sobota, 28 luty 2015 11:09

Czym jest idea Wielkiego Narodu?

Nowoczesny polski nacjonalizm bezsprzecznie za protoplastów swojej idei uznaje przedwojennych działaczy szeroko pojętego obozu narodowego, którego jednym z najwybitniejszych przedstawicieli, bez cienia wątpliwości, był Adam Doboszyński. Idee wyłożone przez niego w szeregu dzieł, z których wystarczy wymienić tylko Gospodarkę Narodową, od lat stają się inspiracją dla nowych pokoleń. Projekty urzeczywistniania tych myśli zmieniają się jednak tak, jak zmienia się świat. Idee zachowania etyki w gospodarce czy nadzoru organów narodowego państwa nad kluczowymi gałęziami przemysłu, pozostają aktualne. Oczywistym jest, że koncepcje działań do tego prowadzących muszą ulec zmianie, gdyż na wielu płaszczyznach nasz dzisiejszy świat nie przypomina tego, w którym żył i tworzył Adam Doboszyński. Wypaczeniem idei byłoby bezrefleksyjne zestawianie wniosków wyciąganych niemalże wiek temu do działań, które miałyby być podejmowane dzisiaj. Tak jak nieaktualne wydają się niektóre rozwiązania gospodarcze przedstawione w Gospodarce Narodowej, tak na aktualności tracą wnioski wyciągane w stosunku do skomplikowanej sytuacji narodowościowej w Europie Środkowo-Wschodniej zaprezentowane między innymi w broszurze Wielki Naród. Nie jest zadaniem łatwym podjęcie krytyki nawet krótkiej publikacji, która wyszła spod pióra tak ostrego umysłu jakim był Doboszyński. Autor zdaje sobie również sprawę z niedostatecznego wyłuszczenia niektórych problemów, jednak forma, którą jednak przyjmuje ten esej, ma charakter ogólny i jest jedynie wprowadzeniem do szerszego zagadnienia ewolucji narodów, które ostatecznie i tak zweryfikować może tylko historia.

Wydana na emigracji w 1941r. broszura Adama Doboszyńskiego Wielki Naród, zawiera w sobie tezę, jakoby nacje zamieszkujące Rzeczypospolitą w czasach przedrozbiorowych, partycypowały w procesie spajania się w jeden Wielki Naród. W założeniu twór ten jest stopem wszystkich nacji zamieszkujących dany obszar historyczny oraz tworzących społeczeństwo, które w procesie jednoczenia wokół trzonu − w tym przypadku języka i kultury polskiej − wnosiły wartościowe elementy społeczności współzamieszkujących państwo polskie (w głównej mierze Rusinów, Ukraińców i Litwinów). Nieodłącznym elementem tego procesu był wpływ kultury polskiej na narody czy też grupy etniczne mające wchodzić w jego skład.

Wielkie Narody powstają przez stop pokrewnych sobie ludów.

Doboszyński, chcąc przybliżyć ten proces, podaje za przykład Wielką Brytanię, w której Anglicy najpierw mieli stopić się z Normanami, a następnie ze Szkotami. W obu przypadkach mowa o historycznych faktach, które nastąpiły po normańskiej inwazji na Anglię po bitwie pod Hastings (1066 r.) oraz zawarciu unii pomiędzy Królestwem Szkocji a Królestwem Anglii w roku 1707, na mocy której powstało Zjednoczone Królestwo (United Kingdom). Egzemplifikację tego procesu narodowotwórczego (mowa bowiem o powstawaniu nowych Wielkich Narodów) stanowi również historia Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej oraz Rosji, w których to nieustanna afirmacja wspólnych celów ich mieszkańców stawała się podstawą bytu kraju. W tych dwóch przypadkach trudno bowiem mówić o istnieniu jednolitego narodu historycznego.

Czy zwrócono jednak uwagę na to, na ile te elementy składowe Wielkiego Narodu wzajemnie się przeniknęły i czy konsekwencje były dlań pozytywne?

Proces unifikacji Anglików i Szkotów, który Doboszyński w 1941 r. uważał za dawno zakończony, do dnia dzisiejszego odbija się echem w Zjednoczonym Królestwie. Wystarczy jedynie wspomnieć referendum niepodległościowe, które miało miejsce w Szkocji we wrześniu 2014 roku. Mimo iż 55.3% głosujących opowiedziało się za dalszym związkiem z Wielką Brytanią, to nie oznacza to zakończenia niepodległościowych aspiracji Szkotów.

