środa, 23 listopad 2016 20:11

Grzegorz Ćwik - „Narodowy anarchizm”

Pośród rozlicznych nurtów i idei bazujących na możliwie szeroko rozumianym nacjonalizmie, znaleźć można często idee wykraczające (teoretycznie lub też i praktycznie) poza „czysty”, w sensie ideowym narodowy radykalizm. Mam tu przede wszystkim na myśli swoiste łączenie myślenia w kategoriach narodowych z koncepcjami stojącymi w niejakiej opozycji do niego, to jest opierające się na innej gradacji wartości – jak socjalizm, komunizm czy anarchizm. Ostatni spośród wymienionych na polskim gruncie obecnie praktycznie nie funkcjonuje. Żadna organizacja de facto nie odwołuje się do tej idei, poza dosłownie paroma blogami (z bardzo nieregularnymi aktualizacjami) myśl ta w polskim nacjonalizmie nie funkcjonuje. Nie jest celem niniejszego tekstu analiza powodów tego stanu rzeczy. Postaram się znaleźć odpowiedzi na inne pytania. Mianowicie czy narodowy anarchizm może stanowić inspirację dla polskiego nacjonalizmu, jakie jego elementy mogą być użyteczne i możliwe do implementacji w państwie nacjonalistycznym, oraz które aspekty wydają się być utopijne czy wręcz niebezpieczne.

Narodowy anarchizm – co to jest?

 

Rozważania wypada zacząć od samej definicji narodowego anarchizmu, choćby z faktu, iż jest to niezwykle efemeryczna i niszowa idea. Ponadto chciałbym uniknąć ewentualnych nieporozumień i zapowietrzeń co bardziej „twardogłowych” nacjonalistów (przynajmniej do momentu, aż przeczytają tekst). Na potrzeby niniejszego tekstu uważam, że spokojnie możemy uznać wikipedyczną definicję, która definiuje narodowy anarchizm jako idee, która optuje za:

[…] likwidacją państwa i ustroju kapitalistycznego. W zamian proponują wprowadzenie hierarchicznych komun z gospodarką opartą na dystrybucjonizmie. Anarchonacjonaliści opowiadają się także za segregacją rasową. Często z tego powodu uważa się narodowy anarchizm za odmianę faszyzmu, jednak sami anarchonacjonaliści odrzucają faszyzm z powodu jego etatyzmu”.

Kilka niezbędnych słów uzupełnień. W wielu kwestiach anarchonacjonaliści nawiązują do idei „czystego” anarchizmu, wśród których wymieniłbym:

Traktowane państwa i jego agend oraz instytucji jako wroga per Se

Poparcie dla idei demokracji uczestniczącej (najpełniej przedstawionej w książce „Bez państwa” Rafała Górskiego)

Posługiwanie się kategoriami klasowymi w dyskusji o kwestiach społeczno-ekonomicznych

Wrogość wobec mediów, polityków, partii i całego tradycyjnego systemu demoliberalnego opartego o parlamentaryzm

Generalnie większość opowiada się za kolektywnymi, lewicowymi rozwiązaniami w tychże aspektach (całkowicie umyślnie pomijam anarchonacjonalistów zbliżających się do idei wolnorynkowych i anarchokapitalistycznych)

Mamy więc do czynienia z ideą zarówno niezwykle radykalną i rewolucyjną, jak i trudną do zaklasyfikowania. Narodowy anarchizm czy może Anarchistyczny nacjonalizm? Nie ma co przeczyć prostemu faktowi, że zarówno w teorii jak i praktyce postulaty narodowego anarchizmu są mniej lub bardziej sprzeczne. Nie chodzi nawet o ten czy inny postulat, ale o same wartości i kategorie pojęciowe, jakimi się ten nurt posługuje. Naród czy anarchia? To pytanie w tym wypadku jest nie tylko istotne, ale i ciężkie do odpowiedzi.

Nie determinuje to jednak tego, czy sama idea stanowić może wartościowy wkład w rozwój rodzimej myśli narodowej. Zacznijmy od głównego trzonu myśli anarchonacjonalistycznej, czyli od państwa.

Państwo – Twój wróg!

