piątek, 01 czerwiec 2018 12:24

Adam Busse - Rzecz o marksistowskiej walce o uniwersyteckie dusze

Tegoroczna majówka minęła intensywnie w Warszawie pod znakiem pierwszomajowych demonstracji, które przeszły jej ulicami z okazji Święta Pracy (w tym jednej zorganizowanej przez nacjonalistów). Marsz nacjonalistów w ramach „Szturmowego Święta Pracy” odbił się dość dużym echem w opinii publicznej i doprowadził do szeregu reperkusji. Jedną z nich jest złożenie przez część profesury Uniwersytetu Warszawskiego wniosku do rektora o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego oraz ukarania czterech studentów tejże uczelni za udział w nacjonalistycznej manifestacji (w tym naszego redakcyjnego kolegi, Witolda Dobrowolskiego). Jednocześnie część kadr akademickich UW nie jest skłonna do wyciągnięcia analogicznych konsekwencji wobec aktywistów Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego, którzy już nie jeden raz łamali autonomię światopoglądową UW (m.in. poprzez wdarcie się na teren uczelni organizatorów i uczestników proaborcyjnej manify, która miała miejsce pod koniec marca br. czy malowanie transparentów na w/w akcję w budynkach Instytutu Kultury Polskiej), jawnie okazują swoje przywiązanie do marksistowskiej i komunistycznej ideologii oraz sami biorą udział w szeregu manifestacji, akcji ulicznych i blokad organizowanych przez lewicowo-liberalną stronę barykady. To mogą stanowić kolejne z przykładów stosowania wybiórczej polityki światopoglądowej na polskich uniwersytetach. Oczywiście wszystko to odbywa się pod szczytnymi hasłami wolności słowa i autonomii światopoglądowej. Przykładów łamania wolności słowa na UW (dokonywanego przez środowiska lewicowe przy względnej tolerancji władz) można mnożyć, o czym wspomnę w dalszej części artykułu.

Po tym przydługim wstępie warto przejść do meritum tekstu. W ostatnim numerze „Szturmu” Michał Walkowski w tekście zatytułowanym Ruch niewykorzystanych szans, czyli młot na pychę wskazał bardzo ważną rzecz. Żeby móc skutecznie walczyć z naszymi ideologicznymi przeciwnikami, należy poznać ich metody walki, nie wolno do nich podchodzić z nieukrywaną dozą wyższości, a tym bardziej lekceważyć. Truizmem będzie stwierdzenie, że lewica na polskich uczelniach ma się dość dobrze i może realizować swoją działalność na płaszczyznach naukowej, ideologicznej oraz metapolitycznej. Ich pozycja wobec innych światopoglądów czy studentów o odmiennych niż lewicowe poglądach stanowi wypadkową taktyki, jaką obrała i której skutki teraz odczuwamy. Mowa o „marszu przez instytucje”, którego historię i główne założenia taktyczne postaram się przybliżyć właśnie w celach poznawczych. W niniejszym tekście oprócz przedstawienia zagadnienia problemu omówione zostaną przykłady łamania przestrzeni światopoglądowej na niektórych uniwersytetach przez lewicowo zorientowanych studentów, celem realnego zobrazowania tego problemu Czytelnikom.

***

Początki koncepcji „marszu przez instytucje” datuje się na głęboki przedział między latami 30. a 60. XX wieku. Ten rozdział ma związek z faktem, iż w tym okresie żyły i działały postaci, które opracowały wykładnie tej koncepcji walki o rządy dusz. Walki metapolitycznej. Byli nimi Antonio Gramsci (1891-1937) i Rudi Dutschke (1940-1979). Gramsci, włoski filozof i historyk oraz współzałożyciel Włoskiej Partii Komunistycznej, opracował pierwszą koncepcję walki metapolitycznej. Była nią koncepcja „hegemonii kulturowej”, która zakłada walkę o dominację określonego środowiska politycznego/metapolitycznego w sferze kultury i może występować na płaszczyźnie relacji między poszczególnymi warstwami społecznymi. Gramsci operował pojęciem „hegemonii kulturowej” celem analizy stosunków między klasami społecznymi, wychodząc przy tym z założenia, że dominująca klasa społeczna wyznacza społeczeństwu określoną ideologię i świadomość. Władza polityczna miałaby stanowić pochodną hegemonii kulturowej, a walka polityczna/metapolityczna musi polegać na walce z hegemoniczną kulturą rządzących oraz dążeniu do ustanowienia odmiennej hegemonii. Włoch uznał, iż nie proletariat, klasa robotnicza, stanie się tą warstwą społeczną, która obali istniejący porządek społeczny i zaprowadzi „nowy ład”, ale to zadanie ma zrobić nowa elita, złożona z intelektualistów oraz młodzieży (w wypadku analizowania problemu – akademickiej).