Ideą przewodnią prezentowaną przez Doboszyńskiego jest powtórne zapoczątkowanie procesu powstawania Wielkiego Narodu, który w Rzeczypospolitej przerwały rozbiory. Nie zauważa on jednak kwestie zasadniczej: nacje, które polonizowały się jeszcze w XVIII wieku, we współczesnych mu czasach weszły na poziom narodowego rozwoju, który nakazuje im dążenie do niepodległego bytu w ramach własnego państwa. Fakt ten nie zawsze jest oczywisty, zwłaszcza w odniesieniu do obywateli państwa białoruskiego, których tożsamość narodowa wciąż bywa wątła. Znamy groteskowe zabiegi inteligencji białoruskiej, która szukając w historii fundamentów pod funkcjonowanie państwa białoruskiego, mianuje Białorusinami niemalże wszystkich, w tym Mickiewicza czy Kościuszkę. Litwini natomiast, silnie utożsamiający się ze swoim młodym krajem, często niestety budują swój patriotyzm na kłamstwie, poprzez celowe niedostrzeganie faktów historycznych, kulturowych i społecznych. Również Ukraińcy, a może w dzisiejszych czasach zwłaszcza oni, pragną stanowić jeden silny i samodzielny naród. Być może zwieńczeniem tego procesu stanie się obecny konflikt zbrojny, który ma miejsce we wschodnich regionach tego kraju, a wobec którego znaczna część obywateli nie pozostaje obojętna. Mówiąc o znacznej części obywateli, nie można mieć na myśli jednak ich całości. Ukraina kipi bowiem od separatyzmów, obcych wpływów przenikających struktury państwa oraz obojętności pozostałych mieszkańców. Jednak koło zostało wprawione w ruch, świadoma narodowo ludność zaczęła się angażować w życie społeczne, włączając w to grupy nieidentyfikujące się z pomajdanową rzeczywistością. Naród ukraiński podkreślił swoje istnienie i odtąd - w mniejszym lub większym stopniu- zawsze będzie dążył już do samostanowienia. Jedyną niepewność stanowią granice, w których przyjdzie mu żyć, oraz skuteczność narodowego uświadamiania mas biernych, które przecież mogą być atrakcyjniej nęcone przez któregokolwiek z sąsiadów. W ostatnim roku do Polski przybyło wielu mieszkańców Ukrainy, w celu podjęcia pracy, nauki lub w ramach uchodźctwa. Ogromna część z nich już tu pozostanie, niewątpliwie ulegając polonizacji. Pytaniem otwartym pozostaje czy napływający obywatele Ukrainy będą występować w Polsce jako elementy wzbogacające żywotne siły narodu, czy też demoralizujące je.

Fundamentem trzeciopozycyjnego nacjonalizmu jest uznanie prawa do suwerennego bytu wszystkich narodów. W państwie narodowym najwyższym suwerenem jest naród; nie jest warunkiem sine qua non, by jego członkowie musieli się wykazać polskim rodowodem sięgającym wielu pokoleń wstecz. Warunkiem jednak pozostaje, by byli oni świadomi swojej tożsamości i dobro swojej Ojczyzny, Polski, traktowali jako dobro najwyższe. W sytuacji, kiedy wiele nacji funkcjonuje w obrębie jednego państwa, jedna z nich zawsze będzie dominowała nad pozostałymi. Nawet w procesie powstawania Wielkiego Narodu zakłada się, że do jego polskiego trzonu przyswajane będą elementy ruskie, ukraińskie, białoruskie czy inne, wywodzące się z tego samego szczepu Słowian. Doboszyński wyrzeka się intencji polonizowania innych nacji − podkreśla ich równą pozycję i zazębiający się rozwój kulturowy w hipotetycznym państwie. Pozostaje to jednak mało prawdopodobne, ponieważ w takich procesach zawsze istnieje strona dominująca i zdominowana. Idea większej korzyści wspólnoty nie uzasadnia odbierania prawa do bytu innym narodom, zwłaszcza tym słabszym i dopiero kształtującym się w biegu historii. Kooperacja polityczna i kulturowa może przecież funkcjonować w ramach niepodległych państw i nie niesie za sobą konieczności wyrzekania się swojej tożsamości narodowej. O ile próba zasymilowania czy też zespolenia Rusinów w ramach Rzeczypospolitej u progu epoki nowożytnej była uzasadniona i mogła odbyć się z korzyścią dla obojga stron, o tyle kwestionowanie prawa do niezależnego bytu dla narodu ukraińskiego w wiekach XX i XXI jest jedynie oglądaniem się w przeszłość, które nie może przynieść pozytywnych rezultatów. Zasadniczym błędem popełnianym przez Doboszyńskiego jest nieprzyjęcie do wiadomości, iż Ukraińcy wyewoluowali w Naród, i choć posiadamy wspólną historię, zwyczaje a poniekąd i tradycje językowe wywodzące się z dawnego państwa przedrozbiorowego, to stanowimy odrębne byty narodowe. O niemożności powrotu do wspólnej koegzystencji w ramach jednego państwa świadczy choćby jaskrawy ukraiński szowinizm, który jest charakterystyczny dla narodów młodych, a którego ofiarami nierzadko stają się przedstawiciele Polonii na Ukrainie.

