wtorek, 31 marzec 2015 10:46

Realizm, romantyzm i mit

Żyjemy w czasach, w których mit czy branie przykładu z romantycznych zrywów są piętnowane i widziane raczej niechętnie. Dzisiaj liczy się realizm i tylko to, co z niego wynikło, jest godne uwagi. O romantycznych zrywach należy zapomnieć, ponieważ mają one zły wpływ na naszą psychikę i podejście do własnej historii – tak twierdzą współcześni realiści. Jednak to mity przez wieki kształtowały podejście narodów do walki o własne cele i to one w złych momentach podnosiły na duchu szerokie masy. Tak samo jak zwycięskie bitwy pod Grunwaldem czy pod Warszawą w 1920 r. muszą być dla nas równie ważne jak porażki styczniowe, listopadowe, powstanie warszawskie czy tragiczny los żołnierzy „wyklętych”. Szczególnie mówiąc o tych ostatnich, nie należy zapominać, że przecież walczyli o przegraną sprawę, od początku nie mając szans na jakąkolwiek wygraną. Choć wygrywano pojedyncze bitwy, to jednak walka była przegrana. I pomimo tego nikt nie ma wątpliwości, że pamięć o żołnierzach „wyklętych” i o ich walce jest potrzebna. Dają nam oni dobry przykład jako ludzie czynu i ci, którzy w imię swoich ideałów poświęcili wygodne życie na rzecz lasów. To samo można powiedzieć o powstańcach, którzy poświęcili swoje życie – mogli przecież przeczekać, poczekać na zakończenie wojny czy też skazać się na łaskę okupantów, jednak nie liczyli na to i wzięli sprawy w swoje ręce. I choć przegrali, ich chwała jest wieczna tak samo jak pamięć naszego narodu o nich.

Tak jak każdy człowiek, przede wszystkim młody, potrzebuje dobrych wzorców i autorytetów, tak samo narody potrzebują legend, mitów i bohaterów. W codziennej szarej rzeczywistości zabijanej walką o przetrwanie (głównie w państwach o niskich pensjach jak u nas) to właśnie wielkie czyny pomagają jeszcze wierzyć w zmianę. Zauważmy, że nawet ważne wydarzenia z historii działy się na fundamentach tych wcześniejszych – i podobnie jest dzisiaj. Oczywiście często przesadzamy z mitologizowaniem osób z przeszłości, obdzierając je z ludzkich słabości i niedoskonałości. Przecież byli to ludzie jak my, ludzie, którym czasem się nie chciało, którzy czasem mieli też wszystkiego dość i tak dalej. Są jednak dla nas wzorami do naśladowania i patrzymy przez to na nich idealistycznie. Wielu to może przeszkadzać, lecz jeżeli wiara w wielkie bitwy czy też wielkich ludzi z przeszłości może pomóc Europie i Polsce odbudować się kulturowo, moralnie i podnieść szeroko pojęte morale, to nie możemy tego powstrzymywać. Wszelkiej maści realiści rozpatrują zdarzenia z przeszłości pod względami możliwości wygranej, rozkładając każdą decyzję na cząstki pierwsze i nie biorąc pod uwagę tego, co siedzi w człowieku, jego dumy i chęci walki. Odrzucając uczucia zatopimy się w nudzie i wiecznej debacie. Owszem, realizm jest dobry, ale nie możemy się kierować wyłącznie nim, nie patrząc na nic innego.

