środa, 28 luty 2018 21:07

Grzegorz Ćwik - Wojna się nie zmienia. Czytajmy postapo

Kultura naszych czasów degeneruje się. Stwierdzenie niby trywialne, jednak ani na jotę przez to nie staje się nieprawdziwe. Wszelkie przejawy twórczości artystycznej oczywiście są wynikową tego jakie nurty ideowe są przeważającymi w sferze publicznej, tego jakie wartości są uznawane za ważne i jaka jest ich gradacja, także tego jak wszelkiej maści ideolodzy i socjotechnicy wpływają na klasę społeczną zwaną „inteligencją”. Krótko mówiąc sztuka jest w prostej linii pochodną kondycji naszych czasów oraz tego, kto wpływa na metapolitykę. Oczywiście sami artyści, poprzez swoje książki, płyty, filmy etc. także są w stanie wpływać na te dziedziny, trochę na zasadzie sprzężenia zwrotnego, jednak pierwotnym elementem jest tu warstwa mentalna i ideologiczna warunkująca świadomość samych twórców.

Nie dziwi więc fakt, że coraz więcej filmów porusza tematykę lgbt, że muzyka przepełniona jest liberalnymi i lewicowymi bredniami, a większość aktorów czuje się predystynowana do stawania w obronie tej czy innej mniejszości lub do piętnowania objawów wszelkich myślo-zbrodni. Tradycyjne wartości i idee znajdują się w wyraźnej defensywie, czego dowodem jest zwłaszcza tzw. „kultura popularna”. Wystarczy zobaczyć jak wyglądają klipy najpopularniejszych wykonawców muzycznych, o czym traktują ich utwory czy jakie książki często królują na listach bestsellerów, by nie mieć wątpliwości, iż zgnilizna sączy się w ten sposób do serc ludzi szerokim strumieniem.

Z drugiej jednak strony nie ma sensu całkowicie demonizować kulturę popularną i wszystkie jej nurty i przejawy. Jak postaram się udowodnić w poniższym tekście, są w nim naprawdę wartościowe rzeczy, które skrywają w sobie bliskie nam treści i wartości. Co więcej, nie są to dzieła i artyści podziemni, wydający dla wąskiego grona odbiorców, ale ludzie docierający ze swoją twórczością do naprawdę szerokiego grona odbiorców. W kilku co najmniej wypadkach mówimy już wręcz o dziełach wręcz kultowych.

Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia.

Koniec świata jest motywem, który w sztuce i twórczości przejawia się od kiedy tylko jesteśmy w stanie stwierdzić pisemne świadectwa myśli ludzkiej. Już starożytne teksty religijne podejmowały ten temat, choćby Apokalipsa św. Jana. Oczywiście były to religijne ujęcia tematu i zazwyczaj koniec świata był w nich ujęty jako faktyczne zakończenie funkcjonowania człowieka jako gatunku w świecie doczesnym, czyli na naszej planecie. Przez wieki i kolejne epoki podejście do zagadnienia w sztuce zmieniło się bardzo. Od kilkudziesięciu lat stałym już elementem literatury, filmu, świata gier komputerowych czy muzyki jest „postapo”, czyli twórczość  postapokaliptyczna. W największym skrócie jest to próba pokazania upadku i zniszczenia naszego świata, a przede wszystkim tego jak wygląda życie w takim świecie – stąd nazwa „post apokalipsa”.  Postapo generalnie operuje wokół kilku głównych motywów tego, jak mogłoby dojść do zagłady naszej planety. Najczęściej powodami tego jest wojna atomowa, gwałtowne pogorszenie klimatu (często na skutek podejścia naszej cywilizacji do kwestii ekologii i środowiska), wyczerpanie surowców mineralnych, katastrofy przemysłowe. Szczególnie w ciągu ostatnich 15-20 lat nurt postapokaliptyczny w kulturze stał się niezwykle popularny. Gry jak saga Fallout czy S.T.A.L.K.E.R, książki z serii Metro 2033, Survarium oraz szereg innych walnie się do tego przyczyniły. Ich rozpoznawalność jest obecnie bardzo duża i można spokojnie mówić o tym, że stały się już nieodłącznym elementami popkultury. Powstające cały czas nowe gry z gatunku, kolejne tomy z już istniejących serii wydawniczych oraz pojawianie się nowych świadczą jednoznacznie o tym, że postapokalipsa jest niezmiennie popularna i cieszy się ogromnym zainteresowaniem.

