poniedziałek, 30 wrzesień 2019 22:02

Ankieta "Szturmu" na 5-lecie: "Polityka Narodowa"

  1. Jak ocenić można stan idei narodowej i nacjonalizmu jako takiego po 30 latach trwania 3 RP? Co udało się zrealizować polskiemu nacjonalizmowi, czego nie udało i jakie są tego przyczyny?

Stan ten trudno oceniać pozytywnie, ale – czego młodszy czytelnik być może nie pamięta – jest on znacznie lepszy niż np. 10 lat temu. To zasługa społecznych zjawisk, jakimi były popularność Marszu Niepodległości, tzw. moda na patriotyzm. Mówi się czasem, że prawdziwą popularność mogliby zyskać narodowcy na zajmowaniu się „codziennymi” tematami, sprawami lokatorskimi, prawami pracowniczymi, może ekologią itd. – tymczasem prawda jest taka, że zdecydowana większość działaczy narodowych zainteresowała się ideą nacjonalizmu w wyniku oddziaływania właśnie wspomnianej mody na patriotyzm, fascynacji historią Polski albo ruchu narodowego.Jest to naturalne, i jeszcze zapewne długo tak będzie. Trudno więc nie oceniać tego zjawiska dodatnio – nawet jeśli pewne jej przejawy są godne piętnowania.

Co prawda, polityczna droga po jakiej szedł Ruch Narodowy póki co nie przyniosła wielkich efektów, ale odnotujmy jako pozytywny fakt, że ugrupowanie to jednak przetrwało, jego struktury rosną – za wcześnie więc by oceniać to doświadczenie krytycznie. W przyszłości może się on stać czynnikiem popularyzującym postulaty narodowe w społeczeństwie daleko efektywniejszym niż różne doraźne inicjatywy. Nie ma też wątpliwości, że ruch społeczno-ideowy, jeśli ma faktycznie mieć jakiekolwiek przełożenie na to, co dzieje się w państwie, musi zaistnieć na scenie politycznej. Czas pokaże jak RN się z tego zadania wywiąże.

To oczywiście tylko jedna z płaszczyzn działalności. W ogóle wydaje się, że jesteśmy w momencie dość istotnym. Powoli, ale systematycznie głowę podnosi lewica, i to już nie w starym, postkomunistycznym opakowaniu, ale nowoczesnym, groźniejszym dla wspólnoty. Z drugiej strony, wspomniana tożsamościowa moda jeśli się nie skończyła, to nie jest już w takiej ofensywie jak przed kilku laty. Od tego jak nacjonaliści zorganizują się dziś zależy to, czy w przyszłości będą brać udział w walce o rząd dusz w społeczeństwie.

Klucz tkwi w pytaniu, jakie narzędzia dobierzemy sobie w tej walce. O ile w przypadku wspomnianego RN, a także np. MW czy ONR, w nadchodzących latach trudno spodziewać się przełomowych zmian, to sytuacja w radykalnym, najbardziej „antysystemowym” nurcie ruchu narodowego przedstawia się trudniej – wystarczy porównać kondycję ruchu AN dziś i np. 5 lat temu. Trudności natury obiektywnej nie mogą prowadzić do zaniku jakiejkolwiek aktywności, a póki co, w przypadku części tych środowisk, tak to właśnie wygląda. Do grup tych należy znalezienie sobie takich form działania, które będą umożliwiały pracę na rzecz szerzenia postulatów narodowych. Pytanie jednak, czy okażą się one odpowiednio elastyczne, by znaleźć swoją drogę? Ernst Jünger mawiał, że „człowiek jest panem form” – paradoksalnie wystarczy jedynie umieć wyciągnąć z tego wnioski. Może należy zacząć się koncentrować wokół sprofilowanych inicjatyw (wydawniczych, sportowych, odzieżowych, charytatywnych, ekologicznych itd.), starając się z nimi docierać również do bardziej umiarkowanego, ale przecież znacznie liczniejszego nurtu polskiego nacjonalizmu? Wymagałoby to zarzucenia pewnego poczucia wyższości wobec niego. Oczywiście, do pewnego stopnia, działa to w obie strony.

 

  1. Jakie są obecnie najważniejsze cele i wyzwania polskiego nacjonalizmu? Co, jako środowisko narodowe, musimy zrealizować w pierwszej kolejności? O jakie elementy trzeba wzbogacić ideę narodową i na czym powinniśmy się skupić w naszej działalności narodowej?

