poniedziałek, 29 październik 2018 20:37

Grzegorz Ćwik - Ziemia jako element Narodu

Nacjonalizm Szturmowy aby stanowić skuteczną broń przeciw liberalizmowi musi ewoluować do komplementarnej ideologii, która objawia się zarówno w teorii politycznej, jak i całościowym zbiorze wyobrażeń i wartości o charakterze historyczno-filozoficznym. W ciągu ostatnich miesięcy z pewnością wiele zrobiono w kwestii rozwoju tej idei, jednak cały czas pozostaje przed nami ogrom pracy. Nacjonalizm Szturmowy, jakkolwiek jest ideologią i futurystyczną i niezwykle świeżą, to jednak jak każda idea narodowa skupia się właśnie na Narodzie, jako najdoskonalszej zbiorowości, która określa w najwyższym stopniu  naszą świadomość i tożsamość. W ostatnim okresie w publicystyce dotyczącej Nacjonalizmu Szturmowego i jego definicji Narodu stawiano głównie akcent na czynnik etniczny. Wiązało się to, i wiąże nadal, z trwającą dyskusją w naszym środowisku (i nie tylko nim) nad kwestią definicji Narodu. O ile i piszący te słowa i szereg innych autorów rozwinęło i bardzo mocno ugruntowało etniczne pojmowanie narodowości, o tyle cały czas pozostają inne składowe, które warto poruszyć. W niniejszym tekście mam zamiar opisać znaczenie aspektu, który w całej publicystyce narodowej jest obecnie mocno zapomniany i właściwie nieobecny. Chodzi mi mianowicie o ziemię i jej znaczenie dla nas jako ludzi jak i Narodu.

Podstawy

W powyższym wstępie wprowadziłem dwa pojęcia, które dla naszej idei są podstawowe: tożsamość i świadomość. Zarówno prądy wspólnotowe, tradycjonalistyczne jak i liberalne odwołują się do tożsamości – czy będzie to tożsamość narodowa, kulturowa, płciowa czy inna, to aspekt ten jest nie do przecenienia. Tożsamość zaś rzutuje w prosty sposób na świadomość. Wyjaśnię pokrótce co rozumiem przez oba te terminy, aby następnie przejść do dalszych rozważań.

Tożsamość jest to grupa obiektywnych jak i subiektywnych czynników, które tworzą zbiór elementów budujących nas jako ludzi w rozumieniu wspólnotowym jak i personalnym. Człowiek bowiem posiada naturalną potrzebę identyfikacji z jakąś grupą. Jedynie część swojej osobowości jesteśmy w stanie wytworzyć sami, resztę zaś „przejmujemy” od innych ludzi. Na tożsamość składa się wszystko do czego może odwołać się dana wspólnota jak i pojedynczy człowiek, gdy zadaje sobie pytanie „kim jesteśmy, kim jestem?”. Tak więc tożsamość jest tworzona przez pochodzenie etniczne, narodowe, regionalne, wyznawaną wiarę, wspólną historię, język, kulturę , tradycję, klasę społeczną. Ponadto elementy jakie wpływają na tożsamość to także wykształcenie, grupa zawodowa, społeczna etc.

Świadomość z kolei to element, który rozpatrywać będziemy niekoniecznie w jego „podręcznikowej” definicji, ale jako swoisty sposób funkcjonowania człowieka. Choć i ta może być nam pomocna. Wedle niej świadomość to stan, kiedy jednostka rozumie i zdaje sobie sprawę z wewnętrznych zjawisk zachodzących w niej samej, jak i tych zewnętrznych. Dla nas świadomość będzie to przede wszystkim sposób rozumienia siebie i zewnętrznego świata, a więc tu nie ma generalnie sprzeczności czy różnicy z ogólnie przyjęta definicją. Oczywiście pamiętać musimy, że świadomość występuje w różnych „odmianach”, zależnych od regionu świata, narodowości, etniczności , rasy, języka i wielu innych, zmiennych czynników. Czemu tak jest? Otóż dlatego, że świadomość to prosta pochodna tożsamości, to jest te elementy, które „tworzą” nas jako ludzi i jako część określonych wspólnot, wpływają na to, jaką mamy świadomość. A skoro składowe tożsamości są tak różne, to świadomość nasza także się różni. Tu dochodzimy do miejsca, gdzie rozwinąć trzeba pojęcie świadomości, jakie używać będziemy na potrzeby tego tekstu, jak i następnych rozwijających Nacjonalizm Szturmowy. Tak więc świadomość to sposób w jaki postrzegamy świat, to kategorie poznawcze, przez pryzmat których analizujemy i wartościujemy to co nas otacza i to co jest wewnątrz nas. Świadomość to swoista nakładka na naszą jaźń, która pozwala w uwarunkowany przez tożsamość sposób funkcjonować jako wolny i świadomy człowiek.

