poniedziałek, 29 październik 2018 23:41

Leon Zawada - Szturmowy Anarcha: pionier awangardy

„A ja biegnę, biegnę, biegnę po ulicy,
I eksploduje moje serce,
I ciągle, ciągle jeszcze więcej,
Nigdy dosyć rewolucji!”
Róże Europy

Nasza Idea sieje ferment. Każdego dnia zdzieramy liberałom sen z powiek. Nasz radykalny sprzeciw wobec kapitalizmu, marksizmu, postmodernizmu i innych antyludzkich idei wyrastających z zatrutego korzenia materializmu budzi zarówno odrazę apologetów prawicowej impotencji intelektualnej jak i strach lewicowych konsumentów sojowego latte. Odrzucamy utarte schematy i wypalone wzorce. Nie jesteśmy cynicznymi utylitarystami, którzy zasłaniają się błędnie pojmowanym realizmem. Aktywizm, brak kompleksów i wzrok wpatrzony w przyszłość to nasze credo. Jesteśmy młodością ducha i wiosną nacjonalizmu! Nasza idea jest jak strzała na napiętej cięciwie. Nasze myśli są jak biały fosfor. A nasze serca każdej nocy wybijają rytmy rewolucyjnych pieśni. Kwestionujemy cały system. W głowach dźwięczą nam słowa Jana Mosdorfa, nie uznajemy nikogo poza nami! Nie od-damy ołtarzy konserwatystom, którzy ukryją je za podwójnymi drzwiami, aby tylko nie drażnić systemu. Nie oddamy opieki nad biednymi, słabymi i wzgardzonymi wykorzenionym lewackim hedonistom którzy bardziej od działalności społecznej cenią sobie seksualny konsumpcjonizm. Wyrwiemy nacjonalizm z rąk pozbawionych woli sprawczej historycystów. Jeśli więc i Ty tak jak my gotowy jesteś wyrzec się form, aby oddać panowanie niezłomnej duszy, to znaczy, że i w Tobie być może jest iskra Szturmowego Anarchy! Drogę przed nami znaczyli buntownicy skorzy nawet w samotności pluć na system i jego wierne karaluchy. Nasi duchowi przodkowie to męczennicy i legioniści. Wspólne ciało, którego elementy spaja teologia buntu jest sercem Szturmowego Anarchy. Psychodeliczna ekstaza, której podszepty każdego dnia odbijają się od celi, jaką jest szara metropolia, determinuje nasz byt. Jego definicja pochodzi do słów wielkiego Ernsta Jungera: Anarcha jest samotnikiem, jest samotnym myśliwym wędrującym po bezdrożach chaosu, Anarcha to samotny wilk – nie potrzebuje wyznawców, obca jest mu i wstrętna mentalność stada. Anarcha nie chce niczego ulepszać ani tworzyć nowych światów. Dla Anarchy wartość ma tylko jego bunt – bunt będący wyrazem jego najgłębszej istoty, Anarcha pragnie tylko niszczyć murszejący porządek rzeczy, pragnie przyspieszyć procesy upadku, chce aby ostateczna pożoga ogarnęła świat, by wreszcie ponad zgliszczami mógł powiać mroźny podmuch Nieznanego…”. Platonicznym odbiciem idei konserwatywnego rewolucjonisty jest styl etnonarodowej młodzieży wyrażony w Szturmowej Anarchii. Niech poniższe drogowskazy, zbudowane w formie garści porozrzucanych przemyśleń, wiodą Ciebie – Anarcho – ku idealizmowi bez krzty kompromisów.

Dekadencki sznyt
Szturmowy Anarcha to romantyczny buntownik, wbrew swojej woli uwięziony w betonowej klatce.  Każdego dnia patrzy w oczy mijanych ludzi. Odbija się od tłumu spieszących się ludzi. Walczy z rutyną, w którą chce go wepchnąć system. Dawno temu na części pierwsze rozebrał taktykę globalistycznej machiny. Potwora, który najpierw kusi dobrami, wmawia potrzeby. Kupuj! Konsumuj! Kolekcjonuj! System zabija. System uzależnia. Wpycha w robocze ciuchy albo szyty na miarę uniform prekariusza z błyszczącymi butami i krawatem. A na koniec zabiera całe życie. Zostawia tyle czasu, żeby starczyło na rozrywkę i używki, ale było go za mało na założenie rodziny. Tylko pracować, głosować, konsumować i umierać. A w kolejnym pokoleniu jest już mniej dzieci. System emerytalny potrzebuje krwi, status quo nie może zostać zakwestionowany! Jego macki ściągają więc socjalnych koczowników. Ich młodzież wypełnia luki poranionej demografii. Ich dzieci mają więcej dzieci niż gospodarze własnych ziem. System wymienia człowieka. Wymienia, bo był za drogi i zbyt biały. Szturmowy Anarcha patrzy przez okno w tramwaju. Współczuje ludzkiego losu i się na niego nie godzi! Zaciska schowane w kieszeniach pięści. Nie chce być częścią systemu. Marzy o zapłonięciu dusz odbijających się w szybie ludzi. Odnajduje więc styl, każdodzienny wyraz buntu. Staranie przeczesuje włosy i czyści ciemne okulary, które doskonale pasują do jego czarnej koszuli z podwiniętymi rękawami. Chociaż nie miałoby to znaczenia nawet gdyby golił głowę na łyso i przykrywał ją sportową czapką. Znaczenie ma tylko bunt, który uzewnętrznia się w jego dekadenckim stylu. I tylko taki jest tego stylu sens. Na jego ramieniu znaleźć może się Joanna d'Arc z kałasznikowem albo wiking z runą życia na tarczy. Jego dekadencja to sprzeciw wobec bycia kolejnym, identycznym mieszczaninem. Szturmowy Anarcha może ubrany w swój najlepszy płaszcz pluć w niegodziwcom w ich obrzydliwe twarze. Może też ubrany w tanie dresy pomagać staruszce wnieść zakupy do mieszkania. Jego choroba wieku widoczna jest od razu. Głośno krzyczy „nie!”, gdy tłum biernie pochyla głowy. Idąc z wyprostowaną piersią, jego dłonie zdobią skórzane rękawiczki, w samotności lub wśród wiernych braci, czuje jak jesienny wiatr targa mu włosy. Czy to już ten chłodny powiew Nieznanego?

