wtorek, 03 kwiecień 2018 21:41

Grzegorz Ćwik - Ukrainiec nadal jest moim bratem

Od kilku lat temat Ukrainy, relacji polsko-ukraińskich i ukraińskiego nacjonalizmu jest jednym z częściej podejmowanych przez polskie środowisko nacjonalistyczne. Na polu tym miesięcznik „Szturm”, którego mam zaszczyt być obecnie wydawcą, jak również wyrosłe wokół niego środowisko Szturmowców, od początku stały na stanowisku, które nazwać można pro-ukraińskim. Byliśmy przeciwni szowinizmowi i nienawiści między naszymi Narodami opartymi na emocjach i historycznych resentymentach. Przez kilka lat rozwijaliśmy polsko-ukraiński dialog na drodze współpracy z ukraińskimi nacjonalistami wywodzącymi się z pułku „Azow” i z jego środowiska. Dawało to naprawdę dobre rezultaty, a wzajemne kontakty skutkowały wytworzeniem skutecznej przeciwwagi dla histerycznych wrzasków szowinistów i manipulatorów z obu stron granicy. Jednak ostatnie wydarzenia związane z Korpusem Narodowym i organizowanym przez tą partię marszem we Lwowie są z pewnością zwrotem o 180 stopni w dotychczasowych kontaktach z polskimi nacjonalistami. Jakim echem w środowisku szturmowym odbiła się zmiana polityki KN-u? O czym świadczy tak radykalne przestawienie torów polityki KN-u i ich narracji? A przede wszystkim, czy i jak wpływa to na nasze postrzeganie najważniejszych zagadnień ideologicznych i politycznych związanych z naszym regionem i w ogóle z Europą?

„Nie dla polskich panów”

Na początku marca pod takim hasłem odbył się we Lwowie marsz ukraińskich nacjonalistów. Zorganizowany został przez Korpus Narodowy, który na grafikach promujących wydarzenie umieścił hasło to obok wizerunku Romana Szuchewycza. Na samym marszu pojawił się także taki baner a wydarzenie promowane było plakatami z identyczną treścią. Skąd taki antypolski zwrot w działaniach środowiska, które do tej pory odznaczało się jednoznacznie propolskim nastawieniem? Oczywiście to pokłosie niedawnej nowelizacji ustawy o IPN. Wywołała ona prawdziwą lawinę komentarzy i reakcji, w tym także ze strony środowisk ukraińskich. W całość wmieszały się także czynniki oficjalne – dyplomacja, rząd i poszczególne partie, zwłaszcza zaś te narodowe. Poza Korpusem Narodowym w spór wmieszała się także czynnie Swoboda.

Ze strony KN-u to nie pierwszy ostatnimi czasy przypadek działań, które zwiastują zmianę nie tylko stosunku do Polski, ale w ogóle modelu działania i celu organizacji. Już wcześniej KN uczestniczył wraz ze Swobodą w manifestach pod polskimi konsulatami czy asygnował projekt odezwy do polskich władz. Jednak o ile tamte działania były alarmujące, jednak jeszcze mogliśmy mieć nadzieję, że to pojedynczy „wyskok”, o tyle lwowski marsz jest już czymś innym.

Dla nas, polskich nacjonalistów jest to sytuacja, w której zareagować możemy w tylko jeden sposób. Zarówno Szturm jak i środowisko Szturmowców wydały oświadczenia w tej sprawie, w których nie pozostawiono żadnych złudzeń. Lwowski marsz i jego hasło oraz historyczny kontekst tego zostały skrytykowane i uznane za celową prowokację, a sam krok KN-u uznano za kompletnie bezsensowny ze względu na poprzednią, kilkuletnią działalność. Ponadto w tej sytuacji dalszą współpracę z KN-em uznano za niemożliwą, przez co została one zerwana. Współpraca z jakimkolwiek środowiskiem tak otwarcie nawiązującym do ludobójstwa na polskim Narodzie nie jest możliwe.  Nie będę tu oczywiście streszczał obu oświadczeń, łatwo można je znaleźć w sieci (oświadczenie Szturmu tu a oświadczenie Szturmowców tutaj). Ciekawsze jest tutaj stwierdzenie z czego wynika taki zwrot działań ukraińskich nacjonalistów?