Obserwując dzisiejszą Europę, gdzie stajemy do walki w nierównych szansach z systemem demoliberalnym, to właśnie heroiczne czyny muszą być dla nas „kopem” dobrej energii. Siła czynów naszych przodków musi być też naszą siłą, bo to na fundamencie wielkości dawnej Europy ta współczesna musi się odrodzić. Europejczycy do przebudzenia nie potrzebują realizmu i wiecznego wyścigu szczurów, a wielkich wygranych bitew, lecz także przegranych zrywów romantycznych i heroicznych. Tych, którzy stawali naprzeciw przeważających sił wroga i z dumą w sercach walczyli do końca. To jest nasza Europa, nasz dom wielkich czynów i herosów, nie gnuśnych polityków i partyjniaków zatruwających swą wieczną paplaniną o niczym umysły współczesnych Europejczyków. Ich porażka nie prowadzi przez wyborcze urny i plakaty, bo tam, gdzie demokracja, tam nie ma ducha walki i zwycięstwa, a porażka obecnego systemu to zamiana demoliberalnej paplaniny na czyny. To na czynach powstała Europa i nie może umrzeć przez nie widzących niczego poza swoim czubkiem nosa demokratów.

Potrzebujemy idealizowania, potrzebujemy mitów. Bo choć przeważnie, jak wcześniej pisałem, widzimy wszystko przez różowe okulary i przeszłość widzimy tylko w jasnych barwach, nie możemy tego odtrącać – sami musimy dążyć do doskonałości; nigdy jej nie osiągniemy, lecz dzięki temu będziemy coraz lepsi. My nacjonaliści także musimy pamiętać o wszystkich zdarzeniach, nie tylko zwycięstwach. Musimy dążyć do doskonałości jak legioniści Codreanu, być wytrwali i silni fizycznie, a także psychicznie jak ONR-owcy siedzący w Berezie Kartuskiej, umieć przyjmować i zadawać ciosy jak włoscy nacjonaliści podczas lat ołowiu. Europa ginie, trzeba ją reanimować. Nie realizmem, ale siłą uczuć, wewnętrznego ognia każącego nam przeć naprzód bez względu na wszystko. Bez względu na to co podpowiada nam rozum miłość do Europy, która podczas rządów liberałów jest nam wroga – miłość ta jest nieskończona. W końcu jest to nasz dom, nie porzucajmy emocji i uczuć, bo to z nich też składa się nasza europejska historia.

Nie możemy dawać się nudzie, mówiącej nam, żebyśmy wiecznie debatowali i rozdrabniali się bez podejmowania odważnych decyzji lub rozwiązań. Zostawmy to bezpiecznym demoliberałom i im sejmowym przepychankom. Pamiętajmy o tym, co mówił José Antonio: „nasze miejsce jest na wolnym powietrzu, pod czystym nocnym niebem, z bronią w ręku i na wysokości, w gwiazdach. Niech inni zajmują się nadal swoimi ucztami”. My, rewolucyjni nacjonaliści, nie możemy najdrobniejszych spraw kalkulować na zimno, tylko pobudzać wyobraźnię, rzeczy nieosiągalne przekształcać w naszych głowach w cele do osiągnięcia.

Jest wśród nas wielu, których nie obchodzi to, kto rządzi zagranicą, byleby polskie interesy były zabezpieczone. Pewnie, powinniśmy stawiać nasze interesy na pierwszym miejscu, jednak powinno nam również zależeć na sukcesie nacjonalistów w innych krajach. Sukces jednych jest sukcesem wszystkich narodowych rewolucjonistów. Marzeniem i celem wszystkich nacjonalistów powinno być obalenie demoliberalizmu na całym kontynencie i wprowadzenie zasad oraz rządów nacjonalistycznych. Uczucie przyszłego zwycięstwa powinno działać na nas motywująco dzień w dzień. Jesteśmy jak tych Trzystu Spartan pod Termopilami, stoimy i walczymy z przeważającymi siłami wroga, nie wątpiąc w ostateczne zwycięstwo. Nie pozbywajmy się emocji na rzecz zimnych kalkulacji, to one były jednym z fundamentów powstawania ruchów narodowo-radykalnych i to one prowadzą nas do codziennej walki. Żyjmy wielkimi czynami, to one pozwolą nam w chwilach zwątpienia podnieść się na duchu. Nie zapominajmy o tym.

Krzysztof Kubacki

 

Więcej w tej kategorii: List do młodego prawicowca »