piątek, 25 marzec 2016 23:06

Pamiętajmy o mieście!

Polski nacjonalizm cierpi na wiele chorób typowych dla prawicy, jedną z nich jest brak zainteresowania tematyką miejską, często jedynym pomysłem narodowców na miasto jest zmiana nazw paru ulic. Trudno dziwić się ludziom, że uważają nas za oderwanych od rzeczywistości jeżeli nie zajmujemy się rzeczywistymi problemami tylko żyjemy historią i śnimy o Wielkiej Polsce (oczywiście nie zadając sobie pytania czym by konkretnie miała być). Musimy w końcu zrozumieć, że życie narodu toczy się na poziomie miasta, gminy, dzielnicy, a nacjonalizm ma znaleźć rozwiązania jego problemów.

Jedną z największych bolączek naszego ruchu jest brak zainteresowania problemami lokalnych społeczności. Mówiąc o Wielkiej Polsce i żyjąc historią zapominamy o tym co jest ważne dla mieszkańców. Wielkiej Polski nie zbudujemy krzycząc o obalaniu komuny 26 lat po Okrągłym Stole i nosząc patriotyczne koszulki, Ona zaczyna  się na poziomie gminy czy dzielnicy. Obowiązkiem nacjonalisty jest codzienna ciężka praca dla narodu w skali lokalnej, tymczasem bardzo często myśląc o wielkiej polityce zapominamy o tym co najważniejsze dla Polaków. Nie jestem wrogiem zaangażowania politycznego, wręcz przeciwnie, ale uważam, że do polityki powinni iść ludzie najzdolniejsi, którzy wykazali się podczas wielu lat pracy społecznej. Wielu z nas tego nie rozumie i zamiast skupiać się na działaniu oczami wyobraźni widzi siebie w ławach poselskich, mimo że jest w szeroko pojętym ruchu od kilku miesięcy. My mamy być przodownikami pracy społecznej, ludźmi autentycznie obecnymi w życiu narodu, a to toczy się w społecznościach lokalnych.

Marząc o wielkiej polityce dwudziestoletni narodowcy marzą o dietach poselskich, ale mało kto myśli o starcie do rady gminy czy osiedla i pracy dla swojej okolicy. Tymczasem to właśnie tu jest najwięcej do zrobienia, realna możliwość działania i autentyczna służba narodowi, czyli to wszystko o czym często zapominamy.

Muszę w tym momencie wspomnieć o tak znienawidzonej w naszym środowisku lewicy, która w przeciwieństwie do nas naprawdę interesuje się tematyką miejską. Ludzie patrzący na ręce lokalnym władzom, stający po stronie mieszkańców zagrożonych eksmisją, tworzący ruchy miejskie czy prostujący przeciwko podwyżkom cen biletów zyskują sympatię mieszkańców, którzy nigdy ani anarchistami, ani żadną nowoczesną lewicą nie zostaną, ale będą ich kojarzyć jako w porządku chłopaków robiących coś dobrego lokalnie. My mamy o wiele łatwiej! Hasła patriotyczne, wspólnotowe o wiele łatwiej trafiają do zwykłego człowieka niż mrzonki o anarchii, co widać choćby po różnicy we frekwencji na demonstracjach. Jednak co z tego, skoro dla większości z nas problematyka lokalna nie istnieje?! Działalnością dla miasta i regionu nie jest walka o pomnik czy nazwę ulicy!

Każdy z nas powinien rozejrzeć się w swojej okolicy i zastanowić się co jest aktualnie najważniejsze dla mieszkańców. Bardzo podobała mi się praktyka, którą pamiętam z Młodzieży Wszechpolskiej czyli zaczynanie spotkań organizacyjnych od omówienia bieżących spraw w mieście, dzięki temu można wspólnie zastanowić się co można zrobić na płaszczyźnie lokalnej, na jakie problemy zareagować.

Jednym z najlepszych przykładów zaangażowania organizacji nacjonalistycznych w sprawy ważne dla regionu i jego mieszkańców był udział w protestach górniczych i walka w obronie polskich kopalń, to właśnie wtedy Ślązacy zobaczyli, że nacjonaliści to ludzie, którym naprawdę zależy na sprawach dla nich ważnych. Górnicy i ich rodziny odczuli pomoc zarówno materialną jak i w protestach w momencie kiedy toczyła się walka o przyszłość całego regionu.

Poza sprawami bieżącymi w danym mieście, jest też wiele kwestii pojawiających się w całym kraju, które wymagają zaangażowania nacjonalistów. Postaram się zwrócić uwagę Czytelnika na kilka takich problemów, ale na pewno nie jestem w stanie wymienić choćby połowy z nich, chcę zachęcić do myślenia o problematyce lokalnej i pracy społecznej w swoim otoczeniu, a nie pisać podręcznik w którym zawarte jest wszystko i nie można go w żaden sposób przekroczyć.

Dobrym pomysłem jest promowanie zdrowego trybu życia wśród najmłodszych mieszkańców naszej wsi czy miasta. Można pomyśleć nad organizacją turniejów piłki nożnej, koszykówki czy siatkówki dla dzieci z okolicy. Warto upomnieć się o miejsce do treningów street workoutu, który staje się coraz popularniejszy nie wymagając przy tym od ćwiczących nakładów finansowych. Ważnym tematem jest też uświadamianie młodzieży zagrożeń jakie niosą ze sobą alkohol i narkotyki, pokazując jako alternatywę właśnie sport. Dlatego jestem zwolennikiem łączenia turniejów w sportowych z propagandą straight edge.

