wtorek, 26 kwiecień 2016 13:16

Męczennicy

6 stycznia 1794, Noirmoutier, Francja

Na miejsce egzekucji oprawcy wnoszą mężczyznę, którego rany uczyniły inwalidą. Rany zdobyte w walce, która uczyniła Maurice D'Elbee generałem a zbieraninę chłopów Wielką Armią Katolicką i Królewską. Obejmując dowództwo po poległym pod Nantnes Jacques Cathelineau zwanym Świętym z Anjou, na zawsze zapisał się w poczcie rycerzy wojującego Christianas. W szeregi tych, którzy wypowiedzieli wojnę osobistym wrogom Pana Boga, przyniósł światło sztuki wojennej oraz dyscyplinę. Dał niejeden przykład osobistej odwagi w beznadziejnych bitwach przeciw liczniejszym wrogom. Po jednej ze zwycięskich potyczek, gdy jego żołnierze zapragnęli zemsty za krzywdy wyrządzone przez Republikę i jej Piekielne Kolumny, Maurrice nie zgodził się na rozstrzelanie pochwyconych jeńców. Rozkazał Powstańcom odmawiać modlitwę „Ojcze Nasz”, którą przerwał w odpowiednim momencie pytając – jak możecie prosić Boga o przebaczenie jeżeli sami nie umiecie wybaczyć swoim wrogom? - po tych słowach puścił pojmanych wolno. Wandejscy żołnierze nieraz płakali słysząc wieść o swoim wodzu, nazywanym Generałem Opatrzności. Rozstrzelanym, wraz, z końcem ich bohaterskiej epopei. Święci z Wandei – módlcie się za nami!

 

Wielkanoc 1938, 24 kwietnia, Rumunia

W więziennej celi, z dala od rodziny i bliskich Zmartwychwstania Pańskiego oczekuje Corneliu Codreanu. Skazany na samotność za walkę o odrodzenie moralne swojego narodu, sprawiedliwość dla najbiedniejszych i należne miejsce w historii ukochanej ojczyzny. To trzeci raz gdy spędza Wielkanoc w więzieniu. W modlitwach wymienia imiona poległych, którzy razem z nim porwali się do beznadziejnej walki. Widzi ich twarze, wspomina spędzone razem chwile. W tym samym czasie dowiaduje się, że Najwyższy Wojskowy Trybunał Kasacyjny odrzuca jego apelacje. „Moja dusza umęczona jest przez niesprawiedliwość...” pisze ten sam człowiek, który wcześniej pisał drogowskazy dla swoich Legionistów. Ten sam, który 11 lat wcześniej mówił swoim towarzyszom: „O dziesiątej wieczorem, powołuję Legion Michała Archanioła pod moim przywództwem. Niech doń wstąpi ten, kto bezgranicznie wierzy. Niech poza nim pozostanie ten, kto ma wątpliwości”. Decyzja ta i ciąg wydarzeń, który nastąpił po niej kosztował Kapitana i wielu jego Legionistów życie. Na zawsze wpisując ich w kanon bohaterów europejskiej rewolucji.


10 lutego 1943, okolice Krasnego Boru, Związek Radziecki

„Wiosną daleko od mojej ojczyzny,

Wiosną daleko od mojej ukochanej,

Wiosną bez kwiatów, bez radości,

Wiosną na wojnie nad Wołchowem.”

(Primavera)

śpiewali żołnierze Błękitnej Dywizji walcząc pod obcym niebem z przeważającymi siłami wroga. Gotowi do zemsty za lata wojny we własnej ojczyźnie, gdzie ich rodziny, towarzysze i sąsiedzi cierpieli prześladowania. Ich bezbożni oprawcy kierowani przez zakrwawione dłonie oficerów NKWD ponieśli klęskę pod Madrytem w 1939 roku. Teraz w 1943 roku czerwona hydra znów zagraża narodom Europy. I znów jej serce musi zostać przebite bagnetem. W trakcie blokady Leningradu, nad rzeką Wołchow, pod Krasnym Borem, żołnierzom dywizji przychodzi stanąć do krwawej bitwy z Sowietami. Błękitni żołnierze śmieją się ze śmierci i odczuwają pogardę wobec porażki. W bitwie ponoszą zwycięstwo ale też liczne straty. Poświęcili się dla sprawy. W imię świętej nienawiści i chęci zemsty za krew swych rodaków, za zburzone świątynie. W imię miłości do Ojczyzny, zarówno tej w Niebie, jak i tutaj na Ziemi. W imię Wielkiej Hiszpanii i Wielkiej Europy.


Czerwiec 2014, Bartella, Irak

Po upadku Mosulu, co raz dalej i dalej maszeruje czarna hydra Państwa Islamskiego. Mieszkańcy asyryjskiej Bartelli zostali opuszczeni przez mające bronić miasta siły rządowe. Ludzie ci nie chcą jednak oddać swoich domów, rodzin i świątyń Islamistom bez walki. 600 z nich utworzyło milicję oraz postawiło barykady na obrzeżach miasta. Prędzej zginą niż przepuszczą wroga. Prędzej zginą niż wyrzekną się Chrystusa. Prędzej zginą niż uciekną. Prędzej zginą. A historia ta jest jedynie kroplą w morzu innych przykładów męczeństwa za Wiarę Chrystusową, która ma miejsce każdego dnia na Bliskim Wschodzie i całym świecie. To nie tylko tamtych 600 ochotników, to też żołnierze z Sootoro, Dweksh Nawsha, grup zbrojnych Syryjskiej Partii Socjal-Nacjonalistycznej czy Syryjskiej Armii Arabskiej. To nie tylko ci, którzy walczą ale też cywile bestialsko zamordowani w imieniu dżihadu. A jest ich znacznie więcej niż dziś się o tym mówi. Znacznie więcej niezłomnych i wyklętych. Nie tylko przez islamskich morderców ale też imperia politycznej poprawności, dla których śmierć chrześcijanina nie stanowi informacji.


Do opisanych powyżej historii nie chcę dodawać za dużo słów. Niech mówią same przez siebie. Być może otworzą oczy niektórym, że patriotyzm czy wiara oznaczają więcej niż nadruk na odzieży. Często sprzedawanej przez politycznie podejrzanych „przedsiębiorców”. Pamiętajmy, że jak pisał wódz Reksistów:

„Wiara ma wartość jedynie wtedy, gdy zdobywa, miłość – gdy płonie, a miłosierdzie – gdy zbawia.”


Leon Zawada