czwartek, 29 październik 2015 13:46

Jak hitleryzm prawie unicestwił nacjonalizm

Nie ma żadnych wątpliwości co do faktu, że współczesny nacjonalizm nadal borykać się będzie z piętnem, które odcisnął na nim, oraz na świecie hitleryzm. Właśnie przez ten pryzmat jesteśmy często postrzegani nawet przez zwykłych szarych ludzi. Jest tak ze względu na propagandę medialną polityków głównego nurtu wykorzystujących ten fakt politycznie, by móc w ten sposób sankcjonować represje wymierzone w nas, czy nawet edukację, gdzie tłoczony jest do młodziutkich głów demoliberalny ściek, a słowo nacjonalizm pada wyłącznie w kontekście negatywnym. Do tego wszechobecna mowa o zagładzie Żydów w czasie II Wojny z równoczesnym akcentowaniem słowa nacjonalizm. Dlaczego tak jest?

III Rzesza Hitlera co już było wspomniane w tekście opublikowanym w „Szturmie” pod tytułem „Wspomnienie Tytana Klęski” stanęła przed dziejową szansą stania się dla Europy przykładem, a równocześnie wręcz wybawcą, który uwolniłby narody Europy od demoliberalizmu, bolszewizmu i innych patologii tamtych czasów. Cała nacjonalistyczna Europa patrzyła na III Rzeszę, zarówno z pewną zazdrością jak i z zainteresowaniem. Z szansy wyzwolenia Europy nie skorzystano, była ona sprzeczna jego ideologią. Hitleryzm od początku zakładał podbój ziem wschodnich i postrzegał je jako miejsce osiedlania się Niemców, stworzenie feudalnego społeczeństwa, w którym Słowianie pozostawaliby niewolnikami aż do ostatecznego ich wymarcia. Skrajny szowinizm doprowadził do masowych mordów, problem Żydów w Europie rozwiązano w najbrutalniejszy sposób, jaki sobie można wyobrazić, czyli eksterminację, której sprzeciwiali się między innymi polscy nacjonaliści . Wielu z nich nawet walczyło i ginęło w ich obronie. Te eksterminacje, egoizm narodowy, szowinizm rzuciły cień na wszystkich nacjonalistów. Tym bardziej, że wielu z nich, w tym wielu wybitnych obrało drogę współpracy z III Rzeszą, często racjonalnie dokonując wyboru na podstawie wydarzeń politycznych, czy w oparciu na czystą nienawiść do bolszewizmu, równocześnie nie zdając sobie sprawy z ogromu zbrodni. W przypadku innych stawiających opór niemieckim wojskom od pierwszego dnia i często ginących podstępnie, czasami z rąk sojuszników jak potencjalni kolaboranci Hitlera, mimo oczywistego faktu walki z jego armią (lider ruchu Verdinaso), jeszcze inni skonali w niemieckich obozach koncentracyjnych. W przypadku polskich nacjonalistyczna elita została poddana eksterminacji i do dziś polski nacjonalizm boryka się z problem pewnego braku ciągłości między starymi nacjonalistami, a młodymi.

 

Hitleryzm w swoim szowinizmie i chęci wywyższenia Niemców ponad inne narody, pogubił się wraz z klęskami na froncie. Surowa idea rasy liberalizowała się z konieczności, zaczęły powstawać coraz to nowsze narodowe legiony Waffen SS, maszyna terroru stawała się mniej mordercza w stosunku do okupowanych narodów, zaczęły się pojawiać obietnice i zachęty do stania po stronie Niemców i nacjonaliści byli nimi kuszeni do ostatnich dni wojny.

