piątek, 23 grudzień 2016 17:49

Michał Szymański - „Deratyzacja”

 

W ciągu ostatnich miesięcy w naszym wspaniałym kraju obserwować możemy wzmożone występowanie szkodników. Drobnoustroje traktuje się środkami chemicznymi i kończy ich przykrą egzystencję, niestety, w naszym kraju owe szkodniki rozrosły się do tak wielkich rozmiarów, że powinniśmy chyba raczej mówić o konieczności deratyzacji. Pora odszczurzyć polskie życie publiczne.

Nie byłem entuzjastą angażowania się w spór na linii rząd-opozycja, uważałem, że partia rządząca wyposażona tak w media ją popierające, jak i media publiczne (inna sprawa, że swą propagandę kreujące w wyjątkowo kiepski sposób), wsparcie konserwatywnej części Kościoła, „Solidarności”, wreszcie, legitymujące się poparciem kilku milionów wyborców oraz (w ramach ostateczności, po którą poprzednia władza chociażby lubiła bardzo sięgać, o czym wielu z nas miało okazję się przekonać na własnej – często dosłownie – skórze) służb mundurowych uzbrojonych w najróżniejsze środki przymusu, powinna sobie poradzić z tym problemem sama. Niestety, aktualny cyrk odgrywający się przy ulicy Wiejskiej w Warszawie, a także cała otoczka wokół niego, sprawiają, że wobec problemu szkodników nie można już przejść obojętnie.

Pominę w tym miejscu fakt, że (cokolwiek o nich nie sądzić) rządy Prawa i Sprawiedliwości są lepszymi dla Polski, ale i mniej uciążliwymi dla nas. Nie ma co robić tu PiS-owi większej laurki niż na to zasługuje, mówienie jednak „PiS-PO jedno zło” jest całkowitym oderwaniem od rzeczywistości. Nie trzeba partii rządzącej lubić, ale nie można uczciwie powiedzieć, że jest to wybór między dżumą a cholerą. Trzeba przyznać, że jakaś tam różnica jednak jest. Problem leży w czym innym – w fakcie, że owa liberalna opozycja staje się silniejsza, a przy okazji swe łby podnosi autentyczne, czyste, obrzydliwe lewactwo. A w ostatecznym rozrachunku silne liberalno-lewackie struktury wsparte przez media, demoliberalne fundacje i organizacje przeróżnych spekulantów i cała ta lemingowo-bankstersko-lewacka hołota nie będą problemem tylko partii rządzącej, ale problemem dla nas wszystkich. Także, a być może przede wszystkim, dla nacjonalistów. Nie chodzi tu o prosty znak równości, który stawiany jest między nami, a rządem (jakoby narodowcy byli na usługach PiS-u), ale o ostrą „antyfaszystowską” narrację. W kogo można nią najmocniej walić? Domyślcie się sami.

Pora więc zacząć się odszczurzaniem naszego życia politycznego.

Za kilka tygodni studenciaki wyjdą na ulice. Nie ma to nic wspólnego z słuszną walką o prawa studenckie, bo takie protesty jak najbardziej zasługują na uznanie i sam bym w takich uczestniczył, ba, na łamach „Szturmu” pojawiają się ostatnimi czasy bardzo mądre rozważania na temat potencjalnego nacjonalistycznego ruchu akademickiego. To jednak będzie protest „studentów”, a raczej ich części, przeciwko rządowi. W praktyce rzecz ujmując – najpewniej partia Razem, podobnie jak w przypadku „czarnych protestów”, pragnie zagospodarować jakiś obszar społeczeństwa do własnych celów politycznych. Razem i KOD bardzo lubią iść ramię w ramię. Tak czy owak – te obrzydliwe spędy, które odwołując się do etosu studenta mają na celu walkę o „demokrację” zasługują, w mojej opinii, na należytą uwagę. W praktyce – nawołuję z łam „Szturmu” do przywódców wszystkich środowisk nacjonalistycznych ażeby 25 stycznia (legalnymi, rzecz jasna, sposobami, w zgodzie z ustawą Prawo o zgromadzeniach, i tak dalej…) akcja lewactwa spotkała się z odpowiednią reakcją nacjonalistów. Chcą wychodzić na ulice – my również wyjdźmy. Czy to w celu ukazania prawdziwych problemów polskiej edukacji jakimi są chociażby niedofinansowanie szkolnictwa wyższego, obniżające się standardy nauki z jednej strony (wszak różne „wyższe szkoły tego i owego” mogą dać nam takiego samego magistra co UJ, UW czy UAM), a z drugiej polowanie na pieniądze studenta, również na państwowych uczelniach, gdzie tylko się da, liberalno-lewicowe upolitycznienie wielu kierunków i wydziałów, tragiczna sytuacja finansowa doktorantów a nawet początkujących pracowników naukowych (lista oczywiście jest znacznie dłuższa, ale na tym poprzestańmy), czy to po prostu w celu ukazania, że nie wszyscy młodzi ludzie chcą, by w ich imieniu lewactwo demonstrowało. Bo ja nie chcę. Przymknijcie więc mordy i nie mówcie, że to strajk studentów, bo ja na pewno z wami wojować o „demokrację” nie zamierzam.

