poniedziałek, 30 wrzesień 2019 20:34

Grzegorz Ćwik - 5 lat "Szturmu"

 

5 lat „Szturmu”. Naprawdę szybko zleciało. Pamiętam moment, gdy „Szturm” pojawił się w sieci, nagle wszędzie pojawiły się zapowiedzi jego i pierwsze numery. Krzysiek Kubacki (założyciel i pierwszy redaktor naczelny „Szturmu”) w rozmowie ze mną przyznał, że oczekiwania były tak duże, że pierwszym widoczny efektem popularności było to, że serwery padły szybko po publikacji pierwszego numeru. Trzeba przyznać, że środowisko nasze ewidentnie czekało na tego typu tytuł, bo popularność i rozpoznawalność „Szturmu” szybko urosły i do dziś utrzymują się w ramach środowiska nacjonalistycznego na bardzo wysokim poziomie.

 

Obecnym numerem „Szturm” kończy 5 lat. 24 września 2014 roku podpisana została jego deklaracja ideowa, a niedługo potem ukazał się pierwszy numer. Od tego czasu „Szturm” ukazuje się nieprzerwanie co miesiąc. Moment pojawienia się Szturmu w przestrzeni publicznej nie był przypadkowy. Druga połowa 2014 roku to pod wieloma względami niezbyt dobry czas dla polskiego nacjonalizmu.  Jasnym stało się już jaką mizerię reprezentuje Ruch Narodowy, powoli wypalał się potencjał Marszów Niepodległości, do tego środowisko było w niezwykle widoczny sposób coraz bardziej zainfekowane wirusem liberalizmu. W tym wypadku potrzeba zaistnienia radykalnego, futurystycznego i pozbawionego naleciałości historycyzmu środowiska stawała się paląca. Powodem powstania „Szturmu” były także rażące braki programowe i doktrynalne polskiego nacjonalizmu. Stały się one tym widoczniejsze w momencie, gdy polskie środowisko narodowe zdecydowało się na utworzenie własnej partii, a sama popularność idei narodowej bardzo mocno urosła (po sukcesie Marszu Niepodległości w 2010 roku).

 

Ewidentnie na coś takiego jak „Szturm” czekano. Wspomniana anegdota z serwerami jest tylko tego potwierdzeniem. Przez 5 lat na łamach „Szturmu” publikowało kilkudziesięciu autorów i autorek, którzy reprezentowali szereg środowisk i organizacji. Taka też była geneza „Szturmu” – stworzenie szerokiego, bezpartyjnego miesięcznika, którego celem będzie dotarcie do ogółu środowiska i wytworzenie ożywczego fermentu ideologicznego.

 

Do „Szturmu” dołączyłem w listopadzie 2016 roku. Namawiany przez kilka osób do napisania czegoś na jego łamy, zdecydowałem się w końcu to zrobić… i od tego czasu co miesiąc w „Szturmie” znaleźć można moje teksty. Bardzo szybko po pierwszym tekście Krzysiek Kubacki zaproponował mi dołączenie do redakcji. I tak na dobre zaczęła się moja Szturmowa przygoda. Dziwnym trafem równo rok po dołączeniu do „Szturmu” zostałem jego wydawcą, którego to obowiązki przekazał mi nieoceniony Bogusław Koniuch. Redaktorem naczelnym był już wówczas mój dobry kolega – Michał Walkowski, który zastąpił Krzyśka Kubackiego. Początki naszych poczynań na czele „Szturmu” były trudne, nie do końca wiedzieliśmy z czym mamy do czynienia, ogarnięcie dość jednak skomplikowanego procesu, jakim jest dopinanie kolejnych numerów, dopiero z czasem stało się zoptymalizowane. Pierwszy numer we dwóch jaki wydawaliśmy był numerem grudniowym. Ze względu na nasz brak doświadczenia jak i zwykłe (teraz już wiem, że zwykłe – wtedy nie wiedziałem) opóźnienia, skończyło się na tym, że w sylwestra siedzieliśmy we dwóch przy komputerach (ja w Warszawie, Misiek w Trójmieście) i na gwałt spinaliśmy numer. Żeby było śmiesznie okazało się, że zapomnieliśmy o… okładce, a nasz grafik był już nieosiągalny. Nie mieliśmy też grafik do wszystkich tekstów, a samego procesu wstawiania tekstów uczyłem się właśnie w praktyce (pomogły na szczęście instrukcje od poprzedniego wydawcy i doświadczenie z pracy w branży interaktywnej). Wszystko to było naprawdę na wariackich papierach i tylko cudem udało się wyrobić tuż przed północą. Później na szczęście było już coraz lepiej, a grudniowa lekcja owocowała wręcz asekuranckim przygotowaniem numerów w przyszłości. W połowie roku 2018 Michał zdecydował się przekazać mi także funkcję redaktora naczelnego, na co zgodziłem się po długich dyskusjach i rozmowach. Z jednej strony skracało to pewne czynności, z drugiej w moje ręce złożono ogromną odpowiedzialność za sprawne, merytoryczne i wysokie jakościowo funkcjonowanie „Szturmu”. Odpowiedź na to, czy misję ta udaje mi i całej  redakcji pełnić z pozytywnym skutkiem pozostawiam już do osobistego osądu każdego Czytelnika i Czytelniczki.

