wtorek, 31 lipiec 2018 22:56

Patryk Paterek - Krytyka feminizmu

Współczesna moda na pionierskość w nacjonalizmie zaowocowała powstaniem wielu przedziwnych hybryd ideologicznych. Twory pokroju nacjo-feminizmu zdają się powstawać raczej z przekory ich twórców, niż faktycznego zapotrzebowania społecznego. Wielu oponentów po narodowej stronie barykady wykazuje się w dodatku ignorancją, nie znając ideowych podstaw ruchu feministycznego, posługując się w czasie dyskusji jedynie frazesami o rzekomej brzydocie czy nadwadze feministek. Okazuje się jednak, że gdy tylko feministką nazwie się osoba działająca wewnątrz ruchu nacjonalistycznego, nie jest przy tym gruba ani brzydka, wówczas cała argumentacja upada, a sam feminizm przestaje jawić się jako coś sprzecznego z idea narodową.

Aby tą sprzeczność zrozumieć, należy na sam początek przyjrzeć się jego historii. Początki feminizmu nazywane pierwszą falą feminizmu sięgają XIX wieku. W tamtym czasie głównym założeniem ruchu było wyzwolenie kobiet spod władzy mężczyzn, wywalczenie alternatywy dla jedynej roli społecznej, jaką wówczas mogły pełnić  – roli żony i matki. Pierwsza fala feminizmu była szczególnie aktywna w krajach anglosaskich. Celem strategicznym było wówczas wywalczenie praw wyborczych, a walka czasem przyjmowała nawet postać fizyczną. Kobiety związane z ruchem podpalały niezamieszkałe budynki, wybijały szyby i niszczyły budynki użyteczności publicznej. Duże zmiany w sytuacji kobiet przyniosła dopiero I wojna światowa. Wiele kobiet zostało zmuszonych do pracy w przemyśle zbrojeniowym i na tyłach frontu, co zaowocowało przełamaniem stereotypów o miejscu kobiet w społeczeństwie. Tak skończyła się pierwsza fala feminizmu, pierwsza i ostatnia potrzebna naszemu społeczeństwu do rozwoju. Dzięki pierwszofalowemu feminizmowi kobiety zyskały równouprawnienie i swobodę w decydowaniu o własnym losie. Tutaj historia feminizmu mogłaby zakończyć się radosnym happy endem, ale byłoby to zbyt piękne, aby było prawdziwe.

Po wywalczeniu prawa do decydowania o sobie i zmianie systemu prawnego na taki, który nie dyskryminował kobiet działaczki feministyczne poczuły wiatr w żaglach i zapragnęły pójść kilka kroków dalej. Druga fala feminizmu zamiast suwerenności w decydowaniu o sobie żądała dostępu do bezpłatnej antykoncepcji i prawa do aborcji bez podawania powodu. Zamiast prawa do równego wynagrodzenia feministki zaczęły żądać otwarcia całodziennych żłobków. Przez kolejne lata dokładały kolejne postulaty, takie jak prawo do określania preferencji seksualnych. Trzecia i najbardziej współczesna fala, której pojawienie datuje się na lata 90-te, zaprzestała odnoszenia się do relacji damsko-męskich i przeniosła punkt ciężkości na walkę z niesprawiedliwością w ogóle (przykładowo wobec innych ras lub mniejszości seksualnych). Innym celem trzeciofalowego feminizmu jest zanegowanie obiektywnych cech uznawanych społecznie za kobiece, proponując w zamian relatywizację i subiektywizm - dużą wagę przykłada się w trzeciofalowym feminizmie do walki z panującymi wzorcami i stereotypami.

Pierwsza fala feminizmu była potrzebna dla dokończenia i umocnienia przemian społecznych ubiegłego wieku. Kobiety uzyskały autonomię, możliwość zdobywania wykształcenia i spełniania się w dowolnym zawodzie. Rozumiem kobiety, które z uznaniem odnoszą się do pierwszofalowych feministek, ponieważ bez ich poświęcenia i walki nie byłoby współczesnego równouprawnienia. Na szczęście wszystkie ich postulaty zostały już spełnione, co przyznały same feministki. Kolejne wersje feminizmu z racji utraty głównego wroga zaczęły brać na cel już nie tyle niesprawiedliwość w tratkowaniu kobiet, co cywilizację europejską zbudowaną na męstwie i waleczności. Wszelkie wzorce kulturowe stały się patriarchalną tyranią,  a nietolerancja dla działania podług kaprysu po prostu męskim szowinizmem. Ktoś kiedyś powiedział, że feministki nie walczą o prawa kobiet, tylko przeciw cywilizacji zachodniej pod pretekstem walki o prawa kobiet. Jest w tym sporo racji.


Patryk Paterek