Okazało się również, że jedna z sieciówek dostarczających nam do domów pizze wspiera (no dobra… jedna z jej restauracji) KOD. Firma co prawda zaraz zadeklarowała, że to wszystko kłamstwo a w ogóle to ona nie chce dyskryminować nikogo z racji na poglądy ani kolor skóry (nie wiadomo co ma wspólnego blokowanie mównicy sejmowej i koczowanie pod Sejmem z dyskryminacją rasową ale widać prewencyjnie postanowiono zgodnie z liberalnym paradygmatem zadeklarować, że rasistami to my nie jesteśmy), nie mniej jednak żadnych autentycznych słów skruchy ani przyznania, że jeden z lokali zaliczył godny politowania wybryk, nie było. Co więc czynić? Otóż należy zorganizować bojkot. Jest to sprawdzona polityka w wielu krajach zachodniej Europy, a amerykańscy chrześcijanie wręcz z ogromnymi sukcesami wywierają nacisk na wielkie korporacje. Oczywiście nie mówię tu tylko o prywatnym unikaniu tej firmy, lecz o zorganizowaniu wielkiego, szerszego niż tylko nasze narodowo-radykalne środowisko, środowiska przeciwko tej firmie. A także przeciwko każdej innej która otwarcie poprze KOD.

Gdy kilka lat temu do parlamentu dostał się Ruch Poparcia Palikota środowisko portalu Konserwatyzm.pl wymyśliło inicjatywę „Ruch Odparcia Palikota”. Nic z niej co prawda w praktyce nie wyszło, jednak jest to dobra kalka – powinniśmy wspólnie zorganizować się, szerzej niż tylko „kumaci” nacjonaliści czy jako ruch narodowy w ogóle, by wspólnie postawić tamę liberałom i lewakom. Trzeba wprost i wyraźnie mówić, że naszym zadaniem jest unicestwienie tej formacji, wygnanie jej z przestrzeni publicznej. Trzeba ją piętnować i niszczyć – na płaszczyźnie intelektualnej, wskazując obłudę „autorytetów” które dziś stają w obronie zachowań, które dawniej potępiali (wszak czym różni się blokowanie mównicy sejmowej przez PO a przez Samoobronę?!), na płaszczyźnie politycznej, gospodarczej, społecznej… gdzie tylko się da, należy im dać odpór.

Nie zgadzam się z porównaniem, że KOD chciałoby zrobić w Polsce nowy Majdan bo obrażałoby to dziesiątki zamordowanych przez Berkut oraz zestawiało skorumpowaną, antynarodową władzę z legalnie wybranym parlamentem i rządem mającym wciąż wysokie poparcie społeczne oraz, co oryginalne jak na nasz kraj, w miarę (nie w pełni, ale jednak w znacznej mierze) dotrzymującym wyborczych obietnic. Zgadzam się jednak z tym, że ryzyko rozruchów społecznych czy jakiejś „rewolucji”, wpieranej przez liberałów z różnych stron świata i z różnych międzynarodówek, istnieje. A wtedy powrócą ponure lata 2007-2015, ponure dla naszego kraju oraz ponure dla naszego środowiska. A może być jeszcze gorzej, wszak dziś najsilniejszą partią opozycyjną nie jest już Platforma, lecz Nowoczesna. Jej rządy to byłaby tragedia do kwadratu.

Należy opracować plan deratyzacji i zacząć go wcielać w czyn. Niech nadchodzący rok będzie dla nas pracowity, ale i niezmiernie efektywny.

Michał Szymański