piątek, 30 czerwiec 2017 09:40

Artur Chasikowski - "Zdążyć przed świtem"

Jest dzień 1 sierpnia 1944 roku, za równy miesiąc mijać będzie dla Polaków 5 rok wojny. Data ta wpisze się na stałe w pamięć historyczną narodu polskiego, uderzając jednocześnie w martyrologiczne jak i bezkompromisowo szaleńcze tony. Celem poniższego tekstu nie jest jednak rozliczanie słuszności powstania warszawskiego. Kółko historyczne zostawmy prawicy i skostniałym narodowym formacjom. We wspomnianym wcześniej dniu powstało na wskroś nacjonalistyczne Zgrupowanie Chrobry II.

Mnogość stowarzyszeń, związków i wszelkich innych form samostanowienia wśród polskiego ruchu oporu może przytłaczać. W całym tym ogromie zasłużonych, nie bez przyczyny wymieniam Zgrupowanie Chrobry II. Poszukując informacji o nacjonalistach w czynie zbrojnym, nie sposób nie natknąć się na ww. formację z dwóch ważnych powodów. Po pierwsze, w jej szeregach walczyła chyba najbardziej rozpoznawalna dziś ikona i bohater tamtych lat - rotmistrz Pilecki. Po drugie - ważniejsze z perspektywy tego felietonu - “jedynie „Chrobry II” nie oddał Niemcom przez cały czas trwania akcji ani piędzi terenu”. Czy taki obrót spraw miał swój przyczynek w dobrej organizacji Zygmunta Brejnaka, podsycanej tak bliskimi nam radykalnymi poglądami (vide. Miecz i Pług), a może był to zwykły przypadek jakich wiele podczas wojny? Zniszczone przez Polskę Ludową dokumenty prawdopodobnie nie pozwolą nam nigdy postawić racjonalnej odpowiedzi.

O zgrupowaniu, ani o żadnej z wchodzących w jego skład formacji nie byłoby zapewne mowy, gdyby wcześniej nie zostało zasiane ziarno. Korzeni militarnych struktur zbrojnych, które porywały Polaków do walki, należy szukać bowiem w przededniu odzyskania niepodległości. Nie wejdę w tym miejscu na ścieżkę Legionistów Piłsudskiego - protoplastów dzisiejszego Strzelca - lecz pochylę się nad bojownikami pozostającymi po dziś dzień w cieniu. O Powstańcach Wielkopolskich wiesz prawdopodobnie tyle, że przyczynili się znacznie do odzyskania przez Polskę niepodległości, a jedyne wygrane powstanie jest właśnie ich chlubą. Wielcy bojownicy niedoceniani obecnie nawet na własnej ziemi. Skąd jednak pojawili się powstańcy? Jak to się stało, że byli tak skuteczni i zorganizowani?


W naszej retrospekcji zatrzymujemy się ostatecznie na Towarzystwie Gimnastycznym Sokół, organizacji której początki sięgają 1867r. Organizacji niedocenianej bardziej od ww. Powstańców - zupełnie niesłusznie. To właśnie Sokół był pierwszą formacją o której z perspektywy czasu powiedzielibyśmy, że chciała ukształtować Nowego Polaka. Człowieka silnego z natury, zaradnego, oczytanego, ale i zdolnego walczyć, przelewać krew. Struktury sokolich pozwoliły nie tylko sprawnie przeprowadzić Powstanie Wielkopolskie, ale umożliwiły też budowanie ruchu harcerskiego, kształtującego młodzież tak potrzebną odradzającemu się państwu.

Indukcyjna forma doprowadziła nas do postawienia tezy na samym końcu tego felietonu. Czy w obecnych czasach rzeczą istotnie tak zaskakującą dla polskich nacjonalistów powinny być zagranicze formacje paramilitarne? Czy przed chwilą nie opisaliśmy bogatej historii własnych ochotniczych formacji niosących bliskie nam symbole na sztandarach, a idee na ustach? A gdzie jeszcze Powstańcy Śląscy, Lotne Oddziały Bojowe i wielu innych? Nie bawmy się jednak w rekonstrukcje - o nie! Patrzmy w przyszłość i stawajmy do wykuwania własnych kadr dopóki mamy jeszcze czas i warunki. Sprawne struktury nie powstają ad hoc, lecz są wynikiem bezkompromisowej pracy u podstaw w czasie pokoju. Warto zadać sobie pytanie czy dzisiejszemu ruchowi potrzeba zbrojnego ramienia? Jeśli tak, to czy ruch jest na taką pracę gotowy? Jestem więcej niż pewny, iż nie jest, a wbrew logice właśnie to pozwoliłoby kształtować w kadrach charakter pełen prawdziwej pokory, solidaryzmu i karności. Cech osobowości tak potrzebnych w dzisiejszym środowisku, które pełne jest przykładów nie przekładania się wzniosłych haseł na czyny. Przestańmy więc kpić ze Strzelców i innych formacji paramilitarnych - korzystajmy z nich! Nawet jeżeli są niedoskonałe i ideowo papierowe, to właśnie my rozbudźmy w nich tego rewolucyjnego ducha o którym pisał Degrelle. Zaszczepmy idealizm.

 

Zaciśnijmy zęby i bądźmy sprytniejsi jak lisy. Nasz marsz nie może ograniczać się do jednego listopadowego pochodu w roku lub pielgrzymki. Nie po to zostaliśmy politycznymi żołnierzami by dziś przespać świt wstający nad Europą.

 

Artur Chasikowski