 

Ideologia

 

Pod względem ideowym „Szturm” postawił twardo na kilka filarów, które do dziś stanowią podstawę Nacjonalizmu Szturmowego: radykalizm, antykapitalizm, solidaryzm narodowy, paneuropeizm, odrzucenie historycyzmu, rewolucję, podejście do historii i tradycji ruchu pozbawione kompleksów i naleciałości zaprzeszłych konfliktów. Z czasem w ramach naszych prac ideowych pojawiły się kolejne: narodowy syndykalizm, ekologia, kwestia kobieca, sprawy i tradycje lokalne.

 

Całość tych elementów z czasem zaczęła tworzyć odrębny nurt polskiego nacjonalizmu: Nacjonalizm Szturmowy. Dziś idea ta jest już w środowisku całkiem dobrze znana, jednak na początku baliśmy się trochę używać tego terminu. Jak to, to my tworzymy własny nacjonalizm? Kolejne blamaże środowiska narodowego, zwłaszcza w polityce oraz mizeria ideowa, sprawiły, że ostatecznie uznaliśmy za niezwykle właściwe aby Nacjonalizm Szturmowy stał się naszą oficjalną doktryną.

 

Wiele elementów naszej idei wywołuje u pipi-prawicy i narodowczyków białą gorączkę. Jak można popierać antykapitalizm, wspierać porozumienie z innymi białymi Narodami Europy, mówić o klimacie czy ideologii? Przecież „pan Korwin” ma zupełnie inny pogląd na te sprawy. Na szczęście „Szturm” to nacjonaliści i cokolwiek mało interesuje nas zdanie liberałów i libertynów.

 

Za Ukrainę oberwało nam się chyba najbardziej. Jako jedni z pierwszych tak otwarcie stanęliśmy za stanowisku porozumienia z naszym wschodnim sąsiadem i funkcjonującymi tam środowiskami nacjonalistycznymi. Ostatecznie po lwowskim marszu Korpusu Narodowego zmuszeni byliśmy zerwać naprawdę dobrze rokujące relacje z Ukraińcami, jednak zawsze powtarzamy: nie żałujemy niczego. Zaistniałe wydarzenia to nie nasza wina, my wykazaliśmy maksimum woli współpracy i pojednania. Jednocześnie uważamy, że to jak najbardziej słuszna droga, a walka z „banderyzmem” i antyukraińska histeria jak najgorzej świadczy o sporej części naszego środowiska, zwłaszcza o jego wiedzy, mentalności i emocjonalności. W paru wypadkach świadczy także o rosyjskiej agenturze (próba podpalenia Domu Węgierskiego na Ukrainie).

 

Nie baliśmy się nigdy pisać na tematy poważne, nie baliśmy się też nigdy pisać tego co jest prawdą – bez względu na to, jak wielka fala krytyki potrafiła na nas spaść. O zarzutach o „banderyzm” już wspomniałem, zarzucano nam też „socjalizm, komunizm, nazizm” i pewnie jeszcze sporo innych –izmów. Ale przecież tylko prawda jest ciekawa. Nasz radykalizm i fanatyzm nie są celem samym w sobie, ale funkcją konsekwencji. To co teraz nazywane jest radykalnym i ekstremistycznym, w każdych innych czasach było zwykła normalnością.

 

Bo też Nacjonalizm Szturmowy to przede wszystkim idea powrotu do tego co normalne, zdrowe, czyste. Dlatego odrzucamy brud, degenerację, dlatego w naszej idei też pojawił się i zagościł na stałe element straight edge. Nie baliśmy się bowiem nigdy tego co innowacyjne, rewolucyjne, nie mieliśmy oporów łamać stereotypów i utartych ścieżek. Skoro coś jest lub może być korzystne dla Narodu i Europy, to jasne, ze należy to promować.

