środa, 31 marzec 2021 02:58

Miłosz Jezierski - Zemsta frajerów czyli rzecz o cancel culture

Zemsta frajerów czyli rzecz o „cancel culture”

 


Wydawałoby się, że era informacji i technologii doprowadzi nas do nieograniczonej wymiany wiadomości i informacji.  I w istocie tak było. Faktem jest, że był to jeden z czynników budujących globalizację, ale także to tam narósł ogromny opór wobec jej procesów. To Internet sprawił, że reżimowe media straciły monopol na informację i doprowadził do renesansu wartości tradycjonalistycznych i narodowych. Dał szansę mediom alternatywnym. Dominująca liberalna narracja została przytłoczona „populizmem”. Do czasu... System zareagował, a może inaczej: wychował sobie kolejne pokolenia swoistych przeciwciał, pech chciał, że stali się oni nieudanymi rebeliantami.


Rewolucje nie wybuchają nagle, jest to proces nader powolny z pewną akceleracją w końcowych etapach. Czasem jednak pewien proces powtarza się jako farsa, w tym przypadku groteska. W historii obserwowaliśmy ogromną ilość przewrotów, zamachów stanu, rewolucji formowania się całkowicie nowych ładów. Znów wkraczamy w erę semitotalitaryzmu, tym razem lewicowo liberalnego, ale przybierającego formę kiepskiej komedii.


W wyrosłym na zachodnich uniwersytetach trendzie zapoczątkowanym przez szkołę frankfurcką, w ramach tolerancji represywnej pojawiła się forma prostackiego ostracyzmu. Przybrała formę masową w erze walki o informację i zasypywania Internetu śmieciami w mediach społecznościowych. Fałszywa informacja, którą poprzedzał chwytliwy nagłówek, lub też kłamstwo, które trudno było odkręcić stała się podstawą walki socjotechnicznej. W tym wszystkim wyrosło też pokolenie, które intelektualnie zatrzymało się na czytaniu krótkich propagandowych artykułów, a głównie ładowało sobie głowę popkulturowym wizualnym śmietnikiem. Propaganda płynąca z platform streamingowych, kina z wodotryskami CGI, niewymagających zaangażowania intelektualnego komiksów i łatwych książek. Do tego towarzysko podążające za trendami myślowymi wyprowadzanymi z klubów dyskusyjnych na zachodnich uczelniach, które dawały poczucie elitarności i snobistycznego zaangażowania w sprawy społeczne. To owe pokolenia stały się wspomnianą na wstępie immunologią systemu wobec oporu sił wspólnotowych i tradycjonalistycznych.


Gdy przyjrzymy się bliżej tej części młodych pokoleń zauważymy kilka rzeczy. Nie są większością reprezentatywną dla swoich rówieśników, ale nad wyraz głośną i dobrze finansowaną. Ich postawa wynika z wrodzonych kompleksów, często są to osobniki zaniedbane, posiadające jakieś traumy związane z własnym nieudacznictwem i nieradzeniem sobie z kolegami. Często hołdujące swoim najniższym instynktom i słabościom, które ubierają w szaty ideologii walczącej z opresją i o wolność jednostki, która rozumiane jest już nie jako dekadencki liberalizm, ale wymuszenie akceptacji własnych ułomności i wad przez społeczeństwo, a nawet narzucenie im ram cnót.


W takiej atmosferze narodził się ostracyzm wirtualnych wojowników o sprawiedliwość społeczną, którą egzekwują dziś za pomocą internetowego trollingu i masowych rajdów na osoby i instytucje, które im się w jakiś sposób naraziły, często emocjonalnie nie wpasowując się w klucz wymogów „ideowych”, które są niczym więcej jak własnymi kompleksami.

 

