poniedziałek, 30 październik 2017 21:13

Michał Szymański - "Wszystko, czego nie wiecie o listopadowej konferencji, a boicie się zapytać"

Dawno w mediach i Internecie tak wiele nie mówiono oraz nie pisano o polskich nacjonalistach, w dodatku w takim duchu jak właśnie to obserwujemy. Powodem zamieszania jest organizowana przez Kongres Narodowo-Społeczny konferencja poprzedzająca dzień niepodległości, oraz niejako, marsz (choć, oczywiście, są to zupełnie odrębne projekty) który po raz kolejny przejdzie ulicami stolicy. „Europa przyszłości” wzbudza kontrowersje, przede wszystkim z racji na osobę gościa, jakim ma być Richard Spencer, jeden z liderów ruchu alternatywnej prawicy (alt-right). Niestety, ilość bzdur, jakie można przeczytać w związku z niniejszym wydarzeniem doprowadziła do sytuacji w której wypadałoby chyba wytłumaczyć jasno i wyraźnie kilka podstawowych faktów oraz poobalać parę mitów, którymi karmi się Polaków.

 

Mit #1 - Spencer krzyczał „heil Nazi!”…

a lider partii razem nosi koszulki ze Stalinem. Co prawda tak naprawdę to z Marksem, ale to przecież niemal to samo, prawda?

Bzdura, którą jako pierwsza wypuściła w swoim artykule (jeśli mnie pamięć nie zwodzi) Gazeta Wyborcza, jest wyjątkowo absurdalna a przy okazji doskonale ilustruje jak łatwo mass-media potrafią manipulować umysłami odbiorców. Wystarczy co prawda kilka sekund by na YouTube znaleźć materiały, np. CNN, poświęcone słynnej mowie Spencera wygłoszonej po wygranych przez Donalda Trumpa wyborach, nie mniej jednak nie sądzę, by większość odbiorców tego typu bzdur weryfikowała treści, z którymi się styka.

Spencer w swym przemówieniu użył sformułowania „hail Trump, hail our people, hail Victory”. Podstawowym faktem który warto przypomnieć jest fakt, że słowo „hail” w języku angielskim jest normalnie funkcjonującym wyrazem o czym najłatwiej jest się przekonać włączając anglojęzyczną, chrześcijańską rozgłośnię radiową w trakcie transmisji z odmawiania różańca. „Ave Maria”, czyli polskie „Zdrowaś Mario” w języku angielskim brzmi… tak, „hail Mary”. Jest to zwykły wyraz oznaczający tyle, co „chwała”, „niech żyje”.

Nie ulega wątpliwości jednak, że nawet w świecie anglosaskim skojarzenia z hitlerowskim pozdrowieniem nasunąć się musiały. Pewną charakterystyczną cechą ruchu alt-right jest prowokowanie, szokowanie odbiorców, co jest czynione z premedytacją podobną do tych, które ukochały sobie środowiska lewicowe obrażając wszystkie możliwe tradycyjne wartości (np. poprzez bluźniercze sztuki teatralne które potem określane są mianem „performance’u” artystycznego którego obskurancka prawica nie jest w stanie, przez swe ciasne horyzonty, pojąć). Alt-right nie robi niczego innego jak używa oręża przeciwnika – skoro lewica może szokować nas, to alt-right szokuje lewicę. To się nazywa wolność słowa.

Co więcej, jeśli poważnie dziennikarze w naszym kraju zamierzają potraktować „nazistowskie” zapędy Spencera w przemówieniu na cześć Trumpa, to uprzejmie donoszę, że alt-right, w formie trollingu, oddaje cześć aryjskiej monarchini, władczyni wszystkich białych… Taylor Swift. Wygooglujcie sobie, będziecie mieli jeszcze więcej materiału.

Mit #2 Konferencja jest organizowana przez środowiska pro-kremlowskie

Pierwszym, podstawowym faktem, jaki należałoby odnotować, jest to, że nawet środowiska kochające Putina mogą w tym kraju korzystać z konstytucyjnej gwarancji wolności słowa (rzecz jasna, w granicach obowiązującego prawa). To tak na marginesie.

Cały problem polega jednak na tym, że jest to totalna, wierutna bzdura. Wystarczy spojrzeć na plakat by zaobserwować jak absurdalną jest ta teza. Zarówno miesięcznik „Szturm”, jak i „Polityka Narodowa”, które objęły patronatem „kontrowersyjne” wydarzenie, dalekie są od pro-rosyjskości. W obydwu tych pismach wielokrotnie z sympatią czy szacunkiem opisywano rewolucję na Majdanie oraz walkę ukraińskich nacjonalistów na froncie przeciw separatystom. Redaktorzy nie tylko brali udział w walce przeciw rządowi Janukowycza, ale również widzieli na własne oczy konflikt na wschodzie, który opisany został przez jednego z redaktorów w „Polityce Narodowej”. Osoby związane ze „Szturmem” wielokrotnie podejmowali wspólne inicjatywy wraz z środowiskiem wywodzącym się z pułku „Azow”, o którym można powiedzieć wszystko, ale nie to, że kocha Putina.

Wreszcie, warto chyba odnotować fakt, że jednym z gości będzie filozof współtworząca myśl polityczną ruchu azowskiego. Spencer został zaproszony na konferencję nie z racji na swoje pro-rosyjskie poglądy lecz pomimo ich posiadania.