 

Idea Nacjonalizmu Szturmowego nie jest definitywnie opracowana i skończona. Cały czas pracujemy nad nią, rozwijamy kolejne jej części i wątki. Niezwykle mnie cieszy, że pojawiają się kolejni autorzy, którzy dołączają do tego dzieła. Ponadto pracujemy nad sobą, naszym rozwojem intelektualnym i duchowym, aby nasze działania w „Szturmie” były jak najwyższe jakościowo.

 

Spuścizna

 

„Szturm” to 60 numerów, prawie 1000 artykułów, w tym ogromna liczba takich, które stały się klasykami a ich treść niezwykle mocno wpłynęła na nasze środowisko. Porównując stan idei narodowej ad. 2014 i ad. 2019 nie mam większych wątpliwości, że „Szturm” odcisnął zauważalne piętno na polskim nacjonalizmie. Niemała w tym zasługa nieistniejących już Szturmowców, którzy przyjęli ideę Nacjonalizmu Szturmowego jako swoją doktrynę i regularnymi działaniami spowodowali, że większość jej głównych założeń przeniknęła nie tylko do społeczeństwa, ale i zagranicę. Mowa przede wszystkim o Czarnym Bloku z roku 2017, który wywołał ogromny odzew, a jego skutki dają znać o sobie do dzisiaj. Także inne stałe działania o charakterze metapolitycznym w wykonaniu Szturmowców sprawiły, że propagowane przez nas idee jak antykapitalizm, solidaryzm, ekologia czy straight edge stały się dużo bardziej rozpoznawalne. Tym samym w imieniu „Szturmu” dziękuję Wam za to.

 

„Szturm” podjął trud organizacji wielu konferencji. „Europa przyszłości” to nasz sztandarowy projekt, który pozwolił także na polskim gruncie realizować szeroki dialog europejskich środowisk narodowych.  Konferencja im. Mariana Reutta to z kolei projekt, który powołaliśmy aby co roku z okazji Narodowego Święta Pracy rozmawiać o kwestiach społecznych, ekonomicznych, pracowniczych.

 

Już w roku 2017 ukazała się nasza Antologia, zawierająca najważniejsze teksty „Szturmu”. Od obecnego, 2019 roku „Szturm” prowadzi własne działania wydawnicze. Zaczęliśmy od broszury „Narodowy syndykalizm”, która przygotowana została z okazji kolejnej edycji Konferencji im. Mariana Reutta. Kolejną pozycją było wznowienie pracy Bolesława Piaseckiego „Duch czasów nowych a Ruch Młodych”. Ostatnim naszym wydawnictwem, jednocześnie największym i najważniejszym, jest Antologia Nacjonalizmu Szturmowego, czyli drugi tom artykułów z naszego miesięcznika. 420 stron, prawie 70 tekstów, prawie 2 lata ciężkiej i mozolnej pracy – ale naprawdę warto! Na obecną chwilę (20 września) prawie cały nakład się wyczerpał, a „Szturm” powoli przygotowuje się do dodruku nowych egzemplarzy. Dodruk taki musieliśmy już zrealizować z broszurą Piaseckiego.

 

Osoby z redakcji „Szturmu” pojawiają się regularnie w programach i wywiadach, które można obejrzeć na serwisie Youtube, jesteśmy proszeni o opinie przez inne środowiska, także mainstreamowi media potrafią prosić o komentarz. Pojawiamy się także w nagraniach zaprzyjaźnionych środowisk, chociażby Stowarzyszenia Niklot.

 

Z pewnością staliśmy się, jako miesięcznik i konkretna opcja ideologiczna, stałym elementem idei i środowiska narodowego. Kiedy liberalizacja i politykierstwo nacjonalizmu jest coraz bardziej widoczne i ewidentne, tym ważniejsza staje się misja „Szturmu”.

 

Ilość pozytywnych głosów jakie od nas dochodzą jednoznacznie o tym świadczy – przez Internet, na żywo, czy na demonstracjach, gdy ludzie widząc flagę „Szturmu” podchodzą i dziękują za to, co robimy. Wtedy serio wiemy, że ma to sens, a nasze działania spełniają określoną funkcję.

 

Oczywiście, mamy też krytyków. Choć przyznam szczerze, zatrważająca większość z nich to zwykli „hejterzy”. A to okazujemy się ukraińskimi agentami wpływu, a to „socjalistami”, a to „nazistami”, „komunistami” itp. Ja też już doczekałem się uznania za Ukraińca, Żyda, agenta Sorosa, rosyjskiego wywiadu (sic!) i krypto-PiSowca. I pomyśleć, że za dzieciaka chciałem być pilotem wojskowym…

 

Przeważająca większość tych osób nie czyta nawet naszych artykułów, lub zwyczajnie ich nie rozumie. Niestety, redakcja „Szturmu” większości z nich nie jest w stanie pomóc.