 

Francuscy esesmani ginęli jako ostatni w ruinach Berlina, gdy w tym czasie brygada świętokrzyska NSZ dotarła do terenów kontrolowanych przez aliantów po długiej wędrówce i towarzyszących jej ciągłych negocjacji z Niemcami, z których wyszli z twarzą. Dziś bowiem tylko bzdurni propagandziści i frustraci mogą zarzucić tym negocjacjom coś złego. W powojennych Niemczech natychmiast rozpoczęto denazyfikację, która de facto stała się jednym wielkim praniem niemieckiej tożsamości co między innymi jest widoczne do dziś. Równocześnie piętno katów dokonujących ludobójstwa na mniejszościach etnicznych przypadło wszystkim skrajniejszym na tzw. „prawo”. W procesach Norymberskich na ławach oskarżycieli zasiedli Sowieci odpowiedzialni za jeszcze straszliwszy terror jako zwycięzcy. I tego zwycięstwa echo rozbrzmiewa dzisiaj, gdy partie otwarcie narodowosocjalistyczne nie mają prawa bytu, a te tak otwarcie komunistyczne istnieją w prawie każdym kraju w Europie, a co więcej w niektórych krajach są znaczącą siłą i to również w tych, które prawie pół wieku znajdowały się po czerwonej stronie „żelaznej kurtyny”.

 

W historiografii nacjonalistów oskarżano o kolaborację z Niemcami, w przypadku jeśli kolaboracja nie była „wystarczająco zła”, próbowano oskarżać ich o zbrodnie wojenne, eksterminację Żydów, a w przypadku ruchów przedwojennych próbowano wykazywać, że nawet gdyby Hitler nie doprowadziłby do II Wojny Światowej, to ruchy nacjonalistyczne, w tym chrześcijańskie same dokonałyby masowych zbrodni. Za wszelką cenę starano się zohydzić, zwłaszcza w Bloku Wschodnim, ruchy narodowe. Nawet w Polsce wydawano krótkie przez MON fabularno-historyczne książeczki, dotyczące przykładowo Legionu Michała Archanioła, gdzie on i jego wódz, Corneliu Zelea Codreanu, zostali przedstawieni jako pospolite zbiry. Osobom które starały się przypominać po wojnie o sowieckiej zbrodni w Katyniu grożono śmiercią, starano się narzucić kult zwycięstwa Armii Czerwonej, obecnie przetrwał on tylko na Białorusi, Ukrainie, i w Rosji, gdzie z rąk komunistów te narody wycierpiały najwięcej, a także po części w Izraelu. O tym, że gdy wojska niemieckie podchodziły pod Moskwę, a w samej Moskwie doszło do antystalinowskich rozruchów, nikt nie wspomina, za to Stalin pojawia się nawet na prawosławnych ikonach. Żołnierze Niezłomni byli nazywani bandytami, hitlerowcami; co szokujące ‒ do dziś w wielu środowiskach panują takie poglądy. Nie tylko w tym kontekście wykorzystano hitleryzm jako kontekst do obrzydzania żołnierzy, filozofów, pisarzy i polityków nacjonalistycznych.

 

Współczesnych działaczy nacjonalistycznych w Europie spotykały bardzo często represje i prześladowania za działalność; bywało, że za same wlepki z krzyżem celtyckim w domu można było otrzymać zarzuty. Wszystko to pod egidą walki z ekstremizmem, który miałby zagrozić podobnymi rozwiązaniami jakie stosowali hitlerowcy. W Polsce operuje stowarzyszenie Nigdy Więcej, mające monitorować „prawicową ekstremę”, które na marginesie jest wspierane sporymi sumami, także z podatków polskich obywateli. Sama nazwa stowarzyszenia nawiązuje oczywiście do holocaustu. Równoczesne monitorowanie przez organizację mającą nie dopuścić w Polsce do powtórki holocaustu, tym razem w wykonaniu polskich nacjonalistów, pokazuje manipulacyjną mentalność jej działaczy. Polscy nacjonaliści mają być ludźmi krzyczącymi „Deutchland Erwache”, wprowadzającymi pangermańską religię, ustawy norymberskie, oraz wieńczącymi swoje rządy ludobójstwem. Działacze „Nigdy Więcej” oczywiście nie kryją swojej hipokryzji i jawnie sympatyzują z izraelskim klubem, który sierp i młot na wpisany w herb, a jego kibice prezentują na oprawach stalinowską symbolikę.

