czwartek, 30 kwiecień 2015 09:58

Islam okiem nacjonalisty —obrońcy Tradycji czy terroryści?

Europa i Europejczycy, dla własnego odrodzenia, muszą stać się świadomi tych, którzy są prawdziwymi wrogami naszej cywilizacji. Wyciągając wnioski z tej rzeczywistości, Europa będzie w stanie zacząć kroczyć ku odrodzeniu, które podąży od rodziny do rodziny, z dzielnicy do dzielnicy i zostanie osiągnięte z koncertem narodowego przebudzenia w kreacji Europy, która będzie wielka, silna i wolna, to jest pierwszy krok ku Bogu, a nie przeciw wrogom. To jest ekspresja miłości do narodów tej ziemi. To nie jest nienawiść do niewinnych.– Roberto Fiore.

Nigeria, Somalia, Indonezja, Syria, Irak, Arabia Saudyjska, Pakistan i tak dalej, i tak dalej… Co łączy te odległe od siebie nawet setki czy tysiące kilometrów państwa Afryki, Azji i Bliskiego Wschodu? Łączy je islam, a obecnie również łączy je fakt, iż w tym regionie mają miejsce prześladowania chrześcijan, za które główną odpowiedzialność ponoszą i ekstremiści z Państwa Islamskiego, Boko Haram, Frontu Al-Nusra i wybiórczo interpretowane prawo religijne w przypadku Pakistanu czy Arabii Saudyjskiej. Teraz przenieśmy się do Francji, Niemiec, Danii, Szwecji i Norwegii, tam też są głównie pochodzące z imigracji społeczności muzułmańskie, spośród których parę procent może być radykalnie i negatywnie nastawiona do „zachodniej cywilizacji”, czego efektem był zamach na redakcję bluźnierczego szmatławca Charlie Hebdo w styczniu b.r.Ostatnio nasilają się również zamachy ze strony Państwa Islamskiego jak w Tunezji, gdzie zginęli również Polacy, czy śmierć 137 muzułmanów w zamachu bombowym w Sanie (stolicy Jemenu).

Równocześnie z rozwojem islamskiej imigracji postępuje kampania na rzecz powstrzymania islamizacji Europy. Problem polega nie tyle na szczerości intencji autorów tejże inicjatywy, ale na dość płytkim rozumieniu problemu sprowadzanym do porównywania Koranu z Mein Kampf, oklejania słupów czy latarni wlepkami z hasłem „Kupując kebaba osiedlasz Araba”, organizowaniu przeróżnych akcji uświadamiających etc. Nie zamierzam wymieniać różnych inicjatyw mających na celu uświadamianie społeczeństwa, szczególnie że najmocniejszym echem odbiły się ostatnie protesty w Niemczech przeciwko islamizacji naszego zachodniego sąsiada. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, iż organizowała je demoliberalna PEGIDA, coś na wzór angielskiej EDL. Innym faktem spłycającym islam do terroryzmu była rzeź 77 osób na wyspie Utoya oraz zamach bombowy w Oslo dokonane 4 lata temu przez syjonistycznego fanatyka Andersa BehringaBreivika, którym część prawicy tak narodowej, jak i liberalnej się ekscytowała, nie wspominając już o trwającej od 2001 roku amerykańskiej „wojnie z terroryzmem”.

Z jednej strony lewica chcąca asymilacji napływowych muzułmanów, przyznania im większych praw socjalnych, mieszkaniowych oraz na rynku jeszcze bardziej niż białym Europejczykom, obywatelom swoich krajów, lewica promująca multikulturalizm. Z drugiej strony populistyczna prawica mówiąca o groźbie islamizacji Europy, wspierająca Izrael w „operacjach przeciw Hamasowi” z przekonania, iż ten syjonistyczny twór jest przedmurzem Europy przed islamem, jak w XVII wieku Polska była przedmurzem katolicyzmu. Dla nas, nacjonalistów znad Wisły, problem określenia swojego stosunku do islamu jest tym trudniejszy, że najbardziej popularne są hasła antyislamskie, mała jest powszechność wiedzy na temat Bliskiego Wschodu i jego specyfiki politycznej, nie mówiąc o stanie wiedzy o religii muzułmańskiej, co już daje solidną pożywkę do forsowanych przez syjonistyczne lobby teorii o „zderzeniu cywilizacji”.