 

Podziękowania

 

Jako redaktor naczelny i wydawca „Szturmu” mam nie tylko możliwość, ale wręcz obowiązek przy takiej szczególnej okazji złożyć podziękowania. Oczywiście, ile bym ich tu nie napłodził, na pewno o kimś zapomnę czy pominę. Już teraz więc te osoby chciałem przeprosić. Trochę się te podziękowania pokryją z tymi, które umieściłem w wydanym niedawno drugim tomie Antologii – no trudno, pewnych osób nie mogę nie wymienić, stąd proszę czytelników Antologii o dyspensę na ten „autoplagiat”.

 

Na początku osoba, bez której nie byłoby pewnie „Szturmu” i mnie w „Szturmie” – Krzysiek Kubacki. To on po pierwszym tekście z miejsca zaproponował mi wejście do stałej redakcji, to on przez pierwszy okres ogarniał „Szturm” i był jego redaktorem naczelnym. To on wytypował mnie na następcę pierwszego wydawcy i on wreszcie uwierzył, że dam radę utrzymać „Szturm” i poprowadzić go w dobrą stronę.

 

Oczywiście nie może zbraknąć podziękowań dla Bogusława Koniucha, pierwszego wydawcy „Szturmu”. Zawsze serdeczny, otwarty, gotów pomóc w każdej kwestii prawnej i technicznej związanej z wydawaniem „Szturmu”. Nie wiem co bym zrobił bez Ciebie Boguś!

 

Redaktorem naczelnym zostałem, zastępując w tej roli Michała Walkowskiego. Współpracę z Miśkiem cenię sobie bardzo wysoko, zawsze merytoryczny, dokładny, skrupulatnie i kompleksowo podchodzi do każdej kwestii naszej wspólnej pracy. Bo fakt zmiany na stanowisku „rednacza” nie znaczy, że Michał usunął się w cień. Nadal aktywnie i czynnie uczestniczy w życiu i pracy redakcji, w każdej chwili mogę liczyć na jego pomoc i wsparcie. „Szturmowi” tylko to wychodzi na zdrowie.

 

Z Miłoszem Jezierskim znam się już ładnych parą lat. Łączy nas nie tylko rok urodzenia i to samo historyczne wykształcenie, ale także stosunek do idei nacjonalistycznej, błędów i zdrad popełnianych przez prawicę. Niewątpliwie wywarł swą osobą i publicystyką widoczny wpływ zarówno na „Szturm”, jak i – nie bójmy się tego powiedzieć – na cała myśl narodową. Zadziwiające jest wręcz jak jego przepowiednie i przewidywania spełniają się jedna po drugiej.

 

Kuba Siemiątkowski to nie tylko jeden z najważniejszych autorów piszących w ciągu 4 lat w „Szturmie”, ale także mój kolega od ponad 10 lat. Wiele swych poglądów (chociażby w kwestii Ukrainy czy Międzymorza) zawdzięczam lekturze jego tekstów, a wydawaną i redagowaną przez niego „Politykę Narodową” uważam za autentyczną perłę polskiego nacjonalizmu. Przypuszczam całkiem trafnie, że gdyby nie Kuba nie byłoby mnie dziś w „Szturmie”.

 

Tomkowi Dryjańskiemu dziękuję za to, że podejmuje się tematów w „Szturmie”, których  nie podejmuje się prawie nikt inny (przede wszystkim lokalnych). Chapeau bas! Niestrudzony krytyk wad polskiego środowiska narodowego, co łączy z wysokim idealizmem i trzeźwym rozsądkiem. Poza tym dziękuję za koleżeństwo i mądrość, której tak bardzo czasem brakuje w naszym środowisku. No i wreszcie za niezwykle elastyczne i zdystansowane podejście do kwestii terminów.

 

Podziękować chciałem wszystkim, z którymi miałem przyjemność współpracować w redakcji, także tym, którzy z jakichkolwiek powodów zdecydowali się zakończyć współpracę ze „Szturmem”.

 

Podziękować chciałem wszystkim, którzy wspierali mnie  i „Szturm” przez ten czas, tych którzy byli zarówno w tych złych jak i dobrych momentach.

