poniedziałek, 29 sierpień 2016 23:31

Sorelowski indywidualizm drogą do doskonałości

Georges Sorel to według mnie jedna z najbardziej intrygujących postaci XX wieku. Z pozycji marksistowskiej, której nigdy nie był jednak bezwzględnym zwolennikiem, w krótkim czasie przeszedł na pozycje nacjonalistycznej Akcji Francuskiej. Poparcie dla Charles'a Maurrasa jest szczególnie ciekawe, gdy weźmiemy pod uwagę propagowany w początkowej twórczości antypatriotyzm. Jego myśl stanowiła dość szerokie źródło inspiracji. Niech o tym świadczy chociażby fakt, że zarówno Rosja sowiecka, jak i faszystowskie Włochy zaproponowały utrzymanie jego grobu. Również dziś różne środowiska, nawet całkowicie sobie wrogie, mogą czerpać z bogatej twórczości Sorela inspiracje do dalszych rozważań. Żadne środowisko natomiast nie znajdzie u niego gotowych rozwiązań, w czym wybitnie przypomina Sorela jego uczeń Stanisław Brzozowski. Poniższy tekst nie jest precyzyjnym opisem jego koncepcji, ponieważ składa się na niego w znacznym zakresie wiele moich, naturalnie subiektywnych, spostrzeżeń zainspirowanych jednak myślą Sorela.


W twórczości Sorela można zauważyć pewną niechęć do autorytetów, obrazoburstwo i krytykę sekciarskiego podejścia zwolenników ideologii do dzieł mistrzów. Już w trakcie fascynacji marksizmem wielokrotnie punktował błędy w rozumowaniu samego Marksa, co świadczy o olbrzymiej otwartości jego umysłu, nieszablonowości i odwadze w przełamywaniu schematów. Ponadto Sorel wyrażał krytykę zjawiska, w wyniku którego sam mistrz stawał się niewolnikiem własnych wyznawców, którzy skutecznie blokowali samemu twórcy możliwość redefinicji jego poglądów. Wąska interpretacja dzieł mistrza, w której sam twórca mógłby się nie odnaleźć i bezrefleksyjne do nich podejście, zamykała drogę własnej twórczości, czy choćby interpretacji założeń i kontestacji błędnych tez. Zamknięcie się na indywidualizm, twórczość i wymaganie ślepej wiary w dogmaty było szczególnie nie do zaakceptowania w środowisku, które wierzyło w ustawiczność postępu i jego doniosłość. W dalszej części tekstu przez indywidualizm rozumieć będę odrębność jednostki, jej podmiotowość, samodzielność, dążenie do zachowania swojej autonomii i wcielania własnych poglądów w życie, a nie antropocentryczną, egoistyczną, skrajnie liberalną teorię, według której prawa jednostki mają prymat nad dobrem państwa czy narodu. Odrzucenie drugiego rozumienia indywidualizmu z pozycji nacjonalistycznej jest rzeczą oczywistą i żeby to zrozumieć niepotrzebna jest zbyt duża ilość dobrej woli podczas czytania poniższego tekstu. Jednak żeby nie tworzyć luki, która mogłaby posłużyć niewłaściwej interpretacji, pozwoliłam sobie na doprecyzowanie.


Indywidualizm w sorelowskiej myśli ujawnia się już w samej idei strajku generalnego, stanowiącej fundament syndykalizmu rewolucyjnego. Sorel porównywał rewolucjonistów, wolnych pracowników, z żołnierzami wojen o wolność. Sorelowska droga do wyzwolenia proletariatu nie wiodła wcale poprzez całkowite podporządkowanie życia robotników organizacji kierowniczej, wręcz przeciwnie, nadawała bohaterstwu robotnika indywidualny charakter. W trakcie strajku generalnego każda jednostka miała czuć indywidualny sens wykonywanych przez siebie działań. Człowiek, wraz z zachowaną całą swoją godnością i indywidualnością, miał szansę w trakcie bitwy poprzez rozbudzony entuzjazm ujawnić swoje najgłębiej skrywane pokłady bohaterstwa, o które niezwykle trudno w sytuacji całkowitej zależności od woli dowódcy. Osoba walcząca miała nie być pionkiem bezwiednie przesuwanym po bitewnej szachownicy, ale WOLNYM człowiekiem, któremu niepotrzebny jest zewnętrzny przymus, żeby walczyć za sprawę. Ważne jest, jakie znaczenie przypisywać swojej walce będzie rewolucjonista i tym samym rola jaką odegra on w trakcie strajku generalnego, a nie tylko jego wynik. Trudno wyobrazić sobie, żeby całkowicie podporządkowani dowódcy robotnicy po skończeniu walk potrafili żyć bez władzy nad sobą. Byłoby to samo w sobie dość paradoksalne, gdyby droga do wyzwolenia wiodła przez jeszcze większe, choćby chwilowe, podporządkowanie. Trzeba więc psychikę robotników przygotowywać do samodzielności, wzbudzać w niej indywidualizm, ale nie egoizm. Strajk generalny nie przyniesie nikomu ani osobistych korzyści, ani żadnych przywilejów więc egoistyczne instynkty nie mają szansy wyrosnąć na gruncie koncepcji strajku generalnego. Robotnik przyszłości nie potrzebuje ani dyscypliny w dzisiejszym rozumieniu tego słowa ani postawy służalczej wobec kogokolwiek, gdyż każdy robotnik uczestniczący w tym doniosłym procesie będzie przekonany o jego słuszności i o tym, że nawet jego najmniejsze osobiste uchybienie może stać się przyczyną niepowodzenia. Decyzje pojedynczej osoby zaczynają mieć w takiej sytuacji znaczenie, bo sama indywidualna osoba to znaczenie otrzymuje. Masa robotnicza nie służy tu jako narzędzie do przeprowadzenia zmian, ale jest ich świadomym uczestnikiem.