Pochodnie, widły i tęczowe flagi

Od lat 70-tych w zasadzie trwa batalia o normalizację dewiacji i zboczeń. Nie jest to jednak pierwsza rewolucja seksualna w dziejach, fazy zapaści cywilizacyjnej zawsze przynosiły nam okresy rozpasania, dekadencji. Występowały u społeczeństw sytych i zasobnych jak i tych upokorzonych wojną, biedą i głodem. Rzym czy Republika Weimarska albo początek rewolucji bolszewickiej są przykładami, że pewne rzeczy w historii są wtórne. Tym razem jednak w społeczeństwie sytym, przenicowanym liberalizmem mamy do czynienia z rewolucja tworzącą totalitarny kult akceptacji wobec wszelkich dewiacji, które zaczęto nazywać tylko i wyłącznie konstruktami kulturowymi lub tożsamością, która jest zwyczajnie płynna. Pozbawiając jakichkolwiek rzeczy stałych i aksjomatów społeczeństwo zwyczajnie stoczy się w otchłań prymitywizmu. Z tym, że zgodnie z literą coraz ostrzejszego prawa, które wymusza zmiany legislacyjne w dobie politycznej poprawności, ale także następuje kasacja społeczna i kulturalna wszystkich krytyków, ale także niedawnych apologetów tolerancjonizmu, którzy nie nadążają za coraz dynamiczniejszymi rozmydleniami pojęć  i tworzeniem nowych definicji pod dyktando nowo-lewicowej ideologii.  Ten etap rewolucji zaczął pożerać już własne dzieci czy to J.K. Rowling, która napisała o wsparciu dla „osób menstruujących”, co zostało odebrano jako „transfobia” i  mimo lewicowych poglądów została skazana na banicję i infamię nie tylko w środowisku lewicowo liberalnym, ale także pod naciskiem owego niemal usunięta z mediów społecznościowych.


W Polsce sytuacja dotknęła partię Razem, której rzeczniczka nie nadążyła za szybkimi zmianami ideologicznymi i również został oskarżona o transfobię po takiej wypowiedzi: "Mam wątpliwości, czy dążenie do zamieniania +kobiet+ na +osoby z macicami+ albo +osoby menstruujące+ to postawa lewicowa". Straciła stanowisko i środowisko lewicowo liberalne chce by jej postać „skasowano w historii”. Swoja drogą przypomina to stalinowską korektę zdjęć.


Podobna sytuacja miała miejsce gdy bardziej zachowawcze środowisko feministyczne w USA zaprotestowało przeciwko transwestytom w sportach kobiecych. W MMA chociażby dochodziło do poważnych kontuzji normalnych zawodniczek. Środowisko to zostało wyciszone i wręcz wymazane z mediów społecznościowych, a teraz prezydent USA podpisał ustawę oficjalnie zezwalającą na ten proceder co stawia sport dla kobiet na głowie.


Ostatnim krzykiem mody katedr zachodnich jest obniżanie granicy wieku dozwolonego i próby umniejszania negatywnego wydźwięku słowa „pedofil”. Rewolucja seksualna w odróżnieniu od poprzednich epok dekadencji nie polega tylko na zniesieniu pewnych społecznych barier ale redefinicji zjawisk, które były uznawane za negatywne lub skryte w cieniu tabu do stworzenia nowego spojrzenia, tzw. alternatywnego. Kreacja nowych pojęć, które nowymi szatami okryją pierwotne zło i będą sprzedawane jako coś modnego i atrakcyjnego bez ocen moralnych. Każdy kto użyje wobec nich atawistycznego i archaicznego, a co za tym idzie reakcyjnego kręgosłupa moralnego zostanie.. wykasowany.

Problemy pierwszego świata

„Cancel” lub „woke” culture wyrosłą również wobec snobistycznego i powierzchownego zainteresowania problemami trzeciego świata czy mniejszości rasowych i narodowych, które borykają się z wieloma rzeczywistymi, ale często też zmitologizowanymi problemami. Oczywiście o wszystko oskarża się według wykładni nowo-lewicowej opresorów, którymi są biali mężczyźni, coraz częściej dochodzą już do tego białe kobiety. A nawet zaczynają powoli ruszać muzułmanów, którzy do tej pory cieszyli się przychylnością lewicowo liberalnych elit. Mądrość etapu robi swoje, a założenie likwidacji tradycjonalistycznych wspólnot nie oszczędzi nikogo.


W dalszym ciągu jednak głównym wrogiem Nowej Lewicy jest stary ład białych społeczeństw. Często urojone zagrożenia podparte są naukowymi teoriami, ale wyjętymi z kontekstu badaniami. Przykładowy antynatalizm charakterystyczny dla nowej lewicy, który miał być zwyczajnym zrzuceniem z siebie obowiązku w celu wyzwolenia jednostki zostaje dziś podpierany wyższą koniecznościa. Od ruchów proaborcyjnych po ekologiczne propaguje się potrzebę zmniejszenia dzietności przez.. białych ludzi, jednocześnie stosując empatyczne i zachęcające rozrodczość podejście w kierunku ludów pozaeuropejskich. Snobistyczna wyższość moralna.


