środa, 28 luty 2018 21:47

Otto Auslegen - Gabriele D'Annunzio – Poeta, Uwodziciel, Wojownik

           

Postać Gabriele D'Annunzio, pomimo swojego wybitnego wręcz wkładu w myśl faszystowską lub nacjonalistyczną jest nieco zapomnianą, nieco ściągniętą na dalszy plan, czy nawet – zupełnie nieznaną. Poniższy artykuł stanowić będzie swojego rodzaju wstęp do bliższego i głębszego poznania prawdopodobnie najbardziej ekstrawaganckiego mężczyzny szeroko pojętej prawej strony oraz wszelkich wydarzeń, które wokół tej persony się kręciły. Lecz od początku – kim był, co takiego zrobił?

           

D'Annunzio, jak wspomniałem, jest postacią ekstrawagancką, wielowątkową, bardzo skomplikowaną, ponieważ w żaden sposób nie wpisuje się w kanony dzisiejszego faszysty, a mimo to – Mussolini w swoich słynnych przemówieniach, kolokwialnie mówiąc, papugował wcześniej wspomnianego włocha. Gabriele D'Annunzio był poetą, był przez bardzo długi czas libertynem, posłem we włoskim parlamencie, a na samym końcu – bohaterem wojennym oraz twórcą pierwszego faszystowskiego kraju – Regencji Carnaro. Myślę, że przy opisie tego, co sam zresztą zauważał, megalomana, nie popełnię znaczącego faux pas i nazwę go wypadkową markiza De Sade, Madonny, Filippo Tomasso Marinettiego z odrobiną Ernsta Jungera.

           

„Musisz żyć w taki sposób, jakbyś tworzył sztukę. Niezbędnym jest w życiu intelektualisty, aby jego życie było przedmiotem tej sztuki. Prawdziwa wyższość tkwi właśnie w tym. Za wszelką cenę trzeba bronić swojej wolności aż do punktu w którym zaczynasz się dusić”, jak sam pisał w swoim autobiograficznym dziele Il Piacere z 1889 roku, kontynuował w ten sposób: „Zasada dla intelektualisty jest następująca – rządź, nie daj sobą rządzić.”

           

D'Annunzio kulturalnie wprowadził Włochy w XX wiek, ukazując w swoich dziełach nurt dekadentyzmu, znany w Polsce jako Młoda Polska, co więcej, przez samych polskich literaturoznawców D'Annunzio określany jest jako włoski odpowiednik Przybyszewskiego. Piętno na jego dziełach odcisnęli tacy myśliciele jak Arthur Schopenhauer czy Fryderyk Nietzsche oraz Fiodor Dostojewski oraz Lew Tołstoj. W swoich utworach gloryfikował świat zmysłów i piękna, jego styl można zamknąć w dwóch słowach, które, nie bez kozery, można także uznać za proto-futurystyczny – seks i przemoc. Uznawał wyższość tych wartości ponieważ były dobre ze swojej natury, nawet jeśli krzywdziły ludzi.

           

W miarę rośnięcia jego rozpoznawalności w bohemie artystycznej, z którą zresztą bardzo często wpadał w różnorakie konflikty (dochodziło do bardzo licznych walk na pięści), D'Annunzio postanowił zostać posłem – dlaczego? Tylko po to aby udowodnić swoją sławę i to, że demokracja jest w rzeczywistości zepsutym ustrojem pod obcasem burżuazji. Jak powiedział, tak zrobił. W swoich parlamentarnych przemówieniach wielokrotnie stwierdzał, że państwo powinno zejść z drogi przed „wybitnymi jednostkami” oraz, prawdopodobnie rozszerzyć swoje granice „ponieważ wojna jest piękna”. Nie doczekał re-elekcji, lecz spłynęło to po nim, uznawał proces legislacyjny za nudny i mało efektywny, a ludzie i tak go kochali.

           

Kiedy Włochy weszły do I Wojny Światowej, D'Annunzio nie mógł odpuścić sobie takiej okazji i stać się żołnierzem, pomimo posiadania 50 lat na karku. Gdyby już w jego wieku nie było nic dziwnego aby rozpoczynać karierę wojskową – nasz bohater zmieniał miejsca akcji jak rękawiczki. Prowadził naloty bombowców jako pilot, prowadził szarże kawalerii, poprowadził niemożliwy do przeżycia morski rajd (i pomimo tego, że nic nie zniszczono, to pozostawił po sobie nie spisaną, mrożącą krew w żyłach austriaków propagandę o szalonym kapitanie) i powtórzył swój wyczyn z morza w przestrzeni powietrznej – wyleciał z Włoch prosto do Wiednia, aby zrzucić z samolotu przeszło 50 tysięcy ulotek propagandowych... lecz zapomniał je przetłumaczyć na niemiecki.

