poniedziałek, 29 październik 2018 23:21

Jarosław Ostrogniew - Godzina decyzji. Gdy zrobi się naprawdę źle…

Wiele osób z kręgów nacjonalistycznych przyznaje, że wspiera walkę o odrodzenie Europy i europejskich narodów. Z prawdziwym zaangażowaniem czekają jednak na odpowiedni moment. Ten odpowiedni moment nastąpi wtedy, gdy zrobi się naprawdę źle i rozpocznie się otwarta walka o przetrwanie naszych narodów. Wtedy też okaże się, kto rzeczywiście stoi po której stronie i na kogo możemy liczyć.

Wszyscy, którzy czekają na odpowiedni moment, są w błędzie. Już teraz jest naprawdę źle. Otwarta walka już się rozpoczęła i już teraz wiemy, kto stoi po której stronie w tym najważniejszym konflikcie naszych czasów.

Jakie są źródła tej błędnej oceny sytuacji wśród wielu nacjonalistów oraz patriotów? Pierwszym źródłem jest błąd patrzenia na sytuację globalną tylko ze swojej perspektywy i analizowanie wszystkiego przez pryzmat swoich osobistych doświadczeń. Błąd ten polega na uznawaniu za ważniejsze zdarzeń, których doświadczyliśmy osobiście i ignorowaniu szerszych trendów, które nie są widoczne w naszym najbliższym otoczeniu. Przykładem może być uznawanie, że Europa jeszcze nie znalazła się w trudnej sytuacji demograficznej i że inwazja obcej ludności jest sztucznie rozdmuchanym zjawiskiem, ponieważ w polskim mieście, w którym ktoś akurat mieszka, nie widać kolorowych imigrantów. Drugim źródłem jest specyficzna medialna reprezentacja rzeczywistości. Oficjalne i mniej oficjalne media mają tendencję do kłamania w celu propagowania określonej wizji świata oraz do przedstawiania jedynie atrakcyjnych dla odbiorcy, ale nieistotnych wydarzeń. W mediach rzadko można spotkać rzetelną analizę faktów występujących w dłuższej perspektywie czasowej czy dyskusję nad prawidłowościami rządzącymi wydarzeniami zachodzącymi przez chociażby dekadę. Tego typu analizy wymagają myślenia – a ani dziennikarze nie są zbyt inteligentni, ani przeciętny widz nie jest czymś takim zainteresowany.

Pójdźmy zatem pod prąd naszego umysłowego lenistwa i przyjrzyjmy się sytuacji w perspektywie globalnej i w dłuższej perspektywie czasowej. Co zobaczymy? Że już teraz jest naprawdę źle. I będzie coraz gorzej.

Naprawdę źle było już od dawna. Import kolorowych imigrantów do Europy trwa już ponad pół wieku. Zapoczątkowały go wielkie koncerny, wkrótce wsparły go kolejne państwa europejskie, a ostatecznie poparły nawet związki zawodowe, które pierwotnie broniły interesów rdzennych robotników. Ta inwazja była jednak ignorowana lub bagatelizowana przez wielu Europejczyków, ponieważ odbywała się stopniowo. „Elity” niszczące nasze narody przyjęły bardzo sprytną strategię stopniowego i konsekwentnego wymieniania rdzennych Europejczyków na imigrantów. I tak jak żaba w garnku nie wyskoczy z niego, jeśli temperatura będzie zwiększana stopniowo, tak samo większość Europejczyków zauważyła problem dopiero wtedy, gdy miał on już gigantyczne rozmiary.

Naprawdę źle jest już teraz. Inwazja na Europę nabrała tempa w ciągu ostatnich dwóch lat. Co roku do naszych krajów sprowadzane są miliony imigrantów. Każdego dnia najeźdźcy bezkarnie dokonują kolejnych aktów przemocy wobec rdzennej ludności. We wszystkich europejskich krajach wzrasta ilość popełnianych przestępstw, również tych najbrutalniejszych.

Naprawdę źle będzie również w przyszłości. Fala imigrantów nie zostanie powstrzymana – nie po to rozpoczęto realizację wielkiego projektu wymiany ludności, żeby teraz go zakończyć. Obcych będzie coraz więcej, będą mieli coraz większe wsparcie ze strony państwa i będą popełniać coraz więcej przestępstw. Jeżeli ktoś myśli, że Polskę to ominie, jest po prostu naiwny. Polscy politycy potrafią czasem powiedzieć coś ostrego, ale nie czarujmy się – jeżeli Angela Merkel postawi sprawę na ostrzu noża i z jednej strony zagrozi sankcjami finansowymi, a z drugiej zaproponuje naszym „elitom” kolejne synekury – w ciągu jednego dnia podpiszą wszystkie podstawione pod nos dokumenty i obudzimy się w kraju z milionem nowych, mocno opalonych obywateli. Co więcej, polski rząd już teraz chce sprowadzić kolorowych imigrantów. Po eksperymencie z otwarciem polskiego rynku pracy na Ukraińców, pod naciskiem różnego typu konfederacji januszy biznesu, polscy politycy zaczną sprowadzać imigrantów z Filipin oraz Indii. Na tym się nie skończy – w końcu jest jeszcze mnóstwo wolnych rąk do pracy (lub wolnych gęb do socjalu) w Azji i Afryce.