Także w Polsce jesteśmy od wielu lat świadkami ogromnej popularności nurtu postapokaliptycznego, w literaturze, grach czy filmie. Wielu polskich autorów sięgnęło do gatunku, niektórzy z nich dzięki niemu stali się sławni i rozpoznawalni, jak choćby Michał Gołkowski, autor wielu książek ze świata Stalkera (jest także autorem książek fabularnych niezwiązanych z postapo, zawsze jednak prezentuje bardzo wysoki poziom). Także Robert Szmidt, Bartek Biedrzycki i szereg innych autorów (zwłaszcza tych związanych z lubelskim wydawnictwem Fabryka Słów) konsekwentnie rozwija nurt polskiej postapokalipsy.

Powodów niezwykłej popularności tego nurtu jest niewątpliwie wiele, jednak w poniższym tekście zwrócić chciałem uwagę na jeden motyw. We wstępie wspomniałem o ogólnym skundleniu kultury i sztuki, zawłaszczeniu jej przez lewicę i liberałów. Tymczasem nurt postapokaliptyczny jest całkowitym przeciwieństwem i zaprzeczeniem tego trendu. Śmiem twierdzić, że postapo to nie tylko powrót do świata tradycyjnych wartości i ideałów oraz klasycznych wzorców. To także modernistyczna wersja mitów i opowieści heroicznych, sławiących postawy, na których ukształtował się duch Europy oraz jej Narodów. Taki sposób odbierania postapo kręci się wokół trzech głównych motywów: wspomnianego heroizmu i poświęcenia dla wyższych ideałów; nieprzemijalności znaczenia fundamentalnych dla nas wartości; refleksji nad odpowiedzialnością cywilizacyjną i faktem, że nic w ujęciu dziejowym i kulturowym nie jest dane „raz na zawsze”. Tak czytane i odbierane postapo może stanowić niezwykle wartościową inspirację.

Bohaterowie nie umierają

W dobie coraz bardziej postępującej feminizacji płci męskiej i promocji słabości oraz bierności, postawa heroiczna staje się coraz mocniej niezrozumiała i nieprzystająca do tych nieciekawych czasów. Ludzie zaczęli bać się siły, władzy a zastąpili to manią ciągłego przepraszania, kultu porażki i szukania kolejnych „uciśnionych” mniejszości, aby móc „walczyć” w obronie ich rzekomo łamanych praw. Z pewnością warunki cywilizacyjne w jakich żyjemy rozleniwiają i sprawiają, że ludzie nie czują potrzeby walki, nawet nie dostrzegają możliwości jej podjęcia. Indywidualizm i pogoń za tak czy inaczej rozumianym sukcesem i spełnieniem całkowicie zastąpiły w ludzkiej świadomości gotowość do poświęcenia się w imię wyższych ideałów.

Postapo stanowi tutaj całkowite tego zaprzeczenie. Czy będzie to Artem z „Metro 2033” czy dowódca Szturmowców z „Kompleks 7215”, praktycznie niezmiennie bohaterami i głównymi postaciami postapo są ludzie, których można nazwać postmodernistycznymi bohaterami. To stalkerzy, wojownicy, żołnierze. Oczywiście, swoje boje prowadzą w okolicznościach mało przypominające te z klasycznych opowieści i mitów. Jednak w ich trakcie spotykają się z odwiecznymi przeciwnościami: ze złem, oszustwem, z potworami, korupcją i degrengoladą.