Ugrupowania te(syndykalistyczne) rzeczywiście wyobrażają sobie rewolucje jako ogromne powstanie, które nadal można definiować jako indywidualistyczne: każdy maszeruje z możliwie jak największą żarliwością, działając na własny rachunek, nie myśląc wcale o tym, aby podporządkować swoje zachowanie wielkiemu, starannie sporządzonemu projektowi całości.


Taka koncepcja strajku generalnego nie daje się pogodzić z ambicjami socjalistycznych polityków, którzy nie będą jej w stanie wykorzystać do przejęcia władzy, stąd ich niechęć do tej koncepcji. (...)Syndykaliści rewolucyjni pragną gloryfikować indywidualny wymiar życia producenta; występują zatem przeciwko interesom polityków, którzy chcieliby pokierować rewolucją tak, aby przekazać władzę nowej mniejszości. Socjalistyczni politycy, urzędnicy oskarżani byli przez Sorela o bycie spadkobiercami wojsk królewskich a nie dziedzictwa Wielkiej Rewolucji. Darzył on ich, nie tylko dlatego zresztą, szczególnie silną niechęcią. [1]


Jeszcze dosadniej pochwałę indywidualizmu Sorel wyraził na łamach książki O sztuce, religii i filozofii, gdzie pisał:


Wiem, że wiele osób zdobywa sobie rozgłos moralistów głosząc „niebezpieczeństwo indywidualizmu”. Wyznaję, że nie mogę dojrzeć tego niebezpieczeństwa. Zdaje mi się, że głoszą je ludzie zręczni, umiejący korzystać z jednej z najpodlejszych wad naszej natury: lubimy, gdy uważa się za występek cnoty trudne do nabycia, których nie posiadamy, a których nie staramy się nabyć.“


„Ludzie zręczni”, krytykujący indywidualistów nie są niczym innym niż samymi indywidualistami właśnie. Uwidacznia się tu zjawisko podziału indywidualizmu, które bardzo celnie kilkadziesiąt lat po wydaniu cytowanego wyżej dzieła opisał pierwszy przywódca ONR, ważny ideolog narodowo-katolicki, Jan Mosdorf. Dokonał on podziału indywidualizmu na dwie odrębne formy: czynną i bierną, odrębne również ze względu na przypisywaną im wartość. [2] Zacznę od tej ostatniej, która ujawnia się właśnie wśród „ludzi zręcznych” w przytoczonym wyżej fragmencie tekstu. Osoby cierpiące na bierny rodzaj indywidualizmu nie są zazwyczaj zdolne do pracy nad sobą, nie odznaczają się ponadprzeciętnymi uzdolnieniami ani dość silną wolą, ażeby móc cokolwiek zmienić. Swój indywidualizm wyrażają wyłącznie atakowaniem wyróżniających się jednostek, indywidualistów czynnych, co jest spowodowane strachem przed poddaniem się ich woli. Eufemicznie nazwani „ludzie zręczni” są to więc po prostu ludzie mierni, którzy jednak nie mogą, przez miłość własną, pogodzić się ze stanem faktycznym. Dowartościowują się poprzez utrudnianie działania ludziom zdolniejszym, nadając temu procederowi nierzadko ideologiczną otoczkę. Równanie w dół jest zjawiskiem skrajnie szkodliwym, niestety w naszym kraju i środowisku nagminne. Wspomniany już indywidualizm czynny jest zjawiskiem zgoła innym. Jego źródło tkwi w chęci zmian, w poczuciu własnej godności i siły do walki z tym, co zepsute, a także do walki z materią w formie wykonywania pracy, do czego jeszcze wrócę. Indywidualizm wcale nie musi kłócić się ze wspólnotowością, mało tego indywidualizm może jej służyć, a nawet powinien. W idealnym przypadku, gdy sytuacja tego wymaga, jednostka powinna być w stanie całkowicie się wyzbyć w imię dobra kolektywu resztek swojej odrębności. Jednostka powinna także w codziennym życiu jak najsilniej podporządkować swoje indywidualne ambicje, zdolności, wiedzę, a także wolę wspólnocie. Im większe będą te indywidualne przymioty, a więc i odrębność, tym lepiej dana osoba przysłuży się wspólnocie. Kluczowe jest więc nadanie odpowiednich pryncypiów swojej indywidualności, a nie się jej pozbywanie.