 

Mit #3 Organizatorzy konferencji kochają Aleksandra Dugina

Pogląd ten jest, niejako, rozszerzeniem zarzutu o pro-rosyjskość. Nie ulega wątpliwości, że dla pewnej części pro-rosyjsko nastawionej prawicy Dugin jest autorytetem. Istotnie, jest to niezmiernie inteligentny myśliciel, problem w tym, że… raczej za nim nie przepadamy.

Na łamach „Szturmu” i „PN” wielokrotnie pojawiały się materiały poświęcone tzw. etnonacjonalistom czyli rosyjskim radykałom którzy za swoją opozycyjną, antyputinowską działalność setkami, jeśli nie tysiącami, przebywają w rosyjskich więzieniach, a których kolejne organizacje są delegalizowane przez państwo bądź rozbijane przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa. Nawet na vkontakte, określanym mianem „rosyjskiego Facebooka”, FSB blokuje strony rosyjskiej radykalnej prawicy, a serwis ten słynie z o wiele bardziej liberalnej (w porównaniu do serwisu Marka Zuckenberga) polityki. Rosyjski geopolityk będący na usługach putinowskiego reżimu (zostawiając już nawet na boku jego poglądy – ostatecznie w Polsce wiedza na temat Dugina sprowadza się do wywiadu którego udzielił „Frondzie” w latach 90. XX wieku) raczej nie budzi w takiej sytuacji sympatii.

 

Mit #4 Obowiązkiem jest blokada konferencji gdyż będzie propagowany faszyzm!

Zabawnym jest, że takie postulaty wygłaszane są zazwyczaj w mediach, które bronią wszelakich „Klątw”, „Golgot Picnic”, „Pasji” (polskiej, nie amerykańskiej, rzecz jasna) i innych obrzydliwości. Wolność słowa dla wszystkich – z wyjątkiem nacjonalistów.

Pomijając fakt, że wątpliwym jest, by na konferencji poświęconej przyszłości Starego Kontynentu (co ciekawe, również jej temat został uznany za przejaw miłości do Rosji – skoro mowa o „upadku Zachodu” to z pewnością autorzy kochają Putina… cóż, Oswald Spengler najprawdopodobniej był agentem FSB) zajmowano się kwestiami natury ustrojowej i to akurat w taki sposób, który wiązałby się z propagowaniem treści prawnie zakazanych, to przeciwnicy konferencji chyba niespecjalnie dobrze znają polskie prawo karne. Na chwilę obecną, reakcja prawno-karna polega w naszym kraju na karaniu przestępstw dokonanych w przeszłości, a nie zapobieganiu im niczym w słynnym sci-fi „Raport mniejszości”.

Jeśli dojdzie do realizacji wszystkich znamion czynu zabronionego, wówczas stosowne organy będą miały obowiązek podjąć stosowne postępowanie. Po pierwsze, wątpię by było to potrzebne, po drugie – żyjemy w kraju, w którym cenzura prewencyjna od dłuższego czasu nie obowiązuje.

Przerażającym jest wreszcie fakt, że żyjemy w świecie, w którym poważnie proponuje się zakaz wjazdu na teren RP człowiekowi, który chce podjąć naukową dyskusję o przyszłości Europy, a jednocześnie postuluje się politykę otwartych drzwi dla tych, którzy istotnie stanowią zagrożenie dla polskiego społeczeństwa.

 

Mit #5 Organizatorzy wydarzenia to neonaziści, robią zły wizerunek Marszowi Niepodległości!

Większość osób, które mniej lub bardziej zaangażowane są w organizację konferencji, brało udział w Marszach Niepodległości oraz było członkami organizacji, które traktowane są jako te „dobre” formacje narodowe, i to w czasach, gdy angażowanie się w nacjonalistyczną działalność wiązało się z ryzykiem wielu nieprzyjemności.

Drodzy „grzeczni” patrioci idący na Marsz Niepodległości – być może gdyby nie osoby, które dziś organizują tę konferencję, wy wcale byście na 11-ego do Warszawy nie jechali bo nie byłoby na co jechać. Drodzy dziennikarze (mówię tu o dziennikarzach związanych z „centroprawicą”, do tych lewicowych pretensji niejako nie mam), którzy przedstawiacie tę konferencję jako „neonazistowską” – używacie dokładnie tego samego obrzydliwego języka, którym szczuto przez lata na uczestników Marszu Niepodległości i organizacji narodowych. Nie pamiętacie? Zaledwie kilka lat temu nacjonalizm i nazizm traktowano wręcz jako synonimy. Tworzenie dychotomii i mówienie o „dobrych” narodowcach i „złych” rasistach spotykających się z alt-rightami jest absurdem – bo to wielu z organizatorów konferencji pamięta czasy, gdy środowisko narodowe było chłopcem do bicia. Dosłownie – przecież pamiętacie chyba doskonale, jak pałowano uczestników marszu.

 

Temat konferencji jest zaś niezmiernie ważny, podejmuje tematykę, która od lat zastanawia europejską prawicę – co uczynić z problemami, które narastają i jaka czeka nas przyszłość. Dlatego, w miarę możliwości, z największą chęcią udam się na konferencję by zobaczyć, jak wielu z moich kolegów po raz kolejny odwaliło kawał dobrej roboty.