Wydrukuj tę stronę
czwartek, 31 październik 2019 22:06

Maksymilian Ratajski - O nacjonalistyczną narrację

Pisząc tekst do rocznicowego numeru Szturmu, zwróciłem uwagę na konieczność wypracowania nacjonalistycznej narracji. Chcąc mieć jakikolwiek wpływ na społeczeństwo musimy umieć docierać do ludzi z naszym przekazem - kształtować myślenie. Nie ma żadnego znaczenia czy na Wiejskiej zasiądzie pięciu, dziesięciu czy pięćdziesięciu posłów odwołujących się do endeckiego dziedzictwa – jeżeli nie będziemy posiadali mediów, wpływu na kulturę i przede wszystkim spójnego i atrakcyjnego w formie przekazu – przegramy. Od czterech lat rządzi w Polsce konserwatywna partia prawicowa, tymczasem myślenie ludzi przesunęło się mocno w lewo.

Pewien wpływ na tę straszną zmianę ma oczywiście nieudolność PiS-u, który nie tylko nie robi nic, aby zatrzymać „postępowe” przemiany obyczajowe, ale wręcz dodaje im paliwa. Przede wszystkim jednak liberalna lewica absolutnie dominuje na polu mediów i kultury. Mainstreamowe portale typu Onet promują prawa tęczowych, multikulturalizm, zwalczają tradycyjne społeczeństwo i Kościół Katolicki. Celebryci – to dobre słowo, bo 99% z nich artystami nie da się nazwać – czują się wręcz zobowiązani do ciągłych wypowiedzi o złym nacjonalizmie, faszyzmie, skrajnie prawicowym rządzie, tyranii Kościoła, wspaniałych pedałach, którym trzeba natychmiast dać prawa i biednych uchodźcach. Jak bardzo by nas to nie śmieszyło – tego typu propaganda jest bardzo skuteczna i trafia do przeciętnego czytelnika Onetu. Zresztą wyniki wyborów nie kłamią – sportowcowi, muzykowi czy aktorowi bardzo łatwo dostać się do Sejmu,

Zastanawiając się nad przyczynami sukcesu obyczajowej lewicy nie sposób nie zwrócić uwagi na jedną rzecz, która odróżnia lewą stronę od prawej, w tym także od narodowców typu Roberta Winnickiego. Nigdy nie widziałem, żeby mainstreamowa lewica potępiała radykałów – ich działania i postulaty. Oni doskonale wiedzą, że chcąc zwyciężać, muszą żądać coraz więcej, to co dzisiaj głoszą w Sejmie, jeszcze piętnaście lat temu było domeną garstki radykałów. Co tymczasem robi prawica? Tchórzliwie potępia jakichkolwiek ideowców, panicznie bojąc się, że będzie uznana za „radykalną”, lub co gorsza „faszystowską”. Efekt jest taki, że dzisiaj pisowska telewizja najlepszy czas antenowy poświęca na pokazywanie wzorowej „rodziny” tworzonej przez dwóch panów. O tym, że prawica nie jest i nigdy nie będzie naszym sojusznikiem pisaliśmy na łamach Szturmu wielokrotnie, spójrzmy jednak na tak zwanych „narodowców”. Przypomnijmy sobie 11 listopada 2017 roku, pierwszy Czarny Blok na Marszu Niepodległości, głoszone przez nas wówczas hasła jeszcze kilka lat wcześniej były czymś oczywistym, dla każdego, kto odwoływał się do dziedzictwa Dmowskiego. Jednak bojąc się nagonki ze strony Gazety Wyborczej i TVN-u, do której zresztą ochoczo włączyła się cała polska prawica, Robert Winnicki i spółka potępili ideowców. Zamiast obrony tego w co jeszcze niedawno sami wierzyli, zaczęli odcinać się od Czarnego Bloku (którego dużą cześć znają od lat osobiście), zadali cios w plecy także ówczesnemu rzecznikowi Młodzieży Wszechpolskiej, który miał czelność powiedzieć rzeczy do niedawna dla każdego oczywiste. Wszystko zaowocowało haniebną deklaracją, w której Winnicki z kolegami stwierdzili, że naród to kwestia jedzenia pierogów, picia czystej wódki i słuchania disco polo. I pomyśleć, że jeszcze tuż przed Marszem cały prawicowy Internet śmiał się z memów o myszy, która urodziła się w stajni więc jest koniem i Ahmedzie, który urodził się w Szwecji, więc jest Szwedem. Jeżeli ktoś się zastanawiał, dlaczego liberalna lewica wygrywa na wszystkich frontach i kształtuje współczesny świat według własnej wizji – to tutaj ma odpowiedź.