 

Każdy człowiek w myśl narodowego anarchizmu (jak i zwykłego) powinien być wolny. Wolność zaś jest zagarniana, ograniczana i permanentnie łamana przede wszystkim przez instytucję państwa. To fundamentalna różnica w pojmowaniu tego aspektu w stosunku do większości nacjonalistów. Zazwyczaj przyjmuje się bowiem w naszym środowisku, że państwo rządzone jest obecnie przez skorumpowanych, zaprzedanych polityków popieranych przez takie same media czy służby, ale sytuacja ta może się zmienić. Wystarczy, że do władzy dojdą ideowi, niezwiązani ze „starymi układami” ludzie, a wszelkie kwestie (geopolityczne, gospodarcze) jak za dotknięciem magicznej różdżki zaczną wykazywać tendencję zwyżkową. Narodowy anarchizm stwierdza co innego – państwo jest systemem opresyjnym na wielu płaszczyznach: podatkowym, urzędowym, edukacyjnym, militarnym, karnym itp. Ale opresyjność wynika nie z systemu czy partii, jakie w danej chwili obowiązują. Wynika to z samej definicji państwa, która wiąże się z oczywistym takim wypadku podziałem na rządzących i rządzonych. Tak długo jak państwo będzie istnieć, niezależnie od tego przez kogo i jak rządzone, tak długo Naród nie może być wolnym. W takim ujęciu bowiem wolny Naród to zbiór wolnych jednostek. Nie zmieni tego dojście do władzy „naszych ludzi” (abstrahując już całkowicie od tego kim mieliby oni być), bo przyjmując rolę rządzących z całym dobrodziejstwem inwentarza (policja, prokuratury, sądy, służby etc.) automatycznie sami staną się elementem opresji wobec Narodu.


Co w zamian? Wolne komuny, czyli dobrowolne związki o charakterze terytorialnym. Oparte na tradycyjnych wartościach (w ujęciu moralnym), dystrybucjonizmie w kwestiach ekonomicznych i hierarchicznej strukturze społecznej. Co do wielkości takich lokalnych społeczności spotkałem się już z najróżniejszymi pomysłami co do ich wielkości – od kilku osiedli mieszkaniowych do całych hrabstw, landów czy województw.


Zaczynając od końca – sama idea tego co powinno zastąpić państwo wykazuje spore sprzeczności. Bo jak połączyć hierarchiczność komuny z likwidacją dychotomii „rządzący-rządzeni”? Hierarchia oznacza, że ktoś musi stać na jej szczycie, czyli być tak czy inaczej rozumianym przywódcą. Ponadto co jeśli taki związek nie zechce oprzeć się na zasadach dystrybucjonizmu, lub część jego członków nie wykaże „dobrowolnych” chęci bycia członkiem kolektywu? Niestety, jak w wypadku głównonurtowego anarchizmu, takie pytania zostają bez odpowiedzi. Czy to jednak znaczy, że samo uznanie państwa za wroga jest do odrzucenia?


Moim zdaniem zdecydowanie nie. Przekrojowe spojrzenie na Polskę po roku 1945 wykazuje jednoznacznie, że państwo nasze w sposób konsekwentny i systematyczny stanowi treść jak i formę działań sprzecznych z szeroko pojmowanym rozwojem Narodu. Czy to komuniści, czy liberałowie (zarówno post-komuniści jak i solidarnościowcy) za pomocą państwa realizowali swoje doraźne cele, kosztem rządzonych przez siebie mas. Kolejne partie, koalicje i rządy, choć różniące się w szczegółach, reprezentowały i reprezentują ten sam, oligarchiczny i antynarodowy element. Wyzysk i opresja realizowane są i objawiają się na różnych płaszczyznach: korupcja, niesprawiedliwy system podatków, bardzo niski standard edukacji i służby zdrowia, źle działające sądy, niewydolne urzędy, niskie płace, łamanie praw pracowniczych. Fundamentalnym elementem analizy tej sytuacji, a jest ona permanentną, jaki proponuje nam narodowy anarchizm, to fakt, że taki stan rzeczy wynika właśnie z samej definicji państwa. Siłą rzeczy ludzie stojący u władzy, lub mający z nią daleko posunięte kontakty, dzięki wykorzystaniu struktur i instytucji państwowych, mogą utrzymywać i umacniać swoja pozycję. Pod względem oceny moralnej człowieka jako gatunku dość to pesymistyczna analiza, nie o tym jednak traktuje ten tekst. Dla nas wystarcza konstatacja, że faktycznie można w sposób obiektywny stwierdzić, iż państwo
per se stanowi zarówno formę, jak i treść układu, który od kilkudziesięciu lat ogranicza zdrowy i prawidłowy rozwój Narodu. Niezmiennie od tego, kto w danej chwili rządzi, wygrywa kolejne wybory – państwo na obecną chwilę, w swym funkcjonowaniu niezależne od woli Narodu, stanowi element nam wrogi.

