piątek, 28 sierpień 2015 12:06

Nasza walka

Wszyscy jesteśmy z niej dumni. Często się na nią powołujemy. Powstają nawet utwory muzyczne jej poświęcone. Mówimy o niej z niemalże religijnym namaszczeniem. Ale właściwie to czym ona jest? Czemu poświęcamy jej każdą wolną chwilę?

Nasza Walka, bo o niej oczywiście mowa ma przypuszczalnie bardzo wiele znaczeń. Dla niektórych to miłe wspomnienia „lat walk ulicznych”, czyli gorących lat 90. Dla innych subkulturowy styl i towarzysząca mu otoczka „złych chłopców”. Pewnie dla niektórych to walka o „normy podpisów” zebranych przy okazji kolejnych wyborów. Jeszcze innym  na myśl przychodzi  nieustanna walka z demoliberalnym systemem.

Tymczasem wszystkie interpretacje znacznie odbiegają od tego  czym rzeczywiście jest, albo raczej powinna być, „nasza nalka”. Oczywiście zewnętrznym objawem i marginesem tego co mieści się w tym pojęciu  mogą być wymienione wyżej perspektywy. Natomiast żadna z nich nie precyzuje samej istoty pojęcia, które dla nacjonalisty to coś więcej, coś łączącego w sobie dwa aspekty : wewnętrzny (o którym niestety prawie w ogóle się nie pamięta) i zewnętrzny.

Aspekt wewnętrzny to nieustanna, codzienna walka z samym sobą. W czasach  w jakich przyszło nam żyć  jest to o wiele trudniejsze niż w latach 30. XX w. Nasi protoplaści funkcjonowali w zupełnie innej rzeczywistości. O ile represje systemu były o wiele dalej posunięte niż obecnie, o tyle prądy ideowe rządzące umysłami europejskich narodów były całkiem pozytywne dla rozwoju narodowego radykalizmu. Dzisiaj może i nie siedzimy w Berezie Kartuskiej, ale rzeczywistość społeczno-polityczna zupełnie nie akceptuje odstępstwa od ogólnie przyjętych norm, stylu życia i myślenia. Dlatego tym cięższa i bardziej wartościowa jest walka jaką toczymy sami ze sobą. Niejednokrotnie odmawiamy sobie uroków życia, pójścia na łatwiznę, wejścia w system poprzez małe kompromisy, które zawsze kończą się tak samo – na końcu pasma kompromisów  nie możemy sami się poznać. Tak dalece ponowoczesność wpływa na nasze życie. Bywa tak, że musimy płacić konsekwencjami za pozostawanie wiernym sobie i swoim ideałom. Tracimy pracę, odwracają się od nas znajomi i przyjaciele, nie możemy rozwinąć skrzydeł na uczelni, bo kanon nie przewiduje innego punktu widzenia. Można  tak wymieniać bez końca. Pewnie większość z nas wie o czym piszę. To popadanie w swoistą alienację prowadzi słabsze charaktery do próby godzenia drogi nacjonalisty z realiami życia. Jednak szybko kończy się to początkowo nieuświadomionym i powolnym, akceptowaniem wszystkiego tego, co na początku naszej walki tak nas raziło. Tym bardziej  musimy zawsze pamiętać, że każdy i każda z nas  jesteśmy jak partyzanci buszujący na tyłach wrogiej armii. W bezpośrednim starciu jesteśmy jeszcze bez szans, ale nie oznacza to, że nasza walka jest beznadziejna. Kiedy wygrywamy ze sobą, ze swoimi słabościami, z chęcią przypodobania się tym którzy rozdają karty, wtedy dopiero, możemy być pewni, że od zepsucia, sprowadzenia na manowce odgradza nas „kurwoodporna szyba”.

Aspekt zewnętrzny naszej walki  to już wszelkie przejawy naszej idei, widoczne dla społeczeństwa. Od aktywizmu ulicznego, przez wykłady, działalność charytatywną i społeczną, aż do udziału w elekcjach.  Nasza walka od tej strony  to także środowiskowa kultura, klimat, pochwała aktywizmu, karność, militaryzm czy hierarchiczność  - wszystko to widziane oczami kogoś,  kto pierwszy raz ma styczność z nacjonalizmem musi działać jak terapia szokowa, pokazująca  ludziom, że można żyć, myśleć, funkcjonować w społeczeństwie, ale na innych zasadach. Niejako równolegle do tego oficjalnego społeczeństwa. Trzeba być zawsze przykładem aktywisty. O wiele trudniej przychodzi nam zbudować pozytywny wizerunek niż zniszczyć go nieodpowiedzialnym zachowaniem, czy chwilą słabości. Najważniejsze jest jednak być po prostu przykładem i inspirować tych „uśpionych” do zerwania kajdan i stanięcia z nami w jednym szeregu. Każdy z nas jest swoistym misjonarzem narodowego radykalizmu i poprzez swoje zaangażowanie, uczciwość, czyste sumienie i silną wolę  może być tym, który porwie za sobą kolejnych ludzi do naszej walki. Wielowymiarowość zewnętrznego aspektu naszej walki opiera się na jej wewnętrznym fundamencie. Człowiek, który pokona siebie, będzie w stanie poświęcić to co dla niego drogie, stając się inspiracją dla kolejnych.

 

Poprzez zwycięstwo nad sobą, do zwycięstwa w Narodzie.

 

Aleksander Krejckant