czwartek, 29 czerwiec 2017 10:20

Adam Busse - "Relacja z manifestacji pod Teatrem Powszechnym"

Naprzód! Przed nami cały dzień,

A w sercach gra odwaga!

Nędzarzem jest, kto się nie zmaga,

I kto się trwożnie walczyć wzdraga…

Do szturmu! Jeszcze dzień!

Rozwiniemy na wietrze sztandary,

Niech jak orły nam załopocą!

Skona dzień, to pójdziemy nocą,

To się zorze nad nami wyzłocą!

Do szturmu! Jeszcze dzień!

- „Szturm”, utwór zespołu Tormentia

 

Warszawa, 27 maja 2017r. Tego dnia tysiące warszawiaków i kibiców z różnych stron Polski większymi grupami dotarła w okolice Stadionu Narodowego, gdzie odbywała się „kolosalna” trzydziesta dziewiąta gala KSW. Kolejna gala sztuk walki, którą na żywo śledziły setki tysięcy Polaków. Możemy wspomnieć tutaj żywiołowy pojedynek Borysa Mańkowskiego z Mamedem Khalidowem, szybkie znokautowanie przez Różala Fernando Rodriguesa podzczas walki o pas federacji w wadze ciężkiej, starcie Pudziana z Tyberiuszem Kowalczykiem, czy medialnie sprzedajną walkę między „popularnym” królem Albanii a pewnym „koksem” z Litwy. Na ringu polała się krew. Słychać było głośny doping kibiców, komentarze, wywiady, można było podziwiać słynne „ring girls” i słuchać muzyków rozgrzewających zawodników podczas wchodzenia na ring. Polacy żywiołowo dopingujący faworytów, popijający mocniejsze trunki i bawiący się ze znajomymi. Gimnazjaliści wykorzystujący rezultaty niektórych pojedynków do tworzenia nowych internetowych memów, skupiający się na krytykowaniu zawodników, spierający się co do faworytów, zajmujący się tym kto był lepszy – Hardkorowy Koksu czy król Albanii.

 

Gala KSW była jednym z wydarzeń wspomnianego dnia. Kilkaset metrów od Stadionu Narodowego - pod Teatrem Powszechnym, przy słonecznej pogodzie, niemal bezchmurnym niebie i temperaturze sięgającej 25 stopni Celsjusza - kolejny raz zabrzmiał na ulicy sprzeciw wobec wystawiania bluźnierczej sztuki pt. „Klątwa”, której reżyserem jest pochodzący z Chorwacji Olivier Frljić. Kolejny raz zatem liberalno – lewacka międzynarodówka postanowiła prowadzić wojnę o kulturę poprzez atakowanie bliskich naszym rodakom Wartości – nie tylko religii katolickiej (którą szkalowano poprzez wieszanie na szubienicy i seks oralny z figurą Ojca Świętego Jana Pawła II), ale i naszej tożsamości, kultury oraz tradycji. Radykalna lewica mając świadomość, iż wraz z liberalnymi sojusznikami notorycznie przegrywa na ulicy, postanowiła podjąć znaną metodę „walki o instytucje” Rudiego Dutschke - kontratak przeciwko polskości. Kontratak został wsparty przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz – Waltz (poprzez wydanie zakazu organizacji manifestacji narodowej, który i tak został ostatecznie uchylony, a manifestacja się odbyła), bierność hierarchii Kościoła Katolickiego (która ograniczyła się jedynie do wydania oświadczenia potępiającego te bluźniercze bachanalium), rządu Prawa i Sprawiedliwości (który szafuje wartościami katolickimi i patriotyzmem) oraz jak zawsze – partie Razem, .Nowoczesną i Platformę Obywatelską, Obywateli RP, bojowników antify oraz celebrytów (w tym nieustraszoną bojowniczkę o prawa mordowanych karpi do życia Maję Ostaszewską, która niedawno nazwała akcję Obozu Narodowo-Radykalnego i Krucjaty Różańcowej „aktem terroryzmu”).

 