Bez państwa?

 

Anarchonacjonaliści (jak i przede wszystkim „zwykli” anarchiści) z powyższego stwierdzenia wychodzą prosto do wniosku o konieczności likwidacji instytucji państwa jako takiego. Jak wiadomo to niezwykle utopijny postulat, by nie rzec całkowicie nierealny do zrealizowania (na obecną chwilę). Oczywiście, najważniejszym elementem oceny jakiegokolwiek postulatu dotyczącego kwestii ustrojowej (i szerzej – politycznej) jest ocena wpierw jego zasadności i korzyści dla Narodu, a dopiero potem kwestia osądzenia jak długo potrwa jego realizacja. Dla nas w tym wypadku istotnym elementem jest proponowana alternatywa, a najważniejszym pytaniami:

 

Czy państwo można „odbić”, przejąć tak by realizowało konsekwentną i systematyczną politykę narodową?

Czy państwo jako takie jest formą, która powinna trwać?

 

Co do tego, co miałoby zastąpić państwo, to cały nurt anarchizmu, tak przecież radykalny, proponuje pomysł niezwykle mglisty i trudny do uchwycenia. Wolny kolektyw, kooperacja, lokalna społeczność – to bardzo ładnie brzmi, jednak w gruncie rzeczy nie mówi kompletnie nic. Na jakich zasadach taka kooperatywa miałaby funkcjonować, jakie i przez kogo ustanowione prawo miałoby tam funkcjonować, kto i w jaki sposób pełniłby publiczne urzędy. Tu najbliżej sensownego i kompletnego programu był chyba Rafał Górski w bardzo wartościowej (choć pisanej z nie-nacjonalistycznego punktu widzenia) książce „Bez państwa” (szerzej do jego koncepcji nawiążę niżej). Większość jednak anarchonacjoalistów zadowala się sloganami i powierzchownymi twierdzeniami, na zasadzie „jakoś to będzie”, „rewolucja zwycięży” etc. Twarde trzymanie się koncepcji o konieczności likwidacji państwa jest tu niejako aksjomatem, ale czy słusznie?


Po pierwsze pamiętać trzeba, że w nacjonalistycznej doktrynie i praktyce państwo to swoista emanacja Narodu oraz Jego najpełniejsze upodmiotowienie. Rozwój Narodu na wszelkich płaszczyznach (ekonomicznej, społecznej, międzynarodowej) najpełniej może być realizowany właśnie w ramach organizmu państwowego. Oczywiście, samo państwo opierać powinno się o wartości narodowe, a to możliwe będzie dopiero gdy obecny system parlamentarno-oligarchiczny z wszechwładnym kapitalizmem zostanie obalony. Ponadto pamiętać warto, iż sama tożsamość narodowa mogłaby zostać poważnie zagrożona, gdyby ludzie tworzący jeden Naród nagle zaczęli żyć w odrębnych formach organizacyjnych i terytorialnych. Starczy wspomnieć jak ogromne (nieprzezwyciężone całkowicie do dziś) podziały występowały między Polakami z różnych zaborów po odzyskaniu Niepodległości.


Rzeczą najbardziej zadziwiającą w rozumowaniu anarchonacjonalistów jest swoisty dysonans między wykazaniem (skądinąd bardzo słusznym) elementów wrogich Narodowi a jednoczesnym proponowaniem rozwiązania (likwidacja państwa), które dla tych wrogich struktur jest wprost wymarzone.