Za każdym razem, gdy widzisz obcych włóczących się po którymkolwiek europejskim mieście, pamiętaj, że są oni tutaj, żeby zająć twoje miejsce, a ich dzieci zajmą miejsce twoich dzieci, w ojczyznach, które należały do nas od czasów, których nie pamięta nawet historia.

Nie chcę tutaj nikogo straszyć, dołować, czy namawiać do czarnowidztwa i rezygnacji. Wprost przeciwnie. Chcę namówić konkretnie Ciebie, który lub która czytasz te słowa, do działania. Ponieważ wbrew temu, co wydaje się wielu Polakom, wielu Europejczykom, w tym także wielu nacjonalistom i patriotom, wbrew temu, co głoszą oficjalne media - walka przeciw tej inwazji już trwa.

Możesz teraz spytać – no dobrze, walka trwa, ale gdzie są czołgi? Gdzie umundurowani żołnierze na ulicach? Gdzie strzały i wybuchy? I ja wówczas odpowiem – być może trzeba trochę odpuścić z graniem w gry i książkami w klimacie postapo. Owszem, w przyszłości (i to całkiem niedalekiej) może być tak, że na ulicach będą trwały walki na maczety i łańcuchy, w których jedynym mundurem będzie kolor skóry. Może być tak, że uzbrojeni żołnierze będą w nocy likwidować getta na obrzeżach europejskich stolic. Może być też tak – i szczerze mówiąc na to mam największą nadzieję – że problem ten uda się rozwiązać w zdecydowany, ale pokojowy i humanitarny sposób. Jednak politycy rządzący Europą doprowadzili do sytuacji, w której każdy z tych scenariuszy jest możliwy i na każdy musimy być przygotowani.

Dlaczego twierdzę, że walka przeciw inwazji już trwa? Znów, musimy patrzeć na sprawy w szerszej perspektywie geograficznej i w dalszej perspektywie czasowej. We wszystkich europejskich krajach, w których obecni są kolorowi imigranci, dochodzi do brutalnych przestępstw popełnianych na rdzennej ludności. I we wszystkich krajach rdzenna ludność odpowiada przemocą. Jest to oczywiście przemoc na o wiele mniejszą skalę, ponieważ Europejczycy są mniej agresywni niż ludność napływowa, a poza tym państwo i policja stoją po stronie najeźdźców. Bezrobotny i bezdzietny imigrant nie ma nic do stracenia, jeśli trafi na pięć lat do więzienia, w którym większość osadzonych stanowią jego krajanie. Żaden pracujący Europejczyk, który musi utrzymać swoją rodzinę, nie będzie chciał zostać zamknięty nawet na miesiąc w celi z grupą agresywnych imigrantów. Nie dawajmy się oszukiwać mediom – żaden europejski naród nie sprowadził tej inwazji sam na siebie. Gdybyśmy żyli w demokratycznych krajach i tego typu ważne problemy rozstrzygane byłyby w drodze referendum, imigranci musieliby wracać do domów. Pamiętajmy, że to w Niemczech najwięcej obywateli przeciwnych jest sprowadzaniu obcych. Oczywiście, nikt nie będzie pytał ich w tej kwestii o zdanie. Nie na tym polega liberalna „demokracja”.

W samych Niemczech codziennie mają miejsce ataki na imigrantów czy ośrodki, które ich przechowują. Nie patrzmy jednak na tę sprawę tak, jak przedstawiają ją media. To nie są bezmyślne akty przemocy wobec niewinnych ludzi, ze strony rozhisteryzowanych dołów społecznych. Nie. To jest zdrowy odruch społeczeństwa, które poddawane jest stopniowej likwidacji. To nie są ataki, tylko kontrataki. Jest to spontaniczny opór, który często przybiera groteskowe formy i przede wszystkim jest nieskuteczny. Ale tak wygląda opór przeciętnych obywateli na tym etapie onfliktu. Pamiętajmy, że Niemcy – podobnie jak inni Europejczycy – poddawani są w ogromnym stopniu tresurze poprzez system edukacji oraz terrorowi ze strony mediów i „aktywistów społecznych”. Wiadomo, że w pierwszej kolejności będą działać ci, którzy mają najmniej do stracenia.