Korpus Narodowy od początku funkcjonował jako środowisko metapolityczne. Całość jego działań była podporządkowana próbie zmiany dyskursu publicznego, sposobu myślenia, stworzenia przeciwwagi dla liberalnego światopoglądu. Jednocześnie konsekwentnie budowano ideologię nowoczesnego nacjonalizmu, który często określano terminem „socjal-nacjonalizmu”. Integralnym elementem tej idei miała być paneuropejskość, Międzymorze, wyrzeczenie się szowinizmu i rewizjonizmu na rzecz budowy porozumienia i dialogu. KN miał być awangardą, kontrą dla typowo demoliberalnych partii i ich krótkowzrocznego myślenia opartego o realizację interesów poszczególnych osób lub grup lobbystycznych. I w takim układzie i sposobie działania KN mógł realizować i realizował zbliżenie z polskimi środowiskami narodowymi i budował razem z nami porozumienie i podstawę metapolityczną do przyszłego projektu Międzymorza.

Co więc się stało? Korpus Narodowy rozpoczął przeistaczanie się w normalną partię polityczną. A partia uzależniona jest oczywiście od głosów, poparcia i sondaży. W sytuacji więc gdy pojawił się temat nowelizacji ustawy o IPN, Korpus Narodowy musiał wsłuchać się w głosy tych, którzy są ich elektoratem i zagrać wedle ich nastrojów. Stąd taki a nie inny marsz, hasło i cała otoczka tego wydarzenia. Tym bardziej, że ustawa ta na Ukrainie wywołuje reakcje wprost histeryczne. Raz po raz powtarzane są kłamstwa o rzekomych prześladowaniach za poglądy, ściganiu banderyzmu etc. Ludzie wypowiadając takie opinie albo nowelizacji ustawy nie czytali, albo udają, że nie czytali. Nie zmienia to faktu, że KN doskonale wpisał się w tą retorykę. Członkowie KN-u sami przyznają w swoich wypowiedziach, że organizacja ich, po „awansie” na partię polityczną, nie może wyłącznie „bawić się” w metapolitykę, ale musi słuchać głosu społeczeństwa i wpisywać się w bieżący populizm celem zdobycia poparcia. Ocenić takie postępowanie możemy nie tylko jako błędne i stanowiące zaprzeczenie całej dotychczasowej drogi tego środowiska. To także strzał w kolano Korpusu Narodowego, bo w obecnej sytuacji i tak działania KN-u zdyskontuje Swoboda a KN poniesie wyłącznie straty. Nie nasz to już jednak problem. Zasadniczym pytaniem jest: jak z punktu widzenia naszego dotychczasowego poparcia dla Międzymorza, paneuropeizmu i braterstwa polsko-ukraińskiego potraktować należy zmianę stanowiska KN-u i jaki powinno mieć to wpływ na naszą ideologię? Jakie korekty i zmiany do niej wprowadzić?

Jesteśmy za Międzymorzem

Zacznę od końca i odpowiedzi na powyższe pytania, a następnie dopiero to uargumentuję. Otóż nasza linia ideologiczna i poglądy na sprawy związane z tą materią nie ulegają zmiany ani o jotę. Nie wprowadzamy żadnych korekt do naszych poglądów na imponderabilia związane z naszą wizją Europy, naszego regionu i na paneuropejskość.