Po pierwsze spojrzeć musimy na nasze położenie geopolityczne i sytuację międzynarodową. Trywialnym zdaje się stwierdzenie, że Polska znajduje się na styku interesów dwóch imperializmów: rosyjskiego i niemieckiego (zwanego dla niepoznaki „europejskim”). Ponadto pamiętać trzeba o bezustannym wpływie polityki amerykańskiej. Żaden z tych czynników nie może być uznany za korzystny dla nas, gdyż z założenia Berlin, Moskwa i Waszyngton dążą (skutecznie niestety) do wasalizacji Polski i podporządkowania jej polityki swoim interesom. Jeśli więc 40-milionowe państwo ma obecnie (głównie dzięki skorumpowanym elitom) tak duży problem z ochroną swojej suwerenności, to cóż powiedzieć o sytuacji gdy zamiast Polski istniałoby kilka czy kilkanaście struktur o dużo mniejszej ludności, powierzchni i sile. Rozgrywanie takich „wolnych komun” między sobą byłoby dla Rosji czy Stanów Zjednoczonych niezwykle prostym zadaniem. W kontekście zaś pojawiających się głosów separatystycznych (głównie na Śląsku), rozbicie Polski na szereg pomniejszych organizmów, dla wielu krajów (Niemcy, Czechy) jawi się wprost jako wymarzone rozwiązanie.


Podobnie sytuacja wygląda z elementem polityki równie szkodliwym, tzn. z wpływem zachodniego kapitału, głównie banków, wielkich korporacji i grup wpływu. Mówimy tu o strukturach dysponujących często funduszami wielokrotnie większymi niż obecny budżet Polski. Do tego zachodnie elity finansowe ściśle współpracują z rządami swoich krajów przy realizacji długofalowych działań w naszej części Europy, a te zazwyczaj są dla nas niekorzystne. Drenaż polskiego pieniądza, monopol rynkowy, upadek rodzimego przemysłu, ogromna emigracja zarobkowa – to najważniejsze ze skutków działań zachodnich koncernów i banków. Aby postawić tamę temu szukać trzeba rozwiązań ponadpaństwowych, przede wszystkim w ramach projektu Międzymorza. Utopijny projekt likwidacji państwa i jego struktur ogromnie ułatwiłby zachodniemu kapitałowi wyzysk polskiego Narodu, z przyczyn identycznych jakie wymieniłem w poprzednim akapicie. Tylko bowiem silne i sprawnie oraz odpowiedzialnie zarządzane państwo może ochronić Polaków przed całym szeregiem negatywnych skutków działań zagranicznych kapitalistów na polskim gruncie.


Kwestią, która w utopijnych rozważaniach wszelkiej maści anarchistów nie istnieje, jest sam proces likwidacji struktur państwowych. Pomijając już na jakiej drodze miałoby to się stać (rewolucja, referendum, reformy po wygraniu wyborów?...), pozostaje kwestia „masy upadłościowej”. Państwo bowiem to między innymi ogromna rzesza urzędników i ludzi zatrudnianych w szeroko rozumianej budżetówce. Bardzo często są to osoby pracujące w tym segmencie od wielu lat. Likwidacja państwa oznacza bowiem, że zasadnicza większość tych ludzi straci pracę, jak również będzie miało ogromny problem ze znalezieniem nowego zatrudnienia. O ile jeszcze nauczyciele, lekarze i inni przedstawiciele podobnych profesji najpewniej zachowaliby swoje posady (co też nie jest pewne), to co z ludźmi pracującymi w urzędach, ministerstwach, wszelkich strukturach ogólnopaństwowych? Co z Wojskiem Polskim i żołnierzami (a mówimy tu o grupie ponad 100 tysięcy ludzi)? W tym kontekście realizacja postulatu anarchonacjonalistów jawi się jako permanentna pauperyzacja sporej części społeczeństwa.


Takich praktycznych problemów związanych z przekształceniem państwa w szereg mniejszych organizmów z pewnością wystąpiłoby dużo więcej – kwestia waluty, systemu podatkowego, stosunku do organizacji międzynarodowych, sytuacji dyplomatycznej, etc. Można śmiało uznać, że praktyczna realizacja tego najważniejszego postulatu narodowego anarchizmu doprowadziłaby do ogromnego uszczerbku na wielu płaszczyznach funkcjonowania Narodu, jak również ułatwiłaby działanie elementów
ex definitione wrogich interesom Polski i Polaków.