Oprócz tego niezorganizowanego i spontanicznego oporu, widzimy również zorganizowany i planowany opór wobec anty-europejskiego systemu. Są to europejskie ruchy nacjonalistyczne i tożsamościowe. Działają one na dwóch płaszczyznach: politycznej i metapolitycznej, czy mówiąc inaczej bezpośredniej i kulturowej.

Na płaszczyźnie politycznej są to wszelkiego typu demonstracje, manifestacje czy akcje takie jak fizyczne blokowanie dróg, którymi do Europy docierają imigranci. Jest to również fizyczna walka przeciw agresywnym obcym oraz wspierającym ich pieskom systemu, którzy dla niepoznaki nazywają się „antyfaszystami”.

 Na płaszczyźnie metapolitycznej z jednej strony odbywa się rozwijanie idei nacjonalistycznych przez intelektualistów stojących po naszej stronie, a z drugiej propagowanie tych idei, w przestrzeni zarówno wirtualnej jak i realnej.

Rozwój ruchów nacjonalistycznych, integracja ich na płaszczyźnie europejskiej oraz koordynacja ich działań, a także zbliżenie z tym ludowym, spontanicznym i na razie jeszcze przypadkowym oporem zwykłych ludzi to najważniejsze zadania, które stoją w najbliższym czasie przed nacjonalistami.

Możesz tutaj jednak postawić pytanie: dobrze, zgadzam się, tak właśnie jest. Ale to są trendy globalne, na które nie mam wpływu. Co właściwie miałbym robić? Widzisz – czas próby nadszedł nie tylko dla Polaków i nie tylko dla Europy. Czas próby i godzina decyzji nadeszły również dla każdego z nas. Kolejne pokolenia ocenią nas na podstawie tego, jak zachowaliśmy się tu i teraz. Za pięćdziesiąt lat naprawdę nikogo nie będzie obchodzić, ile fajnych imprez zaliczyłeś, ile polubień miało twoje zdjęcie z wakacji, ani ile dobrych seriali obejrzałeś. Europejczyków za pół wieku interesować będzie jedynie to, czy podjąłeś wyzwanie.

Pierwszą rzeczą, którą możesz i którą powinieneś zrobić jest praca nad sobą. Rozwijaj się intelektualnie - zwiększaj swoją wiedzę o świecie, czytaj mądre książki, oglądaj dobre filmy, ucz się języków obcych. Postaraj się rozwinąć jakąś praktyczną umiejętność jak programowanie, edycja filmów, fotografia, czy cokolwiek co przyda ci się w życiu. Po stronie nacjonalizmu stało i stoi wielu intelektualistów i twórców - poznawaj ich prace, ucz się sztuki argumentacji, szukaj odpowiedzi na nurtujące cię pytania. Rozwijaj się fizycznie - nie nadużywaj używek, nie siedź ciągle przed komputerem, prawidłowo się odżywiaj, rozwijaj swoją siłę i kondycję, poznaj chociaż podstawy któregoś sportu czy systemu walki. Te wszystkie umiejętności będą ci potrzebne szybciej, niż się tego spodziewasz.

Kolejną rzeczą, którą możesz i którą powinieneś zrobić, jest zaangażowanie się w ruch nacjonalistyczny. Nadszedł najważniejszy moment w historii naszych narodów - nacjonalizm potrzebuje zaangażowania ludzi wszelkiego rodzaju: intelektualistów, ludzi zajmujących się nowymi mediami i nowoczesnymi technologiami, osób silnych fizycznie i gotowych do podjęcia działań bezpośrednich wobec naszych wrogów, twórców nowej kultury, specjalistów od finansów, tłumaczy, a nawet ludzi, którzy jedynie swoją obecnością i pieniędzmi wspierają ruch. Zastanów się, co konkretnie możesz i chcesz zaoferować naszemu ruchowi. Zastanów się też, na jaki poziom i rodzaj zaangażowania możesz sobie pozwolić. Jedynie najlepsi z nas, zwłaszcza ci, którzy działają na arenie międzynarodowej, mogą pozwolić sobie na całkowite zaangażowanie się w działalność. Odbywa się to oczywiście ogromnym kosztem, którym w pierwszej kolejności jest rezygnacja z życia rodzinnego. Dla pozostałych z nas nacjonalizm będzie czymś, na co poświęcamy swój czas wolny. Ci z nas, którzy np. odziedziczyli mieszkanie, czy mają niezależne źródła dochodu, mogą sobie pozwolić na więcej działalności publicznej niż ci, którzy ryzykują utratę pracy i jedynego źródła dochodu.