Wg Gramsciego to właśnie te warstwy społeczne będą główną siłą przewodnią rewolucji: „Ale jest nie mniej ważne i potrzebne, aby w masie inteligenckiej dokonał się historycznie uzasadniony rozłam o charakterze organicznym: aby wytworzył się, jako formacja masowa, kierunek lewicowy w nowoczesnym znaczeniu tego słowa, czyli zwrócony ku proletariatowi rewolucyjnemu.” Prof. Jacek Bartyzel wskazuje, iż filozofia praktyki Gramsciego pozwoliła doprowadzić do przejścia z trzeciej rewolucji do czwartej: „(…) zdolnej kruszyć narzędziami subtelniejszymi niż czołgi Armii Czerwonej i metody śledcze oprawców ze służb bezpieczeństwa tkankę moralną i intelektualną społeczeństw okcydentalnych, których dotąd nie udało się „wyzwolić”. Pozostawiając bez zmian jako zasadę leninowskie hasło „szturmu na centralne ośrodki władzy kapitalistycznej”, Gramsci zredefiniował jednak same te ośrodki, wskazując, iż nie stanowią ich jedynie urzędy państwowe, punkty dowodzenia wojskiem i policją, koleje, poczty czy telegrafy, lecz również instytucje opiniotwórcze, konstytuujące, a nawet kreujące świadomość, jak ambony, szkoły, katedry uniwersyteckie, domy wydawnicze, redakcje czasopism i rozgłośni radiowych (a dziś oczywiście także telewizja i media elektroniczne).” To pokazuje doskonale wielowektorowość taktyki Gramsciego w walce o rządy dusz, stąd można uznać jego koncepcje „hegemonii kulturalnej” i czwartej rewolucji za punkt wyjścia do taktyki walki o instytucje, która powstała w latach 60. ubiegłego stulecia w dość burzliwym okresie lewicowych protestów i studenckich ruchawek na Zachodzie.

W 1967 roku ukazało się niemieckie tłumaczenie „Zeszytów więziennych” Gramsciego, co pozwala stwierdzić wpływ Gramsciego na koncepcję „marszu przez instytucje”. Jej głównym teoretykiem w latach 60. XX wieku był Rudi Dutschke, student socjologii z Berlina i działacz Socjalistycznego Związku Studentów Niemieckich (SDS). Jego metodyka walki metapolitycznej miała być odpowiedzią na radykalizację ruchu studenckiego oraz działalność terrorystyczną Rotee Armee Fraktion (z niem. Frakcji Czerwonej Armii). Dutschke uważał, iż terroryzm RAF przyniesie trwałe szkody dla lewicowych środowisk akademickich, stąd był zwolennikiem przemian społecznych poprzez przejmowanie określonych m.in. przez Gramsciego w jego dziełach instytucji opiniotwórczych i społecznych oraz tworzenie własnych wpływów na społeczeństwa. Koncepcja „marszu przez instytucje” działała w myśl hasła: „Wywrócić cały ten sklep do góry nogami!” i miała charakter długofalowy, czego skutki odczuwamy do dziś. Podstawową jej myślą było wprowadzenie do instytucji starego systemu rewolucjonistów, którzy mieli za zadanie zniszczyć je od wewnątrz, nie od zewnątrz, ponieważ zewnętrzne ataki jedynie utrwalały i wzmacniały te instytucje. Tymi instytucjami nie były tylko formy organizacji życia społecznego, tj. banki, biura, szkoły, uczelnie czy urzędy państwowe, ale mechanizmy warunkujące zasady ludzkiej egzystencji (nauka, sztuka, kultura, religia, rodzina, małżeństwo). Przejęcie tych „instytucji” miałoby oznaczać zmianę ich funkcji społecznej, nie zaś obejmowanie stanowisk i urzędów w zorganizowanych formach życia społecznego. Tę walkę na przełomie lat 60. i 70. XX wieku podjęły środowiska zachodniej Nowej Lewicy, wyciągając wnioski z nieudanej rewolty młodzieżowej 1968 roku oraz bezskutecznej walki m.in. RAF i Czerwonych Brygad przeciw instytucjom państwowym na drodze terroryzmu. Krzysztof Karoń zwraca uwagę na to w tekście poświęconym marszowi przez instytucje jako jednemu z elementów antykultury, że: „Marsz przez instytucje zakładał nie zniszczenie, ale przejęcie instytucji tradycyjnego społeczeństwa z całym ich społecznym prestiżem i wypełnienie ich nową, antykulturową treścią. Hasło „wywrócenia sklepu do góry nogami” oznaczało więc w gruncie rzeczy totalną demoralizację tradycyjnej kultury i wystawienie jej na działanie mentalnej korupcji.” Za nim można wywnioskować, iż: „Skutkiem marszu przez instytucje było opanowanie przez lewicowych intelektualistów już w latach 90-tych większości kluczowych stanowisk kształtujących opinię publiczną w środowiskach akademickich i w mediach.”