Oba te terminy, choć już wcześniej wprowadziłem je do Nacjonalizmu Szturmowego, są główną osią i punktem wyjścia do dalszych rozważań nad rozwojem idei. Ponadto takie a nie inne ich definiowanie z założenia stawia nas w całkowitej opozycji do liberalizmu i nowoczesności. Gdy bowiem liberalizm stawia na całkowitą unifikację ludzi na świecie, destrukcję wszelkich odrębności i dekonstrukcję każdej wspólnotowości, my przeciwstawiamy te dwa aspekty – tożsamość i świadomość – jako oś, na której opieramy nasze myślenie. Jak najbardziej wpisuje się to w walkę globalizmu z lokalizmem. Odrzucamy ontologiczne podstawy ideologii liberalnej, a więc dlatego też definiując tożsamość stawiamy na elementy różne dla różnych ludów, narodów, etnosów i ras. A także dla ziem. Ziemia bowiem jest także elementem składowym naszej tożsamości, oraz etnosu.

Ojczysta ziemio, najważniejsza sprawo

O ile o kulturze, etniczności, mowie mówimy często jako elementach naszej narodowej tożsamości, o tyle ziemia pozostaje w cieniu. Tymczasem czynnik ten ma ogromne znaczenie. Pochodzenie i kraj ojczysty to dwa naturalne elementy naszej narodowości. Jeśli jednak etniczność podlega takim czy innym przesunięciom czy fluktuacjom, to ziemia jako taka pozostaje ciągle ta sama. Oczywiście człowiek przez wieki przekształca ją na swą modłę, to jednak zasadniczy charakter ziemi pozostaje bez zmian.

Wbrew pozorom ziemia nie jest czynnikiem tylko materialnym. To aspekt w najwyższym stopniu duchowy i metafizyczny. Każdy lud, który z czasem stał się Narodem, w pewnym momencie dziejowym objął określoną ziemię we władanie. Stało się to na drodze pełnej krwi, potu, łez i ogromu wyrzeczeń. W całej Europie ludy germańskie, nordyckie czy słowiańskie dokonały swoistego aktu założycielskiego swej linii historycznej właśnie poprzez objęcie we władanie ziemi. Ta stała się ich ojczyzną, żywicielką, matką i twierdzą przez wrogami. Charakter tej ziemi w sposób oczywisty zaczął kształtować kolejne pokolenia, a dla naszych przodków wierność swej ziemi, aż do śmierci, była nieodłącznym aspektem życiowej drogi. Ziemia to dom, który wybudowany został dzięki duchowemu złączeniu się krwi z krajem ojczystym. Przyrównując to do mitologii, możemy uznać, że moment połączenia tych dwóch elementów jest na wpół legendarnym początkiem każdego Narodu. Ten zaś w sposób nierozłączny powiązany jest ze swą Ojczyzną.

