piątek, 28 lipiec 2017 21:29

Michał Walkowski - "Odezwa do nacjonalisty"

Nacjonalisto!


Ów apel kieruję do Ciebie z co najmniej kilku powodów. Choć jestem stosunkowo młodym reprezentantem naszego środowiska, to chciałbym podzielić się z Tobą paroma spostrzeżeniami, które – jak mniemam – dzielę nawet ze starszymi stażem lub wiekiem członkami naszej społeczności. Te uwagi i komentarze dotyczą stanu, w którym znajduje się w chwili obecnej ideologia, którą wspólnie reprezentujemy oraz my sami. Sytuacja może i nie jest tragiczna, ale można niekiedy odnieść wrażenie, że albo stoi ona w miejscu, albo się pogarsza. Pewny jest fakt, iż nasi polityczni wrogowie powoli zaczynają się coraz lepiej organizować oraz biorą czynny udział w życiu społecznym naszego narodu. Nim jednak przejdę do opisu naszej bieżącej sytuacji chciałbym zasygnalizować, jak rozumiem pewną podstawową dla tej sprawy kwestię. Mowa o tym, czym jest dla mnie nacjonalizm. Ponadto – w kolejnym kroku – należałoby zwrócić uwagę na to, jakie mogą być niektóre z interpretacji naszej ideologii, co się z nimi wiąże i dlaczego część z nich jest godna odrzucenia. Nie będzie to – rzecz jasna – artykuł naukowy, w którym dokonam ścisłej analizy, ale pokrótce postaram się opisać, scharakteryzować główne wizje nacjonalizmu oraz odnieść się do nich wartościując je. Chciałbym mimo wszystko uniknąć opinii, jakobym rościł sobie prawa do nadawania miana nacjonalisty. Nie tędy droga. Nie tylko nie mam ku temu kompetencji, ale i nie każda odrzucona przeze mnie interpretacja nacjonalizmu musi być rzeczywiście błędna. Nie jestem przecież nieomylny. Dalej postaram się opisać główne problemy, które dostrzegam wśród polskich nacjonalistów. Kolejnym etapem będzie próba postawienia fundamentalnych pytań związanych z punktem poprzednim. Natomiast na koniec zaproponuję możliwe kierunki zmian, które najpewniej będą na dość sporym poziomie ogólności. Zdaję sobie sprawę, iż ów tekst nie będzie lekarstwem na wszelkie bolączki ideologii nacjonalistycznej oraz jej reprezentantów w Polsce, ale mam nadzieję, że korzystając z zebranej przeze mnie bazy artykułów współczesnych, polskich i „naszych” publicystów uda mi się dokonać syntezy, która trafi do możliwie szerokiego grona reprezentantów polskiego obozu narodowego. Nie sądzę, żeby zachodziła konieczność krycia wspomnianych tutaj treści przed „profanami” (osobami spoza naszego środowiska). W końcu cenimy sobie prawdę, a zamykanie się na jej rozpowszechnianie można uznać za obłudę.

W moim rozumieniu nacjonalizmu jest on postawą życia, która ukierunkowuje nasze starania ku działaniu na możliwie największą korzyść narodu, do którego się przynależy. Niektóre teorie etyczne (np. te oparte na stadiach rozwoju moralności Kohlberga) za najbardziej pożądane zachowania uznają te, które są ukierunkowane ku powszechnemu (uniwersalistycznemu) stosowaniu się do zasad etycznych – bez względu na prawo stanowione w danym państwie, czy bez względu na podziały etniczne. Wydaje się, że taka postawa nie godzi się do przyjęcia przez nacjonalistę, który zna teorię porządku miłości (niekoniecznie w wydaniu chrześcijańskim, bo owa zasada nie funkcjonuje jedynie w chrześcijaństwie) oraz uznaje naturalny podział świata na narody. Naród w rozumieniu nacjonalizmu jest ponadto najwyższą możliwą formą zorganizowania danego społeczeństwa, w którego skład wchodzą pokolenia przyszłe, teraźniejsze i przyszłe. Nie jest on więc wyłącznie bytem materialnym, ale i duchowym. Można się spierać nad jego charakterem, warunkami zaistnienia, ale tożsamości narodowej jako takiej nie sposób skutecznie i całkowicie zakwestionować. Rzecz jasna wielu filozofów oraz wrogich nam ideologów próbuje dokonywać tej negacji i – co więcej – wielu wierzy w ich zręczne sofizmaty. Nie chciałbym jednak w tym momencie wdawać się z nimi w dyskusję, ponieważ to zagadnienie chciałbym poruszyć w przyszłości w ramach rozważań „metanacjonalistycznych”. Wspomnę jedynie, że podobnie jak nie ma w chwili obecnej całościowego uzasadnienia na rzecz tożsamości oraz identyczności osobowej człowieka, który trwa w czasie, tak i dzieje się z każdą tożsamością zbiorową. Każda nauka, a tym bardziej ideologia ma pewien zestaw założeń, których nie sposób dowieść. Z całą pewnością jednym z takich fundamentalnych reguł dla nacjonalizmu jest istnienie tożsamości zbiorowej i – bardziej wąsko – narodowej. Wracając do rozumienia ideologii nacjonalistycznej, którą będę się tutaj posługiwał – pragnę zauważyć, iż jest ono dość szerokie. Daje więc wiele możliwości do interpretacji oraz obejmuje wiele rodzajów nacjonalizmu. Warto także dodać, że porządek miłości, o którym już wspominałem, nie wpływa na konieczność zaistnienia szowinizmu w postawie nacjonalisty. Przeciwnie – po najintensywniejszym uczuciu, którym nacjonalista otacza swój naród, powinien on przynajmniej szanować narody mu bratnie oraz nie wykluczać z grona tych neutralnych li tylko na podstawie zgorszenia. Należałoby w tym momencie przejść do wymienienia przynajmniej części doktryn nacjonalistycznych z obrębu naszego kraju. Zaznaczyć trzeba, że będą to „wydania” nacjonalizmu reprezentowane przez konkretne współczesne kręgi nacjonalistów.

