piątek, 20 styczeń 2017 15:33

Paweł Bielawski - „Narodowy radykalizm kontra liberalny kapitalizm – idea Tradycji kontra idea Zysku”

Nie sądzę, by było przesadą powiedzieć, że historia to w dużej mierze historia inflacji, zwykle inflacji powodowanych przez rządy w interesie rządów”

- Friedrich August von Hayek


Współczesny człowiek czyni możliwym to, co każda normalna i kompletna cywilizacja zawsze uważała za aberrację – mianowicie, przekonanie, że ekonomia i kwestia socjalna rozumiana w kategoriach ekonomicznych są jego przeznaczeniem”

- Julius Evola


O ile mi wiadomo, jedynie w Polsce wśród nacjonalistów istnieje zjawisko, które można by określić mianem „narodowego” liberalizmu, mające oznaczać akceptację nacjonalizmu, przy jednoczesnym zdecydowanym poparciu liberalnie pojmowanego kapitalizmu.


Samo istnienie takiego zjawiska i pojęcia wywołuje konsternację, gdyż równie dobrze można twierdzić, iż możliwe jest łączenie nacjonalizmu i genderyzmu albo głosić „narodowy transseksualizm”. Absurdalne, prawda? No właśnie. Dokładnie tak samo absurdalne jak „narodowy” liberalizm. Dlaczego jest to bezsensowne? Dlatego, że „nacjonalizm” i „liberalizm” są pojęciami, które są ze sobą
sprzeczne u samych podstaw.


Cytuję definicje obu terminów za encyklopedią PWN:


liberalizm
- koncepcja teoretyczna i postawa światopoglądowa oparta na indywidualistycznej koncepcji człowieka i społeczeństwa, głosząca, że wolność [łac. liberalis ‘dotyczący wolności’] i nieskrępowana przymusem politycznym działalność jednostek mają wartość nadrzędną”.


nacjonalizm
- [łac. natio ‘naród’], przekonanie, że naród jest najważniejszą formą uspołecznienia, a tożsamość narodowa najważniejszym składnikiem tożsamości jednostki, połączone z nakazem przedkładania solidarności narodowej nad wszelkie inne związki i zobowiązania oraz wszystkiego, co narodowe, nad to, co cudzoziemskie lub kosmopolityczne”.


Doktryna liberalna głosi, iż dobro jednostki jest najważniejszą wartością, stawianą ponad inne. Doktryna nacjonalistyczna głosi, iż dobro wspólnoty narodowej jest najważniejszą wartością, stawianą ponad inne. Mam nadzieję, że wyjaśnione zostało to w sposób wystarczająco klarowny. Jaka jest puenta? Taka, że
nacjonalizm i liberalizm stoją ze sobą w zasadniczej sprzeczności. Nie ma i nie może być między nimi zgody. Albo ktoś twierdzi, że dobro wspólnoty jest ponad jednostką, albo ktoś głosi, że dobro jednostki jest ponad dobrem wspólnoty. Na coś się trzeba zdecydować.


Dla jeszcze większej jasności, proponuję następujący podział: narodowy radykalizm i liberalny kapitalizm.


Słowa kluczowe:

Narodowy Radykalizm: Wspólnota, Tradycja, Ład

Liberalny kapitalizm: Jednostka, Wolność, Zysk


Narodowy radykalizm to idea stawiające dobro wspólnoty ponad dobro jednostki. Dobrem jest to, co wspólnotę spaja – tradycja. Wspólnota, żyjąca w zgodzie z tradycją tworzy pewien ład.

Liberalny kapitalizm to idea stawiająca dobro jednostki ponad dobro wspólnoty. Dobrem jest to, co jednostkę wyrywa z ograniczeń – wolność. Dzięki temu jednostka może cieszyć się nieskrępowaną możliwością dążenia do zysku.


Te dwie idee opierają się na dwóch kompletnie różnych koncepcjach człowieka. Nieco upraszczając, można przedstawić tą różnicę tak: homo religiosus kontra homo economicus. „Homo religiosus” to termin ukuty przez religioznawcę M. Eliadego. Termin określa człowieka jako istotę religijną, tj. określa człowieka jako istotę, mająca z natury potrzebę „sacrum”. „Homo economicus” to koncepcja (dominująca w dzisiejszym myśleniu ekonomicznym), zakładająca, że człowiek racjonalny („racjonalny” w domyśle „egoistyczny”) zawsze dąży do maksymalizacji osiąganych zysków; wyborów dokonuje zawsze ze względu na wartość ekonomiczną. Jest to koncepcja, która człowieka widzi jako istotę stricte materialistyczną, całkowicie wyłączając z rozważań moralnych jakikolwiek porządek wyższy niż rynek. Bardzo dobrym przykładem dialogu obu tych koncepcji jest scena z filmu „Fanatyk”, gdzie główny bohater Daniel stara się o fundusze u pewnego biznesmena:


Biznesmen: (…) Teraz istnieje tylko rynek i nie obchodzi go kim jesteś.

Daniel: Ludzie ciągle potrzebują wartości i wierzeń.