Państwo jest (będzie) nasze


Czy powyższe rozważania oznaczają, że Narodowy Anarchizm należy
a priori odrzucić jako nieprzydatny prąd w nacjonalizmie? Moim zdaniem absolutnie nie. Po pierwsze jak widzimy, narodowy anarchizm bardzo trafnie wykazuje jakie są zagrożenia dla prawidłowego, zdrowego funkcjonowania Narodu:

Skorumpowane elity kontrolujące państwo

Wszechwładza urzędników, polityków, aparatu represji (policja, wymiar sprawiedliwości)

Brak faktycznego wpływu ludzi na politykę państwa i jego funkcjonowanie

Imperializmy (zarówno wschodnie jak i zachodnie), których dążenia są zagrożeniem dla Polaków

 

Jeśli odrzucimy jednak błędną koncepcję zakładającą brak państwa, to co nam pozostaje w kontekście koncepcji anarchonacjonalizmu? Otóż, wbrew pozorom, jest kilka bardzo wartościowych koncepcji, które moim zdaniem na stałe powinny zagościć w naszym postrzeganiu nowoczesnego nacjonalizmu.


Poniższe spostrzeżenia i koncepcje zakładają generalnie sytuację, w której nacjonaliści sprawują władzę, lub przynajmniej mają ogromny wpływ na jego politykę. Nie jest moim zadaniem rozważyć na jakiej drodze mogłoby do tego dojść (to temat na osobny artykuł albo i kilka artykułów), jednak jak się wydaje możliwe jest to na drodze parlamentarnej lub też poprzez tworzenie alternatywnych struktur społecznych i organizacyjnych (uznajmy je za konkurencyjne dla obecnych struktur państwa). To drugie wiąże się bezpośrednio z koncepcjami anarchonacjonalizmu i były oraz są nadal realizowane gł. w krajach Ameryki Południowej (Meksyk, Argentyna). Także w ramach takiego rozwiązania realizowane były praktycznie koncepcje, które uważam za wartościowe, jak choćby demokracja uczestnicząca.


Najbardziej wartościowym elementem, jak również dla nas chyba najważniejszym, jaki powinniśmy „wyciągnąć” z narodowego anarchizmu, to kwestia ustroju polityczno-społecznego. Proponowanym przez anarchonacjonalistów rozwiązaniem (także „zwykli” anarchiści nawiązują do tego pomysłu) jest demokracja uczestnicząca. Może być to rozwiązanie faktycznie oddające instytucję państwa w ręce Narodu, oraz ułatwiające realizację interesu i celów tegoż. Generalnym założeniem demokracji uczestniczącej jest kolektywne podejmowanie decyzji dotyczących najważniejszych kwestii związanych głównie z kwestiami lokalnymi. Te wypracowywane są na drodze kilkustopniowych form prowadzenia dyskusji i rozmów na konkretne tematy – tzn. dyskusje i rozmowy realizowane są najpierw na poziomie lokalnym, następnie zaś koordynowane i konsultowane są „wzwyż”, a więc w szerszym, ponad-lokalnym zakresie. Decyzje podejmowane są poprzez głosowania. Bardzo ważne jest funkcjonowanie elementów przedstawicielstwa – tutaj zazwyczaj pojawia zapomniana w Polsce instytucja instrukcji „wyborczych” (trafniejsza nazwa to instrukcja do glosowania czy instrukcja do reprezentacji). Najważniejsze w tych formach działania kwestie, jakie są omawiane a następnie decydowane to: podatki, budżety i ich przeznaczenie, prace budowlane, funkcjonowanie lokalnych społeczności, kontrola władzy i urzędników, pomoc społeczna i socjalna. Demokracja uczestnicząca z bardzo pozytywnym skutkiem wprowadzana była przede wszystkim w szeregu miejscowości w Brazylii, z których najsłynniejsza to Porto Allegre. System demokracji uczestniczącej funkcjonował tam przez kilkanaście lat i walnie przyczynił się do poprawy stanu miasta w wielu aspektach: infrastruktury, budownictwa, szkolnictwa, sprawności funkcjonowania urzędów i instytucji państwowych, kontroli tychże czy w kwestii walki z korupcją i nepotyzmem. Także liczne inne przykłady wykazują, że demokracja uczestnicząca nie tylko szybko może zostać wdrożona, jak i z powodzeniem być realizowana, mimo zmieniających się fluktuacji partyjnych. Co ciekawe, we wszystkich wypadkach kiedy system ten był wprowadzany, spotykał się szybko z przeciwdziałaniem władz centralnych i próbami ograniczenia lub wręcz likwidacji tej formy przedstawicielstwa i zarządzani. Nie powinno to nas dziwić, wszakże w ten sposób ludzie nie tylko uświadamiają sobie, że sami mogą sukcesywnie i skutecznie wpływać na swoje położenie, ale także zdobywają narzędzia walki z patologiami systemu parlamentarno-oligarchicznego (czyli
da facto kapitalistycznego). Przede wszystkim chodzi o kontrolę władzy czy pełną jawność działań polityków i funkcjonariuszy państwowych. Elementy gdzie nacjonaliści mogliby wykorzystać takie mechanizmy to choćby nadzór nad organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości czy kontrola przetargów, które jak powszechnie wiadomo stanowią dla grup wpływu sposób na niezwykle proste defraudowanie naszych pieniędzy. Ponadto kolektywne współdziałanie w ramach demokracji uczestniczącej, dyskusje, poznawanie wzajemnie (szczególnie w ramach konfrontacji interesów różnych klas społecznych) służyć może rozwojowi prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Temat ten zresztą wiąże się z innym zagadnieniem, czyli z edukacją, która w tym kontekście jawi się jako kwestia zasadnicza. Idzie o to, aby ludzie posiadali zarówno odpowiednią wiedzę jak i umiejętności funkcjonowania w demokracji uczestniczącej. Jako, że te 3 kwestie (kontrola władzy, jawność władzy, edukacja) uważam za integralnie związane z pozytywnymi aspektami anarchonacjonalizmu, pozwoliłem sobie rozwinąć je poniżej.