Analizując kwestię ewolucji bytów narodowych, warto sprecyzować kryteria, na podstawie których można orzekać, które wspólnoty ludzkie można klasyfikować jako narody, a które z nich nie mogą pretendować do tego miana. Podstawowym kryterium przy definiowaniu narodu, podawanym przez wszystkie słowniki, jest posiadanie wspólnej tożsamości narodowej, języka, historii i tradycji. Naród nie musi być legitymizowany w danym okresie dziejowym poprzez państwo zarządzające posiadanym przez niego terytorium, gdyż jak pokazała historia, nie jest to warunkiem koniecznym do jego rozwoju i egzystencji. Elementem ważniejszym od niepodległości terytorialnej jest suwerenność kulturowa, poprzez którą dana społeczność dąży do samodzielnego rozwoju intelektualnego. Warunkiem funkcjonowania narodu jest posiadanie przez niego dodatniej jakości intelektualnej co rozumiemy jako stały rozwój umysłowy jego jednostek składających się na całość. Kolejną niezbędną jakością jest jakość moralna wyznaczająca normy etyczne, w ramach których funkcjonuje społeczeństwo, oraz utożsamiająca grupy ludzkie z całością − narodem, jednocześnie zobowiązując wybitniejsze jednostki do odpowiedzialności za losy wszystkich pozostałych. Ostatnim warunkiem, o którym warto w tym miejscu wspomnieć, jest wynikająca z powyższych kryteriów potrzeba posiadania elit oraz ich krążenia. Elity rozumiemy jako zbiór wybitnych jednostek, które poprzez swoją pracę intelektualną i organizacyjną, prowadzą i stymulują rozwój cywilizacyjny.

Powyższe kryteria są niezbędne do określenia danej społeczności mianem narodu. Może zdarzać się tak, iż niektóre społeczności w biegu historii utraciły zdolność do spełnienia któregoś z wymogów, co powodowało ich degradację. Wiadomym jest także, iż pewne społeczności stopniowo wzbijały się na wyższe stopnie samorozwoju, co doprowadzało je do ewolucji w naród. Społeczność, która raz rozwinęła się w naród, nie jest jednak wieczna − bez nieustannego rozwoju wewnętrznego może upaść i ulec zagładzie. Są na świecie ludzie, którzy świadomie dążą do upadku jednych narodów, by na ich miejscu powołać do życia sztuczne twory, a których głównym celem bytu ma być konsumpcja, jedynym zaś czynnikiem spajającym – struktura sztucznego państwa. Sytuacja taka ma doprowadzić do zaniku tradycyjnych narodów na rzecz łatwych do sterowania społeczności, w których antagonizmy mogą brać górę nad całością.

Rozważając te kwestie należy zwrócić uwagę, jakie różnice niosą za sobą pojęcia odmienności i odrębności. Niewątpliwie naród polski nie stanowi jednolitego twóru. Mieszkańcy różnych regionów kraju, choć różnią się od siebie to posiadają wspólny trzon tradycji, w ramach której funkcjonują odmienne elementy. W każdym kraju istnieją pewne regionalizmy, tym bardziej w Polsce, której granice zmieniały się na przestrzeni wieków, a sporne terytoria takie jak Śląsk, raz po raz zmieniały swoją przynależność. Ciekawy przykład stanowią Mazurzy, których pochodzenia można się dopatrywać w ścieraniu się wpływów polskich i pruskich. Nie tworzą oni jednak, ani nie mają podstaw, by pretendować do miana odrębnego narodu. Ślązacy, Mazurzy, kresowiacy, Kaszubi czy krakowiacy są względem siebie odmienni i nie ulega to żadnej wątpliwości, nie są jednak od siebie odrębni. Grupy te tworzą jeden spójny naród, posiadają wspólną tradycję, historię, język i cele. Łączy je jedna polska tożsamość narodowa, dlatego separatyzmy nie stanowią większego zagrożenia i powstają być może ze zbytniej afirmacji odmienności oraz niekiedy szkodliwego tworzenia odmiennych celów, a jednoczesnym zaniedbanej integracji. Niewykluczone, iż takie działania nie są przypadkowe.