 

Na koniec podziękować chciałem Tobie. Tak – Tobie. To dzięki naszym czytelnikom i czytelniczkom „Szturm” może rozwijać się i funkcjonować. To nasi sympatycy swoim poparciem napędzają nas do pracy i rozwoju czasopisma. Szczególnie mocno widziałem to w tym roku, gdy podjęliśmy ryzyko wydawania własnych publikacji – okazało się, że szybko wykupywane były nakłady, a my obecnie myślimy nad kolejnymi dodrukami i nowymi pozycjami. Zwłaszcza sukces drugiego tomu Antologii, która zaznacza się tym, że prawie cały nakład się już rozszedł, pokazuje nam, że naprawdę jest sens podejmowania działań, które podejmujemy. I gdy widzę dyskusje, w których nieznani osobiście przeze mnie ludzie (ale kojarzeni z przestrzeni wirtualnej jako nasi sympatycy) zabierają głos „na szturmowo”, tj. pisząc tak jak bym to napisał ja, Miłosz, Tomek czy Michał, to wiem, że nasz cel jest realizowany. Kiedy widzę jak rzucane przez nas idee, pomysły i rozwiązania się przyjmują i są dyskutowane i aprobowane przez niemałą część środowiska narodowego, to mam pewność, że „Szturm” idzie w dobrą stronę. Gdy widzimy się na konferencjach i spotkaniach czy demonstracjach, gdy dopytujecie o nowy numer, gdy piszecie do nas, aby zamówić kolejne nasze wydawnictwo, to właśnie Wy współtworzycie „Szturm”. Czasem głupio nam to nawet przyznać, często nie mamy czasu, czy okazji, więc jeszcze raz to powtórzę: dziękuję Tobie, kimkolwiek jesteś.

 

Jutro?

 

„Szturm” od dawna propaguje futuryzm, więc patrzymy przede wszystkim w przyszłość. Jakie plany ma „Szturm”? Przede wszystkim rozwijać naszą ideę, tworzyć nowoczesny i fanatyczny polski nacjonalizm. W planach mamy kolejne publikacje drukiem. Po pierwsze… ten numer, który właśnie czytacie! Jest to numer specjalny, a więc zasługuje na to, by ukazać się także w formie materialnej. Ponadto przygotowujemy kolejne tomy naszej Biblioteki Szturmu. Nie tylko przypomnimy zapomniane teksty polskiego nacjonalizmu, ale za pewien czas powinien ukazać się także przekład wyboru tekstów ważnej osoby dla europejskiego nacjonalizmu. Po trzecie planujemy kolejne projekty spod naszego szyldu – konferencje, kluby dyskusyjne, i inne niespodzianki. I ostatnia rzecz – już bardzo niedługo „Szturm” doczeka się nowej strony internetowej. Najwyższa pora trochę odświeżyć naszą witrynę.

 

To nie jest ostatnie nasze słowo

 

Naprawdę dużo jest przed nami. Poza tworzeniem idei Nacjonalizmu Szturmowego, wdrożyć musimy środki przekazu, które ideę tą „przetransferują” do społeczeństwa. Nie ma co ukrywać bowiem, że takich kanałów jak „Szturm”, Autonom.pl czy Nacjonalista.pl nie czyta przeciętny obywatel. Nie ma w tym nic dziwnego, treści jakie tu się znajdują mogą być wręcz dla niego niezrozumiałe. Już kilkadziesiąt lat temu Nowa Prawica rozumiała, ze inne środki służą do opracowania ideologii i kwestii programowych (dość wąskie periodyki) a inne służą do docierania do szerszych mas społeczeństwa (przystępniejsze, prostsze). Konieczność wdrożenia takich działań jest dla nas coraz bardziej paląca. Dlatego nie mówimy ostatniego słowa w „Szturmie”, ale także i „Szturm” to nie nasze ostatnie słowo.

 

 

 

Żołnierze,

 

nie buławę, lecz ideę każdy niesie w tornistrze

 

Nurt dziejów - to prądy naszej krwi.

 

Więc nie lęk,

 

Kiedy prądy purpurowe rwą wciąż bystrzej,

 

więc nie łzy,

 

więc nie jęk

 

ma nas żegnać.

 

Podejmujemy los – niech krwią nurtują dzieje,

 

krew zwiąże nas z historią, jak najcenniejszy sznur.

 

 

 

Żołnierze wierzący w krew -

 

niech

 

krew

 

się leje.

 

W historię trzeba zrywać się

 

jak w Szturm.

 

 

 

(Jakżeż inaczej mógłbym skończyć tekst na rocznicę „Szturmu”, jak nie tym cytatem?)

 

 

 

Grzegorz Ćwik