czwartek, 30 kwiecień 2015 09:44

Nie tylko Europa! – o szukaniu inspiracji i perspektywach rozwoju ideowego cz. I

Dziedzictwo Fiume

Wszyscy, którzy powstali ze wszystkich szczepów, zgromadzą się pod naszym znakiem. I bezbronni zostaną uzbrojeni. I sile zostanie przeciwstawiona siła. I rozpocznie się nowa krucjata wszystkich narodów biednych i zbiedzonych przeciw wszystkim narodom uzurpatorskim, kumulującym wszelkie bogactwa, przeciw rasom łupieżczym, przeciwko kaście lichwiarzy, wczoraj wykorzystujących wojnę, a dziś ciągnących korzyści z pokoju

G. D’Annunzio

Kilka lat temu parę osób w Polsce nieśmiało podnosiło dyskusję o potrzebie współpracy narodowychrewolucjonistóweuropejskich. Wtedy byli zbywani i nazywani zdrajcami przez wielu narodowców i „prawdziwych patriotów”. Dzisiaj, gdy współpraca ruchów narodowych i radykalnych w Europie jest czymś oczywistym, część ówczesnych przeciwników stoi w pierwszym szeregu głośno mówiących o europejskiej jedności. Tylko mentalni skinheadzi lat 90-tych krzyczą, że Polak nie może współpracować z Niemcem czy Rosjaninem,„bo to zdrada ojczyzny”. Jednak czy europejska współpraca w zglobalizowanym świecie, którego rządy zależne są od międzynarodowych korporacji, przyniesie zamierzony efekt?

Coraz częściej uwaga osób zainteresowanych zmianą pada na inne kontynenty niż Europa. Globalizacja ekonomiczna niesie za sobą również globalizację buntu. Rewolucja XXI wieku to nie rewolucja jednego państwa czy nawet kontynentu. To oddolna, często pozornie nieprzynosząca efektów praca działaczy wielu państw z kontynentów dotkniętych plagą neoliberalnych, ponadnarodowych korporacji i ich antyspołecznej polityki. W czasie, gdy istnienie rządów i państw narodowych jest fikcją, a lokalna tradycja i tożsamość ulegają destrukcyjnym wpływom amerykańskiej pseudokultury (brzydził się nią już w latach 30. XX wieku Julius Evola), coraz częściej pojawiają się głosy nawołujące do radykalnej zmiany i solidaryzowania się z ludźmi buntującymi się na każdej ulicy, w każdym mieście, w każdym państwie i na każdym kontynencie. Kiedyś solidarność z ruchami z innych państw walczącymi o zmiany była domeną środowisk anarchiczno-rewolucyjnych, dzisiaj przebija się również do świadomości ruchów o charakterze narodowym.  

Solidaryzm z walczącymi z uciskiem towarzyszył ruchom anarchistycznym od początku ich istnienia. Było to związane z charakterystyczną dla tych grup ideą buntu, nieposłuszeństwa, internacjonalizmu oraz walki o wyzwolenie spod dyktatu władzy. W XXI wieku ideę solidaryzmu ponownie zaczynają dostrzegać ugrupowania narodowe charakteryzujące się nowoczesnym nacjonalizmem, dostosowanym do współczesności, pozbawionym nadmiernego bagażu ideologicznego okresu międzywojnia. Poszukiwania inspiracji już dawno nie obejmują terytorium Europy — przenoszą się na obszary Ameryki Południowej czy Środkowej. To właśnie tam trwa opór, opór skierowany przeciwko neoliberalnym korporacjom, imperializmowi politycznemu oraz kulturowemu. Silne więzi lokalne, przywiązanie do rodziny, szacunek dla przodków i tradycji to fundament latynoskich ludów stawiających opór anglosaskiemu indywidualizmowi.

Wracając do początków: pozaeuropejski zwrot w doktrynie rewolucyjnej (warto przyjrzeć się takim inspiracjom u filozofów typu J.Evola czy R.Guénon, gdzie można przeprowadzić bardzo dokładną analizę na płaszczyźnie metapolitycznej), niesłusznie nazywaną „prawicową”, można dostrzec już w myśli Gabrielle’a D’Annunzia. Poeta Italii, romantyczny buntownik, rewolucjonista i patriota, człowiek, który potrafił wykorzystać mity i nastroje społeczne, pchnął Włochów do czynu 12 września 1919 — przeprowadził udane zajęcie Fiume (obecnie Rijeka). Miasto, którego większość mieszkańców stanowili Włosi miało zostać przekazane Królestwu Serbów, Chorwatów i Słoweńców. Spór terytorialny oraz urażona duma kombatantów spowodowały, że D’Annunzio poprowadził trzytysięczny oddział z Ronchi do Monfalcone. Zajął miasto i mimo braku poparcia ze strony rządu Italii, ogłosił Fiume wolnym miastem. Przez 16 miesięcy panowały tam rewolucyjne rządy. Mimo blokady handlowej miasto wypracowało własne metody pozyskiwania surowców. Nawiązywano do pirackich wypraw Uscocchi— słowiańskich piratów — stosowano prowokacje oraz różne inne fortele[1].