W tym miejscu należy ze sobą skonfrontować ideę Europy Wolnych Narodów, której siła polega na sojuszach i kooperacji suwerennych państw, z ideą Wielkich Narodów, w której elementy składowe rezygnują ze swojej niezależności i odrębności na rzecz „wyższych celów”. Czy jednak nie jesteśmy właśnie świadkiem indoktrynowania europejskich społeczeństw poprzez aparaty Unii Europejskiej, zapętlającymi się frazesami o wyższych celach wspólnoty „europejskiej”? Czy raz po raz nie powtarza się nam, że powinniśmy oddać „część” swojej suwerenności na rzecz dobra ogółu? Czy w końcu nie jesteśmy świadkami próby stworzenia Wielkiego Narodu Europejskiego, który składać się będzie z mieszkańców euroregionów? Zasady są może i całkowicie inne, jednak idea pozostaje zbieżna.

Taka wizja świata nie leży w interesie Polski ani żadnego innego Wolnego Narodu. Żadne frazesy nie przysłonią nam celu, którym jest Europa Wolnych Narodów. Jedyny uniwersalizm, który możemy uznać, to uniwersalizm chrześcijański, do którego należy dążyć. Dzisiejsza konieczność to niepodległość dla Ukrainy i Litwy oraz dla Białorusi, jeśli ta nie zatrzyma się w swych narodowych aspiracjach. Kraje te nie mogą być jednak kondominiami obcych wpływów, co niestety zdaje się być mało prawdopodobne. Jako naród będący w wyższym stadium rozwoju, powinniśmy skupić wszystkie swoje siły na zaszczepieniu w tych narodach łacińskich wartości, do których jeszcze nie nawykły. Cywilizacja łacińska jest tam w całkowitym odwrocie (gdzież bowiem jest w natarciu?). Chcąc być pozytywnym wkładem w rozwój europejskiej kultury niezbędnym jest, aby w tych państwach przybierała na sile religia katolicka w formie łacińskiej lub grekokatolickiej. Sami Ukraińcy, Litwini i Białorusini nie zdają sobie sprawy, że w obecnej sytuacji geopolitycznej albo staną się częścią cywilizacji łacińskiej, albo przestaną istnieć.

Historia jest nieprzewidywalna, nieprzewidywalne są również zmiany granic. Dziś należy jednak odłożyć puste pretensje do ziem utraconych na wschodzie, a skupić się bardziej na rzeczywistej pracy na rzecz rozwoju i godnego bytu naszych rodaków poza granicami. Polski Lwów jest piękną ideą, która urzeka; jest bardziej wołaniem o sprawiedliwość niż wyrazem ekspansji. Dziś jednak to polskie miasto znajduje się na terytorium Ukrainy. Ukraińcy jednak muszą zdać sobie sprawę, że wyrzekając się polskości tych terenów, wyrzekają się historii własnego narodu. Pognębianie mniejszości polskiej, usilne rugowanie polskiego języka, jest prymitywnym przejawem niezrozumienia, że w interesie tego kraju leżą przyjacielskie kontakty z Polską, a przede wszystkim braterska koegzystencja z polską mniejszością. Czyż nie jest paradoksem historii, że na lwowskim kopcu Unii Lubelskiej znajdują się tablice informacyjne w języku ukraińskim, rosyjskim i angielskim, nie ma za to żadnej informacji w języku polskim? Jakąż by to było niedorzecznością, gdybyśmy chcieli przebudować niemiecką część architektury Wrocławia czy Szczecina, zapętlając się w swych twierdzeniach, iż są to miasta z na wskroś polską historią od zarania dziejów? Na każdym kroku stara się ukryć polską historię ziem utraconych, co nie sprzyja ani pokojowej koegzystencji, ani wzrostowi świadomości narodów wschodnich. Buduje to jedynie narastające wciąż napięcia, na fali których i nam niekiedy zdarza się popłynąć.