Obecne tendencje sprawiają, że niektórzy narodowcy zaczynają akceptować multikulturalizm, „bo przecież rasizm jest zły”, a „czarny powstaniec warszawski (mimo, że to mit), Izu, Bawer i kubański siatkarz to wspaniali polscy patrioci”. Również w sprawie pedałów zaczyna się różnicowanie, że „przecież jak ktoś jest gejem, to niekoniecznie od razu należy go zrównywać z Grodzką i Biedroniem...” „w Białymstoku było za agresywnie....” „blokady (które na szczęście zaczynają ponownie mobilizować ludzi) to troglodytyzm i nienawiść, trzeba rozmawiać” i tak dalej. Prawica na tym polu skapitulowała już dawno, ostatnimi czasy otwarcie promuje prawicową część rowerową.

Obecnie nie istnieją nacjonalistyczne media mogące oddziaływać na kogokolwiek poza już przekonanymi nacjonalistami – Szturm jest pismem środowiskowym, przeznaczonym dla działaczy i sympatyków zafascynowanych ideą narodowo-radykalną. Polityka Narodowa to kwartalnik niemalże naukowy, skierowany do ukształtowanych nacjonalistów. Oba te pisma bardzo dobrze spełniają swoją rolę, ale nie mają szansy wpływać na sposób myślenia społeczeństwa. Niezbędne jest stworzenie medium atrakcyjnego w formie, które będzie skierowane zwykłych ludzi. Niezbędny nam jest profesjonalnie prowadzony portal (od tego najłatwiej zacząć), który zawierałby publicystykę, komentarze do bieżących wydarzeń, rozbudowany dział kulturalny, podróżniczy, sportowy i ekologiczny. Co ważne tworząc go, musimy pamiętać, że nie chodzi nam o przekonywanie przekonanych – typowo dla nacjonalistów jest Szturm, Autonom, Kierunki, Trzecia Droga, Szczerbiec, Nacjonalista.pl, Narodowcy.net, Wszechpolak czy Polityka Narodowa, to te media pełnią funkcję formacyjną dla działaczy i sympatyków.

Brakuje po naszej stronie mediów pokroju Nowego Obywatela, którego naprawdę polecam – merytoryczna lewica, zajmująca się najważniejszymi dla narodu tematami. Jak tlenu potrzebujemy think tanków, konferencji, publikacji książkowych - zgłębiania problemów dotykających nasz naród.

Wiedząc jak ważne jest budowanie narracji, która dotrze do społeczeństwa, nie można zaniedbywać  sfery kulturalnej, tymczasem w Polsce nacjonaliści, podobnie jak prawica wydają się uważać, że kultura to lewactwo i nie warto się nią zajmować – ostatnim polskim poetą był Zbigniew Herbert, a prozaikiem Sergiusz Piasecki – z taką postawą nic dziwnego, że na tym polu leżymy. Przyglądając się nacjonalistycznej scenie muzycznej, widzimy jak bardzo jest ona uboga (przy okazji olbrzymi regres w porównaniu do lat dziewięćdziesiątych) – spójrzmy na Włochy, które stanowią niedościgniony wzór, ale też choćby na Węgry, Rosję czy Ukrainę. Kultura ma ogromną siłę oddziaływania na odbiorców i lewica doskonale to rozumie, my niestety oddajemy tę sferę bez walki. Konieczne jest organizowanie wydarzeń kulturalnych, skierowanych do zwyczajnych ludzi – koncerty, konkursy literackie/plastyczne dla młodych twórców – z okazji rocznic Powstania Warszawskiego, Wielkopolskiego, Śląskich, Poznańskiego Czerwca, 11 listopada, 1 września czy o tematyce Kresowej. Musimy mieć rozeznanie we współczesnej kulturze, umieć o niej rozmawiać – wiedzieć co się dzieje w teatrze, filmie, poznać twórczość młodych pisarzy (Żulczyk jest wybitnie utalentowany). Z tego miejsca chciałbym polecić „Odę do prawicy” niedawno opublikowaną na łamach Nowej Konfederacji – daje bardzo dużo do myślenia, punktując słabości prawicy, a wszystkie stawiane w niej zarzuty można odnieść również do środowiska narodowego.