Klasycznym przykładem mogą być bohaterowie pierwszego oraz drugiego „Fallouta”. W obu wypadkach jest to Wędrowiec, samotnik i indywidualista, który zostaje niejako zmuszony do zostania bohaterem. W trakcie swej wędrówki w obu tych grach ma on do zrealizowania fundamentalny cel: uratowanie swojej społeczności. Tu dochodzimy do integralnego elementu postapo i jego bohaterów. W przeważającej większości są oni ludźmi, dla których najważniejsza jest ich wspólnota (krypta, stacja, bunkier), rodzina, dzieci, a więc wartości dla nas, nacjonalistów, najważniejsze. W świecie postapo zwykle tradycyjnie rozumiane Narody już nie funkcjonują, jednak tak zdefiniowane swoje wspólnoty można spokojnie uznać za postapokaliptyczny odpowiednik Narodu. Oczywiście, często (nawet bardzo) są to ludzie, którzy nie są bez skazy. Chociażby Nauczyciel w książkach Szmidta, których akcja dzieje się we Wrocławiu jest człowiekiem, którego ciężko nazwać jednoznacznie dobrym. Czy jednak klasyczni bohaterowie z mitów greckich, rzymskich, nordyckich czy słowiańskich byli postaciami posągowymi? Oczywiście nie. Dla nas najistotniejsze jest stwierdzenie motywacji jaka przyświeca bohaterom postapo. A tu właściwie nie ma przypadku egoizmu i działania wyłącznie dla zaspokojenia swoich indywidualnych pragnień. Bohaterowie poszczególnych tomów Metra czy Kompleksu 7215 są obrońcami swych społeczności, żołnierzami, którzy za wszelką cenę będą bić się o przetrwanie swych „narodów”, swych rodzin i bliskich ludzi. Także w wypadku uniwersum Survarium czy Wstęgi bohaterowie, mimo początkowo innej motywacji, ostatecznie przechodzą transformację w ludzi walczących ze złem. A jak wygląda to w wypadku świata Stalkera? Tu sytuacja jest o tyle interesująca, że świat ten nie jest typowym postapo a raczej quasi-postapo. W jego realiach bowiem tylko ograniczona terytorialnie Zona jest terytorium objętym występowaniem warunków typowo postapokaliptycznych. Tak więc stalkerzy są bardziej „samotnymi strzelcami”, niż członkami większych społeczności. Tak więc tu nie ma sensu oczekiwać, że będą oni dokonywać czynów heroicznych dla swych wspólnot czy rodzin – bo te tu nie występują. Nie zmienia to faktu, że w świecie stalkera przewija się za to bardzo mocno moralna i etyczna strona jego bohaterów. Czy będzie to stalker Ślepy z książek Noczkina, czy stalker Miszka od Gołkowskiego, są to generalnie rzecz biorąc podobni ludzie – outsiderzy, którzy nie odnajdują się w dzisiejszym świecie, duszą się ciągłym wyścigu szczurów i wybierają ostatecznie swoistą imigrację do Zony. Tam nie tylko odnajdują swoją drogę życiową, ale także przechodzą przemianę i metamorfozę. Dla bohatera Gołkowskiego nie ma już po niej powrotu do nudnego życia pełnego pustych rozrywek. Odnajduje on tym samym heroiczną drogę, która była uśpiona dotąd w jego świadomości. Droga pełna wyrzeczeń, zagrożeń, jednak także wewnętrznego spełniania i zrozumienia swego powołania staje się jego katharsis. Ślepy mimo, że stara się wrócić do „normalnego” życia, to jednak Zona dopomina się o niego raz po raz. Ale czy faktycznie to tylko Zona? Może Ślepy czuje po prostu swoisty zew swej duszy, który nie pozwala mu obrać innej drogi?

Inną jeszcze drogę wybrał bohater uniwersum Ziemia Niczyja. Przechodzi on metamorfozę od oficera GRU, świetnie wyszkolonego mordercy do człowieka, który na zniszczonej i zdewastowanej Ziemi Niczyjej odnajduje swój dom. Odtąd nie walczy dla tego kto lepiej płaci, nie myśli wyłącznie o swoich korzyściach a staje się prawdziwym obrońcą tych, którzy trwają na zniszczonych terenach środkowej Ukrainy.