           

Kiedy wojna się skończyła – był wielce zawiedziony zawartymi traktatami pokojowymi. Zaowocowało to tym, że zebrał ogromną grupę kombatantów (głównie z elitarnych jednostek zwanych Arditi) i ruszył na byłe Austriackie miasto Fiume (dzisiaj chorwacka Rijeka), ponieważ 65% mieszkańców stanowili Włosi, ogłosił się władcą państwa-miasta, nazywając je Regencją Carnaro.

           

D'Annunzio uporządkował Carnaro w sposób, w którym głowa państwa jest traktowana niczym głowa religii, lecz nie jak papież czy najwyższy mufti, ale jak Mesjasz. Do dzisiaj historycy spierają się, czy zrobił to dlatego, że miał obsesję na swoim punkcie, czy dlatego, że uważał, że taki właśnie system będzie najbardziej efektywny. Moim osobistym zdaniem – prawda leży pośrodku.

           

Co do bardziej szczegółowej organizacji, Konstytucja Fiume była jedyna w swoim rodzaju, była istną mieszanką idei proto-faszystowskich z demokracją bezpośrednią i nawet – anarchosyndykalizmem. Była prekursorem dla przyszłej konstytucji Włoch z czasów Mussolniego, lecz, jak wcześniej wspomniałem, posiadała wiele ciekawych zagadnień, których D'Annunzio nie mógł sobie podarować – a więc obok klasycznego dla faszyzmu podziału społeczeństwa na korporacje (przy czym korporacja artystów i „jednostek wybitnych” była szczególnie wyróżniona), istniał obok przepis mówiący o muzyce jako fundamentalnej wartości państwa. Cała Konstytucja była usiana przepisami, które stworzyły z niej wręcz surrealistyczny z naszej perspektywy twór.

           

A co do całej reszty organizacji państwa– w końcu nie tylko Konstytucją człowiek żyje, drogi czytelniku, doskonale zapewne wiesz jak wyglądało Fiume, ponieważ widziałeś je setki razy w wykonaniu plagiatorów. D'Annunzio stworzył ten włoski, faszystowski styl – począwszy od gorących przemówień z balkonu, pełnych pytań retorycznych na maszerujących w kolumnach czarnych koszulach wykonujących słynny salut rzymski w stronę Wodza (sam siebie nazywał właśnie Duce) skończywszy.

           

Wokół D'Annunzio wówczas krążyły wręcz legendy, zaczynające się na jego walkach na froncie 1 Wojny, na tym, że prawdopodobnie ma syfilis (miał wiele kochanek) i osobiście straszył rosyjskiego dyplomatę śmiercią skończywszy.

           

Lecz życie Fiume nie mogło być wieczne, wiele głów państw nieprzychylnie patrzyło na państwo, które urządza co weekend pokazy fajerwerków i wymusza publiczne czytanie poezji w weekendowe wieczory. D'Annunzio więc... wypowiedział wszystkim wojnę. Włoskie wojska musiały zamknąć portowe miasto i przez blisko tydzień bombardować je ze strony morza i lądu aby doszło do kapitulacji.

           

D'Annunzio przeszedł na częściową emeryturę, będąc cały czas w listownym kontakcie z wieloma gwiazdami włoskiej sceny politycznej, w tym Mussolinim. Ich relacja do dzisiaj bywa bardzo niejasna - „oryginalny Duce” był obsypywany przez tego drugiego pieniędzmi oraz tytułami (został mianowany księciem Montenevoso oraz generałem sił powietrznych), ponieważ aż do chwili śmierci w 1938 roku Mussolini nie był pewien, czy D'Annunzio nie postanowi wrócić do polityki. Doszło nawet do ciekawego zamachu, który także do dzisiaj jest owiany tajemnicą, w 1922 roku D'Annunzio w niejasnych okolicznościach wypadł z balkonu, i jak wspomniałem, nie jest wiadomo czy był to rzeczywisty zamach jego przeciwnika politycznego, czy jednak wypadł ponieważ znowu przedobrzył z kokainą (której nadużywał na emeryturze).

           

Dzisiaj, we Włoszech samej Pescarze (która jest jego rodowitym miastem), w zasadzie wszystko jest jego imienia, w reszcie kraju są dwa uniwersytety przed którymi widnieje jego imię. Dla włochów, jest to słynny poeta i autor wiersza o... cieście (Parozzo), który wprawdzie „coś tam zrobił dziwnego”, lecz pozostał poetą.

 

Otto Auslegen