***

Analogicznym truizmem będzie fakt, iż polska lewica na uniwersytetach ma się dość dobrze, co postaram się zobrazować na poszczególnych przykładach. Na Uniwersytecie Warszawskim działają Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej, którego nakładem ukazały się tłumaczenia dzieł Antonio Gramsciego, oraz Studencki Komitet Antyfaszystowski. Na komponenty ich ideologii składają się antyfaszyzm, antynacjonalizm i odwołania do ideologii marksistowskiej. Członkowie SKA zorganizowali 21 marca br. proaborcyjny Strajk Ostrzegawczy pod UW przeciwko planom „zaostrzenia” ustawy antyaborcyjnej, który to strajk zakończył się okupacją dziedzińca Pałacu Arcybiskupów, brali czynny udział w antyfaszystowskich manifestacjach i blokadach (tj. 1 marca antyfaszyści z UW blokowali Warszawski Marsz Żołnierzy Wyklętych, pierwszomajowy marsz z okazji Święta Pracy czy rocznicowy marsz ONR w Warszawie 29 kwietnia ub.r.) ramię w ramię z „feministkami” ze Strajku Kobiet i Obywatelami RP. Brali również czynny udział w agitacji studentów na Czarne Protesty (dochodziło do takich sytuacji, że wykładowcy z UW pisali zwolnienia i usprawiedliwienia dla osób studiujących na UW, którzy chcieli wziąć udział w Czarnych Protestach; sic!). Działalność antyfaszystów popiera… część naukowców z tejże uczelni. Te przykłady, z biernością władz uczelni na ekscesy antyfaszystów włącznie, pozwalają wykazać jednostronny charakter „wolności słowa” na tejże uczelni. Uczelni, która szczyci się pluralizmem i autonomią światopoglądową. Jest w tym wszystkim jeden smaczek. To obowiązuje studentów o lewicowo-liberalnym światopoglądzie, natomiast wobec braci akademickiej o bardziej narodowych poglądach już te zasady nie obowiązują. Jako przykłady warto podać różne wydarzenia, spotkania i wykłady, które miały odbyć się na UW, a były one pod mniejszym lub większym naciskiem środowisk lewicowych odwoływane, ponieważ… byłyby niezgodne z zasadami debaty akademickiej, miałyby charakter agitacji politycznej, działalności lobbystycznej etc. Na UW na przestrzeni kilkunastu lat za taką argumentacją odwołano m.in. w 2010 roku konferencję naukową z udziałem dr Paula Camerona pt. „Homoseksualizm jako ruch społeczny i jego konsekwencje”, w pierwszych miesiącach 2013 roku debatę z przedstawicielami Ruchu Narodowego (w odpowiedzi na to rektor zorganizował wykład prof. Magdaleny Środy, znanej z antyklerykalnych, lewicowych i feministycznych poglądów; a stanowczy wyraz wobec takiego stanu rzeczy dali aktywiści Niezależnego Stronnictwa Akademickiego organizując głośny happening) czy w marcu ub.r. spotkanie z aktywistką pro-life, mecenas Rebeccą Kiessling. Wspomnę też o dość głośnej sprawie Konrada Smuniewskiego, przeciwko któremu złożono donos i zwrócono się o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego. Co miało natomiast być jego winą? Dyskusja na jednym z forów dyskusyjnych studentów UW, na której kol. Konrad wyraził swoją opinię na temat sensowności świętowania Chanuki przez studentów i pracowników UW. Opinię, która nie miała w żadnym wypadku charakteru personalnych ataków pod czyimkolwiek adresem. Ta sytuacja jest kolejnym przykładem łamania wolności słowa na przestrzeni lat.