Pozwolę sobie zacząć od dwóch stosunkowo bliskich mi stowarzyszeń, z którymi dotychczas miałem największą styczność, a do jednego z nich wciąż w pewnym zakresie przynależę. Mowa o Młodzieży Wszechpolskiej i Obozie Narodowo-Radykalnym. Cóż można rzec o obu tych organizacjach w jednym punkcie oraz dlaczego zdecydowałem się na przedstawienie ich właśnie wspólnie? Przed wyjaśnieniem zaznaczę tylko, że bazuję głównie na doświadczeniach własnych, więc – jak zapewne się domyślasz lub wiesz – na tych wyniesionych z MW. Przede wszystkim obie cechuje wewnętrzny pluralizm. Oznacza to, że członkowie zgadzają się w kluczowych dla nich kwestiach (mniemam, że np. w rozumieniu nacjonalizmu), ale odnośnie pozostałych często się nie zgadzają, dzięki czemu w obrębie tych organizacji człowiek jest w stanie wiele się nauczyć. Ten pluralizm rzecz jasna bywa ograniczany lub przynajmniej zachodzi jedynie w pewnym zakresie, ale mimo wszystko fakt wewnętrznej debaty (i to owocnej) nie funkcjonuje we wszystkich środowiskach narodowych. Drugą z cech wspólnych MW i ONR jest na pewno uporządkowana hierarchicznie struktura oraz związana z nią dyscyplina. Oznacza to, iż za obie te organizacje odpowiadają pewne władze, którym należy się częściowo lub niekiedy całościowo podporządkować. Faktu tego nie należy porównywać do rygoru wojskowego. Dyscyplina tych organizacji bywa w różnym stopniu efektywna, ale na pewno owa struktura może nauczać odnajdywania się w warunkach życia codziennego, gdzie każdy z nas obejmuje role zarówno przywódcze, jak i te, w których musi się dostosować. Innym aspektem obu tych organizacji jest na pewno nacisk na chrześcijański charakter polskiego nacjonalizmu. Fakt ten może budzić kontrowersje, choć nie oznacza, bynajmniej, że do tych stowarzyszeń należeć mogą jedynie katolicy, czy chrześcijanie. Oznacza natomiast, iż każdy członek powinien uznawać istotność, szczególną rolę chrześcijaństwa w dziejach Polski i Europy.

Innym środowiskiem nacjonalistycznym jest grono Autonomicznych Nacjonalistów. Nie mają oni określonej ściśle struktury, której powinni się podporządkowywać. Czyni ich to niezależnymi, czy – jak sama ich nazwa wskazuje – autonomicznymi. Na pewno ich istotnym elementem składowym jest zorientowanie na współpracę międzynarodową bez kierowania się uprzedzeniami historycznymi. Wydaje się, że są także bardziej radykalni od MW, czy ONR. Nie stronią od „akcji bezpośrednich” oraz nawiązują często do idei nacjonalizmu rewolucyjnego oraz niesztampowych symboli, czy postaci. W pewnych przypadkach można uznać ich za subkulturę. W dużej mierze (względem pozostałych) ruch ten tworzony jest przez środowiska kibicowskie. Wszystkie te elementy czynią ruch AN dość specyficzną odmianą nacjonalizmu, choć z całą pewnością odgrywającą sporą rolę w całym środowisku narodowym.