„Metro 2035”, ostatni tom trylogii Głuchowskiego, to zwieńczenie prawdziwie heroicznej walki Artema. Człowieka, który wszystkie swoje działania podporządkował wyższym celom. Gdy okazuje się, że po kolei zostaje zdradzony przez wszystkich swoich bliskich, wybiera on ucieczkę ze swoją żoną. Jednak czy jest to ucieczka? Głuchowski w swej książce, skądinąd mającej bardzo polityczny i aktualny charakter, wyraźnie daje do zrozumienia, że gdy zawiodły wszelkie próby – pozostaje wierność samemu sobie. I to jest prawdziwe zwycięstwo Artema.

To co stałe, to co nieprzemijające

Bohaterowie postapo walczą – i to jest ważne, ale jeszcze ważniejsze jest to o co walczą. Obecny świat uczy nas, że liczy się tylko osobiste spełnienie a tradycyjne wartości to „konstrukty”, wliczając w to nawet płeć czy rasę. Jak widać trzeba atomowej zagłady i śmierci miliardów ludzi by ocaleni zrozumieli, że Naród, rodzina, dzieci to najistotniejsze kwestie, na których zasadza się funkcjonowanie człowieka. Oczywiście wiele tych pojęć w świecie po zagładzie ulega zmianie, ale główna ich treść pozostaje niezmienna. Narody to w gruncie rzeczy zwykle lokalne wspólnoty (Krypty z „Fallouta”, stacje z „Metra” czy „Kompleksu”) o ograniczonym zasięgu, ale ich miejsce w hierarchii wartości jest dokładnie takie samo, podobnie jak ich znaczenie i sens. Dopiero śmierć i zagłada większości naszej planety uwidacznia jak ważna jest rodzina, posiadanie zdrowego i licznego potomstwa. Sytuacje ekstremalne, które wystawiają cały nasz gatunek na najcięższe próby stają się także zwierciadłem, które ukazuje jak puste są rzeczy, za którymi gonimy. Wszechobecny materializm, konsumpcjonizm, wyparcie się wszelkich wartości duchowych i cywilizacyjnych dają w efekcie człowieka niepełnowartościowego, pozbawionego tożsamości, do tego całkowicie wyalienowanego. Apokalipsa staje się w tym ujęciu straszliwym otrzeźwieniem (dla tych, którzy przeżyli), po którym przychodzi świadomość – biały króliczek, który podstawił nam kapitalizm do gonienia prowadzi donikąd. A zatracając się w tej gonitwie jednocześnie stajemy się częścią systemu, który na obecną chwilę ex definitone jest antynarodowy i antyludzki.

Jest coś przerażającego w takim postapokaliptycznym ujęciu, w ramach którego trzeba zagłady, aby ludzie zrozumieli kim są, co jest ważne, co nie, a co posiada znaczenie fundamentalne. Paradoksalnie coś co niszczy ogromną część ludzkości, dla jej ocalałej części staje się powrotem do klasycznego i zdrowego świata. Świata pozbawionego pacyfizmu, słabości, za to przepełnionego świadomością tego, co ma znaczenie. „Krucjata dzieci” Tullio Avoledo to dobitny dowód na to, jak w świecie postapokaliptycznym ludzie doskonale rozumieją, że wspólnota, a przede wszystkim dzieci to kwestie nadrzędne, dla których warto zdobyć się na największe wyrzeczenie i wysiłek. Podobnie świetna trylogia Denisa Szabałowa („Prawo do użycia siły”, „Prawo do życia”, „Prawo do zemsty”) jest świetnym przykładem na prawdziwość mych tez. Wszyscy bohaterowie, niezależnie od charakteru, wieku, uwarunkowań itp. mają pełną świadomość kim są i o co w ciężkim świecie po wojnie atomowej toczy się walka. Walka, w której sami biorą aktywny udział – o ich lokalną wspólnotę, o rodziny, o przetrwanie. I w trakcie swej odysei zmuszeni są dokonywać ciężkich wyborów, spotykają się z oszustwem i nieprawością, ponoszą ogromne straty, jednak ostatecznie zwyciężają. I to jest miarą ich człowieczeństwa i tożsamości – ostateczne zwycięstwo i przetrwanie.