Jednak jeżeli nie zgadzasz się z wszystkimi krzykaczami od „I love science”, którzy proponują absurdalne rozwiązanie realnych problemów jak np. globalne ocieplenie zostaniesz wykasowany ze świadomości jako faszysta i biały supremacjonista. Podobny los spotkał chociażby wybitnego genetyka Watsona, któremu odebrano wszelkie honory naukowe za stwierdzenie, ze rasy ludzkie różnią się od siebie inteligencją. Tu nauka idzie w spór z naukami społecznymi zdominowanymi przez nową lewicę, których metodologia naukowa polega właśnie na ideowym emotyzmie ich twórców. Jest to według nich nauka prawdziwa, która neguje istnienie prawdy, jednocześnie trzymając się ram rozpędzonego pociągu zmian, które chcą non stop implementować.

Kłóci się to z klasycznym pojęciem nauki dążącej do obiektywnej prawdy, jeżeli więc nauka podważa fundamenty ideologii antyopresyjnej, jest represyjna. Jest więc do wymazania. Na bazie ruchu BLM obserwowaliśmy renesans tzw. białej winy i rozgrzeszania wszystkich niebiałych ludów z historycznych zaszłości, które spowodowane były przez czynnik ekspansji Europejczyków. Oczywiście ta płytka analiza nie licuje z rzeczywistością. Jednak każdy kto zaprzecza faktami historycznymi panującej narracji jest skazany na cenzurę, i to oficjalną.


Innym przykładem jest wykorzystanie mediów społecznościowych, które podpasowując się garstce krzykaczy pozujących na intelektualne elity, będąc często wirtualnymi komandami samozwańczych sędziów kasują ze swoich profili prominentne i znane osoby idące w poprzek panującym trendom kulturowym. Taki los spotkał aktorkę Ginę Carano za pro-republikańskie wypowiedzi czy nawet prezydenta USA Donalda Trumpa.
Jaskrawymi przykładami nowej ideologii, która swoje represjonowane mniejszości powiększa przez pączkowanie z dnia na dzień jest atak na sportowców, prasę dla ludzi prowadzących zdrowy tryb życia czy w końcu osoby ćwiczące i trenerów. Kolejną grupa mającą być pod butem większości są osoby otyłe i mało dbające o kulturę fizyczną. Coś co było oczywiste jak społeczny nacisk na zaniedbujących swój stan zdrowia stało się opresyjnym instrumentarium. Znów idąc w poprzek nauce i medycynie nowa lewica wyklucza i każe przepraszać ludziom, dla których promowanie zdrowego trybu życia to nie tylko hobby, ale także zawód. Mieliśmy już do czynienia z przeprosinami sportowych periodyków, a także trenerów i sportowców w kierunku osób „ciałopozytywnych”. Ten zasadniczy element jest jaskrawym przykładem jakiego typu ludzie narzucają nam swoją narrację. Ociężali nie tylko intelektualnie, leniwi, ograniczeni i zakompleksieni.


Należy zwrócić uwagę na to, że w dużych korporacjach zarządzających informacją zatrudniane są często osoby o profilu typowego rewanżysty społecznego. Za krzywdy doznane w przeszłości urojone bądź nie i nieudane życie są gotowi zaprząc się w szeregi ideologicznych żołnierzy swojej sprawy. Facebook czy Twitter nawet półoficjalnie przyznaje, ze moderatorami są osoby o proweniencji lewicowej. I to na pewno nie tej klasycznej lewicy.


Symetryzm  - zbędne biadolenie o pluralizmie

Ofiarą własnej broni padł niedawno Łukasz Stelmach, youtuber zajmujący się filmami, czynnie zaangażowany lewicowiec, który coraz mniej uwagi poświęcał obiektywnym recenzjom, a coraz bardziej parł na propagowanie swojej biednej ideologii wykorzystując do tego idącą mu na rękę celuloidową popkulturę. Internetowa społeczność konserwatywna użyła broni i metody lewicowców i za jego antykatolickie wypowiedzi złożyła skargę do jego sponsora, korporacji Logitech. Z racji, że reakcja była masowa wielkie korpo zareagowało odcięciem Stelmacha od finansowej pępowiny. Nowa lewica podniosłą krzyk, ale nie mogła nic zrobić, miecz ma dwa ostrza i oba są ostre jak się okazało. 
Ruszyło to lawinę pomysłów by usuwać z przestrzeni publicznej kolejne nowo-lewicowe potworki. Co z perspektywy nacjonalisty cieszy, nawet jeżeli jest to inicjatywa środowisk okołoprawicowych i katolickich. Niestety tu pojawiła się rysa.