Wspomnieć warto jeszcze o Trzeciej Drodze. Jest to środowisko, które może nie należy do najliczniejszych, ale działa stosunkowo prężnie i – na co szczególnie należy zwrócić uwagę – ma silne grono publicystów z niebanalnymi pomysłami, o czym świadczy chociażby ich strona internetowa. Charakterystycznym dla nich jest także przywiązanie do myśli filozoficznej Feliksa Konecznego. Oznacza to, że definiują cywilizację jako metodę życia społecznego, ale – co powinno nas bardziej interesować – przynależność do narodu jest dla nich kwestią – jak mniemam – uwarunkowaną kulturowo (w swoim czasie wzbudziło to pewne kontrowersje).

Ostatnim z opisywanych przeze mnie polskich środowisk nacjonalistycznych będzie Falanga. Jak wspominałem wcześniej – nie roszczę sobie prawa do mianowania lub odbierania komukolwiek miana nacjonalisty. Nie mniej – jeśli miałbym wybrać społeczność, z którą w największym stopniu się nie zgadzam, to byłaby to właśnie Falanga. Dlaczego? Głównym powodem mojej antypatii jest przede wszystkim zupełnie odmienne niż w pozostałych organizacjach lub środowiskach traktowanie narodu. Przynajmniej tak interpretuję niektóre tezy zawarte w doktrynie tego ugrupowania. Autor tego ważnego dokumentu zechciał bowiem zanegować zasadność posługiwania się nowożytnym rozumieniem narodu, które wciąż ma w mojej opinii rację bytu. Ponadto nie trafiają do mnie argumenty mające przemawiać za koniecznością współpracy między Polską i (obecną) Rosją.

Celem prezentacji tych wszystkich organizacji było ukazanie różnorodności polskiej sceny nacjonalistycznej. Wydaje się jednak, że jest ona nie tylko różnorodna, ale i – może przede wszystkim – podzielona. Pierwszym aspektem, który chciałbym poruszyć w ramach opisu obecnej sytuacji w naszym środowisku, będą właśnie wiecznie trwające konflikty między społecznościami nacjonalistów lub nawet wewnątrz owych grup. Jest to problem, który może w pewnym stopniu wynikać z naszej narodowej mentalności, ale nie mamy prawa do usprawiedliwiania się owym faktem – szczególnie dlatego, że jesteśmy nacjonalistami. Innym z powodów mogą być niekiedy niepohamowane ambicje liderów środowisk (prywata w obrębie organizacji teoretycznie zorientowanych na solidaryzm i dobro całego narodu). Drugim z elementów wyrządzających szkodę naszemu środowisku jest – jak to określił Jakub Siemiątkowski w jednym z artykułów z naszego miesięcznika – „wadliwa recepcja dawnej spuścizny ruchu narodowego”. W tym trafnym sformułowaniu zawiera się przede wszystkim fakt, iż naszych ideowych przodków traktujemy talmudycznie i wybiórczo. Z rzadka stać nas na rzeczowe oraz krytyczne analizy, z których wyciągamy wnioski dla dnia dzisiejszego. Trzecim negatywnym aspektem istniejącym w polskim środowisku narodowym jest rozmycie odpowiedzialności. Mam tu na myśli przede wszystkim fakt, iż od kreowania pomysłów jest ludzi naprawdę wielu, ale od ich realizowania niekoniecznie. Taka sytuacja doprowadza do tego, że na różnego rodzaju forach rodzi się naprawdę wiele ciekawych koncepcji i projektów inicjatyw, ale nie ma komu ich przekuwać na rzeczywistość. Naszym czwartym z kolei mankamentem jest niewiele efektywnych koncepcji wykorzystania obecnej patriotycznej koniunktury. Wydaje się, że ten element powinien być silnie eksploatowany, ale niektórzy wolą narzekać, że ktoś lubi manifestować swoim ubiorem przywiązanie do jakichś wartości, tradycji, czy tożsamości. Faktem jest to, że nie zawsze za ową manifestacją poglądów jest jakaś pogłębiona refleksja, czy nawet świadomość, ale również nasza w tym rola, żeby uległo to zmianie. Piątym aspektem negatywnym polskiego nacjonalizmu, który chciałbym przytoczyć jest rzadkość podejmowania działań, które są zorientowane na masową, czy szeroką skalę. Zamiast nich wolimy przeprowadzić raz na jakiś czas akcję, którą pochwalimy się w Internecie, żeby zaznaczyć, „żeśmy żywi”. Chwała każdemu nacjonaliście, który angażuje się w pomoc ludziom potrzebującym, czy cierpiącym zwierzakom, ale i jakąkolwiek inną formę działalności charytatywnej, lecz należałoby pomyśleć nad aktywizmem konsekwentnym i możliwie szerokim. Szósty element dotyczy z jednej strony zamykania się we własnych, „kumaterskich” grupkach wzajemnej adoracji, a z drugiej przeświadczenia o tym, że dana społeczność jest najaktywniejsza. Powinniście wiedzieć, co i komu przyporządkować (nie będę wskazywał palcem), ale gwoli wyjaśnienia dodam, że są to zachowania tożsame i oparte na egocentryzmie, który nie powinien funkcjonować w naszym ruchu, choć jest wybitnie rozpowszechniony. Siódmy grzech to brak systematyczności, lenistwo i wymówki. Te wszystkie trzy kwestie składają się na ostatni element negatywny polskiego nacjonalizmu. Wcale nie są najmniej ważne. Rozbijają bowiem w sposób znaczny sprawność działania wielu środowisk, a występują szczególnie często wśród ludzi najmłodszych.