Duch Ziemi

Zabrzmi to może dziwnie, ale każda ziemia ma swego ducha. Oznacza to, że przez unikalny zestaw swych cech i warunków wyraża się w niepowtarzalnym „duchu”, czyli tym jak wpływa i warunkuje ludzi mieszkających na danym terenie. Ziemia bowiem dla nas to nie tylko powierzchnia liczona jako określona liczba kilometrów kwadratowych. Tak myśleć mogą liberałowie. To nie są także sztywne granice będące efektem procesu historycznego (jakkolwiek jesteśmy twardymi przeciwnikami rewizjonizmu). Takie myślenie z kolei przystoi głównie konserwatystom. Ziemia to nade wszystko żywy duch! Ukształtowanie ziemi, panujące na niej warunki klimatyczne, ilość rzek, wybrzeże, góry, mineralne i wegetatywne cechy ziemi – wszystko to tworzy jej ducha. Inaczej ukształtuje się tożsamość Narodu górskiego, który żyje wysoko pośród ostrych grani i wielkich wąwozów. Inaczej rozwijać będzie się Naród nadmorski, który zmagać się musi ze sztormami i wysokimi falami. Inaczej jeszcze będą podążały swą dziejową ścieżką Narody żyjące na ziemi urodzajnej czy na pustyni.

Tutaj warto odwołać się do poglądów Legionu Michała Archanioła i jego założyciela – Corneliu Codreanu. W centralnym punkcie jego ideologii stał kult trzech elementów: krwi, przodków oraz właśnie ziemi. Swoistym artefaktem dla członków Legionu i Żelaznej Gwardii była ziemia z pól bitewnych, gdzie przelewali krew synowie Rumunii, jaką noszono w specjalnych skórzanych woreczkach na szyi. Związek z ziemią Codreanu uważał za mistyczny w najwyższym stopniu, jak również ludowy i związany z Tradycją, która stanowiła przeciwieństwo liberalizmu i demokracji parlamentarnej.

Żyjemy w czasach, kiedy ludzie tracą jakikolwiek związek ze swą ziemią, nawet jeśli na niej mieszkają. Przestrzenią życia społeczeństw Zachodu są miasta – wielkie, bezduszne twierdze kapitalizmu i liberalizmu, a także multikulturalizmu. W nich Duch Ziemi właściwie nie jest odczuwany, za to wielki tygiel ras, kultur i języków każe sądzić, że nowoczesność już wygrała i mit „globalnej wioski” urzeczywistnił się. Możliwe, że przejaskrawiam wizję nowoczesnego miasta, jednak w kontekście naszych rozważań o ziemi konstatacje te są do bólu prawdziwe. Człowiek współczesny, mimowolny obywatel świata traci swą tożsamość – etniczną, językową, kulturową. Oraz właśnie tożsamość ziemi. Tak samo rozerwanie się więzi między miastem a wsią skutkuje zapomnieniem ile zawdzięczamy ziemi, która pozwoliła naszemu Narodowi żyć na niej.

Konkretne cechy charakteru, kultury, języka są bardzo często pochodnymi tego, gdzie żyjemy. Wspominamy etniczność w dyskusji nad Narodem, tymczasem pokrewieństwo ziemi jest bardzo podobnym zagadnieniem. Ziemi bowiem nie posiadamy, z ziemią czujemy pokrewieństwo, jest ona naszą duchową matką. Nasi przodkowie obejmując nad nią władzę, często na drodze zbrojnej, weszli w prawdziwie duchowy i nierozerwalny związek z naszą ziemią. Od tej chwili wyraża się ona przez nas, a nasza praca i życie są zależne od niej. Prawdy te jakkolwiek są fundamentalne, to niestety w obecnych czasach dość zapomniane.

Ziemia jako przestrzeń

Ziemia to przestrzeń, a przestrzeń jest żywa. Wynika to z faktu, że element składowy Narodu, czyli żywej wspólnoty, nie może być martwy. Przestrzeń nie ogranicza się do elementów składowych jak drogi, miasta, granice. To przede wszystkim wpływ na to jak postrzegamy nasz kraj i Naród, jego rolę w regionie i Europie, jak definiujemy najbardziej elementarne kwestie geopolityczne i metapolityczne. Nie da się uciec od dziedzictwa ziemi, podobnie jak nie da się uciec od dziedzictwa krwi, historii, kultury czy języka.

Przestrzeń określa także kierunek rozwoju naszego Narodu, jego możliwości i horyzonty. To czym może być nasza nacja, czym jest i w jakim kierunku podąży w dużej mierze warunkuje ziemia. Zarówno na poziomie materialnym – poprzez określone ukształtowanie, bogactwa naturalne, klimat, jak i na poziomie duchowym warunkując nasze dusze.