Wyjdźmy od truizmu: Celem nacjonalizmu w każdych warunkach powinno być działanie na rzecz narodu. Realne i efektywne – a nie w myśl zasady „sztuki dla sztuki”. Często dziś spotykamy ludzi uważających, że bycie nacjonalistą to słuchanie określonej muzyki, zainteresowanie postaciami czy ruchami nacjonalistycznymi, identyfikacja z tym czy innym zespołem postulatów. Tacy ludzie są w błędzie. Ktoś spełniający powyższe warunki ma zadatki na członka subkultury, a nie nacjonalistę. Nacjonalizm to nie tylko poglądy, ale i działanie. O to jak to działanie ma wyglądać można się spierać, ale bez próby wdrażania w życie idei nie ma mowy o nacjonalizmie. Ktoś, kto skazuje sam siebie na „wewnętrzną emigrację”, oddaje walkowerem pole, albo nawet – w najbardziej jaskrawych, ale nierzadkich przypadkach – deklaruje, że „dojrzał” czy „wyrósł z codziennej działalności”, nacjonalistą po prostu nie jest. Ktoś, kto swój „nacjonalizm” ogranicza do czytania, powiedzmy, „Szturmu” czy „Polityki Narodowej”, nie robiąc nic ponadto – nacjonalistą też nie jest. Jeśli nacjonalizm to uznawanie prymatu interesów narodu nad partykularnymi interesami jednostki, to – będąc w zgodzie z elementarną logiką – nie możemy za nacjonalistę uznać osoby, która z jakichś przyczyn stawia swoje cele (choćby takie jak wygoda, dążenie do zarobku) ponad celami narodowymi.

Należy się zastanowić, jak powinien działać ruch nacjonalistyczny w dzisiejszych czasach. Istotne jest, by działania były efektywne – prowadzone w celu uzyskania jakichś korzyści dla ruchu nacjonalistycznego, dla idei narodowej, a nie dla pogłębienia stanu zadowolenia działacza. W wymiarze ogólnym – celem musi być na dziś popularyzacja podstawowych założeń idei narodowej, ale i inicjatyw narodowych – pism, organizacji itd. Tam, gdzie jest to możliwe, trzeba próbować wpływać na rzeczywistość. Nieprawdą jest, że nacjonaliści są skazani na brak szans uzyskaniatego wpływu. Sztandarowa inicjatywa narodowców, jaką jest od 2010 r. Marsz Niepodległości, abstrahując od wszelkich niuansów z nim związanych, miał i chyba nadal ma duży udział w popularyzacji patriotyzmu na tym podstawowym, elementarnym poziomie. Nawet wyszydzane czasem inicjatywy polityczne mają pewne przełożenie na polską rzeczywistość, na to czym choć przez chwilę żyje przeciętny Polak. LPR, przy wszystkich swoich wadach i patologiach, przy całej swojej miałkości ideowej, spychała polską scenę polityczną „w prawo”, skłaniała polityków takich jak bracia Kaczyńscy do podejmowania retoryki suwerennościowej, katolickiej itd. W trakcie minionej kampanii wyborczej Konfederacja, mimo niestrawnego dla nacjonalistów liberalizmu, podnosząc hasła takie jak opór wobec ustawy 447, niejako „wymusiła” na obozie rządzącym odniesienie się do tego tematu, spopularyzowała zagadnienie w społeczeństwie. To wszystko jest istotniejsze z punktu widzenia narodu niż spór nacjonalistycznej organizacji X z nacjonalistycznym środowiskiem Y, toczący się o to, która grupa jest bardziej „nacjonalistyczna”.

Warto więc rozważyć, czy doraźne układy z siłami nienarodowymi zawsze muszą przynosić wyłącznie złe efekty – dogmatyzm nie jest dobrą drogą. Można i należy stawiać pytania o granice kompromisu w polityce, ale nie mogą być one jedynymi rozważanymi pytaniami. Jakie zresztą są alternatywy wobec współpracy z tymi siłami, które nacjonalistów łączą choćby tylko do pewnego stopnia? To efekty, zmienianie rzeczywistości, tworzenie nowych warunków, wpływ na społeczeństwo i debatę publiczną są tym, do czego w ostateczności trzeba dążyć. Nieraz jest tak, że staje się to osiągalne wyłącznie w kooperacji z siłami nienacjonalistycznymi (wspomnijmy np. akcje antyaborcyjne, anty-LGBT).

Istotnym zagadnieniem wartym podjęcia jest sprawa samej organizacji struktur narodowych. Doświadczenia ostatnich lat potwierdziły starą prawdę – bez w miarę jednolitych, mających scentralizowane kierownictwo organizacji trudno mówić o długofalowej i poważnej działalności grup narodowych, mających ambicję tworzyć szersze środowisko (a np. nie wąską, sprofilowaną na jeden, określony cel inicjatywę – tu sprawa wygląda, rzecz jasna, inaczej). Niepowodzenia, a w ostatnich latach wręcz zanik znaczącej większości lokalnych, autonomicznych inicjatyw są tylko jednym z wielu dowodów tego prawidła. Można zadać prowokacyjne pytanie, dlaczego część środowisk narodowych otwarcie deklarujących inspirowanie się lewicą, usilnie czerpie z metod anarchistów, którzy właściwie nigdy nigdzie do niczego nie doszli, a nie tych nurtów lewicy, które były w stanie sięgać po władzę w tylu krajach świata? Organizacja, trwałe i permanentnie aktywne struktury – oto droga każdego ruchu, który ma ambitne cele. Nie anarchia i samozadowolenie wynikające z faktu, że możemy być niezależni, autonomiczni.