Naprzeciw kilku dziesiątkom „obrońców wolności artystycznej” stanęło około tysiąca manifestantów. Jako uczestnik manifestacji mogłem ujrzeć cały przekrój narodu polskiego – obok nacjonalistów z Młodzieży Wszechpolskiej, ONR oraz Szturmowców obecni byli dwaj duchowni katoliccy, kibice Legii, wielu polskich patriotów w różnym przedziale wiekowym, a oprócz katolików przeciw spektaklowi manifestowali również niewierzący. Naszą stronę od „obrońców sztuki” oddzielała szczelnie policja. Raz po raz pod Teatrem Powszechnym grzmiały hasła „Wielka Polska Katolicka”, „To nie sztuka, to bluźnierstwo”, „Precz z lewacką pornosztuką”, „Ave, Ave Christus Rex”, „Walka, Wiara, Nacjonalizm”, „Wielką Polskę wywalczymy – Świętą Wiarę obronimy”,„Narodowo – katolicka krucjata!”, „My Chrystusa wyznajemy – demokracji tu nie chcemy”,„Życie i Śmierć dla Narodu!”. W stronę kontr manifestantów leciały hasła „Idźcie do domu – lewaki idźcie do domu!”, „To jest gówno!” (gówno, czyli wystawiana w teatrze „Klątwa”), „Śmierć wrogom Ojczyzny”, „Raz sierpem, raz młotem – w czerwoną hołotę”, „Znajdzie się kij na czerwony ryj”, „Antifa, antifa – łowcy hiva” czy „Koniec wesela – wracajcie do Izraela!”. Kontrmanifestanci z kolei próbowali przebić się z takimi bezwartościowymi hasłami, jak „Nacjonalizm – to się leczy”, „No pasaran!” (bojowe zawołanie republikańskich żołnierzy, walczących w wojnie domowej w Hiszpanii 1936 – 1939), „Będziecie siedzieć!”, „Wielka Polska kolorowa”, a nawet próbowali kreować się na prawdziwych chrześcijan (o ironio!) krzycząc „Antychrześcijanie – słuchajcie Franciszka!”, „Kochaj bliźniego jak siebie samego!” czy „Jezus Chrystus był uchodźcą” (gratuluję lewakom nieznajomości Pisma Świętego). W pewnym momencie demokraci i antyfaszyści odczuli problemy z własnym nagłośnieniem, ale nawet i bez tego byli skutecznie zagłuszani przez stronę narodową. W momentach, gdy przeciwnicy „Klątwy” klękali, by odmawiać Różaniec, lewacy śpiewali „Wstańcie z kolan” oraz próbowali zakłócić modlitwę puszczaniem muzyki, co też się nie udało. Nikt z modlących się na Różańcu, jak mogłem zobaczyć na własne oczy, nie uległ presji lewaków i nie wstał. Bezchmurne niebo barwił kilka razy gęsty dym z odpalanych świec, wzmacniało to i tak już bojowy nastrój polskich patriotów. W tym ferworze zniknął dzierżony przez kontrmanifestantów baner, za którym już raz liberałowie i lewacy manifestowali – 29 kwietnia w Warszawie, próbując zablokować rocznicowy marsz ONR. Na manifestacji nacjonaliści skandowali również hasło „PiS – PO, jedno zło!” słusznie wytykając ponoć katolickiemu i patriotycznemu rządowi Beaty Szydło brak zdecydowanej reakcji na wystawianie tej kloaki, wielokrotnie podkreślali to też organizatorzy manifestacji w swoich przemówieniach.

 

Pod główną sceną narodowej manifestacji miały miejsce przemówienia, trwał szturm modlitewny prowadzony przez Krucjatę Różańcową. Tam także Polacy z przekroju całego społeczeństwa w spokoju, uwadze i skupieniu odmawiali modlitwę różańcową celem duchowej walki z bluźnierstwem, które było przedstawiane w Teatrze Powszechnym. Między modlącymi się przechodził ojciec Jerzy Garda, pokrapiając wiernych wodą święconą i dodając im otuchy do walki. Modlitwa trwała nawet w momentach, gdy lewacy puszczali z głośników „Highway to Hell” zespołu AC/DC czy disco polo (większego kretynizmu od wykorzystywania muzyki popularnej do zakłócania modlitwy już nie można było sobie wyobrazić, choć można się było często spotkać z takimi przypadkami we wcześniejszych latach) i próbowali prowokacyjnie krzyczeć „Wstańcie z kolan!” czy śpiewać „Oto jest dzień, oto jest dzień, który dał nam Pan”. Tradycyjnie tego dnia nie popisała się policja, która wyraźnie naginała prawo na korzyść garstki janczarów antyfaszyzmu i demokratury, przedłużając jej zgromadzenie, nie reagując na prowokacje i notoryczne zakłócanie manifestacji przeciwko „Klątwie”. Protest tysiąca obywateli przeciwko bluźnierstwu spotkał się z pogardą ze strony demoliberałów – oprócz Mai Ostaszewskiej wymienię szefa Teatru, Pawła Łysaka (który nazwał modlitwę jakąś formą agresji) czy posłów .Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej. Oczywiście wg ich kłamliwej narracji manifestowali prawicowi bojówkarze, łyse łby skłonne do awantur, mohery, ludzie, którzy ani razu nie byli w teatrze etc. – faktycznie, to bardzo tolerancyjna i pełna miłości retoryka, którą tak mocno szafują demoliberałowie. Tak właśnie wygląda prawdziwa mowa nienawiści, którą wygłaszają ci ludzie samemu nie dostrzegając ziarna hipokryzji. Ale jak mówi stare porzekadło – psy szczekają, karawana jedzie dalej. Natomiast próba zagrania na emocjach ze strony kontrmanifestantów poprzez notoryczne wyciąganie z kontekstu haseł chrześcijańskich wzbudziła we mnie szczere zażenowanie. Lewacy i liberałowie bronili bluźnierczego spektaklu, z drugiej strony śpiewając „Oto jest dzień, oto jest dzień, który dał nam Pan” czy „Kochaj bliźniego jak siebie samego”. To przecież samo sobie zaprzecza.