Byłoby niewiarygodną głupotą zmieniać tak istotne kwestie ideologiczne przez politykierstwo i krótkowzroczność niszowej partii z Ukrainy, której poparcie waha się na poziomie 0,5%. Skoro krytykujemy ich za bezsensowną zmianę swej linii i poglądów pod wpływem przejścia na poziom partii politycznej, to cóż dopiero mówić o sytuacji, gdy zmienia się poglądy na przyszłość Europy pod wpływem takich działań. Międzymorze pozostaje w dalszym ciągu naszym idee fixe jako koncepcja budowy przeciwwagi ideologicznej, politycznej, militarnej czy kulturowej przeciw zagrożeniom ze wschodu oraz zachodu. Byłoby strasznym nieporozumieniem porzucić tą ideę, bo Korpus Narodowy zorganizował haniebny marsz, użył ohydnych dla każdego Polaka grafik czy wznosił antypolskie okrzyki na tym marszu. Oni błądzą i się mylą, my nie musimy, wręcz nie możemy. Międzymorze popieraliśmy zanim nawiązaliśmy współpracę z ukraińskimi nacjonalistami, tak więc w sytuacji gdy taka jest obecnie już niemożliwa, w dalszym ciągu będziemy z całych sił propagować i popierać ten projekt.

Międzymorze to zresztą dopiero hymn przyszłości. Osią jego ma być sojusz Polski i Ukrainy. No właśnie – Ukrainy, a nie Korpusu Narodowego. Bo pamiętajmy, że KN to nie cała Ukraina, tylko niewielkie w gruncie rzeczy środowisko, choć z pewnością bardzo aktywne i awangardowe. Święcie wierzymy, że Międzymorze zbudujemy tak czy inaczej, z Korpusem Narodowym lub bez. Jest to sprawa zbyt ważna przez perspektywy jakie stwarza przed nami, by warunkować poparcie tego od stanowiska jednej z ukraińskich partii, ani dużej, ani znaczącej.

Oczywiście rozumiemy, że nie tylko KN na Ukrainie powoli daje się zawładnąć przez ducha antypolskiego szowinizmu, nie znaczy to jednak, że jest to opinia powszechna na terenie Ukrainy, ani, że nie ma tam środowisk cały czas jednoznacznie stojących na stanowisku strategicznej współpracy z Polską. Są też środowiska nacjonalistyczne, które stoją zupełnie z boku, jeśli chodzi o temat nowelizacji ustawy o IPN.

Rozumiem oczywiście, że dla wielu polskich nacjonalistów ostatnie kroki KN-u były niczym nóż wbity w plecy, nie ukrywam, że sam miewam podobne odczucia. Jest to jednak myślenie oparte o emocje, a nie racjonalną analizę sytuacji. Ta bowiem prowadzi nas do jasnej konstatacji, że to co zrobił KN nie może dla nas stanowić  żadnego powodu do porzucenia Międzymorza, co najwyżej porzucamy Korpus Narodowy.

Jesteśmy paneuropeistami

Czym jest paneuropeizm w szturmowym ujęciu, wyjaśnił już parę miesięcy temu Miłosz Jezierski, także na łamach Szturmu. Ograniczę się więc tylko do krótkiego przypomnienia – jest to, najprościej rzecz ujmując, koncepcja współpracy Białych Narodów Europy w ramach wspólnego frontu przeciw dwóm zagrożeniom: liberalizmowi i marksizmowi kulturowemu. Wychodzi ona z założenia, że trucizny te działają internacjonalnie, ponad granicami, i są dużo potężniejsze niż którykolwiek Naród. Tak więc Narody Europy tylko zjednoczone mogą ostatecznie zwyciężyć. By tego dokonać trzeba pracować nad wzajemnym dialogiem i współpracą, jednocześnie odrzucając wszelkie formy szowinizmu i rewizjonizmu. Wychodzimy z prostego założenia, że nic nie jest tak na rękę naszym wrogom, jak wzajemne waśnie i konflikty między poszczególnymi nacjami Europy.