O ile Nowa Lewica wykorzystuje apele o symetryzm i wolność słowa instrumentalnie w chwili gdy czuje się zagrożona, o tyle prawaczkowate poczucie wyższości moralnej wobec osób, które nie wnoszą żadnej wartości dodanej do wspólnoty jest niestety prawdziwe. Symetryści prawicowi czuli na łzy libertynów zaczęli rozwodzić się nad słusznością takiej reakcji. Najbardziej żałosnym jest stawanie na wyższym stopniu moralnym mającym uzasadnić nie robienie niczego ofensywnego. Pacyfistyczny nastrój dobroducha, który pozwala na wszystko swojemu przeciwnikowi. Nie jest wcale chrześcijańskim nadstawianiem drugiego policzka, nie jest także żadnym uniesieniem się zasadami. Jest podłożeniem głowy pod topór wroga, który jeńców nie bierze.


Prawicowcy mówią o pluralizmie, ale nie potrafią odpowiedzieć jaką rolę przy stole, gdzie rozporządzamy losem swojej wspólnoty maja pełnić totalni nihiliści dążący do jej rozbicia. Symetryści nie potrafią odpowiedzieć też do czego są nam potrzebni degeneraci z nowej lewicy i jaką wartość dodaną wnosi ich potrzeba chaotycznej rewolucji.


Jednym wytłumaczeniem ich postawy pozostaje tchórzostwo przed ostracyzmem medialnym. Zwykłą ludzka potrzeba akceptacji opartej o słabe poczucie własnej wartości, która może wzrastać wtedy gdy akceptuje go ktoś nawet wrogi. To mentalność ofiary chcącej podlizać się swemu oprawcy. Gorzej, ze nikt tej ofiary do tej roli nie zmusza. Prawicowi blogerzy, youtuberzy i inni, którzy nawołują do merytokratycznej pluralistycznej dyskusji są ślepi na jedno oko, może nawet świadomie bo widzą, repolaryzacja społeczna nastąpiła i nowa lewica nie oddaje piędzi ziemi, a jednak próbują jakoś znaleźć wspólny język z przeciwnikiem, który się go nawet nie chce nauczyć.


Oczywiście takie próby kończą się hegemonią lewicowych liberałów i kulturowych rewolucjonistów czego przykładem są kraje Zachodu lub USA, którego problemy lubimy importować sobie do Polski, a których nie posiadamy.

Co robić?

Każda reakcja na coraz to nowe liberalne zabobony, które w ramach emocjonalno-sakralnej ideologii są wymyślane w katedrach, klubach dyskusyjnych i środowisku nerdowskich przegrywów na rożnych forach od reddita po polski wykop nie mających żadnych podstaw klasycznej filozofii, nawet negującej już (w ramach całkowitej i nieustannej zmiany rewolucji permanentnej) modernistycznych epigonów spotyka się z oskarżeniami o zdradę ideałów i faszyzowanie. Nie ma z tej drogi odwrotu i znaku stop dla maszyny rewolucji permanentnej. Duch Trockiego i libertynów patronuje postępom hegemonii kulturowej bandy gamoni i życiowych niezdar. W naszym interesie jest również stworzenie kultury wymazania, jednak skupienia się na chaotycznych nihilistach. Wszelkie ruchy anty-wspólnotowe oparte o liberalizm należy usuwać z debat i narracji.


Dobrą praktyką byłby środowiskowy ostracyzm wobec wszelkich symetryzmów i punktowanie dziur w ich myśleniu. Powoli video-blogosfera mimo cenzury Internetu się rozszerza, a ludzie zdają się być zmęczeni politpoprawnością, której walka się zaostrzyła. Mimo kryzysu środowisk narodowych wierzę, że kierunek wymazania i wykorzystania metod nowej lewicy jest tym dobrym.
Oni pokazali, ze nie mają niczego wspólnego z cywilizowanym zachowaniem, nie chcą stosować się d
o zasad wspólnot w których wyrastali, nie jesteśmy zobligowani do tego by symetrycznie kierować się tym samym wobec nich. Musimy uznać, ze są wyjęci spod jakiegokolwiek moralnego prawa. I nie mieć w tym hamulców, oni się na pewno nie zatrzymają.

 

 

 

Miłosz Jezierski