 

Protest przeciwko „Klątwie” trwał do następnego dnia - niedzieli 28 maja. Pogoda znów dopisała, jednak po południu było bardzo gorąco, z ratunkiem przyszli organizatorzy, którzy uczestnikom manifestacji zapewnili bardzo dużo wody mineralnej do picia. Na scenie zagrał koncert znany pieśniarz i antykomunista Andrzej Kołakowski, miały miejsce przemówienia, skandowano okrzyki oraz kontynuowano szturm modlitewny, odmawiano Różaniec, koronkę do Miłosierdzia Bożego, modlitwę do św. Michała Archanioła. Modlitwę prowadził o. Jerzy, który równolegle komentował wygłupy kontrmanifestantów. Liberałowie i lewacy demonstrowali tym razem z dalszej odległości, pomni doświadczeń z sobotniej akcji. Co jakiś czas z ich głośników znów było słychać puszczaną muzykę (m.in. „Highway to Hell” AC/DC, „Imagine” Johna Lennona, „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena czy „Moherowe berety” Big Cyca), zakłócającą modlitwę manifestujących przeciw „Klątwie” oraz powtarzające się hasła „Nacjonalizm – to się leczy”, czy deklaracje o obronie wolności słowa przed cenzurą. W trakcie przerw między modlitwą po naszej stronie płynął z głośników patriotyczny rap. Wieczorem o godzinie 21:00 odbył się Apel Jasnogórski.

 

Kolumbijczyk, jeden z wybitnych myślicieli katolickich XX wieku, Nicolas Gómez Davila napisał: Przemoc nie jest konieczna, by zniszczyć cywilizację. Każda cywilizacja ginie z powodu obojętności wobec unikalnych wartości, jakie ją stworzyły. Miał rację, na Zachodzie chrześcijaństwo jest w stałej defensywie. Kościoły pustoszeją, są zamykane bądź przerabiane na domy kultury, skateparki, kluby dyskotekowe, a w skrajnych przypadkach – na meczety. Postępuje laicyzacja życia publicznego. Sobotni protest pod Teatrem Powszechnym mocno utwierdził mnie w przekonaniu, że walka w obronie wiary katolickiej i sprzeciw wobec bluźnierstwa są potrzebne jeśli nasz naród, nasza cywilizacja i kultura mają przetrwać w dobie postępującej globalizacji i kryzysu cywilizacyjnego, dziejącego się na naszych oczach. Z nieukrywaną pewnością można stwierdzić, iż zdecydowanie uczestnikom manifestacji udzielał się duch Ecclesia Militans - Kościoła Walczącego. Kościoła, który nie uznaje kompromisu w fundamentalnych sprawach dotyczących Wiary, który jasno powiedział, że nasza mowa musi być tak – tak, nie – nie, który powiedział ustami Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana Wyszyńskiego, że to współczesny świat ma dostosować się do Ewangelii, a nie Ewangelia do świata. Pamiętajmy o tym, żeby walkę o pośmiertne dostąpienie chwały Królestwa Niebieskiego zacząć od samego siebie. Lektura Pisma Świętego, systematyczna modlitwa, dobre uczynki względem m.in. potrzebujących pomocy rodaków, zaangażowanie się w działalność parafialną (której form jest bardzo szeroki wybór) oraz formowanie charakteru są jednymi z środków do tego. Każdego dnia toczy się walka Dobra ze Złem, Nieba z Piekłem i Światłości z Ciemnością. Dla triumfu Zła wystarczy bierność Dobra. Katolik nie powinien mieć wątpliwości co do postawienia się po stronie Dobra. Po stronie Dobra stali chrześcijanie w armii Imperium Rzymskiego, którzy w chwili próby woleli męczeńską śmierć od apostazji, od prześladowania swoich braci w wierze, rycerze idący na krucjatę do Ziemi Świętej w XI i XII wieku, Powstańcy Wandejscy, Cristeros z Meksyku, żołnierze gen. Franco, Żołnierze Wyklęci oraz syryjscy i arabscy chrześcijanie walczący z Państwem Islamskim. Po stronie Dobra stanęli również w ostatni weekend maja uczestnicy manifestacji przeciw bluźnierstwu pod Teatrem Powszechnym.

 

Adam Busse