Zapewne dałoby się znaleźć więcej mankamentów naszego środowiska, ale już ta symboliczna siódemka świadczy o tym, że jest nad czym pracować i warto się zastanowić nad zmianami. Każdy z wymienionych aspektów negatywnych polskiego nacjonalizmu jest naszą niewątpliwą słabością. Czy mamy jednak szansę na zmiany? Czy w ogóle istnieje w nas wola, żeby ich dokonać? Wydaje się, że często zdarza się, iż człowiek preferuje utrzymanie statusu quo zamiast zrobienia choćby kilku kroków naprzód. Jako nacjonaliści powinniśmy pamiętać, że tylko odważnie krocząc do przodu jesteśmy w stanie realnie oddziaływać na naród i – tym samym – realizować się w nim. Truizmem będzie stwierdzenie, iż owe przemiany nie są proste oraz muszą się nieustannie dokonywać w nas samych. Nie mniej – przyszłość powinna należeć do nas. Jeśli realnie bierzemy to pod uwagę, to winniśmy przestać bujać w obłokach, zakończyć mokre sny o rewolucji, czy bezrefleksyjną ekscytacje nacjonalizmami innych narodów i wziąć się do roboty. Niech każdy znajdzie dziedzinę, w której jest dobry, którą lubi, do której ma talent i poza działalnością związaną z nacjonalizmem, tworzy przestrzeń oddziaływania również w obrębie swojej codzienności. Jeśli nie zrozumiemy, że nacjonalizm jest dobrowolnym wyborem, który powinien się przekładać na aktywizm dnia codziennego, to nie ma szans, żebyśmy zatriumfowali. W chwili obecnej mamy szerokie możliwości, kilka ciekawych i coraz lepiej rozwijających się dużych projektów (np. FOG, Media Narodowe i Marsz Niepodległości). To nie powód do tego, żeby spocząć na laurach. Wręcz przeciwnie – nasze sukcesy powinny nas motywować do jeszcze intensywniejszego zaangażowania się. Zacznijmy też patrzeć na siebie jak na środowisko mające zastąpić obecny, skostniały i demoliberalny system. Musimy jednak odrzucić spojrzenia wstecz, a odważnie kroczyć naprzód – z nowymi inicjatywami, które przyczynią się do jeszcze większego zasięgu oddziaływania nacjonalizmu w Polsce i przede wszystkim staną się realną alternatywą wobec tego, co widzimy dookoła!

Nacjonalisto, idea czeka właśnie na Ciebie – ona wymaga działania!


Michał Walkowski


Źródła:

1) „Niezbędnik narodowca”

2) http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/30-czego-brakuje-polskiemu-nacjonalizmowi

3) http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/160-co-dalej-z-polskim-nacjonalizmem

4) http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/252-pokonac-nacjonalistyczna-stagnacje

5) http://www.nacjonalista.pl/2014/07/04/krzysztof-kubacki-jestem-nacjonalista/

6) http://mw.org.pl/about/deklaracja-ideowa/

7) https://www.onr.com.pl/deklaracja-ideowa/

8) http://autonom.pl/?page_id=2 – informacje o ruchu AN

9) http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/448-tomasz-kosinski-autonomiczny-nacjonalizm-forma-dzialalnosci-nacjonalistycznej-w-xxi-wieku-i-jej-przyszlosc-w-polsce

10) http://3droga.pl/deklaracja-ideowa/

11) http://falanga.org.pl/?page_id=792 - „Doktryna Falangi”