Właśnie te, a nie inne doświadczenia nakłoniły mnie do napisania tego tekstu. W nim postaram się odpowiedzieć na podstawowe pytanie zawarte w tytule. Jak powinniśmy postrzegać muzułmanów, czy są to obrońcy swojej Tradycji przed zgnilizną obyczajowo-kulturową Zachodu, która to dała swój asumpt do działania po rewolcie 1968 roku, czy ich religijność jest bardziej przyciągającym lekiem dla zagubionej duchowo młodzieży? A może rzeczywiście są terrorystami i z uśmiechem na ustach poodrzynaliby głowy wszystkim chrześcijanom oraz tym spośród sprzedajnych Europejczyków, którzy ich karmili większym socjalem, zapewnieniem mieszkań oraz przyzwalaniem na „Róbta, co chceta”w ich własnych krajach? Zarówno moje zainteresowanie islamem i Bliskim Wschodem, które wyrażałem już od gimnazjum, jak i poglądy czołowych figur europejskiego trzeciopozycyjnego nacjonalizmu, pozwolą Wam przedstawić moją opinię na ten orientalny temat.

Co mogłoby przemawiać za tym, iż muzułmanie są bardziej obrońcami Tradycji niż terrorystami? Podejście do drugiego człowieka, nawet innowiercy, gdy dzieje mu się krzywda we własnym kraju bądź gdzie współżyje z wyznawcami Allaha. To przypominać powinno prastarą zasadę chrześcijańskiej miłości bliźniego zawartą w Przykazaniu Miłości: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. Jakie były reakcje uważanych za terrorystów przywódców Hamasu i Hezbollahu na prześladowania chrześcijan przez bojówki islamistów w Egipcie, Iraku czy na zamach w Paryżu? Wbrew temu, co tylko nic niewiedzący na ten temat ignorant w telewizji lub niedouczony politykier powie, nie! Ci „terroryści” nie tylko nie wyrazili aprobaty dla dokonania zamachu, ale jeszcze mieli czelność go potępić! W komunikacie Hamasu czytamy, iż Hamas „potępia agresję wobec magazynu Charlie Hebdo i podkreśla, że różnica opinii i poglądów nie powinna usprawiedliwiać zabójstwa”.Nie inaczej postąpił duchowy lider Hezbollahu, Hassan Nasrallah, który styczniowy zamach skomentował tak: „Zachowanie grupy takwirystów, którzy twierdzą, że żyją zgodnie z islamem, zniekształciły islam, Koran i narody muzułmańskie bardziej niż wrogowie islamu… którzy obrażali Proroka w filmach… albo rysowali karykatury Proroka”.

Dość powiedzieć o tym, iż członkowie Hezbollahu i Hamasu nie żywią negatywnego stosunku do chrześcijan, a nawet składają im życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, co świadczy o tym, iż muzułmanie wyrażają szacunek wobec wyznawców Chrystusa, których przodkowie na Bliskim Wschodzie i w Afryce żyli ponad 2 tysiące lat temu. Na te przeświadczenie wskazuje również fakt, iż nikt inny jak syryjskie oddziały paramilitarne, Hezbollah i inne formacje zbrojne walczą przeciwko terrorystom z Państwa Islamskiego, którzy dokonują zbrodni i na chrześcijanach, i na muzułmanach. Zrealizować syjonistyczną wizję zderzenia cywilizacji próbował Benjamin Netanjahu, premier Izraela i rzeźnik Gazy, zrównując Hamas do ISIS, co mu się nie udało, ponieważ obie te organizacje różnią się w swoich celach. Hamas walczy o niepodległość Palestyny, a ISIS chce na gruzach Rzymu ustanowić ogólnoświatowy kalifat. Należy również podkreślić, iż przed eksportem „amerykańskich wolności i demokracji” chrześcijanie w Libii, Iraku, Iranie czy Syrii,pomimo iż rządzeni przez autorytarne reżimy, to jednak pod ich rządami mieli zapewnioną stabilizację, opiekę medyczną, swobodę wyznania, a nawet mogli brać swój udział w sprawowaniu władzy (takim przykładem może być prawa ręka Saddama Husajna, wiceprezydent Iraku Tarik Aziz). Potem jednak runęły te państwa, spotkałem się kiedyś z argumentem, że „krzyżowcy” z US Army wkraczający do Iraku mieli rzekomo występować w obronie chrześcijan uciskanych przez Husajna, co wprawiło mnie nie tyle w śmiech, ale puknięcie w czoło w stronę hipokrytów, którzy teraz finansują mordujące chrześcijan bojówki Państwa Islamskiego.