 

Hitleryzm dotknął także dziedzictwa europejskiego. Duża część symboliki słowiańskiej i germańskiej zaczęła być utożsamiana z hitleryzmem. Swastyka jest znakiem niemalże wszędzie w Europie zakazanym, często nawet do tego stopnia, że w sytuacjach, których kontekst historyczny II wojny światowej wymagałby użycia tego znaku (multimedia, rekonstrukcja historyczna) zamienia się ten znak solarny na żelazny krzyż. W większości krajów europejskich użycie tego symbolu jest złamaniem prawa. Równocześnie wszystkie jemu pokrewne także są zakazywane, bądź ich używanie łączy się z pewnymi represjami. Przykładowo: ludowy symbol łotewski został użyty na pokazie przed meczem hokejowym. Klub dostał karę miliona rubli kary, ponieważ ten ludowy symbol podobny jest do swastyki.

 

Warto zauważyć, że tam gdzie najsilniejsza jest tradycja ludowa (wschód Europy), pojawia się jednak powoli stosowanie starych wzorów, wykorzystujących swastyki w odzieży czy w zdobieniach. Innym podobnym symbolem, jest popularny na wschodzie Europy kołowrót, jednakże również on potrafi być utożsamiany ze swastyką, podobnie jak typowy symbol kultury starożytnej Grecji, meander, używany przez nacjonalistyczny Złoty Świt. A przecież kiedyś swastyka była niezwykle modna i to także w Polsce. Na Podhalu pojawiła się po raz pierwszy w XVII wieku. Jej wielkim entuzjastą był malarz i badacz historii i kultury ludowej, Stanisław Eliasz Radzikowski, który ozdobił nią książkę „Skarby zaklęte w Tatrach”; także jej reklamy w małopolskich gazetach były obficie zdobione swastykami. Do dziś w Tatrach można spotkać się z tym symbolem ‒ swastyka zdobi miejsce śmierci Mieczysława Karłowicza, a także schody w schronisku Murowaniec. W latach dwudziestych i trzydziestych swastyka zdobiła wejście do Muzeum Tatrzańskiego. Była też symbolem, po którym rozpoznawano strzelców podhalańskich. Na terenie Polski pojawiał się ten symbol już ponad tysiąc lat temu. Jest obecny w herbach szlacheckich, był symbolem dwóch korporacji akademickich: Helionia i Varsovia, a także wydawnictwa polskiego Ignis. Kolejnym entuzjastą swastyki był wybitny polski humanista, Michał Żmigrodzki, który napisał w swoim czasie pracę „Historia swastyki”. Co ciekawe, prezentuje w niej poglądy, że Polacy są Aryjczykami, oraz, że ich znakiem winna być swastyka. Był to jeszcze XIX wiek.

 

Nie tylko symbole solarne podobne do swastyki są utożsamiane z hitleryzmem, ale także, co ciekawe, przez część środowisk narodowych. Przykładem doskonałym jest logo pułku Azow, w którym znajdują się dwa kontrowersyjne symbole. Jednym jest czarne słońce. Wykorzystane przez hitlerowców wyłącznie raz, w zamku Wewelsburg, i z jakiegoś powodu utożsamiane wyłącznie z nimi. A warto wspomnieć, że ten germański symbol liczy sobie co najmniej tysiąc lat i jest wykorzystywany nie tylko przez Ukraińców, lecz również przez wiele środowisk nacjonalistycznych w Europie. Drugim znakiem mającym być dowodem nawiązania do hitleryzmu jest wilczy hak, który został wykorzystany przez dywizję Waffen SS Das Reich. Trzeba tu wytłumaczyć, że symbol w logu Azowa oznacza sentencję Idea Nacji i jest najwyżej luźno oparty na wilczym haku. Warto zwrócić jednak uwagę, że wilczy hak, oznaczający pierwotnie pułapkę na wilki, obecnie widnieje w herbach wielu miast niemieckich, pomijając fakt, że nawet wśród polskich kibiców potrafi być popularny i nie oznacza to przecież że polscy kibice wielbią III Rzeszę.

