wtorek, 26 kwiecień 2016 13:18

Zdelegalizować Islam czy deportować Shaded?

Coraz silniej środowiska narodowe w związku z zagrożeniem masową imigracją i problematyką systemu multikulturalizmu wysuwają jako głównego wroga islam. Przoduje w tym pewna Syryjka, która zdobyła popularność żądając delegalizacji tej wiary. Abstrahując na chwilę od tej osoby warto zastanowić się nad sensem uznawania islamu jako głównego wroga.


Jedna z największych religii świata, której wyznawcy mimo rozwoju globalnej cywilizacji zachowali duchowość, moralność, tradycję w sposób nieporównywalny do Europy, która od swych korzeni brutalnie się odcięła kilkadziesiąt lat temu. Bycie muzułmaninem jest jedną z najważniejszych tożsamości, to pewien styl życia, postrzegania świata, który różni go od innych ludzi na Ziemi. Muzułmanie wiedzą jak bronić swojej wiary. Nierzadko robią to z bronią w ręku. Gdy obrażany jest Ojciec Święty, czy Bóg Ojciec w Europie trudno szukać było jakiegoś odruchu obronnego na takie plugawe bluźnierstwa, a w przypadku obrażania Proroka Mahometa doszło do rozlewu krwi. Jest to ogromna różnica mentalności. Gdy ktoś popełni jawne bluźnierstwo musi zostać ukarany, a w Polsce, ostatniej europejskiej ostoi katolicyzmu w Europie, w takim przypadku najwyżej można usłyszeć o donosie do prokuratury czy kilku okrzykach. W Iranie, gdy świecki rząd chciał spacyfikować protesty studentów przeciwko otwarciu sklepów z wysokoprocentowym alkoholem (którego picie to ciężki grzech w islamie) skończyło się na walkach na śmierć i życie i obaleniu reżimu oraz ustanowieniu islamskiej republiki. Wydaje się, że większość osób krytykujących islam powołuje się na przykład Państwa Islamskiego, który ma być dowodem, że ta wiara jest najgorszą z możliwych, ludożerczą, niewolącą kobiety, mordującą chrześcijan, niszczącą starożytne dziedzictwo i zapewne „faszystowską i homofobiczną”. Rzeczywiście zwolennicy Państwa Islamskiego popełniają masowe zbrodnie, ludobójstwo, niewolą, narzucają innym swoje drakońskie prawa. Rzeczywiście nie są oni marginesem, Państwo Islamskie nigdy by nie zaistniało gdyby nie szerokie poparcie społeczeństwa i plemion na ziemiach przez jego kontrolowanych. Należy przy tym jednak trzeba przyznać, że jest to tylko jedna z form ekstremalnego islamu (Timbuktu jest przykładem o wiele bardziej surowej obyczajowo odmiany).


Pierwszą zasadniczą rzeczą jest zwrócenie uwagi na to, że takiego kształtu radykalizacji sunnitów i samego Państwa Islamskiego w ogóle by nie było gdyby nie ingerencje Zachodu. Bez inwazji na Irak nie byłoby marginalizowania sunnitów w Iraku co stało się przyczyną powstania ruchów z których powstało IS. Bez bombardowania „zielonych” Kadafiego nie byłoby Libii podzielonej między frakcje z których część to właśnie radykalni sunnici odwołujący się bezpośrednio do Państwa Islamskiego. Bez bezinteresownego wspierania państwa Izrael okupującego Palestynę nie byłoby nawet słynnego ataku na wieże WTC.


Druga zasadnicza kwestia która zwraca uwagę to fakt, że na całym Bliskim Wschodzie, także popierani często przez nacjonalistów, żołnierze Syryjskiej Armii Arabskiej idą do walki i giną w niej ze słowem Allaha na ustach, tak samo żołnierze Hezbollahu, radykałowie z Hamasu, czy Palestyńskiego Ruchu Oporu. Podobnie walczyli wierni Kadafiemu żołnierze Zielonej Libii. Nie ma znaczenia, czy państwo będzie świeckie, czy nie. Religijność nadal jest sprawą kluczową i powinno jak najbardziej pozytywnym zjawiskiem w krajach muzułmańskich w oczach mieszkańca wymierającej Europy i przykładem dla niego.