Dalej, muzułmanie starają się prowadzić życie w zgodzie ze swoimi prawami niezależnie od regionu, w którym mieszkają — czy to kraj muzułmański, czy zachodnia Europa, czy USA. Dlaczego? Dlatego, iż islam analogicznie jak chrześcijaństwo nie posiada granic narodowych ani etnicznych, ma zatem charakter uniwersalny.Życie zgodne z nauczaniem Allaha konsekwentnie przestrzegane przez muzułmanów ma charakter bardziej autentyczny niż te (przepraszam za śmiałość) 90% „zadeklarowanych katolików” w Polsce, spośród których ledwie 30-40% stara się prowadzić życie zgodne z prawidłami Ewangelii i nauczaniem społecznym Kościoła katolickiego, a reszta pokazowo robi to od święta jak faryzeusze w trakcie postu opisani w 6. rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza: „Gdy się modlicie, nie postępujcie jak obłudnicy. Oni modlą się chętnie w synagogach i miejscach publicznych, aby zwrócić na siebie uwagę. Zapewniam was: oni już otrzymują swoją zapłatę. Gdy ty się modlisz, wejdź do swego mieszkania, zamknij za sobą drzwi i módl się do Ojca, który jest w ukryciu. A twój Ojciec, który widzi także to, co ukryte, nagrodzi ciebie”.Ich źródłem nauczania jest Koran spełniający rolę księgi objawionej, jak dla nas Pismo Święte.Dla nas Biblia jest księgą napisaną przez ludzi pod natchnieniem Bożym, tak dla muzułmanów każdy werset w Koranie jest powszechnie uważany za każdy znak dany im przez Allaha. Tak jak my posiadamy regulacje prawne w postaci prawa kanonicznego, tak oni mają prawo szariatu, nad którego surowością co prawda można dyskutować, jednak jego skuteczność powoduje, iż w krajach muzułmańskich jest nieporównywalnie mniejszy odsetek dokonywanych przestępstw różnego rodzaju niż w krajach europejskich, w których panuje święte oburzenie na takie metody, że to ciemnogród, zacofanie, średniowieczne sposoby karania, kończąc na stwierdzeniach, że Arabowie cofają się w rozwoju.

Czas powołać się na Juliusa Evolę, który pisząc w Rivolta contro ilmondo moderno w 1969 roku wskazał na niezmienny charakter tradycyjnego islamu: „Ostatecznie, islam stanowi tradycyjną całość, ponieważ świat szariatu oraz sunny, tj. egzoterycznego prawa i tradycji, znajduje swoje dopełnienie nie tyle w mistyce, ile w pełnoprawnych organizacjach inicjacyjnych —turuq — charakteryzowanych przez ezoteryczną naukę, ta'wil, oraz metafizyczną doktrynę Najwyższej Tożsamości, tawhid. Powtarzające się w tych organizacjach, oraz generalnie pośród szyitów, pojęcia, takie jak masum, podwójna prerogatywa ismy czy nieomylności w nauczaniu oraz niemożności bycia splamionym przez grzech, będące przywilejem przywódców, widocznych oraz ukrytych imamów oraz mudżtahidów, prowadzą w kierunku niezłomnej rasy ukształtowanej przez tradycję o poziomie wyższym nie tylko od judaizmu, ale także od wierzeń, które opanowały Zachód”.

O tym, iż muzułmanie bronią swojej Tradycji jeszcze mocniej niż chrześcijanie czy wyznawcy lokalnych kultów, świadczą również ich masowe protesty w reakcji na jakiekolwiek akty skierowane przeciwko islamowi — tak było w przypadku spalenia Koranu przez Amerykanów w Afganistanie, publikacji karykatur Mahometa w duńskich, szwedzkich i francuskich gazetach, tak było ostatnio po Charlie Hebdo. Które to pismo nie wywołało już równolegle masowego wzburzenia ze strony chrześcijan, którzy obok muzułmanów oraz francuskich nacjonalistów z Frontu Narodowego i Groupe Union Defense byli tym samym obiektem ataków ze strony tego syjonistycznego pisemka.Niemniej zdarzały i zdarzają się przypadki wspólnego dzielenia losu prześladowanych przez wyznawców Allaha i Jezusa Chrystusa choćby na Bliskim Wschodzie.