Na sposób funkcjonowania państwa i relacje na linii aparat urzędniczy-obywatele wpływa w ogromnym stopniu to, jak społeczeństwo może kontrolować poczynania władzy. Na prawicy niestety rozpowszechnione są oczekiwania aby model ustrojowy przekształcać w kierunku bardziej scentralizowanym, a co za tym idzie bardziej opresyjnym wobec obywateli. Dość powszechna jest naiwna wiara w to, że zmiana prezydenta czy partii rządzącej na opcję uważaną za bardziej narodową (lub jak obecnie „narodową”) wystarczy do naprawy patologicznego stanu państwa polskiego. W myśl tego rozumowania wszelkie negatywne kwestie z tym związane: korupcja, nepotyzm, niekompetencja, niewydolna władza administracyjna i podatkowa czy wszelkie bezduszne i bezsensowne przepisy magicznie znikną, gdy ta czy inna partia uzyska większość w wyborach. Niestety, tak nie będzie. Wszelkie patologie wynikają przede wszystkim nie z faktu bycia u władzy konkretnej opcji politycznej (choć czasem to je potęguje), ale z uwarunkowań systemowych, prawnych i ustrojowych. Podstawowym problemem jest właśnie brak kontroli Narodu ( a więc Suwerena) nad osobami czy to sprawującymi władzę, czy to będącymi częścią administracji.

Do konkretnych postulatów zaliczyć można w tej materii:

Rozliczanie urzędników i polityków za realizację konkretnych planów, zamierzeń i obietnic.

Wprowadzenie w ramach modelu demokracji uczestniczącej instytucji wspomnianych wyżej instrukcji wyborczych czy raczej instrukcji do reprezentacji. Chodzi oczywiście o konkretne zalecenia do realizacji określonych działań i podjęcia działań w myśl uzgodnionych przez ogół obywateli decyzji.

Odpowiedzialność polityków i urzędników za podejmowane decyzje: karna i finansowa.

Możliwość podjęcia decyzji o odwołaniu osoby sprawującej publiczne funkcje w wypadku gdy jej postawa nie spełnia wymagań (brak kompetencji, uczciwości, etc.).

Szczególnie ważny dla nas, nacjonalistów, wydaje się postulat kontroli nad działaniami organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, czyli elementów państwa przegniłych i upolitycznionych w stopniu wysokim. Sensownym rozwiązaniem mogłoby być tworzenie równoległych, obywatelskich struktur na wzór lokalnych grup dbających o utrzymanie bezpieczeństwa.

