza tym biblioteki amerykańskich uczelni, nawet tych mniejszych, są najlepsze na świecie. Dlaczego z tego nie skorzystać? Dla przyszłego białego geniusza, czy przyszłego pisarza z Rosji, Niemiec, czy Francji, nie mówiąc nawet o inteligentnym młodym pisarzu pochodzącym z jakiegoś mikroskopijnego kraju w Europie Środkowej, poznanie wszystkich niuansów języka angielskiego jest nieuniknione, jeśli ma zamiar dostać się na literacki parnas. W każdym razie większość książek naukowych na temat rasy, współczesności, liberalnej dekadencji czy kwestii żydowskiej jest publikowana w języku angielskim. Niemiecka samoświadomość została zniszczona po II wojnie światowej a wraz z nią język niemiecki, który – pomimo tego że jest bardzo bogaty – poza samymi Niemcami jest praktycznie nieużywany w innych częściach Europy. Chwała Francji jest passe i pomimo tego że po francusku publikowane są dobre książki, zwłaszcza w dziedzinie socjologii ponowoczesności, niewielu białych Amerykanów czy angielskich nacjonalistów zada sobie trud nauki języka francuskiego. Jako globalne lingua franca, amerykański angielski stał się jedynym i najlepszym orężem w bitwach kulturowych na wszystkich frontach.

Tomislav Sunić (przekład: Jarosław Ostrogniew)