Co ciekawe apokalipsa nie musi oznaczać przejścia na wspólnotowy, lokalny poziom Narodu. „Apokalipsa według Pana Jana” Roberta Szmidta to nie tylko jedna z najlepszych polskich książek postapo, ale także dowód, że walka o Naród nie kończy się w momencie gdy atomowe grzyby zaczynają pojawiać się na horyzoncie. Tak naprawdę dopiero wtedy ona się zaczyna. Opisana w książce twarda, brudna i pozbawiona jakiegokolwiek pardonu droga tytułowego pana Jana o zjednoczenie rozbitych i odseparowanych od siebie enklaw ocalałych po zagładzie Polaków to przykład tego, że Naród czy rasa to nie kulturowe konstrukty, ale podstawowe i najważniejsze aspekty naszej tożsamości i świadomości. Zwłaszcza w sytuacji gdy, jak opisuje to Robert Szmidt, ze wschodu znów nadciąga zagrożenie. Jak wiemy przecież z „Fallouta” – „Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia”.

Nic nie jest dane na stałe

Człowiek w obecnych czasach traci niestety więzi z kulturową i cywilizacyjną ciągłością Narodu (nie wspominając już o etnicznej). Żyjemy tu i teraz, nie zastanawiamy się nad tym co nam dano, nie myślimy o tym, co pozostanie po nas. Efektem tego jest fakt, że generalnie rzecz biorąc ludzie zastaną sytuację traktują jako coś stałego i niezmiennego. Nasza część świata od dłuższego czasu nie doświadczyła wojen, gwałtownych przemian i rewolucji. Pomimo różnych fluktuacji gospodarczych, nieraz bardzo niekorzystnych, jak choćby transformacja 1989 roku i zbrodnicze „reformy Balcerowicza”, to takie problemy jak głód, nędza etc. także nas omijają. W efekcie nie czujemy zupełnie zagrożenia tymi czynnikami, żyjąc bezpiecznie i spokojnie w świecie wyciętym żywcem z reklamowego spotu. Postapo odziera nas z wszelkich złudzeń w tej mierze. Wystarczy kilka godzin by cały nasz świat runął a ludzkość została ograniczona do garstki tych, którym dane było (zwykle przypadkowo) przeżyć. Tu być może jeszcze lepszym przykładem jest świat Stalkera – nawet jeśli reszta świata trwać będzie niewzruszenie w swym nihilizmie i ideowej pustce, to tuż obok istnieć może Zona – strefa, która rządzi się zupełnie innymi prawami. Innymi i nie ma tu co ukrywać – zdrowszymi, podobnie jak cechy i przymioty charakteru jakie się w niej przydają. Tu liczy się siła, spryt, inteligencja, hart ducha i ciała, a nie pogoń za gadżetami czy wieczór w modnym klubie.

Nic nie jest dane na zawsze – mówił to przed wojną Komendant Piłsudski (głównie w kontekście Niepodległości), dobitnie wykazuje to postapo. Zbytek i blichtr jakimi lubimy się otaczać w ostatecznym rozrachunku staje się bezwartościowym szmelcem w świecie po zagładzie, dokładnie tak jak pokazał to „Fallout”, gdzie wszelkie pamiątki po starym świecie to gadżety bez wartości i jakiejkolwiek przydatności.