 

Oczywiście takich postulatów w ramach kontroli władzy powinno być więcej, powyższe zaś to tylko najważniejsze i najciekawsze propozycje. Dyskusja o tym jak konkretnie kontrolować władzę przebiegać zaś powinna w myśl zasady, że zajmowanie jakiegokolwiek stanowiska publicznego bez należytej narodowej i obywatelskiej kontroli prowadzić musi do patologii i korupcji.


Elementem integralnie związanym z powyższym jest drugi wspomniany postulat anarchonacjonalistów, czyli kwestia jawności sprawowania władzy i funkcjonowania administracji. Chodzi o to, mówiąc kolokwialnie, aby szeroko rozumiane procesy ustrojowe, polityczne etc. nie funkcjonowały „za naszymi plecami” i przez to wbrew interesom Narodu, lub przynajmniej niezgodnie z nimi. Faktycznie i konsekwentnie funkcjonujące społeczeństwo obywatelskie nie kończy się na oddaniu głosu w wyborach, podobnie jak nie kończy się w ten sposób demokracja. To tylko jeden, niewielkie w gruncie rzeczy, aspekt szerszego zagadnienia. Skoro mamy wybierać i wybieramy od prawie 30 lat swoich reprezentantów, to oczywistym jest że muszą oni sprawować swoje obowiązki w sposób jawny i klarowny. Nie tylko chodzi tu o możliwość kontrolowania tego co i jak robią (patrz poprzedni akapit), ale też o możliwość aktywnego współuczestniczenia w polityce ogółu obywateli. Jeśli bowiem uznamy to za ważny postulat (ja, podobnie jak anarchonacjonalizm, tak uznaję, stąd ten paradygmat przyjmuję w całym tekście), a świadome narodowych interesów, obowiązków i praw obywatelskie społeczeństwo uznamy za swoisty ideał, to kwestia kontroli władzy i polityki staje się oczywistością. Rozliczne afery korupcyjne, przykłady nepotyzmu, popularnego „kolesiostwa” to oczywiście kwestie znane każdemu, ale co dla nas ważne – nie dotyczą one jakiejś konkretnej partii czy opcji politycznej, ale wszystkich polityków. Władza jak widać faktycznie korumpuje, a to co w myśl anarchonacjonalizmu możemy przeciwstawić temu, to powiązane ze sobą schematy kontroli i jawności władzy i ogółu aparatu państwowego.


Ostatnia kwestia jaką chciałem w ramach tego podpunktu poruszyć, to edukacja. Temat na łamach nacjonalistycznej publicystyki przewija się często, w różnych kontekstach. W kontekście demokracji uczestniczącej, jak i myśli anarchonacjonalistycznej ważne jest dla nas przede wszystkim to jak edukacja przygotuje człowieka do funkcjonowania w narodowym społeczeństwie obywatelskim. Często bowiem, by nie rzec permanentnie, narzekamy na to jak w praktyce funkcjonuje demokracja (w wydaniu parlamentarno-kapitalistycznym), jakie ludzie podejmują wybory, jak mocno wpływają na decyzje wyborcze populizmy i marketing polityczny, jak ludzie dają sobą manipulować. Częstym zjawiskiem jest idący w parze z ignorancją i zwykłym brakiem wiedzy, swoisty fanatyzm i zacietrzewienie w popieraniu konkretnej partii, osoby etc. Rzadko jednak zadajemy sobie pytanie z czego to wynika. Moim zdaniem jest to w dużej mierze efekt marnej jakości edukacji, która nie spełnia ani funkcji społecznej (nie przygotowuje do świadomego uczestniczenia w życiu Narodu), ani funkcji erudycyjnej i poznawczej (przede wszystkim nie uczy umiejętności analitycznego myślenia i krytycznego podejścia do otrzymywanych komunikatów medialnych, społecznych etc. ). Przyczyn tego jest wiele i choć daleki jestem zwykle od pochopnego zrzucenia winy na spiskowe teorie dziejów, to nie ma co się łudzić – partiom i politykom taki stan rzeczy odpowiada. Człowiek źle wyedukowany i pozbawiony nawyków krytycyzmu i trzeźwo-rozsądkowego podejścia do rozmaitych zagadnień, to wprost wyśniony odbiorca kolejnych reportaży, artykułów, newsów a ostatnio także – memów, „internetowych prawd”, blogerów i wszelkiej maści hochsztaplerów.