Ostatnie działania Korpusu Narodowego są czasem przedstawiane jako dowód na błędność koncepcji paneuropeizmu. Otóż wręcz przeciwnie! Korpus Narodowy swym politykierskim zwrotem w swej działalności pokazuje, że paneuropeizm nigdy nie był tak aktualny jak teraz. KN stanowi przykład środowiska, które jeszcze niedawno popierało tą koncepcję, ale poprzez próbę włączenia do bieżącej polityki, ludzie ci zmuszeni zostali do zmiany swej narracji. Ideę braterstwa polsko-ukraińskiego zastąpił szowinistyczny marsz pod hasłem, które uderza w nas jako Polaków oraz nacjonalistów. To nie dowód na to, że paneuropeizm to ślepa uliczka, a dobitny przykład realizacji modelu działań, jaki jest na rękę naszym najgorszym wrogom. Podsycanie waśnie narodowych, szerzenie szowinistycznej propagandy – na tym właśnie zależy liberałom. I dlatego tym bardziej nam nie wolno iść tą drogą, a twardo trzymać się musimy naszej idei. To nie my musimy zmieniać nasze założenia ideologiczne i geopolityczne, ale KN pod wpływem swej przemiany w typową partię polityczną. Niezależnie od motywacji ukraińskich działaczy Korpusu i ich retoryki, summa summarum to nie nacjonalizm będzie czerpał z tego korzyści, ale nasi przeciwnicy. Oto bowiem jedno z najbardziej radykalnych środowisk nacjonalistycznych w Europie dobrowolnie włączyło się w ich system, ergo działacze KN-u grać teraz muszą wedle zasad, jakie narzucają im liberałowie. Chciałbym się mylić i liczyć na to, że strategia KNiu odnieść może pozytywne skutki i stanowić może skuteczną dywersję w demoliberalnym świecie. Nie widzę jednak ku temu żadnych przesłanek. Skoro politycy i działacze KN-u dobrowolnie rezygnują z wiodącej roli metapolityki w swej działalności na rzecz polityki, i to jak widać dość niskiej, to ciężko oczekiwać po tym konkretnych pozytywów.

Jednak działanie KN-u w sposób oczywisty nie jest działaniem wszystkich Ukraińców. To jak wspomniałem nadal niszowa partia, która stara się zyskać poparcie stosując dość tanie chwyty. Nie widzę więc najmniejszego powodu, aby z tego powodu zmieniać swe podeście do Narodu ukraińskiego i do szerokiego tematu związanego z koncepcją paneuropejską. Zachowanie takie, to jest zmienianie swych najistotniejszych poglądów niczym chorągiewka, jest z pewnością charakterystyczne dla polityków, dziennikarzy czy wszelkiej maści „autorytetów”, a nie dla nacjonalistów.

Obraną przez nas droga jest odbudowa wielkości Polski oraz Europy. Oba te elementy – nasz Naród oraz wspólnotę etniczno-cywilizacyjną traktujemy nierozłącznie. To wielkie wyzwanie, obliczone na więcej niż jedno pokolenie. Czy dlatego mamy już u jego zarania je zarzucić, bo Korpus Narodowy zorganizował marsz we Lwowie, nawet pod tak głupim hasłem? Mamy więc odpuścić walkę o Białą Europę braterskich Narodów pod wpływem kilku szowinistycznych zagrywek środowiska, które do niedawna wydawało się „żelaznym” sojusznikiem? Odpowiedź jest oczywista. Byliśmy, jesteśmy i będziemy paneuropeistami. To nie my mamy zmieniać swoje poglądy, a ci którzy zboczyli z drogi ku wielkości Europy na liberalne pobocze, które jest drogą donikąd.

Jesteśmy nacjonalistami

Nacjonalizm to obecnie obowiązek niezłomności i wytrwałości, także ideowej. Zachowanie Korpusu Narodowego jest dość podobne do wielu ostatnich działań polskich polityków związanych z tzw. Ruchem Narodowym. Ludzie z tego środowiska aby istnieć w polityce raz po raz uginają się pod presją liberalnych mediów, atakują i zdradzają kolegów z własnych organizacji, wyrzekają się walki o etniczność, co więcej są gotowi na wprowadzenie zaostrzenia niesławnego paragrafu 256 KK, co uderzy przede wszystkim w szeroko rozumiane środowisko nacjonalistyczne. W ostatnim wypadku to właśnie politycy RN-u byli pomysłodawcami tej zdrady. Czyli ni mniej ni więcej RN-owcy świetnie odnajdują się w demoliberalnym nurcie, co opłacają przyjęciem w gruncie rzeczy wrogiej nam narracji i presji. Dokładnie taką samą zdradę ideową popełnił Korpus Narodowy. Przyjął retorykę i działania, do tej pory przez siebie krytykowanych i zwalczanych, po to by móc uczestniczyć w polityce krajowej i czerpać z tego określone profity.