Człowiek nowoczesny a ziemia

Jak już wspomniałem w czasach obecnych nasz związek z ziemią osłabł w znacznym stopniu. Dotyczy to zresztą wielu innych elementów, które składają się na nasza tożsamość – języka, kultury, tradycji etc. Wśród nich jednak ziemia jest szczególna, ze względu właśnie na swoją przestrzenność, wiekowość, ponad-historyczność. Jeśli faktycznie chcemy ochronić nasz Naród i to w etnonacjonalistycznym rozumieniu, zadbać musimy także o przywrócenie związku między człowiekiem a ziemią.

Nie mam tu prostych recept ani tym bardziej gotowych projektów ustaw, praw i reform. Chcę raczej zarysować kilka punktów zaczepienia dla zrozumienia sensu tego wywodu i przedstawić pewien zarys stanu idealnego.  Jakkolwiek stanowić on może rodzaj utopii, jednak istnienie mitu wywodzącego się z przyszłości a nie przeszłości nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie – towarzyszy europejskiej cywilizacji od bardzo dawna.

W układzie dla nas idealnym większość ludzi i to przeważająca powinna nie tylko odczuwać związek z ziemią, ale poprzez miejsce życia i pracy po prostu przebywać na swej ziemi. Jak pisałem już miasto jest miejscem z gruntu pozbawionym prędzej czy później ducha ziemi. Jako konglomerat przypadkowych ludzi, wielkich interesów i kapitałów, szaleńczej rozbudowy i ciągłego życia w biegu nie ma po prostu w mieście miejsca na wyższe stany świadomości i duchowości. Oczywiście są wyjątki od tego, jednak w analizie mas miejskich obserwacja powyższa jest więcej niż słuszna. Tak więc zunifikowane i odczłowieczone miasto nie może w stopniu nawet elementarnym podtrzymać związku człowieka ze swą ziemią, podobnie jak z wieloma innymi składowymi naszej tożsamości. Jednocześnie obserwujemy procesy powiększenia się kilku największych aglomeracji kosztem miast małych i średnich, a więc tendencja jest wysoce niekorzystna.

Co robić? Przede wszystkim zastanowić się musimy nad modelem edukacji i tego jakie wartości kreujemy w przestrzeni publicznej. Być może konkretne rozwiązania zostaną dopiero opracowane przez ludzi, którzy obecnie są jeszcze dziećmi. Lub może nawet przez ludzi, którzy jeszcze się nie urodzili. Tu sojusznikiem stać może się paradoksalnie technologia. Otóż rozwój jej, zwłaszcza technik komunikacyjnych i przepływu danych może sprawić, że możliwe stanie się doprowadzenie do odpływu szerokich mas ludzi z miast na tereny miejskie lub po prostu wiejskie bez najmniejszego uszczerbku dla ekonomii. Po prostu ludzie będą swe obowiązki zawodowe wykonywać w dużo ciekawszych i lepszych „okolicznościach przyrody”. Wychowanie ludzi w szacunku dla swej ziemi i świadomości jej znaczenia to pierwszy krok w kierunku przełamania określonego impasu w tej materii. Ta sytuacja dotyczy zresztą większości społeczeństw świata Zachodu. Człowiek traci kontakt ze swym etnosem, kulturą, ziemią na rzecz stania się trybikiem w internacjonalnym wyścigu szczurów. Pracuje po to by kupować, kupuje by zaspokoić swe materialistyczne pobudki, a te rzutują znowuż na jego karierę i pracę. Nie wsłuchując się w to co mówi nam duch ziemi, tracimy jakikolwiek udział w wielkim, ponadpokoleniowym procesie rozwoju naszego Narodu. Ten bowiem jest realizacją wielkich celów a nie podbijaniem słupków na wykresie. Nie jest przypadkiem a raczej jest oczywistością, że kapitalizm powstał na wyspach brytyjskich – najbardziej zurbanizowanym chyba kraju w czasach, kiedy opracowana została ta antyludzka doktryna. Także liberałowie czy twórcy szkoły frankfurckiej byli do bólu mieszczuchami. Oczywiście – nie zamierzam tu tworzyć wizji miasta jako objawu upadku cywilizacji. Miasta są oczywiście niezbędnym elementem naszego życia, jednak nie o same miasta idzie, a o ich obraz, znaczenie i rozmiar procesu urbanizacji. Ten zaś warunkowany jest przede wszystkim przez szaleńczy kapitalizm, który w oderwaniu od faktycznych potrzeb ludzi, stawia na maksymalizację pracy, zysku i produkcji (a więc spodziewanego zysku). Do tego wszystkiego zaś potrzeba skupienia odpowiednio dużych ilości ludzi na terenie miejskim. To pozwala zrozumieć znaczenie miasta w obecnym świecie.

