poniedziałek, 29 grudzień 2014 00:00

Kapitalizm, socjalizm i zamieszanie pojęciowe

Pojęcia kapitalizmu i socjalizmu, mimo że znane dość powszechnie, sprawiają nie lada problemy z właściwym ich zdefiniowaniem. Są one używane dość często, a przez to niejednokrotnie ich znaczenie ulega rozmyciu, do tego stopnia, że mało kto już zwraca uwagę na to, czym są w rzeczywistości, wymachując nimi na prawo i lewo, bez zastanowienia i jakiegokolwiek pomyślunku. Mając wątpliwą przyjemność zetknięcia się z liberalną pisaniną, dotyczącą społecznych encyklik papieskich Leona XIII i Piusa XI, ku swojemu zdziwieniu dowiedziałem się, że są one… socjalistyczne! Podobnie rzecz ma się z liberalną reakcją na gospodarcze i socjalne rozwiązania, wypracowane przez myśl narodowo-radykalną. Odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „socjalizm” powoduje, że wiele dyskusji sprowadza się do poziomu dna, imputując ów nieszczęsny „socjalizm” wszystkiemu, co choć trochę odstaje od wyśnionego przez liberałów mitu wolnego, niczym nieskrępowanego rynku. Podobnie rzecz ma się i z pojęciem kapitalizmu. Tę obelgę stosują z kolei „apostołowie” drugiego materializmu, zbliżając się tym samym do swoich (pozornych) adwersarzy z prawej strony.

Kapitalizm – Proletaryzm

Kapitalizm jest słowem bardzo mocno nacechowanym negatywnymi emocjami, stąd też niejednokrotnie właściwe jego rozumienie może przysparzać wielu problemów. Gilbert Keith Chesterton, omawiając przypadki niewłaściwego użycia słowa kapitalizm, w odniesieniu do systemu gospodarczego, postulował (podobnie jak Hilaire Belloc), zastąpienie go dużo właściwszym terminem, jakim byłby proletaryzm. Pisał on, że nazwa kapitalizm jest słowem wysoce nieadekwatnym, a nazwa powoduje tylko niepotrzebny zamęt. Sugeruje ona – pisał Chesteron, że kapitalizm  ma coś wspólnego z kapitałem. Inaczej mówiąc, jako nazwa dla systemu jest to słowo całkowicie bezużyteczne, bo każdy system ekonomiczny,  każde w ogóle ekonomiczne  przedsięwzięcie opiera się na takim czy innym kapitale. W tym znaczeniu, komunizm  jest kapitalizmem, feudalizm jest kapitalizmem, i nawet człowiek, który własnymi rękami buduje chatę na samotnej wyspie też reprezentuje kapitalizm, bo musi tę chatę budować z konkretnych materiałów. W swych rozważaniach na temat kapitalizmu, Belloc nazywa nim takie warunki społeczne, w których masy nie posiadają dóbr produkcyjnych w wystarczającej ilości i dlatego też wegetują, skazane na ochłapy od posiadaczy owych dóbr oraz kapitału. W ten sposób kapitalistyczny zysk, jest możliwy tylko dzięki wyzyskowi proletariatu, zatem – znów cytując Chestertona, proletaryzm to koszmarna nazwa dla koszmarnego systemu.

Za główny grzech systemu kapitalistycznego, uznali dystrybucjoniści fakt, że w potworny sposób wykoślawia on pojęcie własności podstawę zdrowych stosunków ekonomicznych, co już kilkaset lat wcześniej pięknie przedstawił Akwinata. Kapitalizm nie jest zły z powodu obrony prawa do własności, ale z powodu tego, iż w jego naturze leży używanie tego prawa dla obrony niewielkiej ilości uprzywilejowanych przed znacznie większą grupą ludzi; którzy — chociaż są wolnymi i równymi obywatelami — nie posiadają jednak własnych podstaw ekonomicznych. Te proste słowa autorstwa Hilaire Belloca, w pełni oddają obraz niesprawiedliwości oraz wyzysku − filarów ustroju kapitalistycznego, który został najmocniej skrytykowany we wspomnianych wyżej Rerum novarum oraz Quadragesimo Anno, właśnie za tworzenie społecznych nierówności, złe używanie wolności oraz własności, a także ograniczanie ich jedynie do niewielkiej liczby „uprzywilejowanych”.