Podobne wydarzenia miały miejsce na przestrzeni lat nie tylko na Uniwersytecie Warszawskim. Warto przywołać kilka przykładów z Uniwersytetu Wrocławskiego, spośród których dwa stały się bardzo głośne w mediach. Przykładowo: pod koniec kwietnia 2013 roku na UWr odbyła się debata na temat europejskiego kryzysu finansowego i społecznego, na której prelegentami (jakże różnorodnymi, o ironio!) byli m.in. Janusz Palikot, Róża Thun czy wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, Isabelle Durant. W tej debacie miał wziąć udział również Daniel Cohn-Bendit, współprzewodniczący Partii Zielonych, jedna z czołowych figur Maja 1968 roku i osoba, która się jawnie przyznała do skłonności pedofilskich i nie została nigdy ukarana za swoje występki. Ostatecznie odmówił on udziału w debacie, co stało się w mediach lewicowo-liberalnych przedmiotem lamentów nad „neofaszystowskim terrorem”. Dwa miesiące później na tym samym uniwersytecie odbył się wykład majora Zygmunta Baumana, byłego oficera politycznego Informacji Wojskowej, KBW i UB. Został on odpowiednio przywitany na uczelni gwizdami oraz antykomunistycznymi okrzykami, jakie skandowali nacjonaliści oraz kibice Śląska i Sparty Wrocław. Czerwonego zbrodniarza na uniwersytecie fetował sam prezydent miasta, Rafał Dutkiewicz, który marnotrawi pieniądze podatników na walkę z nacjonalizmem. W tym roku z kolei, 21 maja, odbyła się debata zatytułowana „Polska i prawa osób LGBTI na mapie Europy – kontekst społeczno-prawny” oraz tzw. „warsztaty antyhomofobiczne”, których gośćmi były wyłącznie osoby walczące o prawa dewiantów (cóż za pluralizm; sic!). Ten, jak i inne mogące być przywoływanymi przykłady stanowią forpocztę jednostronnego zaszczepiania homopropagandy na uczelniach.

Takie działania stanowią modelową wręcz wypadkową taktyki marszu przez instytucje, jaką prowadzą środowiska lewicowo-liberalne na uniwersytetach. Walka metapolityczna wymaga stosowania różnorodnej, szerokiej gamy środków. Stąd, jak i z odpowiedniego przygotowania i poziomu intelektualnego, oraz poparcia swoich inicjatyw czy oddolnych grup nacisku, wynika – co ze smutkiem trzeba stwierdzić – przewaga lewicowo-liberalnego paradygmatu w przestrzeni akademickiej. Karol Oknab w tekście zatytułowanym „Czwarty sektor” (który ukazał się w jednym z ostatnich numerów „Polityki Narodowej”) wskazuje na NGOsy, które dla środowisk lewicowych stały się bazą wypadową do ukształtowania podkultury i stworzenia możliwości walki przez instytucje o swoją ideę: „Spójrzmy w związku z tym jeszcze na chwilę na lewicowe, trzeciosektorowe NGOsy. Stały się one bazą, na której wykształciła się pewna podkultura, a wraz z nią sposób zachowania, wysławiania się, styl myślenia. Przechodząc po ulicy nie ma większego problemu z rozpoznaniem „lewaka” – czy to po fryzurze, czy to po ubiorze. Dla wielu studentów i uczniów standardowym doświadczeniem jest obowiązkowe uczestniczenie w wykładach i panelach organizowanych przez działaczy takich organizacji. Z drugiej strony, działacze ci odwiedzają prelekcje i dyskusje uczelniane. W ten sposób dokonuje się indoktrynacja: czy to pod hasłem walki z „okrutną tradycją” jedzenia karpia w Wigilię, praw zwierząt, praw ucznia, walki z homofobią czy też obywatelskiej świadomości i aktywizmu. Chociaż niektóre powyższe zagadnienia należy ocenić pozytywnie lub neutralnie, to jednak lewica, stosując maksymalną możliwą polityzację języka, wykorzystuje je do walki z przeciwnikami, czyli mówiąc najprościej, z nami. Jej głównym oparciem w tej walce stały się współczesne uniwersytety, instytuty naukowe i organizacje pozarządowe, które tworzą powiązaną osobowo oraz przedmiotowo sieć oplatającą ideologicznie inne instytucje państwa.” Warto zwrócić uwagę na fakt, iż lewica stara się objąć maksymalizacją wszelkie sfery funkcjonowania społecznego i politycznego. Stąd: „Jej taktyką i cechą charakterystyczną jest obejmowanie swoją strefą wpływów bardzo szerokiego spektrum tematów. Sam nie raz nadziałem się na to, że przychodząc na jakąś, zdawałoby się, normalną prelekcję, dopiero na miejscu dostrzegałem, że będą prowadzić ją lokalni działacze lewicowi, którzy skryli się pod następnym szyldem kolejnego niby apolitycznego stowarzyszenia.” Oknab starał się nakreślić pewne ramy polityki kulturowej, jaką powinni prowadzić polscy nacjonaliści. Oprócz tego postuluje on również „zorganizowanie własnych akademii, swoistych „uniwersytetów nacjonalizmu”, alternatywnych i uzupełniających państwowe, oficjalne instytucje. Takie abstrakcyjne twory, spotkania grupy ludzi zainteresowanych pewnym tematem, musiałyby znaleźć jakieś konkretne miejsce, w którym mogłyby się zmaterializować.”

