wtorek, 21 lipiec 2015 01:02

Barbarzyńcy u bram?

Ostatnimi czasy polski ruch narodowy dość żywo zajmuje się problemem 2 tysięcy Syryjczyków którzy mają przybyć nad Wisłę. Polscy narodowcy jako pierwsi krytycznie odnieśli się do sprowadzenia uchodźców do naszego kraju, niechęć tę podzieliły później kręgi konserwatywne i konserwatywno-liberalne, a w końcu nawet nasza „koncesjonowana prawica”. Wokół tej sprawy narosło przy okazji tak wiele mitów, a często posługiwano się takimi manipulacjami, że niejako od samego początku wiedziałem, iż prędzej czy później Czytelnicy „Szturmu” będą musieli spotkać się ze zdaniem odrębnym w powyższej sprawie.

Na początek więc zadeklaruję jasno – nie, nie jestem zwolennikiem multikulturalizmu i otwierania granic. Równie mocno zaś ogłoszę – tak, jak najbardziej jestem za przyjęciem tych ludzi pod nasz dach. Jak to możliwe, czy to się wzajemnie nie wyklucza? I czemu w narodowo-radykalnym piśmie pojawia się głos, który krytykuje niemalże powszechny trend w środowiskach narodowych?

Przeanalizujmy na początek, całą historię, kto w Polsce się ma pojawić i dlaczego. Newsy na różnych narodowych portalach opisujące niepewne jeszcze wówczas przybycie Syryjczyków do Polski często ilustrowane były zdjęciami czarnych imigrantów płynących na statkach do Europy. Niemalże „Obóz świętych” Raspaila! Kolejne tysiące zalewających nasz kontynent muzułmanów o innym kolorze skóry, istny koszmar! I albo będą nas zabierali pracę, albo bezczelnie ciągnęli socjal, a jeszcze pozamykają się w tych swoich gettach do których strach wejść i na święta narodowe będą podpalać rdzennym mieszkańcom samochody. Powszechnie mówiło się o tym, często w komentarzach, że oto do Polski przybywają muzułmanie. A jak muzułmanie, to na pewno ci z Państwa Islamskiego! Będą zamachy, jak nic terrorystów przyjmiemy z otwartymi ramionami, a oni w podzięce wysadzą nam Pałac Kultury… chociaż za ten chwalebny dla architektury stolicy czyn to może nawet bylibyśmy im winni podziękowania.

Żarty, żartami, ustalmy jednak jak to w końcu jest bo to jak w kultowym żarcie z czasów komuny o Radiu Erewań – na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają samochody, po czym okazuje się, że nie w Moskwie, lecz w Kijowie, nie na Placu Czerwonym, lecz na Majdanie, nie samochody tylko rowery, a przede wszystkim to nie rozdają tylko kradną. Faktycznie, do Polski przybędzie zawrotna suma 2 tysięcy osób (według moich obliczeń stanowić to będzie około 0,005% polskiego społeczeństwa) pochodzenia syryjskiego. Sęk w tym, że nie są to muzułmanie, tylko chrześcijanie, i nie z Państwa Islamskiego, lecz przed nim uciekający.

Nie ma na chwilę obecną bardziej prześladowanej grupy na świecie niż chrześcijanie w Syrii. Państwo Islamskie ogarnięte furią salafickiej, fundamentalistycznej wizji islamu dokonuje potworności rodem z Wołynia – krzyżuje ludzi, topi ich, przywiązuje do nich ładunki wybuchowe czy torturuje kobiety w ciąży. Wielu z was zapewne widziało słynny film o wdzięcznym tytule „Wiadomość dla Ludu Krzyża sygnowana krwią” (tak, to właśnie o nas, a dla niewierzącego Czytelnika dopowiem, że dla bojownika Państwa Islamskiego Twoja niewiara raczej nie będzie argumentem łagodzącym) na którym kilkunastu Koptom bestialsko ucięto, a raczej odkrojono głowy. Ci ludzie zamierzają wymordować wszystkich chrześcijan. Wszystkich, co do jednego. A państwa zachodnie niespecjalnie kwapią się do tego by dżihadystów rozgromić, cały wysiłek spada na bohaterów z Syryjskiej Armii Arabskiej, Hezbollahu, Hamasu, Irańczyków czy irackie milicje chrześcijańskie.

Argument, iż wpuszczamy pod swój dach terrorystów jest podwójnie śmieszny. Raz, że mówimy o ludziach, którzy właśnie przed tymi zbrodniarzami uciekają. Dwa, że jak pokazały niegdyś zamachy Al-Kaidy na madryckie metro i Londyn, a nie tak dawno temu atak Państwa Islamskiego na redakcję Charlie Hebdo, przedostanie się do Europy nie stanowi dla dżihadystów żadnego problemu. Naprawdę, mają oni cały szereg łatwiejszych metod przybycia do Europy, a zatem w rzeczywistości strefy Schengen, również do Polski, niż tułanie się jakąś barką i czekanie na to, aż Unia i jej państwa zgodzą się litościwie ich przyjąć. Przecież to jest nonsens zupełny. Wystarczy minimalna wiedza na temat terroryzmu żeby wiedzieć, że zamachowcy znają szereg różnych sposobów dostania się do państwa docelowego, mogą używać fałszywych paszportów, mogą przekroczyć nielegalnie granicę, mogą wreszcie przybyć do danego kraju w sposób legalny lecz bez takiego narażania się na inwigilację, co w przypadku uchodźców którzy są pod stałą kontrolą, więc nie mają żadnego interesu w tym, żeby sobie utrudniać życie. Wreszcie, przecież cała masa islamskich ekstremistów chętnych by wspomóc Państwo Islamskie żyje sobie wśród nas tutaj i teraz. Serio, jeśli coś można zrobić w sposób prosty, to po co sobie utrudniać życie? A jak później ci uchodźcy, będący zapewne pod kontrolą państwa i różnych organizacji, mają się zakamuflować, zmienić tożsamość, zniknąć, zdobyć potrzebne materiały…? To się kupy nie trzyma.