Dalej Sorel chwalił szkołę klasyczną za to, że wzmagała prąd indywidualizmu, który z kolei podtrzymywał święty zapał do wolności. Współczesne autorowi szkoły miały tego zadania nie wypełniać, co objawiało się zabijaniem ducha indywidualizmu. Ratunkiem dla tego ducha miało być nowe wychowanie artystyczne. W następstwie czego wszyscy mieli pracować ze sztuką, co w połączeniu ze wspomnianym wychowaniem estetycznym miało rozwinąć zbawienny indywidualizm. Sama praca więc, według Sorela, miała zostać uszlachetniona, podniesiona na wyższy poziom. Miało dojść do zamiany mentalności robotniczej z rzemieślniczej na artystyczną, tym samym podwyższenia jakości, a nie tylko ilości produkcji, co jest ważnym komponentem teorii nieustannego postępu. Jednostce miały być zapewnione takie możliwości rozwoju, w których mogłaby najpełniej realizować swoje indywidualne uzdolnienia, wykorzystywać zgromadzone indywidualne składniki duszy. Musiałaby posiadać przy tym dużą samodzielność, co za tym idzie nie dopuszczalna, była istniejąca w kapitalizmie struktura produkcji. W kapitalizmie bowiem robotnik wytwarza ujednolicone produkty, zgodnie z decyzjami właściciela środków produkcji. Nie znajduje się w tej produkcji miejsce na jego indywidualne pomysły i decyzje. Wolna wola w procesie produkcji nadawałaby wykonywanej pracy korzystny artyzm, natomiast sam fakt tworzenia sztuki czynił pracę łatwiejszą do zniesienia i był „środkiem za pomocą którego robotnik ujrzy przelanie się umysłu w pracę ręczną.” [3] W myśli Sorela następuje więc zwiększenie roli przypisywanej pracy, która to rola przywołuje mi na myśl bardziej dzieła katolickich myślicieli okresu międzywojennego niż współczesnych autorowi socjalistów spod znaku materializmu i dialektyki.


Sorelowski indywidualizm jest w istocie pędem do doskonałości, którego nie powinno ograniczać społeczeństwo. Warto dodać, że nie tylko doskonałości duchowej człowieka, ale i doskonałości produkcji. Praca na rzecz doskonałości duchowej zawiera w sobie silną idee przekształcania materii pod wpływem siły własnego rozumu. Stąd m.in. postulat uniezależnienia robotników, tym samym zniszczenia ograniczającego systemu kapitalistycznego. Sorel, w przeciwieństwie do klasycznych socjalistów, nadawał proletariatowi podmiotowość, uczłowieczał go, a nie traktował jak upośledzone dziecko, które należy prowadzić za rękę przez niespokojną historię. Sorel chciał robotników uszlachetnić, ale nie poprzez wtłaczanie im do głów burżuazyjnej formy i wartości, co czynili socjaliści parlamentarni. Sorel powinien stanowić dla nas bardzo ważne źródło inspiracji, ponieważ pokazuje najlepszą drogę wprowadzania idei w czyn. Szanuje indywidualność, podnosząc znaczenie jednostki, jednocześnie podporządkowuje jej życie idei. To podporządkowanie wynikać ma jednak z poczucia wypływającego z wnętrza człowieka, jego moralnej siły, a nie z przymusu zewnętrznego. Z jednej strony mogłoby to uchronić przed terrorem znanym nam z państw komunistycznych, a z drugiej przed rozwodnioną i niezdolną cokolwiek zmienić socjaldemokracją. Tylko takie wprowadzanie nowego ustroju, poprzez udoskonalanie wewnętrzne człowieka, może zapewnić jego trwałość.


Maria Pilarczyk


[1] Rozważania o przemocy, Sorel Georges, 1908 r.


[2] Wczoraj i jutro, Mosdorf Jan, 1938 r.


[3] O sztuce, religii i filozofii, Sorel Georges, 1913 r.