***


Nie ulega wątpliwości fakt dominacji światopoglądowej środowisk lewicowych na niektórych polskich uniwersytetach, co jest głównym rezultatem konsekwentnie realizowanej przez lata polityki „marszu przez instytucje”. Polityki, która okazuje się skuteczna. Wśród idei przewodnich uniwersytetu oraz życia akademickiego istotnymi są pluralizm światopoglądowy, debata i możliwość akademickiej konfrontacji między studentami mogącymi reprezentować różne opcje światopoglądowe, metapolityczne czy polityczne.Z tego wynika fakt, iż nie powinno się faworyzować jednej opcji kosztem drugiej. W tym przypadku toleruje się bądź więcej - pozwala na działania prowadzone przez skrajną lewicę, a prowadzi sukcesywną walkę nie tylko z nacjonalizmem, ale i każdym światopoglądem zwalczanym przez antyfaszystów (co ma miejsce choćby na UW).

Uniwersytety wolne od marksizmu!

Adam Busse

 

Wybrana bibliografia:

J. Bartyzel, Rewolucja kulturalna Nowej Lewicy, [w:] Rewolucja genderowa, red. o. Z. Klafka, Toruń 2013.

J. Bartyzel, Szkoła frankfurcka, Antonio Gramsci i Nowa Lewica, „Teologia Polityczna”, 26 kwietnia 2017 [dostęp: 15 maja 2018].

A. Busse, Lewica – jej walka o wpływy, kulturę i historię w Polsce, „SZTURM – miesięcznik narodowo-radykalny” 2016, nr 23

A. Gramsci, Intelektualiści i organizowanie kultury, tł. B. Sieroszewska, Warszawa 2005.

A. Gramsci, Zeszyty filozoficzne, tł. B. Sieroszewska i in., Warszawa 1991.

K. Oknab, Czwarty sektor, „Polityka Narodowa” 2017, nr 17.

K. Oknab, Uniwersytet zdecentralizowany, „SZTURM – miesięcznik narodowo-radykalny” 2016, nr 23.

S. Tomczak, Rok 1968 w Republice Federalnej Niemiec i jego skutki, „Historia.org.pl”, 10 sierpnia 2013 [dostęp: 15 maja 2018].

A. Wałecka-Rynduch, Róg RudiegoDutschke i Axel-Springer-Strasse. Nowa Lewica w Niemczech, Kraków 2010.

List protestacyjny w sprawie wniosku o komisję dyscyplinarną dla Konrada Smuniewskiego, „SZTURM – miesięcznik narodowo-radykalny”, Warszawa, 27 grudnia 2016.

Oświadczenie Niezależnego Stronnictwa Akademickiego w sprawie happeningu na Uniwersytecie Warszawskim, 20 lutego 2013, <https://www.facebook.com/nsawarszawa/photos/a.169777423045530.32362.158879207468685/534502236573045/?type=3&theater>.

http://www.historiasztuki.com.pl/strony/021-00-00-ANTYKULTURA.html

Zdjęcie przedstawia 547. numer miesięcznika studenckiego „Lotta comunista”, prowadzonego przez grupę włoskich marksistów-leninistów studiujących na uniwersytecie w Mediolanie; źródło: fp „Muzyka włoskiej prawicy” na portalu Facebook, opublikowane 15 grudnia 2017 roku.