No dobrze, dlaczego jednak powinniśmy wspomóc tych ludzi? Co nas to wszystko obchodzi?

Po pierwsze, mówimy o przyjęciu chrześcijan. Polska należy do kręgu cywilizacji chrześcijańskiej, a nasza tożsamość narodowa jest zbudowana na chrzcie z roku 966, na nieprzerwanej jedności z Kościołem katolickim, na kulcie maryjnym. Polacy co roku masowo ruszają na pielgrzymki do Jasnej Góry a św. Jan Paweł II jest wg wszelkich badań opinii publicznej niekwestionowanym autorytetem. Można stwierdzić, iż syryjscy chrześcijanie oraz Polacy przynależą do jednej cywilizacji. Należy zauważyć, że Syria, jakkolwiek jest państwem arabskim, to religijnie stanowi konglomerat różnych religii i w żaden sposób nie przypomina ona takiej Arabii Saudyjskiej, wręcz przeciwnie, dla dżihadystów spod znaku Al-Kaidy i ISIS prezydent Assad to jeden z największych wrogów. Syryjscy chrześcijanie, którzy żyli w neutralnym światopoglądowo państwie, od setek lat wyznający swą wiarę, jak najbardziej będą w stanie uszanować naszą kulturę i nie stanowią jakiegokolwiek zagrożenia dla naszej mentalności.

Solidarność powinniśmy wykazywać nie tylko jako Polacy, ale w szczególności jako narodowcy. Nie ulega żadnej wątpliwości, iż historycznie polski ruch narodowy, a w szczególności właśnie narodowy radykalizm, osadzone są w wierze katolickiej. Jakkolwiek dla osoby niewierzącej powyższe stwierdzenie może mieć kontekst wyłącznie historyczno-sentymentalny, to nie zmienia to faktu, iż jest to w jakimś stopniu element jej ideowej tożsamości i prędzej powinien poczuwać się do wspólnoty z syryjskimi chrześcijanami żyjącymi niegdyś spokojnie w nacjonalistycznym państwie, dziś ogarniętym wojną w wyniku działań bezpośrednio dżihadystów, a pośrednio demoliberałów, niż muzułmanami ucinającymi im głowy. Dla osoby wierzącej nie powinno stanowić żadnej wątpliwości, iż mimo podziałów na narody, wszyscy jesteśmy ludźmi i wyznawcy Chrystusa są sobie wzajemnie braćmi. Z tej wspólnoty wynika obowiązek wzajemnej pomocy. Nie mogę zgodzić się z teorią, jaką wygłosił pewien dość znany w środowisku działacz, iż Kościół ma swoje zadania, a nacjonaliści swoje. Bycie nacjonalistą nie zwalnia z bycia chrześcijaninem. W przypadku, w którym bracia w wierze są rżnięci przez barbarzyńców, naszym obowiązkiem jest im pomóc, gdyż wspólnota wiary jest w hierarchii wartości ważniejsza od hierarchii pokrewieństwa krwi i etnosu. Jeśli ktoś uważa, że to jakaś herezja niezgodna z nacjonalistycznym credo to z największą przyjemnością przypomnę, że narodowy radykalizm jak najbardziej zawsze podkreślał konieczność solidarności na poziomie kontynentalnym i przede wszystkim religijnym.

Przede wszystkim jednak sądzę, że w tak ekstremalnej sytuacji, jaką jest rzeź tysięcy ludzi, przyjęcie uchodźców świadczy o elementarnej przyzwoitości. Wierzącym Czytelnikom „Szturmu” przypomnę słowa Pana Jezusa – „Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona?” (Łk 11, 11-12). Czy jakbyście zobaczyli kogoś próbującego się rzucić z mostu to zanim ruszylibyście by uratować mu życie to zadalibyście mu pytanie czy aby nie jest muzułmaninem?

Czy nacjonalista może więc w takiej sytuacji poprzeć działania rządu? Moim zdaniem tak, może. Czy gdyby Polska była państwem narodowym, rządzonym przez nacjonalistów, mogłaby postąpić podobnie? Przypomnijmy, że podczas II wojny światowej, gdy Polaków mordowano na potęgę, dziesiątki tysięcy z nich znalazły schronienie w najróżniejszych miejscach świata, między innymi w Iranie. I tam nikt nie pytał uchodźców z Polski o to, jakiego są wyznania. Mniej szczęścia mieli ci z naszych rodaków, którzy uciekając przed koszmarem wojny trafili do Francji – tam rząd Vichy zadecydował o umieszczeniu ich w obozach internowania. W takiej sytuacji bardziej chwalebna jest postawa generała Franco, który zadecydował o ściągnięciu do Hiszpanii 46 tysięcy (! – a my mówimy o zaledwie dwóch) Żydów by uratować ich przed śmiercią w hitlerowskich obozach zagłady. Czy przez to Hiszpania przestała być modelowym przykładem państwa katolicko-narodowego?

Michał Szymański