Idea Wielkiego Narodu sformułowana przez Adama Doboszyńskiego mogła być zrozumiała w międzywojniu, kiedy tylko 68% obywateli II Rzeczypospolitej było pochodzenia polskiego. Państwo polskie musiało poradzić sobie z zespoleniem ludności ukraińskiej i białoruskiej, która była w idei Doboszyńskiego docelową grupą mającą współtworzyć Wielki Naród. Według danych z 1931r. grupy te stanowiły odpowiednio 13.9% i 3.1% całości obywateli (spis na podstawie deklarowanego języka ojczystego). Oznacza to, iż II Rzeczypospolita rzeczywiście była państwem niejednolitym, które dążąc do stabilności, musiało prowadzić przemyślaną politykę unifikacyjną jego mieszkańców. Jeśli zamierzano z narodem polskim trwale zespolić 17% obywateli narodowości ukraińskiej i białoruskiej, to faktycznie budzi pokusę myśl o zjednoczeniu z nim daleko większej grupy ludności, będącej z jednej strony poza granicami państwa, lecz znajdujących się w nieustannym oddziaływaniu polskiej kultury i języka za pośrednictwem chociażby istniejącej wtedy 450-tysięcznej mniejszości polskiej na Ukrainie. Dane procentowe podawane powyżej mogą być dyskusyjne, gdyż w większości opierają się na deklaracjach języka ojczystego. Poziom świadomości narodowej wśród chłopów był jednak niekiedy tak nikły, iż zdarzały się przypadki deklarowania przez respondenta polskiego języka ojczystego, a narodowości ukraińskiej.

Nie oznacza to jednak, że wprowadzenie w życie idei Wielkiego Narodu nawet w czasach międzywojnia byłoby łatwe i skuteczne. Przypadki Irlandczyków, Szkotów i Flamandów, które Doboszyński podaje za przykład nacji w pełni zintegrowanych w ramach Wielkiego Narodu, są bardzo dyskusyjne. Chęć oderwania się Irlandii Północnej od Wielkiej Brytanii jest wciąż żywa, 44% Szkotów domaga się niepodległości, a wśród Flamandów wzrasta myśl o separatyzmie. Każdy naród ma prawo do samostanowienia o swoim bycie, jeśli spełnia podane powyżej kryteria pozwalające na zakwalifikowanie go w ten sposób, a nie jest politycznym tworem o niejasnej genezie, którego cel oscyluje wokół finansowych korzyści regionu. Konieczne jest również by niepodległy byt był uzasadniony historycznie i terytorialnie. Nie może dochodzić do sytuacji, w której syjoniści postanawiają wbrew wszelkim regułom założyć własne państwo w Palestynie, korzystając z międzynarodowego mandatu, pieniędzy i uzbrojenia, pozbawiając miejscową ludność prawa do życia na swoim własnym terytorium. Po około 2000 lat niebytności Żydów w regionie ich roszczenia terytorialne uległy przedawnieniu.

W teorii Wielkiego Narodu jego siłą żywotną miał być nieustanny rozwój połączony z ekspansją kulturową i przyswajaniem odrębnych elementów do macierzy. I trudno tu nie przyznać racji. Naród, który nie znajduje się w ciągłym rozwoju kulturowym, którego wybitnych jednostek nie podziwia się w obrębie całej naszej cywilizacji, umiera. Dziś być może bardziej niż w minionym stuleciu, potrzebna jest praca na rzecz wzrastania narodowego ducha. Polityka struktur państwowych jest jawnie antynarodowa, ciąży wszelkiemu rozwojowi polskiej kultury. Polacy, pozostawieni sami sobie, muszą stawić czoła wielkiemu wyzwaniu, którym jest oddolne pokierowanie narodowym rozwojem za pośrednictwem własnych, prywatnych środków, z koniecznością pokonywania trudności, które zsyła na nich system. Wielki Naród w XXI wieku to naród, w którym nacjonaliści pełnią rolę emisariuszy idei. Oprócz działań stricte politycznych w naszym obowiązku leży kontrolowanie oddolnych inicjatyw i rozmyślne nadawanie im kierunku, żeby w ten sposób służyły wewnętrznej ekspansji kulturowej. Efektem tych działań musi być społeczeństwo świadome i zaangażowane, gdyż tylko na fundamencie takiego społeczeństwa możliwe są do zrealizowania nasze cele. Tam, gdzie naród samoistnie nie podjął inicjatywy z powodów swojej stagnacji czy też jałowości, tam nacjonaliści powinni rozsiewać ziarna idei, osobiście organizując wbrew wszystkiemu działania angażujące społeczność tak, by w późniejszym czasie móc zbierać plon. Wielki Naród dla nas jest Narodem, który wbrew kolejnym okupacjom potrafi rozwijać się u podstaw, tworząc struktury niezależne od państwa. Wielki Naród jest narodem, który znajduje się w nieustannym rozwoju, gdyż narody, które dosięga marazm – umierają.

Filip Paluch