Wspomniałem o walce, o postawie heroicznej – to bez nich właśnie prędzej czy później stracimy wszystko co udało się naszej cywilizacji osiągnąć. Zagłada w postapo w tym ujęciu to nie tylko koniec świata jaki znamy, to zwieńczenie procesu upadku zasad i wartości, a także rozrastania się liberalnego i antynarodowego systemu. Ten ostatecznie poświęca nas wszystkich w imię realizacji interesów, które są całkowicie oderwane od tego, czego faktycznie potrzebują ludzie. Jak zresztą pokazuje „Samotność anioła zagłady” rządzący koniec końców przeżywają zagładę, która pomyślana jest jako projekt przekształcenia świata pod względem ludnościowym i demograficznym. Dopiero bohater książki, skądinąd przypadkowo, musi wywrzeć na nich zemstę. To świetny dowód na to, że opieranie się o rządy, polityków i partie aby to te siły troszczyły się o nasze państwa i Narody to błąd, gdyż siły te są z gruntu anarodowe (nie posługują się pojęciem interesu narodowego) jak i antynarodowe (posługują się ideologiami i wartościami dla Narodów szkodliwymi). Jeśli sami, niezależnie i oddolnie, nie zatroszczymy się o to co dla nas najważniejsze, prędzej czy później utracimy to. Jeśli nie teraz to czeka to następne pokolenie. I nie musi stać się to poprzez wojnę jądrową – system ma doprawdy szeroki wachlarz możliwości w tym aspekcie.

Postapo jest też ciekawą nauką w kontekście systemu rządzenia. Demokracja liberalna, a tym bardziej anarchia, okazują się w tym wypadku całkowicie chybionym pomysłem, który prowadzi donikąd. Czy Szturmowcy w warszawskim merze, czy Bractwo Stali w „Falloutach”, czy stalkerzy broniący Schronu u Szabałowa – zawsze mamy do czynienia ze strukturą hierarchiczną, opartą na dyscyplinie, posłuszeństwie i poświęceniu. W sytuacjach kryzysowych rozgadany parlamentaryzm, szukanie kompromisu i porozumienia okazują się śmiertelnym zagrożeniem tak ze względu na decyzyjną niemoc, jak i na fakt, że często służą jako przykrywka dla wrogich interesów. Nawet samym autorom piszącym postapo ciężko wyobrazić sobie, aby w takich okolicznościach sprawnie funkcjonowały jakiekolwiek struktury oparte o typową demokrację czy anarchię.

Podsumowanie

Ciekawe jest, że czytając, grając czy oglądając postapo mamy tak naprawdę poczucie ogromnej dawki realizmu, mimo iż z reguły są to światy niezwykle fantastyczne. Nie czujemy, że pokazane struktury i zasady świata są specjalnie wymyślone, a wręcz przeciwnie – czujemy, że dopiero w świecie postapo następuje powolny i trudny powrót do metafizycznej normalności. Wynika to moim zdaniem z tego, że autorzy świadomie lub podświadomie nawiązują do klasycznych wzorców, zasad, wartości i motywów naszej cywilizacji.  Nie ma wątpliwości, że w świecie po zagładzie nie może być mowy o liberalizmie, walce z dyskryminacją czy zajmowaniem się wyłącznie swoimi potrzebami. Warunki wymagają i zmuszają ludzi, by działali kolektywnie, by myśleli przede wszystkim o tym co ważne i konieczne do przetrwania. Nie ma tu miejsca na kult słabości, zblazowania, mierności – tu prym wiodą stalkerzy, Szturmowcy, członkowie Bractwa Stali, żołnierze swych wspólnot i małych ojczyzn. Pamiętając o co się biją i za kogo, są oni w stanie zdobyć się na wyżyny swego człowieczeństwa, przeskoczyć samych siebie. Robią to nie tylko z myślą o tych, którzy jeszcze żyją, ale prawie zawsze także o tych, którzy dopiero się urodzą. Jak się okazuje w świecie postapo musi dojść do zagłady obecnej cywilizacji, aby odrodziło się prawidłowe myślenie w kategoriach właśnie cywilizacyjnych – a o cywilizacji można mówić wtedy, gdy dane pokolenie sadzi drzewa, w cieniu których nigdy nie będzie mu dane odpoczywać. Czasem to drzewo tylko zostaje zastąpione przez bunkier, schron lub stację metra.

Zaproponowany przeze mnie sposób odbierania nurtu postapo obecnego w kulturze nie wyczerpuje oczywiście wszystkich znaczeń i motywów, jakie odczytać można w tym gatunku. Sądzę jednak, że warto i w ten sposób patrzeć na przygody postapokaliptycznych bohaterów. Tak więc oglądajmy, grajmy i czytajmy postapo!

„War. War never changes”

Grzegorz Ćwik