Socjalizm „wyklęty”

Podobnie wiele emocji ( choć czasem i dobrej zabawy) dostarcza nam pojęcie „socjalizm”, które, podobnie jak „kapitalizm” czy „faszyzm”, stanowi słowo – klucz w wielu dyskusjach, zwłaszcza z przedstawicielami parafii liberalizm. W dyskusjach tych niejednokrotnie podnosi się kwestię odrzucenia przez papieży socjalizmu, który został całkowicie potępiony, w każdej formie i postaci. Tu również wymiana zdań rozbija się o właściwe znaczenie terminów, gdyż pisząc o socjalizmie, obojętnie czy tym czerwonym, czy tym narodowym w wydaniu nazistowskim (encyklika Mit brennender Sorge, autorstwa Piusa XI), papieże zastosowali zbiorczą nazwę dla bezbożnych, antychrześcijańskich, antynarodowych i antyspołecznych rozwiązań, które proponował Marks i jego wyznawcy z jednej strony, z drugiej zaś również dla neopogańskiego w duchu i treści, narodowego socjalizmu w wydaniu Hitlera i spółki. Słynne zdanie Piusa XI, mówiące o tym, że nie można być jednocześnie dobrym katolikiem oraz socjalistą, należy także odnieść do wszelkich prób łączenia nauki Chrystusa z marksistowską szarlatanerią. Prężnie rozwijający się angielski socjalizm cechowy (guild socialism), mimo „wyklętego” słowa w nazwie, był jak najbardziej niesocjalistyczny, jeśli przyjąć by książkową, a więc odnoszącą się do czerwonej jego odmiany, definicję pojęcia, z internacjonalizmem, walką klas, negowaniem prawa do własności i całym „dobrodziejstwem inwentarza” idei starego Karola. Socjalizm cechowy, bardzo popularny w Wielkiej Brytanii, mniej więcej do lat 20. ubiegłego stulecia, miał swoją mocną reprezentację w partii laburzystowskiej, do której mogli bez przeszkód należeć i katolicy. Fundamentem tego socjalizmu był funkcjonalizm, czyli koncepcja zorganizowania społeczeństwa według funkcji zawodowych i gospodarczych, pełnionych przez całe grupy społeczne. Niezwykle ważnym jego składnikiem był solidaryzm, górujący nad walką klasową, różnicami majątkowymi czy wynikającymi z wykształcenia. Pius XI wsparł tę myśl w Quadragesimo Anno, pisząc o konieczności utworzenia należycie zorganizowanych członów społecznego organizmu, do których by należeli ludzie nie na mocy swego stanowiska na rynku pracy, ale zależnie od funkcji społecznej, z którą są związani przez pracę.

W obozie socjalistycznym z biegiem czasu nastąpiła rewizja koncepcji kolektywizmu na rzecz kompromisu z katolickim hasłem upowszechnienia drobnej własności. Tę grupę socjalistów miał na myśli Pius XI, pisząc: … rozwój wypadków może doprowadzić z wolna do tego, że dążenia socjalizmu umiarkowanego nie będą się różniły od dążeń i postulatów, które stawiają chrześcijańscy reformatorowie społeczni. Zupełnie bowiem słuszne jest żądanie zastrzeżenia pewnych rodzajów dóbr dla państwa, ponieważ posiadanie tych dóbr daje taką potęgę, ,że jej ze względu na bezpieczeństwo państwa nie można prywatnym osobom zostawić. Ojciec Święty konstatuje dalej, że te postulaty w żaden sposób nie kłócą się z prawdą chrześcijańską, nie stanowią też ideologicznego monopolu socjalizmu. Kto więc na nich poprzestaje, nie potrzebuje dalej tkwić w błędzie socjalizmu.

Czas na normalność!

Trzeba sobie zatem uświadomić, że zarówno „kapitalizm” jak „socjalizm” są, mimo swej pokrętności, terminami dość wygodnymi w użyciu podobnie zresztą jak „demoliberalizm”, „eurokołchoz”, czy podobne określenia, nie do końca oddające obraz rzeczywistości, lecz mające silne oddziaływanie propagandowe. Stąd też bardzo często wykorzystuje się je właśnie na użytek propagandy. Natomiast czysto teoretyczne dywagacje, jak choćby te, czy kapitalizm obecny jest rzeczywiście „czystym” kapitalizmem, prędzej czy później muszą zaprowadzić do zakładu ozdrowieńczego, z pokojami bez klamek. Zamiast tracić czas na niekończące się dysputy, z których nie wynika nic, poza biciem piany i przeintelektualizowanym bełkotem, zdecydowanie lepiej poświęcić czas na konkretne działania. Nieważne z jakim materializmem przyjdzie nam się mierzyć: złotym czy czerwonym, nieważne, czy dla niepoznaki odzieją się one w narodowe szaty, będą stosować narodową retorykę i posługiwać się narodową symboliką. Na dłuższą metę są one zawsze szkodliwe dla Narodu, są więc naszymi wrogami. Wrogów zaś należy bez pardonu zwalczać.

Zbigniew Lignarski