Dążyć powinniśmy przede wszystkim do sytuacji, kiedy możliwie najwięcej ludzi ma stały i regularny kontakt ze swą ziemią i jej duchem – w miejsce kontaktu z martwym betonem, asfaltem, szkłem i marmurem. Zrozumieć ducha ziemi to zrozumieć siebie i swój Naród. To zrozumieć drogę jaką powinniśmy podążać i wymogi koniecznie do tego by w najpełniejszy sposób objawiła się nasza wielkość.

Podsumowanie

Mam świadomość, że w obecnej sytuacji postulat zastopowania urbanizacji i wdrożenia procesu odwrotnego brzmi fantastycznie, jednak jak wspomniałem – na takich utopijnych mitach oparta jest nasza cywilizacji. Wskazują nam cel i stan idealny, do którego dążymy, a więc nie ma w nich nic złego. Podstawowymi celami, jakie powinny przyświecać są zatem:

- Przywrócenie szacunku do ziemi i świadomości jej znaczenia
- Zwiększenie duchowego i praktycznego związania ludzi z ich ziemią
- Potraktowanie aspektu ziemi jako czynnika antyliberalnego i antykapitalistycznego
- Zrozumienie, że przestrzeń to także element określający nasze aspiracje, cele i kierunki rozwoju

Do tego dodam aspekt niejako praktyczny – ochronę ziemi. I nie mówię tu o epatowaniu napuszonym patriotyzmem, co w epoce wolnej (póki co) od wojen jest chwilami dość śmieszne. Nie mówię też o postulatach ograniczenia możliwości wykupu ziemi przez obcokrajowców, choć te są skądinąd słuszne i oczywiste. Mówię tu o ochronie ziemi przed nadmierną eksploatacją, przekształceniem na industrialną modłę i przed zwykłym zniszczeniem. Wypadki kiedy dokonano tego czy innego aktu ingerencji w przestrzeń tylko dla zysku, zaspokojenia czyjegoś kaprysu czy niskiej pobudki są aż nazbyt częste. Tymczasem jak już wiemy ingerencja w ziemię to ingerencja w żywą istotę, w nas samych de facto  i w ducha, który wyraża się poprzez wpływ na nas wszystkich. Tak więc dobrze pojęta ekologia, zwłaszcza w odniesieniu do całych ekosystemów i zbiorowych elementów krajobrazu to nie kaprys awangardy intelektualnej, ale  zwyczajna konieczność. Nie możemy dalej pozwalać by na zachodnią, liberalną modłę przedkładać zysk nad wartości duchowe i metafizyczne. Nie chodzi oczywiście o całkowite wycofanie się z określonych projektów przestrzennych i generalnie wiązanych z ziemią. Chodzi o gradację wartości i odpowiedni punkt widzenia, który nie jest przyćmiony materialistyczną i nihilistyczną zaćmą.

Wszyscy nasi Przodkowie byli gotowi walczyć za swą ojczyznę, rodzinę, Naród – oraz także za ziemię, gdyż traktowali ją jako integralny element siebie i swego świata. Każdy lud powinien posiadać ziemię, którą obejmuje we władanie – dopiero wówczas staje się Narodem kompletnym. Duch ziemi, jakkolwiek jest pojęciem abstrakcyjnym, to jego oddziaływanie jest jak najbardziej praktyczne i rzeczywiste. Dlatego też sądzę, że prowadząc dalsze rozważania o rozwoju idei Nacjonalizmu Szturmowego pamiętać powinniśmy także i o tym aspekcie, jako integralnym elemencie naszego światopoglądu.

Grzegorz Ćwik