Warto przytoczyć tu zatem opinię Gabora Vony, lidera narodowo-radykalnej partii węgierskiej Jobbik, co może wielu polskich narodowców sympatyzujących z madziarskimi bratankami wprawić w zdumienie, to zgodny z moim poglądem fakt, iż większym wrogiem od islamu jest liberalizm, który poprzez budowanie egoistycznej postawy wobec własnego życia, promowanie multikulti oraz hurrawolnościowe podejście na zasadzie „Róbta, co chceta”dąży wraz z powszechną globalizacją do zniszczenia kultur i odrębności narodowych. Które to procesy wspiera oś Stany Zjednoczone — Izrael, wrogo usposobiona wobec Tradycji i dążąca do utworzenia Nowego Porządku Świata, gdzie nie będzie miejsca dla jakiejkolwiek odrębności wspólnotowej oraz nastąpi zatracenie Ducha na rzecz Materii: „Warunkiem przetrwania świata jest zachowanie tradycyjnej kultury. Istnieje tylko jedna kultura, która trzyma się swoich tradycji. Jest nią świat islamu. Ostatnim bastionem tradycyjnej kultury, tej, która umiejętnie łączy to, co transcendentne i codzienne, jest islam. Jeśli islam upadnie, wtedy zaniknie prawie całe światło i nic nie powstrzyma już ciemności globalizmu, a historia prawdziwa dobiegnie końca”.

W podobnym tonie 4 lata temu wyraził się lider CasaPound Italia, GianlucaIannone, komentując zabicie 2 i zranienie 3 Senegalczyków we Florencji, za który to atak spadła odpowiedzialność na „faszystów trzeciego millenium”: „Byliśmy i zawsze będziemy przeciwko masowej imigracji, która jest dyktowana przez globalne rynki z którymi walczymy, ale nie oznacza to akceptacji dla aktów przemocy. Obrona własnej tożsamości nie oznacza negacji i odrzucenia tożsamości innych. W ostatnich latach ksenofobiczne teksty nie pojawiały się na naszych stronach, ale na łamach dziennika Corrieredella Sera i były autorstwa Oriany Fallaci. To one inspirowały mordercę Breivika, który był także wielkim admiratorem Churchilla — wielkiego obrońcy demokracji przeciwko faszyzmowi. Działalność czerwonych reakcjonistów po wydarzeniach we Florencji (atakowanie naszych lokali) wzmacniają obecny reżim. Ale taka postawa to ich specjalność od roku 1943. Mieliśmy zawsze duży szacunek dla islamu, podobnie jak giganci pokroju Nietzschego, Evoli, Pounda czy Mussoliniego. Naszym obowiązkiem jest dialog i odrzucenie idiotyzmów o »zderzeniu cywilizacji«. Islamofobia to produkt antyfaszystowskich kręgów anglosaskich, zostawmy ich z paranoicznymi obsesjami i skupmy się na problemach dotykających bezpośrednio narodu”.

Dlaczego islam dla zachodnich demoliberałów jest złem i należy z tym walczyć? Ponieważ jest to znakomita zasłona dymna mająca ukryć duchową i moralną pustkę Zachodu. Islam w konfrontacji z nową, świecką religią konsumpcjonizmu i ateizmu, jawi się przede wszystkim jako nośnik tradycyjnych wartości i moralności ugruntowanej prawem, stąd Europejczycy będą traktować ich religię tak samo wrogo, jak chrześcijaństwo. Tak dla Europy Zachodniejnie islam jest zagrożeniem, a co najwyżej karą za zaniedbanie duchowe naszego kontynentu, natomiast problem imigracji bardziej należy rozpatrywać w aspektach ekonomicznych niż religijnych, o których to aspektach więcej ode mnie napisał Wojciech Trojanowski na łamach portalu nacjonalista.pl. Sam w sobie islam jest religią, a atakowanie religii tylko dlatego, że poprzez surowe nakazy moralne i prawa uderza w materialistyczne wartości promowane przez Zachód, będzie wściekle atakowany i demonizowany, wielu populistycznych prawicowców i narodowców daje się zatem złapać w sidła ukrytej opcji syjonistycznej ubranej w patriotyczne i proeuropejskie slogany. Przy czym spośród czołowych idoli mających uderzać w „islamizm”, który atakuje prawdziwych muzułmanów występuje między innymi włoska aktorka Oriana Fallaci, która promuje hedonistyczną kulturę Zachodu i to w jej obronie usiłuje uderzać w wojownicze tony przeciwko islamowi, przyrównując go z narodowym socjalizmem, a nawet hitleryzmem.