Biznesmen: Wcale nie. Nie ci rozsądni. Posłuchaj, dam Ci pięć tysięcy. Ale jak ci się nie uda, przyjdź do mnie. Pokażę ci jak zarobić kupę pieniędzy.

Daniel: Nie obchodzą mnie pieniądze.

Biznesmen: Będą.

Daniel: Pan jest Żydem. Może nie zdaje sobie Pan z tego sprawy, ale jest pan Żydem.

Biznesmen: Może i jestem. Może już teraz wszyscy jesteśmy Żydami. Co za różnica?


Kluczowe w tym dialogu jest „istnieje tylko rynek i nie obchodzi go kim jesteś”. Dokładnie tak jest. Rzeczy typu wspólnota narodowa, tradycja, religia, silna tożsamość są dla rynku zawadą, przeszkodą. Kapitał przecież nie ma narodowości, prawda? Jest to jednak teza mocno dyskusyjna. Już słyszę te zarzuty o „lewactwo”, „komunizm”, miłość do Korei Północnej i chęć budowania kołchozów - bo skoro ktoś jest krytycznie nastawiony do liberalnego kapitalizmu, to oznacza, że jestem „komuchem”, prawda? Nieprawda.


To wszystko zależy od tego jak pojmować będziemy kapitalizm i na jakie miejsce w hierarchii wartości go postawimy. To wszystko zależy czy będziemy pojmować kapitalizm jako
środek czy cel! To zależy, czy rynek będziemy brać pod uwagę, czy traktować go jako wyrocznię moralną. To zależy, czy będziemy wzrost gospodarczy traktować jako dobro do wykorzystania dla potrzeb Narodu, czy będziemy wyznawać religię wzrostu ekonomicznego i PKB, do którego życie całej wspólnoty narodowej winno być dostosowane. To zależy, czy priorytetem są realni ludzie i ich potrzeby, czy wskaźniki ekonomiczne.


Ekonomia
nie jest i nie musi być naszym przeznaczeniem. Ekonomia to sposób zarządzania pracą i rozdziałem zysków. Ni mniej, ni więcej. Zarządzać tymi zasobami powinno się tak, by zwiększało moc sprawczą Narodu, a nie by Naród był niewolnikiem sposobu zarządzania.


(…) W celu przyjęcia nowej zasady, to co jest konieczne, to nie przeciwstawienie jednej formuły ekonomicznej innej, ale zamiast tego radykalna zmiana podejścia, odrzucenie bez kompromisu materialistycznych przesłanek , które przez czynnik ekonomiczny jest postrzegany jako absolut (…) Prawdziwa antyteza to nie ta pomiędzy kapitalizmem i marksizmem [podkreślenie moje], a systemem w którym ekonomia jest podporządkowana czynnikom pozaekonomicznym, wewnątrz szerszego i bardziej kompletnego porządku, takiego który nadaje ludzkiemu życiu głębszego znaczenia i sprzyja możliwościom osobistego rozwoju.”


Jan Stachniuk podziwiał wczesną fazę protestantyzmu. Podobnie jak moi koledzy z redakcji, podzielam dużą dozę niechęci do współczesnego protestantyzmu. Niepodobna jednak przeczyć, iż „wczesny protestantyzm” (o którym Stachniuk się wypowiadał z uznaniem) dał pewne pozytywne owoce, jak to historia pokazała na przykładzie dawniejszej Anglii, Niemiec, Niderlandów, RPA czy Szwajcarii. Nie mam najmniejszego zamiaru nikogo namawiać do przejścia na protestantyzm (w żadnym razie!). Natomiast chcę zwrócić uwagę na pewien fakt. Mimo obecnej degrengolady moralnej w krajach post-protestanckich, wczesny protestantyzm był w dużej mierze kultem pracy i przedsiębiorczości, ale nie dla niej samej! Bogactwo człowieka miało być objawem łaski Bożej. Nad ideą materialnego zysku stała wyższa sankcja, wyższy porządek. Bogacenie się było cenione, ale jako droga do celu, nie jako cel sam w sobie. Wypracowane zyski należało potem inwestować, a nie przechlać czy przećpać. To jest kwestia kluczowa. Z bogactwem należało obchodzić się
odpowiedzialnie, w imię pewnych wyższych racji moralnych.


Oczywiście nie ma sensu popadać ze skrajności w skrajność i ubóstwiać nędzę. Byłoby to po prostu głupie. Chcesz się bogacić? Proszę bardzo! Powodzenia! Pytanie kluczowe jest takie: co robić z wypracowanym bogactwem? Liberalny kapitalista odpowie: „róbta co chceta!”. Dla niego, bogactwo jest celem samym w sobie. Narodowy radykał – już nie. Wypracowane bogactwo narodowy radykał postrzegać będzie jako środek do celu.


Ernst Jünger stwierdził niegdyś: „Być nacjonalistą znaczy walczyć o konieczności swego narodu wszystkimi środkami, jakie stoją do dyspozycji”.


Kapitał jest środkiem, nie celem.



Bibliografia:

http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/liberalizm;3932244.html

http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/nacjonalizm;3945094.html

http://www.racjonalista.pl/kk.php/t,5083

J. Evola, Marksizm i kapitalizm – dwie strony tej samej monety, Szczerbiec nr 149, s. 31