poniedziałek, 30 październik 2017 21:16

Otto Auslegen - "Wpływ internetu na ludzką świadomość"

Chciałbym podjąć dyskusję z niedawno opublikowanym przez pana Patryka Płokitę artykułem wydanym na łamach Szturmu, dotyczącym seksualizacji dzieci. Mógłbym się podpisać pod nim niemal w 100%, lecz nie mogę się w pełni zgodzić co do przyczyn tejże seksualizacji, czy mówiąc wprost – degeneracji dzieci oraz nieletnich, ale dorosłych ciałem, nastolatków. Autor słusznie zauważył, że nadrzędnym i najważniejszym powodem jest liberalizm wygenerowany przez marksizm kulturowy, lecz zrzucił całość winy na, cytując „walkę o konsumenta”.

Mam to szczęście (lub nieszczęście), że jestem młodym człowiekiem, 23 letnim zaledwie, dorastałem więc będąc otoczony propagandą marksistowskiej agendy. Można powiedzieć, że znam ją od środka – stąd także moja krytyka. W moim mniemaniu, bezpośrednimi powodami seksualizacji dzieci są treści emanujące, wylewające się na nas z każdego środka masowego przekazu, ze szczególnym uwzględnieniem internetu. Pragnę zauważyć, że młodzież w dzisiejszych czasach nie słucha powołanego przez pana Płokitę radia, rzadko kiedy ogląda także telewizję. Co więcej, dzisiejsza młodzież staje się coraz bardziej samodzielna, już nie musi wiecznie prosić rodziców o kupno danej rzeczy, jest bardziej niezależnym pokoleniem niż swoje starsze rodzeństwo czy rodzice, uważając je jednocześnie za skołtuniałe, najprawdopodobniej ze względu właśnie na niską umiejętność poruszania się w przestrzeni internetowej.
Z powodu tego „drugiego” życia, życia w sieci, młodzież jest bardzo sprawnie kontrolowana przez zdegenerowaną muzykę, blogerki modowe, czy nawet bogatszych rówieśników. Dzięki platformom takim jak instagram, youtube czy facebook, „sprzedawany” jest im styl życia. Nie konkretne produkty, nie materialne dobra, bo te są jedyne efektem ubocznym
mindsetu wpojonego im przy pomocy ich idoli. Nastolatek widząc zachowania swoich gwiazd, nie tylko chce ich naśladować poprzez wygląd, ale przede wszystkim prowadzić taki sam styl życia. Innymi słowy, błędnym jest myślenie, że jeśli kupię sobie bluzę popularnej marki, sam stanę się bardziej atrakcyjny dla rówieśników, czy bardziej pociągający, tu chodzi o styl bycia jaki reprezentuję.

Stare subkultury punków, skinów czy metali powoli zaczynają wymierać, jeśli już nie wymarły. Zostały zastąpione stworzonymi w internecie innymi wzorami zachowania, innym ubiorem, inną muzyką etc, etc. I tak jak wtedy, ogolenie sobie głowy i założenie glanów nie czyniło kogoś groźnym skinheadem, tak teraz kupienie bluzy z kapturem i drogiego żelu do włosów nie uczyni kogoś daną meta-subkulturą (bo tak chyba mógłbym je nazywać). Seksualizacja dzieci wynika z kolejnej meta-subkultury młodych dziewczyn, wzorujących się na modelkach z tumblr, czy instagrama, noszących koszulki z napisami w stylu „I need daddy” - naturalnie, w ten sposób reklamują daną markę, lecz większą reklamę robią danemu stylowi życia, wypełnionego w tym przypadku filtrami ze snapchata i seksem z wiele starszymi mężczyznami (nawet nie żartuję).

Pogląd na sprawę zaproponowany przez pana Płokitę wynika prawie że na pewno z racji różnicy wiekowej pomiędzy nami, i choć jest tylko parę lat starszy, to wystarczy aby przepaść pokoleniowa była widoczna. Podobnym, nieco przestarzałym sposobem na walkę z taką, a nie inną sytuacją, zaproponowanym przez pana Płokitę jest „np. graffiti”, dzisiaj rzadko kiedy młodsi ludzie spoglądają na mury, bo i tak przyzwyczaili się do nic nie znaczących, szarych bohomazów (nie umniejszam oczywiście w tym momencie takim artystom jak Banksy, lecz jest to też druga strona barykady). Autor nie wie o nowoczesnych trendach internetu, jak np. fashwave.

Parafrazując Oswalda Mosleya - nie chciałbym nigdy urodzić się w innych czasach, w których ludzkość stoi przed tyloma możliwościami i wyborami, które albo doprowadzą nas do tragedii, albo do wiecznej chwały. Nie możemy obwiniać więc mediów społecznościowych jako powód problemu, gdyż może być to miecz obosieczny! Przykładów na potęgę wpływu internetu na sposób myślenia mas jest od groma, lecz najbliższą nam taką sytuacją jest oczywiście okres kampanii prezydenckiej w USA – okazało się, że prawicowa młodzież wyrosła jak grzyby po deszczu, i wyszli na ulicę rechocząc niczym żaby, aby pokazać, że nie mogą zostać zakrzyczani ni przez bany na facebooku, ni przez marksistów z obozu Berniego Sandersa. To nie liberalizm gospodarczy per se jest rakiem toczącym organizm zwany naszą cywilizacją, a marksizm kulturowy we własnej osobie.

 

Otto Auslegen