My zaś jesteśmy nacjonalistami. Odrzucamy wszelką zdradę, zaprzaństwo, kompromisy i półśrodki. Brzydzi nas wyrzekanie się swych poglądów, czy to przez własną głupotę i polityczną oraz intelektualną niepełnosprawność, czy to przez zmianę charakteru swej organizacji. Wychodzimy z prostego i jasnego, a jednocześnie niemodnego założenia, że skoro w coś wierzymy i popieramy, to nie możemy się tego wyrzec, a naszym obowiązkiem jest praca i walka aby postawione sobie cele zrealizować.

Dlatego w dalszym ciągu jesteśmy i będziemy przeciwni rewizjonizmowi i szowinizmowi. Wiele razy wykazywano na łamach Szturmu, że to ślepa a i przy okazji głupia droga dla nacjonalizmu.  Oczywiście, po obu stronach naszej granicy są środowiska, które chętnie wpisywały się w szowinistyczną retorykę. Teraz po prostu liczba tych grup zwiększyła się o kolejną. Co to dla nas zmienia? Absolutnie nic, gdyż jako nacjonaliści nie traktujemy popularności jakiegokolwiek poglądu za miarę jego słuszności. Gdyby tak było wszyscy byśmy głosowali na PiS lub PO.

Ukrainiec jest moim bratem

I nie zmieni tego ani szowinistyczna zagrywka KN-u ani żadnego innego ugrupowania z Polski czy Ukrainy. Miarą braterstwa jest wspólne pochodzenie etniczne, historia, kultura, świadomość, sposób myślenia czy poczucie tegoż braterstwa. To naprawdę potężne filary, zbyt potężne by marsz KN-u czy działanie jakiegokolwiek innego marginesu politycznego z naszej części Europy mogły to ukruszyć. Mam oczywiście świadomość, że dla wielu osób, które nie potrafią wyrwać się ponad histerię i resentyment historyczny takie stwierdzenie zakrawa już na zdradę. Jednak im bardziej, z obu zresztą stron naszej granicy, nakręcane będą nastroje antagonistyczne, tym głośniej i dobitniej trzeba powtarzać takie prawdy, które zresztą są w gruncie rzeczy niezwykle trywialne.

Tak, Ukrainiec jest moim bratem, podobnie jak jest nim Białorusin, Rosjanin, Słowak czy Litwin. „Biała Europa braterskich Narodów” to nie tylko baner na zeszłorocznym Czarnym Bloku. To nasz cel w wymiarze geopolitycznym oraz twardy trzon ideologii, której pozostajemy wierni. Historii nie zmienimy, to jasne, ale przyszłość należeć może do nas, lub do naszych wrogów. W pojedynkę jednak nie wygramy, bo którykolwiek Naród jest na to za słaby. A więc jako Narody Europy musimy zacytowane hasło urzeczywistnić w wymiarze praktycznym. Dla nas oznacza to przede wszystkim budowę Międzymorza, którego filarem musi być sojusz bratnich Narodów Polski i Ukrainy. Bez tych dwóch krajów Międzymorze traci jakikolwiek sens. Rozumiał to już 100 lat temu Marszałek Piłsudski. Jest to projekt zbyt ważny, by jego ideę odrzucić z powodu ostatnich posunięć Korpusu Narodowego. Podobnie bratnia więź łącząca nas i Ukraińców oraz nasza paneuropejska wizja przyszłości są zbyt ważne i fundamentalne, by wzorem najgorszych politykierów z Ruchu Narodowego się ich wyrzec i je zanegować.

Dlatego nie boję się w taki sposób zakończyć niniejszego artykułu. Wiem, że prawda i słuszność są po naszej stronie, a nie szowinistów i polityków.

Ukrainiec był moim bratem, jest nim nadal i nim pozostanie.
Sława Europie. Sława Międzymorzu. Sława Polsce i Ukrainie.

Grzegorz Ćwik