Ludzie, którzy przyjmują postawę wyczekującą, często mówią, że gdy zrobi się naprawdę źle i gdy nadejdzie czas decyzji, zobaczymy, kto stoi po której stronie i ile każdy jest tak naprawdę wart. Powtórzę jeszcze raz - już teraz jest naprawdę źle. Nadszedł czas próby i już teraz możemy powiedzieć, kto stoi po której stronie i kto ile jest wart.

Nie można mieć złudzeń w sprawie postawy wszelkiej maści konserwatystów czy prawicowców. Garstka z nich otwarcie stanęła po stronie Europy. Nieliczni z nich popierają część naszych postulatów. Spora grupa po cichu trochę z nami sympatyzuje. Większość nie przejmuje się tą sprawą, a najbardziej prominentni politycy i ideolodzy konserwatywni otwarcie występują przeciw nacjonalizmowi i za ostateczną zagładą europejskich narodów, aczkolwiek mają pewne zastrzeżenia co do tempa i środków realizacji tego celu, a także woleliby, żeby całość miała bardziej chrześcijański i patriotyczny charakter, a także promowała tradycyjną rodzinę. Z perspektywy nacjonalistów oczywiście nie ma różnicy czy przyszły „nowy, śniady Europejczyk” będzie modlił się w meczecie, uprawiał seks ze swoim transpłciowym chłopakiem, czy raczej jadł kaszankę i chodził z trójką dzieci do kościoła.

Wśród katolickich duchownych z pewnością znajduje się wielu takich, którzy stoją po naszej stronie. Nie zmienia to jednak faktu, że większości los Europy jest obojętny, a sama instytucja ustami swoich hierarchów (łącznie z najwyższym, czyli papieżem) opowiedziała się jasno po stronie kolorowych nachodźców przeciw rdzennym Europejczykom. W armii znajdziemy sporą grupę oficerów i jeszcze większą żołnierzy, która sprzeciwia się wymianie Europejczyków na ludność o innym pochodzeniu etnicznym. Jednak większość mundurowych chce spokojnie doczekać do emerytury i popijać piwo przed swoim wybudowanym na kredyt domem, a im wyżej w hierarchii, tym chętniej oficerowie wspierają niszczenie swojego narodu w zamian za kolejne awanse i stanowiska w administracji.

Nie możemy oceniać polityków, żołnierzy, księży, sędziów, przedstawicieli administracji, intelektualistów czy artystów po tym, jak mogą się zachować w jakiejś mglistej przyszłości – podczas tego mitycznego „gdy zrobi się naprawdę źle”. Musimy ich oceniać po tym, jak postępują teraz. Jeśli stoją po naszej stronie, niech zaczną wspierać nacjonalizm swoim otwartym zaangażowaniem, albo – jeśli boją się utraty swojej pozycję – niech zaczną tę swoją pozycję wykorzystywać do tego, aby wspierać ruch nacjonalistyczny co najmniej materialnie.

Podobnie jest z ludźmi, których znamy. Na największy szacunek zasługują nacjonaliści, którzy robią najwięcej dla naszej sprawy. Niezaangażowanych nacjonalistów musimy namawiać i nakłaniać do zwiększenia swojej aktywności – do celu dochodzi się drobnymi krokami, ale cel zostanie osiągnięty o wiele szybciej jeśli tych kroków będzie każdego dnia tysiąc zamiast stu. Większość ludzi pozostaje oczywiście obojętna na najważniejsze sprawy. Tak było zawsze, a dzieje kształtowała zdeterminowana mniejszość. Natomiast ci, którzy jawnie i aktywnie wspierają niszczenie europejskich narodów są naszymi wrogami i jako takich należy ich traktować.

Żarty naprawdę się skończyły. Konflikt między klasą rządzącą, której celem jest zniszczenie wszystkich europejskich narodów, oraz sprowadzanymi przez nich obcymi a rdzenną ludnością Europy jest najważniejszym konfliktem naszych czasów. Jest to również najważniejszy konflikt w historii Europy, ponieważ jeszcze nigdy Europejczycy nie stali w obliczu ostatecznej fizycznej zagłady w ciągu dwóch czy trzech pokoleń. Europejczycy albo się przebudzą, uwierzą w to, że mają prawo żyć na swoich zasadach i nie są nic winni innym narodom, albo przestaną istnieć.

Narzekasz na to, że twoje życie jest nudne i nie widzisz sensu w swojej codziennej egzystencji? Mam dla ciebie dobrą wiadomość – właśnie toczy się walka, która zadecyduje o losach całego świata. Przyłącz się do nas. Od ciebie zależy przetrwanie Polski i Europy.

Jarosław Ostrogniew