Wpływ polityczny to jednak nie wszystko. Nie zmienia się oczywiście zagadnienie formacji, konieczności kształtowania ideowego kadr. To zawsze była i będzie podstawa. Nie będzie nic nowego również w stwierdzeniu, że należy szukać coraz to nowych, bardziej atrakcyjnych form, w które byłyby te treści ubrane.

Trudną do przyswojenia dla wielu jest prawda, że nie ma działalności bez pieniędzy. Bez stałego opłacania inicjatyw narodowych ciężko nawet o tym marzyć. Wie to z pewnością redakcja „Szturmu” wydająca coraz to nowe publikacje. Podobnie „Polityka Narodowa” rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na wydanie nowego numeru – do udziału, w której gorąco zachęcamy. W dzisiejszych czasach nacjonalista musi przyjąć do wiadomości, że powinien przekazywać stałe, regularne – oczywiście dostosowane do indywidualnych możliwości – datki finansowe na działalność wybranych inicjatyw narodowych.

 

  1. Jakie są szanse i pułapki dla polskiego nacjonalizmu? Co może pozytywnie zdeterminować rozwój idei narodowej w niedaleki przyszłości, a co negatywnie?

Pułapek jest wiele. Zapewne gdyby zapytano nas o to na łamach jakiegoś liberalno-narodowego periodyku, to mówilibyśmy o pokusach flirtu z demoliberalizmem albo o wypaczeniach, które niesie ze sobą bezrefleksyjny kult wolnego rynku. Z kolei w dyskusji ze środowiskami nacjonalizmu tradycjonalistycznego podnieślibyśmy nasze wątpliwości co do epatowania retoryką kontrrewolucyjną, podkreślilibyśmy, że nowoczesność wymaga od nas czegoś więcej niż rozważania o powrocie monarchii.

Tym razem jednak o zdanie pyta nas miesięcznik narodowo-radykalny, któremu nieobce były inspiracje np. nurtami antysystemowej lewicy. Wypada w tym momencie nawiązać do wątku podniesionego w odpowiedzi na pytanie poprzednie. Pułapką jest więc – naszym zdaniem – nie tylko sekciarstwo monarchistyczne czy koliberalne, tudzież uleganie wpływom demoliberalnej sceny politycznej. Równie błędne wydaje się: epatowanie rewolucjonizmem – kiedy nie umie się wydać broszury albo regularnie redagować portalu; krzyczenie o antysystemowości – kiedy nie potrafi się zorganizować trwale działającej struktury organizacyjnej; deklarowanie braterstwa z nacjonalistami z całej Europy – kiedy nie umie się utrzymywać choćby nawet poprawnych stosunków z narodowcami w samej Polsce, którym to co chwila zarzuca się zdradę.

Korzenie większości błędów tkwią – naszym zdaniem – w niezrozumieniu tego, czym właściwie jest nacjonalizm. A jest on służbą – której trzeba się nieraz podporządkować. Mówiąc za św. Maksymilianem Kolbe, w niektórych momentach nie pozostaje nic innego jak „złożyć ofiarę z własnej woli”. Tymczasem wielu ponad zasadą prymatu interesu narodowego stawia swoje osobiste emocje, uprzedzenia, zatargi. Często bierze tu górę nasz wrodzony polski indywidualizm, który wszelkie konstruktywne czynniki w polskiej historii były zmuszone poskramiać – a nie im hołdować.

Wielu innych, szukając dróg dla Polski, kieruje się jakąś formą estetyzmu – a tu przecież powinien zachodzić mechanizm dość chłodnej analizy. Uważamy, że należy stawiać pytanie: Co dokładnie dany nurt ma nam do zaproponowania dziś i jutro? Co z tego, że, dajmy na to, narodowy anarchizm wygląda pociągająco, że dobrze się o nim czyta, że ktoś powie, iż jest to „nurt inspirujący”? Jakie elementy tego nurtu mogą się narodowcom przysłużyć? Czy polski naród, który znaczną część swoich klęsk w ostatnich wiekach poniósł na skutek nieumiejętności należytego zorganizowania się, powinien spoglądać na wzorce tego typu? Nacjonalista szuka w zapoznanych nurtach, postaciach, ideologiach tego, co może się realnie przysłużyć wzrostowi jego narodu lub chociaż ruchowi narodowemu. Ambicje idą na bok.

Problem być może tkwi w tym, że wielu nacjonalistów, niezależnie od faktu, że powołuje się na inspiracje ideowe zupełnie nieliberalne, de facto jest mentalnymi liberałałami (!). Ktoś, kto ponad interes ruchu nacjonalistycznego ceni swoje indywidualistycznie rozumiane prawo do samorealizacji, kto z codziennego obowiązku rezygnuje na rzecz własnej wygody, ten  jest mentalnym liberałem – nie nacjonalistą. Nacjonalista myśli o innych, a dopiero potem o sobie.

 

Redakcja "Polityki Narodowej"

 

Zachęcamy jednocześnie do udziału w zrzutce "Polityki Narodowej" na nowy numer. "Polityka Narodowa" to z pewnością jeden z najważniejszych narodowych periodyków w kraju, i pomoc jego redakcji w trudzie wydania kolejnego tomu jest obowiązkiem każdego nacjonalisty.

Link do zrzutki