Apologetyka pogardy
Wzrok Szturmowego Anarchy z pogardą wbija się paskudny brud codzienności. Wyłamał się z rutyny, dobrze zna swojego wroga. Jest nim system. Nie chce go ulepszać, reformować, nie chce też konserwować żadnych jego elementów. Brzydzi się wszystkimi przejawami oportunizmu! Nie podaje ręki obłudnym konserwatystom gotowym bronić latynfundiów i kapitalizmu. Reakcyjnych impotentów wpychających się za młodu w kleszcze starości. Nie godzi się na próby konserwowania świętości w ramach kompromisu z systemem. Wie, że w imieniu swojej Wiary i Idei należy zrywać się do szturmu! A nie zamykać się w piwnicach ozdobionych podobiznami królów w siwych perukach. Szturmowy Anarcha nie kryje pogardy względem prawicowych liberałów, którzy obwiesili się symboliką Najjaśniejszej jednocześnie postulując całkowite jej oddanie korporacyjnemu bezprawiu. Brzydzi się niegodziwcami mieniącym się patriotami! Patriotami, którym obojętny jest los polskiego pracownika. Chłodno patrzy na tych, co powstałe na akademickich tablicach prawa rynku przedkładają ponad człowieka. W dobie gdy liberalne media – rozgłośnie hipokryzji - straszą nienawiścią, mową nienawiści, przestępstwami z nienawiści jednocześnie potrafiąc zdehumanizować człowieka. Człowieka, który choćby częściowo wyłamuje się z systemowego schematu konsumpcji, niewoli i śmierci.  Szturmowy Anarcha to apologeta pogardy, motywowany głębokim poczuciem metafizyki jakie idzie w parze z miłością do własnego Kraju i Narodu. Staje naprzeciw neomarksistom maszerującym pod sztandarami degeneracji. Z całego serca się nimi brzydzi! Doskonale zdaje sobie sprawę, że ich fałszywa wizja miłości w praktyce jest tanią służką kapitalizmu, która liberalny konsumpcjonizm chce rozciągnąć nawet na sferę seksualną i relacji międzyludzkich. Szturmowy Anarcha... jest samotny. Wie, że poza nim jest tylko garstka ocalałych idealistów. Żyje ze świadomością, że jesteśmy jednością. Oni są masą. On stoi niewzruszenie na posterunku jak polski żołnierz pod Wizną lub Spartanin pod Termopilami. Pogarda i chłodny wzrok są dla niego jak tarcza i włócznia, której grot wycelowany jest we wszelką niegodziwość.

Awangarda, futuryzm, marzenie
Dla Anarchy skończyła się epoka historycznych rekonstrukcji. Dzieje nienawidzą wsteczników, których mokre sny oscylują wokół wehikułu czasu. Szturmowy Anarcha nie chce niczego bronić. Chce szturmować! Sieje szturmowy ferment. A w jego imię krzyczymy: nigdy więcej form! Cześć i chwała bu-rzy-cie-lom! Patriotyzmu nie zamyka się w muzeach i na t-szirtach. Patriotyzmem przesiąkać ma społeczeństwo od planów wielkich konstrukcji po wielopokoleniowe gospodarstwa wiejskie. Wie co jest celem. To Wielkie Państwo! Jego romantyczny hiperetatyzm to miłość do monumentalizmu, abstrakcji i samo zapętlającej się awangardy. Marzenie o Wielkim Państwie, żyjącym w nim Wielkim Narodzie, strzegącej go Wielkiej Armii i wyróżniających futurystycznych gmachach, uderza we wnętrze czaszki jak niekontrolowany wybuch serotoniny. Każda młodzieńcza akcja przybliża spełnienie Wielkiego Marzenia. I chociaż pozornie pompatyczność dziejowych impulsów drogi Szturmowego Anarchy może budzić niezrozumienie w oczach systemowych narodowców spod znaku parlamentarnej masturbacji, dzieło, które buduje to wielki gmach. Skałą, na której stanie jest tradycjonalizm, a jego projektem archeofuturyzm. I to my – Szturmowi Anarchowie - odbudujemy narodową religijność, i patriotyzm. I to my podkreślimy zwycięstwo tradycyjnej rodziny. I to my przegnamy hordy spod bram Kościołów. My! My! My! Nie wiecznie cofający się tchórze. Nie ci, którzy barykadują formy, byle tylko nie musieć walczyć o żywe treści. O swój Naród. Swoją Ziemię. O Wielkie Marzenie! Nas nie za-do-wa-la koszulkowy patriotyzm. Żądamy czynu, pracy narodowej, formacji intelektualnej i idei czystej. Czystej jak nasze młode serca! I chociaż maszerujemy samotnie. I chociaż mijamy co dzień puste masy to wiemy. Wiemy, że nadejdzie nasz czas!

Leon Zawada