O tym wypowiadał się również jeden z ideologów Prawego Sektora, IhorZahrebelny, którego opinia potwierdza istotę problemu w imigracji, nie samym islamie, dlatego nie powinno się atakować religii muzułmańskiej jako takiej oraz stanowi o tym, iż większym zagrożeniem dla naszej europejskiej, łacińskiej kultury jest kulturowy marksizm łączony z liberalizmem obyczajowym: „Muzułmanie nie zważają na prawa, które stoją w sprzeczności z ich religią. W tym leży ich przewaga.Podobnie muszą działać chrześcijanie, wszyscy Europejczycy, przecież polityczno-prawna rzeczywistość współczesnej Europy jest de facto antychrześcijańska i antyeuropejska”.

Nasza tradycja walki z muzułmańskim imperium, jakim było Imperium Osmanum, i mir obrońców Wiednia i Europy, którzy w 1683 roku zatrzymali pochód Półksiężyca na chrześcijański Zachód nie powinny nam zamykać oczu na problematykę związaną z imigracją radykalnego elementuskutkującą tym, co się obecnie dzieje w Europie Zachodniej. Niemniej nie wolno patrzeć na ten problem w jego zewnętrznej warstwie, a należy wskazać głębię problemu. Zewnętrzna warstwa zwana jest islamem, natomiast głębi należy upatrywać w polityce multikulti forsowanej przez liberałów i kulturowych neomarksistów, która odniosła zdecydowaną porażkę. To nie muzułmanie są winni tego stanu rzeczy, że zasiedlają europejskie miasta i starają się zachować swoją odrębność kulturowo-religijną. Winni tego stanu rzeczy są władcy państw europejskich, którzy przyzwolili na masową imigrację, która to imigracja następuje bardziej z aspektów społeczno-ekonomicznych niż religijnych, na co także wskazuje francuski pisarz i myśliciel związany z nurtem Trzeciej Pozycji, Alain de Benoist. Dlaczego? Ano dlatego też, że większość imigrantów pochodzi z krajów eksploatowanych przez międzynarodowe korporacje i pozbawianych swoich naturalnych surowców, z których to zyski na rodzimych rynkach pozwoliłyby na stabilizację gospodarki państw afrykańskich, a ponadto nie wolno zapominać, że w Afryce i na Bliskim Wschodzie zniszczonym przez jankeskie czołgi i „Arabską Wiosnę” trwają ciągłe migracje ludności spowodowane konfliktami zbrojnymi, zamachami stanu czy dewastacją środowiska naturalnego.

Zatem kto zyskuje na sztucznym „zderzaniu cywilizacji” mającym skłócić wyznawców dwóch największych religii świata i je osłabić na rzecz podporządkowania ich „sile wyższej” czy ich zniszczenia jako ostatnich bastionów Tradycji? Odpowiedź jest jedna — syjonistyczne lobby, któremu tak jak prawdziwym terrorystom jest na rękę powiększanie się legionów islamofobów, dla nich nie są to czynniki mające być postrachem, ale błogosławieństwem zważając na fakt, iż terroryzm ISIS i syjonistyczne lobby znakomicie ze sobą współgrają (co widać we wspieraniu Państwa Islamskiego przez agentów Mossadu czy pozytywnych opiniach m.in. BaruchaEfratiego, rabina na Zachodnim Brzegu Jordanu,który uznaje ISIS za dar Boży w walce z wrogami Izraela). Jest im to na rękę, ponieważ dzięki takim teoriom spiskowym będą w stanie wprowadzić Nowy Porządek Świata, w którym nie będzie miejsca dla jakichkolwiek kultur czy odrębności.

Autentyczny nacjonalizm powinien zerwać z wszelkimi populistycznymi kalkami o „zderzeniu cywilizacji”, o wojowniczości całego świata islamskiego bez rozróżniania i pogłębiania wiedzy na temat specyfiki islamu i Bliskiego Wschodu. Ten tekst powinien dotrzeć tym bardziej, iż sam kilka lat temu dopuszczałem się takich grzechów, których istotę zauważyłem dopiero, gdy przeszedłem już z drogi konserwatywno-populistycznej na drogę nacjonalisty. Drogę, która stara się szukać przyczyn problemów współczesnego świata w istocie głębi równocześnie rozszerzając horyzonty, które nie kończą się na wydumanych sloganach o wspieraniu islamizmu poprzez zjedzenie kebaba czy wrzucanie wszystkich muzułmanów do worka pod tytułem muzułmanie — islam — islamiści — terroryści. To, co napisałem, traktuję jako rodzaj pokuty za swoje grzechy przeszłości.

Adam Busse