Oczywiście decyzje, które warunkowane są głównie emocjami podejmujemy codziennie, na rozmaitych polach naszego życia: w pracy, w sprawach rodzinnych i wielu innych. Trudno więc oczekiwać aby w sprawach publicznych i politycznych kierować się wyłącznie rozumem, co zwłaszcza wśród nacjonalistów wydaje się trudne. Zresztą, sensowna dawka emocjonalności zdaje się być nieodzowna dla nas, choćby dla zachowania swoistego idealizmu w myśleniu i postępowaniu. Rzecz jednak w tym, aby odpowiednie pod względem merytorycznym, kadrowym i ideowym szkolnictwo było w stanie przygotować młodego człowieka do świadomego i niezależnego od antynarodowych czynników. Zmiana stanu rzeczy w tej materii wydaje się oczywiście procesem ogromnie czasochłonnym i pracochłonnym, jednak tak w optyce anarchonacjonalistycznej jak i jakiejkolwiek innej związanej z myślą narodową, jest wprost nieodzowna.


Na koniec rozważań w tym i tak długim wywodzie chciałem wspomnieć tylko o dwóch elementach pojawiających się w myśli anarchonacjonalistów jak i zwykłych anarchistów, które zdają się wartościowe i mogłyby wnieść sporą wartość dodaną dla naszej myśli narodowej. Mam tu na myśli ideę straight edge oraz ekologii i dbałości o środowisko naturalne. Jako, że elementy te pojawiają się i w innych nurtach nacjonalizmu, tutaj tylko w paru słowach napomknę o nich.

Straight edge już od ładnych paru lat jest obecny w naszym środowisku, choćby w postaci hasła „sport, zdrowie, nacjonalizm”. Najistotniejszym elementem jest tutaj uznanie trzeźwości i bycia „czystym” za korzyści samej w sobie, a używek (gł. alkoholu i narkotyków) za czynniki osłabiające Naród z jednej strony, a ułatwiające manipulację nim z drugiej. Głównym aspektem, który się tu uwidocznia jest dbałość o swoje zdrowie, kontrolę nad swoim życiem i sprzeciw wobec narzuconych przez normy kulturowe wzorców zachowań.



Także ekologia od jakiegoś czasu jest stałym elementem dyskursu narodowego, choć nie zajmuje należytej jej pozycji. Dla nas najważniejszą konstatacją jest stwierdzenie, że środowisko naturalne nie jest czynnikiem dla Narodu zewnętrznym, ale integralnym polem, na którym ten Naród funkcjonuje. Dbałość choćby o stan czystości wód, walkę z zanieczyszczeniem powietrza, emisjami trujących gazów etc. to w gruncie rzeczy działania zwiększające kondycję Narodu i polepszające jego warunki bytowania.

Zakończenie

Narodowy anarchizm, jak postarałem się wykazać w powyższym tekście, jest ideą która stanowić może ożywczy i konstruktywny wkład w rodzimą myśl nacjonalistyczną. Nie można oczywiście przyjmować jej w całości a priori, a krytyczna analiza z punktu widzenia nacjonalizmu każe nam odrzucić część (i to część dla niej zasadniczą) jej postulatów. Jednak nawet w takim układzie anarchonacjonalizm przedstawia dla nas realną wartość, a najważniejsze dla nas jego postulaty, które warto moim zdaniem włączyć do dyskusji o polskim nacjonalizmie to:

Demokracja uczestnicząca jako propozycja rozwiązań ustrojowych.

Narodowe społeczeństwo obywatelskie jako sposób praktycznego funkcjonowania Narodu w sprawach publicznych i występowania wobec władzy i państwa.

Kontrola władzy i aparatu państwowego

Jawność sprawowania władzy

Konieczność radykalnego poprawienia stanu edukacji

Straight edge i ekologia

 

Mam oczywiście świadomość, że niniejszy artykuł wyczerpuje temat Narodowego Anarchizmu w niewielkim stopniu, wiele kwestii potraktowano skrótowo, czy wręcz ograniczyłem się tylko do wspomnienia o nich. Mimo to mam nadzieję, że skłoni on czytelników do refleksji i przemyśleń nad sensownością zapożyczenia z anarchonacjonalizmu szeregu konkretnych rozwiązań.


Grzegorz Ćwik