 

Równocześnie na Podhalu można się spotkać z ogromną liczbą symbolu solarnego, rozety, używanego obecnie już nie tylko w architekturze, ale dosłownie wszędzie: reklamach, stolikach w restauracjach, na chodnikach, płotach itp. a przecież ten znak niewiele różni się od symbolu dywizji Waffen-SS Nordland. Wspominam o tym dla rozwagi, by nie popadano w hipokryzję oskarżając innych. Również zakazano gestu salutu rzymskiego, który był od lat dwudziestych stosowany szeroko przez ruchy nacjonalistyczne w całej Europie. Po wojnie utożsamiany wyłącznie z czarno-białymi kronikami z parad SA. Co ciekawe, wykorzystywany jest przez nacjonalistów we Włoszech i w Hiszpanii legalnie, i w tamtych społeczeństwach na tyle uniknięto prób demonizacji nacjonalizmu, że ten gest nie jest tam postrzegany wbrew pozorom negatywnie, raczej utożsamia się go po prostu z prawicowymi ruchami politycznymi.

 

Spójrzmy teraz na obecnych Niemców. Co z nimi stało się po klęsce, denazyfikacji i zniszczeniu wszelkiej dumy i autorytetów narodowych? Obecnie są w dużej mierze wyprani przez edukację, media i propagandę z tożsamości narodowej. Podczas odgrywania hymnu narodowego używa się trzeciej zwrotki, bowiem wers „Niemcy ponad wszystko”, będzie razić mniejszości. Ichniejsza ekstrema lewicowa potrafi wbić nóż za zwykłą czarno-żółto-czerwoną flagę, charakteryzując się ogromną wrogością do samego faktu istnienia narodowości niemieckiej. U rodzimych „lewaków” jest to raczej sytuacja nie do pomyślenia. Niemców nie uczy się o pozytywnej stronie historii ich kraju, lecz wyłącznie o wojennej traumie, za którą się obarcza wszystkich członków narodu. Zadośćuczynieniem ma być rozkład ich kultury i śmierć białej rasy w ich kraju. Zjawisko masowej imigracji zmobilizowało jednak dwa lata temu Niemców społecznie, którzy pokazali, że potrafią się sprzeciwić ludobójczym wobec Europy trendom. Podobnie jak w Niemczech wykorzystuje się poczucie winy za zbrodnie nazizmu, tak na zachodzie wykorzystuje się często poczucie winy za kolonizację Afryki.

 

W obecnej Polsce nacjonaliści musieli sobie swoje prawa wywalczyć. W latach 90. Postrzegani byli jako ekstrema neonazistowska, jednak dzisiaj zatrzymanie za ulotkę z krzyżem celtyckim to rzadkość (chociaż się zdarza nadal). Musieli sami walczyć z łatką hitlerowca, a także walczyć o wolność głoszenia swoich poglądów, czy odkłamania historii dotyczącej polskiego nacjonalizmu. Dzisiaj poglądy nacjonalistyczne są śmielej głoszone, na prawie każdej manifestacji patriotycznej powiewają krzyże celtyckie, falangi i szczerbce. Hasło „Polska dla Polaków” nie budzi już takiego ostracyzmu, media głównego nurtu zdają sobie sprawę, że nazywanie nacjonalistów neonazistami, a nawet faszystami jest w dobie Internetu, który jest głosem młodego pokolenia i to głosem bezlitosnym, zwyczajnym strzałem w stopę.

 

Nacjonaliści jednak z powodu łatki hitleryzmu nie powinni się sztucznie ugrzeczniać. Muszą być radykalni w swojej myśli i czynie, muszą mówić wprost czego chcą i w jaki sposób chcą to osiągnąć. Wielu by chciało żeby nacjonaliści przestali być radykalni, fanatyczni, bo przecież to też może skojarzyć się z II wojną. Nie będziemy jednak mówić, że nie jesteśmy „brunatni”, jeśli jesteśmy „piaskowi”. Nie boimy się tego co ludzie o nas pomyślą, bo nasze intencje są szczere, wola walki nieskończona, a chęć do pracy nad nami samymi i naszym Narodem niepowstrzymana. Im bardziej będziemy aktywni, im bardziej widoczni, im bardziej nasz głos będzie słyszalny, im godniej będziemy prezentować Naród, zarzuty i podejrzenia wobec nas ucichną do szeptów małej grupy ludzi złej woli.

 

Witold Jan Dobrowolski