Wielkim ułatwieniem w walce o rząd dusz jest dzisiaj Internet, a w szczególności portal Facebook, którego trzeba umieć używać (niestety cenzura jest na nim straszna). Umiejętnie pisząc i tworząc dobre grafiki można dotrzeć do naprawdę wielu młodych ludzi, nie posiadając przy tym zaplecza finansowego. Potrzeba jedynie dobrego pióra, regularności, zdolnych grafików i poruszania najbardziej aktualnych i chwytliwych tematów. Co ciekawe to jedyne pole, na którym faktycznie widać, że szeroko rozumiana prawa strona sobie radzi. Zagrożeniem jest jednak pokusa prymitywizacji przekazu w pogoni za lajkami i udostępnieniami.

Największym naszym błędem jest nacjonalizm dla nacjonalistów, nie dla narodu, ale właśnie dla nacjonalistów. Praktycznie wszystkie inicjatywy są kierowane wewnątrz środowiska, co skazuje nas na marginalizację. Owszem – wymienione przeze mnie media robią bardzo dobrą robotę formacyjną i są nam niezbędne, natomiast nie sposób nie zauważyć w naszym ruchu (szeroko pojętym, zarzut kieruję zarówno do radykałów, jak i fanów RN-u, choć bardziej do tych pierwszych) skupienia na sobie. Tymczasem nacjonalizm ma sens tylko wtedy, kiedy jest skierowany do narodu, w przeciwnym wypadku staje się karykaturą samego siebie i subkulturą.

Zmarnowaliśmy szansę po sukcesie Marszu Niepodległości – wtedy można było przeprowadzić ofensywę ideologiczną. Byliśmy jednak jako ruch niedojrzali, a liderom zależało na popularności i miejscu w Sejmie, stąd przyjęcie modnej wówczas retoryki korwinowskiej. Jednak nie sposób nie docenić mody na patriotyzm i kultu Żołnierzy Wyklętych, a także socjologicznego fenomenu Marszu, później to wszystko jednak zaprzepaszczono – przede wszystkim przez prymitywizację brak jakiejkolwiek próby stworzenia sensownej, spójnej narracji.

Teraz mamy kolejną szansę! Fenomenalny wynik wyborczy Konfederacji (jak bardzo negatywnie byśmy jej nie oceniali) pokazuje duże zapotrzebowanie, zwłaszcza wśród młodych, na ruchy radykalne, odrzucające obecną rzeczywistość. Ponadto coraz bardziej dotkliwa jest masowa imigracja, a nabierająca siły propaganda pedalska wielu ludzi męczy i denerwuje. Nie możemy jednak popełnić starych błędów – musimy zadbać o sferę kultury, mediów, wyjść do ludzi nie być prymitywami. Jeżeli teraz nie wykonamy dobrej roboty, to kolejnej szansy już nie będzie, a za kilka, może kilkanaście lat nasz Naród będzie równie zdegenerowany jak społeczeństwa Zachodu.

Najważniejsza jest jednak spójna narracja, poświęciłem jej mało miejsca, ponieważ o tym, co jest ważne i powinno być przez nas szczególnie podkreślane pisaliśmy na łamach Szturmu wielokrotnie, sam w numerze rocznicowym popełniłem o tym tekst, który teraz po prostu rozwijam. Musimy dużo uwagi poświęcać obronie Narodu jako wspólnoty krwi, historii, języka i kultury, akcentując przede wszystkim ten pierwszy, najważniejszy element; kwestiom ekologii, tradycyjnej rodziny, solidaryzmu społecznego i podkreślać jak bardzo szkodliwa jest masowa imigracja i propaganda pedalska. Ważne jest mądre wspieranie Polaków na Kresach (i tu szczególnie istotna jest działalność kulturalna!), a także kompleksowe podejście do problemu imigracji, bez tak popularnej prymitywizacji tego zjawiska.

Ważne jest niedopuszczanie do siebie szurii. Wszelkich proepidemików, zwolenników dziwacznych teorii spiskowych rodem z lubelskiego bunkra, zbrojnego odbijania Kresów i tym podobnych należy się jak najszybciej pozbywać. Chyba, że chcemy być komediantami.

Maksymilian Ratajski