Edukacja patriotyczna młodzieży powinna być prowadzona w oparciu o lokalnych bohaterów. Dla dziecka wychowanego na Łazarzu czy Jeżycach najlepszym wzorem będzie generał Taczak czy uczestnicy Poznańskiego Czerwca, tym bardziej, że bardzo prawdopodobne jest, że ktoś z rodziny Kasi, albo Jasia brał udział w Powstaniu czy Czerwcu. Zawsze uważałem tożsamość lokalną za bardzo ważny element tożsamości narodowej i popieram wchodzenie do świetlic środowiskowych z patriotyzmem lokalnym, na przykład ucząc dzieci gwary czy organizując wycieczki po mieście i regionie, ewentualnie konkursy wiedzy, plastyczne, albo literackie o tematyce lokalnej.

Mając więcej środków można wspólnie z parafiami inicjować wydarzenia kulturalne, takie jak koncerty czy pokazy filmów, także promować rzeczy związane z regionem jednocześnie integrując lokalną społeczność zapewniając atrakcje dla rodzin i dzieci. Warto też zainicjować wymianę książek pomiędzy mieszkańcami. Tego typu inicjatywy są potrzebne zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie dzieje się niewiele, zwłaszcza na płaszczyźnie kulturalnej.

Niestety bardzo rzadko zajmujemy się budżetem obywatelskim, dzięki któremu mieszkańcy mogą zadecydować o sfinansowaniu ważnych dla nich inicjatyw. Równie ważny jest start do rad gmin czy osiedli czy występowanie z własnymi inicjatywami uchwałodawczymi, pod tym względem bardzo dobrze dzieje się w Szczecinie, gdzie nacjonaliści najpierw startowali do rad osiedli, a następnie podjęli walkę o darmowe bilety komunikacji miejskiej dla dzieci do lat 13. Możliwości korzystnych dla mieszkańców inicjatyw uchwałodawczych jest wiele i każdy powinien najlepiej wiedzieć co jest najbardziej potrzebne i jednocześnie możliwe do zrealizowania w jego mieście.

Kolejną ważną dla mieszkańców sprawą jest transport publiczny. Tutaj problematyka jest szeroka i zróżnicowana w zależności od tego czy mówimy o wielkim mieście czy tak zwanej „Polsce powiatowej”. Pochodzę z małej miejscowości - 4,5 tysiąca mieszkańców, problemem jest dotarcie bez samochodu do oddalonego o 12 km Konina, zarówno PKS jak i MZK kursują bardzo rzadko, zwłaszcza w dni wolne od nauki szkolnej, a ponadto ten pierwszy życzy sobie za przejazd ponad 7 zł. Sytuacja miejscowości mniejszych i bardziej oddalonych od stolicy powiatu jest oczywiście o wiele gorsza. W takich sytuacjach ważne będzie upominanie się o częstsze połączenia i niższe ceny biletów. Jako mieszkaniec Poznania dostrzegam przepełnione i zbyt rzadko kursujące tramwaje czy autobusy i wysokie ceny biletów, które wręcz zachęcają do jazdy na gapę. Działając w dużym mieście można walczyć o częstsze kursy na najbardziej uczęszczanych liniach i rozsądne ceny biletów bo to jest ważne dla mieszkańców.

Możliwości prospołecznych działań na szczeblu lokalnym jest naprawdę bardzo wiele i wszystko zależy od zapału do pracy i własnej pomysłowości, można walczyć o tereny zielone, biblioteki czy sprzeciwiać się budowie kolejnych supermarketów, które niszczą lokalny handel, bronić zakładów pracy... Warunek jest jeden, trzeba po prostu naprawdę być nacjonalistą i chcieć pracować.

Ważna jest znajomość specyfiki swojej okolicy. Problemy mieszkańców Poznania i bieszczadzkiej wsi są bardzo różne, dlatego nie można stworzyć jednego wzoru działalności lokalnej, której będziemy się ściśle trzymać. Pisałem ten tekst z perspektywy długoletniego aktywisty działającego w Poznaniu, ale pochodzącego z małej miejscowości na wschodzie Wielkopolski. Przytoczone przykłady dotyczą spraw rzucających mi się w oczy na własnym podwórku, ale wiele z tych rzeczy to problemy o charakterze ogólnopolskim. Celem tego artykułu było zainteresowanie polskich nacjonalistów problematyką lokalną i udziałem w codziennym życiu swojego miasta czy gminy.

Kiedy rok temu w Poznaniu zaczęliśmy prace nad organizacją pierwszej edycji Kongresu Narodowo-Społecznego jednym z naszych celów było zwiększenie zainteresowania nacjonalistów problematyką lokalną, żeby nie być gołosłownymi zaczęliśmy działać na własnym podwórku, przyglądamy się rządom Jaśkowiaka, MW zorganizowała turniej dla dzieciaków z okazji 1 marca, jest również kilka ambitnych projektów nad którymi pracujemy i niedługo ujrzą światło dzienne.

Pominąłem aspekt działalności charytatywnej – wsparcia dla domów dziecka, domów samotnej matki czy ośrodków dla bezdomnych, a także krwiodawstwa. Nie deprecjonuję znaczenia takich działań, wręcz przeciwnie, uważam je za bardzo ważne i sam przez lata mojej działalności poświęcałem im wiele uwagi. Niemniej jednak taka działalność jest przez organizacje narodowe prowadzona regularnie (poza wsparciem bezdomnych, którym zajmuje się głównie poznańska MW, kiedyś NOP  zorganizowało akcję pomocową), a ponadto nie dotyczy stricte codziennego życia lokalnych społeczności.

 

Tomasz Dryjański