Krytykując islam musimy dostrzec, że tak naprawdę europejscy nacjonaliści, tradycjonaliści, czy identytaryści mają z muzułmanami wiele wspólnych wartości, a przede wszystkim taką samą niechęć wobec liberalizmu, zboczeń, niszczenia kultury przez globalizm, czy banksterski syjonizmu. Tutaj właśnie dochodzimy do najważniejszego wroga którym nie jest islam, tym wrogiem jest właśnie narzucony tradycyjnej Europie liberalizm oraz marksizm kulturowy dokonujący na naszym kontynencie obyczajowego spustoszenia, promocji radykalnego indywidualizmu, który sprawił, że nawet w tak rzekomo katolickim kraju jak Polska może się okazać, że rządząca większością partia prawicowa, chrześcijańska, nazywana nacjonalistyczną i fundamentalną przez lewactwo i liberałów zagłosuje przeciw całkowitemu zakazowi aborcji. Nie można oczywiście nie wspomnieć o realizowanej od dziesięcioleci przez wyznawców liberalnej ideologii masowej imigracji, która wspierana przez kapitalistów, lewackie i żydowskie organizacje ( o wpływie żydowskim na imigrację pisałem szerzej w tekście „Awantura o (Kukłę) Żyda” publikowanym na kierunki.info.pl) ma miejsce od kilkudziesięciu lat.


W Europie opartej na silnym fundamencie chrześcijańskim i etnicznym taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca, lecz gdy pieniądz, ekonomia, stanowi większą wartość od Boga, Narodu, Rasy powstaje społeczeństwo pozbawione duchowości i fanatyzmu. A taka pustka nie może być wieczna. Nie może więc w żaden sposób dziwić, że w liberalnych społeczeństwach w takiej sytuacji szerzą się tradycyjne wartości bliskowschodnie. W obliczu nowej ery islamu część środowisk narodowych skupia się wyłącznie na zwalczaniu muzułmanów w Europie. Dochodzi wtedy do tak żałosnych obrazów jak wspólny front z pederastami i żydowskimi organizacjami, oraz odcinanie się od „radykalnych” nacjonalistów (przykład brytyjski: British Defence League, przykład francuski: Front Narodowy i część Bloku Identytarystów, przykład niemiecki: Pegida). Musimy sobie szczerze odpowiedzieć, że gdyby nie liberalizm w rozumieniu nie tylko obyczajowym, a ekonomicznym i następujący po nim marksizm kulturowy w rozumieniu multikulturowego-lewackiego-zboczonego lobby kreujące rzeczywistość w Europie i zwalczające „zacofane” chrześcijaństwo (głównie to tradycyjne w rozumieniu rzymskim) nie byłoby problematyki radykalnego islamu w Europie i problemu obcych kulturowo mniejszości etnicznych. Jedynym, prawdziwym wrogiem dla Polski jest wyłącznie ten zgniły, liberalny system, który mimo społecznego oporu może zaprowadzić w Polsce podobne etniczne zmiany jak na Zachodzie. Widoczna powoli jest faza przygotowywania społeczeństwa przez środowiska „gorszego sortu” do rozwiązania kryzysu demograficznego właśnie poprzez masowe sprowadzanie obcych kulturowo przedstawicieli innych ras.