D’Annuzio utworzył nową, rewolucyjną oazę, w której panował prymat ducha nad materią, jedność wszystkich mieszkańców. Fiume stało się „latarnią morską dla wszystkich ludów uciśnionych przez plutokrację — ośrodek, z którego miałaby wyjść krucjata wolnych narodów przeciwko wszelkim imperializmom”[2]. To właśnie tam powstawały jedne z pierwszych sojuszy ekstremów wymierzone w imperialistyczne, antynarodowe i wspólnotowe wartości. Idee te znalazły swoje odbicie w projekcie Ligii Fiumeńskiej, która miała zrzeszać przedstawicieli ruchów wyzwoleńczych i antyimperialistycznych. Mieli znajdować się w niej m.in. Irlandczycy, Palestyńczycy, ludy słowiańskie prześladowane przez Serbię oraz przedstawiciele narodów arabskich i azjatyckich. Głównym wrogiem dla Ligi miał być brytyjski imperializm, który D’Annuzio przedstawił tak: „Nienasycone imperium, które ma na oku Konstantynopol, które skrywa chęć posiadania przynajmniej jednej trzeciej przestrzeni chińskiej, które obejmuje wszystkie wyspy Pacyfiku na południe od równika, z ich ogromnymi bogactwami, a które nigdy nie ma dość. Może także i przeciw nam zastosować te same »środki egzekucji«, jakie zostały użyte przeciw ludowi Pendżabu, a przez poetę Rabindranatha Tagore nazwane »takimi, które nie znajdują porównania w całej historii cywilizowanych rządów«”. W celu powołania nowej organizacji D’Annunzio spotkał się m.in. z węgierskimi komunistami. Wolne Fiume zostało spacyfikowane przez armię włoską w „Krwawe Boże Narodzenie” —Natale di sanguane, po serii kilkudniowych starć padło ostatecznie 29 grudnia 1920 roku.

Pomimo upadku Fiume pozostało mitem, mitem walki, oporu przeciw tworzącym się nowym ponadnarodowym, quasi-pokojowym strukturom politycznym. Kombatanci ostatniej, pirackiej utopii widzieli Fiume jako zagładę mieszczańskiego świata, rewolucyjny potencjał scalający radykalne ruchy polityczne. Nie popełnili poważnego błędu. Benito Mussolini uznał Fiume za utopię, która nie wytrzymała starcia z realną polityką. Uznał, iż była to ostatnia batalia „faszyzmu kombatanckiego” — faszyzmu artystów, poetów i romantyków politycznych. Nadszedł czas partii, makiawelizmu i realizmu politycznego, odejścia od skrzydła rewolucyjno-syndykalistycznego, czas faszyzmu Mussoliniego…

Po upadku Fiume powstawały inicjatywy mające na celu utworzenie ogólnoeuropejskiego braterstwa w duchu faszyzmu Mussoliniego, a później i nazizmu. Nie były to ruchy bliskie ideom Fiume, zostały naznaczone przez kult państwa, szowinizm, a często teżi biologiczny rasizm. Nie przedstawiały ideału buntu i młodości, który skupił w sobie radykalne nurty budując Fiume, nurty, których celem było przeciwstawienie się obowiązującym kanonom polityki, ekonomii oraz mieszczańskim konwenansom. Wizja D’Annunzia wyprzedziła swoją epokę. W pewnych punktach zaczęła odżywać w okresie powojennym. Do dzisiaj inspiruje nacjonalistów Zachodniej Europy, rozpalając serca i umysły działaczy.

„Dlategoteż nasza sprawa jest największa i najpiękniejsza z tych, jakie dziś zostały przeciwstawione demencji i podłości tego świata. Rozpina się ona wielkim łukiem od Irlandii do Egiptu, od Rosji do Stanów Zjednoczony, od Rumunii do Indii. Gromadzi ona narody białe i kolorowe. Godzi Ewangelię i Koran, chrześcijaństwo i islam. Scala w jedną wolę buntu, jaką noszą ludzie w kościach i we krwi, sól i żelazo, wystarczające, by zasilić ich wybuchowy czyn. Każde powstanie jest próbą wyrazu, próbą tworzenia”[3].

Tomasz Kosiński

 

[1] Więcej o Fiume, ostatniej pirackiej utopii: http://konserwatyzm.pl/artykul/12711/groene-nationalisten-fiume---ostatnia-piracka-utopia

[2] E. Gentile, Origins of fascist ideology 1918-1925

[3] Przemówienie D’Annunzia z 24 października 1919 roku