Wracając do Syryjki. Miriam Shaded, której obca jest kultura rodowitego państwa, nie posiada odpowiednich kwalifikacji, by móc prezentować jakieś wartościowe poglądy w kwestii wiary islamskiej, a co dopiero wypowiadać się na ten temat w mediach. Wzywa do delegalizacji islamu oraz dowodzi jego sprzeczności z konstytucją (która gwarantuje wolność wyznania). Zastanawiające jest czy zdaje sobie ona sprawę, że prawo szariatu obowiązuje tylko w kilka państwach muzułmańskich? Na podstawie jej wypowiedzi wnioskować można, że to nie ma znaczenia, ponieważ islam zawsze jest totalitarny. Jak więc podchodzi do większości umiarkowanych muzułmanów, w tym jej rodaków, którzy od radykałów się odcinają, a nawet walczą z nimi na śmierć i życie? Na pewno oni podchodzą do niej bardzo negatywnie. Jedna z Syryjek zamieszkałych w Polsce związana z środowiskiem aktywnie wspierającym rząd Assada oskarżyła Shaded i jej rodzinę o powiązania z fanatycznym anty-islamskim, pro-żydowskim protestantyzmem, a nawet żydowskimi oligarchami biznesowymi. Równocześnie Fundacja Shaded „Estera” zajmuje się sprowadzaniem imigrantów do Polski, co oczywiście jest sprzeczne z tym co głoszą nacjonaliści czyli sprzeciwem wobec jakichkolwiek imigrantów, także chrześcijan, których rzekomo sprowadza Shaded, zwłaszcza gdy ostatecznie okazuje się, że nie do końca chodzi o chrześcijan. Zresztą po sprowadzeniu, jak się okazuje, są zostawieni niemal sami sobie co skończyło się powrotem części (która okazała się zamożna) do Syrii, a część wyjechała do Niemiec.


Wracając do delegalizacji islamu. Wydaje mi się rzeczą obrzydliwą, gdy imigrantka „pierwszego pokolenia” Shaded domaga się delegalizacji islamu, gdy w Polsce żyje muzułmańska, tatarska społeczność od kilkuset lat, która jest o wiele bardziej polska, niż Shaded będzie kiedykolwiek mogła być w swoim żywocie. Wybitnych patriotów polskich Tatarów wyznania muzułmańskiego można wymienić dziesiątki. Tak jak reszta Polaków ginęli podczas Powstania Listopadowego, wojny polsko-bolszewickiej, podczas Wojny Obronnej w 1939, w Katyniu, udowodnili swoją wartość pod Narwikiem, Tobrukiem, Monte-Cassino, Arnhem. Gimbo-patrioci śliniący się na myśl o Wiktorii Wiedeńskiej Jana III Sobieskiego jako zwycięstwa nad islamem powinni wiedzieć, że właśnie muzułmanie Tatarzy uratowali życie Sobieskiemu w bitwie pod Parkanami za co król podarował im ziemię na Podlasiu w tym wieś Kryszyniany, gdzie stoi meczet, który stał się celem kilku anty-islamskich głupców jakiś czas temu. Polscy Tatarzy godnie zasłużyli się Rzeczpospolitej i nie muszą nikomu udowadniać komu są lojalni i nikt nie może im odebrać nigdy prawa do swoich tradycji i religii. Bardziej poważna od delegalizacji islamu wydawałaby się deportacja Shaded do Syrii. W końcu teoretyzując, żeby oczyścić Zachód z multikulturalizmu trzeba byłoby deportować stamtąd kilka pokoleń imigrantów, a Shaded jest z pierwszego. To oczywiście żart. Proponowałbym pani Shaded zająć się nie delegalizacją islamu, a przyjrzeniem się przykładowo gminom żydowskim. W porównaniu do społeczności muzułmańskiej to właśnie tam pojawia się często antypolska retoryka, manipulacje historyczne, czy zwalczanie nacjonalizmu co zresztą jest też problematyczne na Węgrzech czy Grecji, gdzie gminy żydowskie wręcz chcą zakazać udziału nacjonalistom w demokracji mimo ich sporego poparcia społecznego i delegalizacji ich partii.


Witold Jan Dobrowolski


(na zdjęciu Żołnierze Pułku Jazdy Tatarskiej im. Mustafy Achmatowicza, wojna polsko-bolszewicka 1920).