niedziela, 28 maj 2017 13:15

Tomasz Dryjański - „Ani kroku w tył!”

Dwa lata temu walczyliśmy z bluźnierczą pseudosztuką Golgota Picnic, której wątpliwa „kariera” zaczęła się od festiwalu na poznańskiej Malcie, obecnie w stolicy trwają protesty przeciwko równie śmierdzącej Klątwie. Degeneracja środowisk teatralnych to akurat nic nowego, również w Poznaniu miewaliśmy ciekawe „przedstawienia” poświęcone postaciom Dmowskiego i Mosdorfa. Nie mam zamiaru streszczać tych wątpliwej jakości „przedstawień”, ważne, że oba spektakle bluźnierczych rzygowin „artystów” spotkały się ze zdecydowaną reakcją ze strony naszego środowiska. Pokazaliśmy, że na pewne rzeczy zgody nie ma, oczywiście.

 

Ostatni rok to także olbrzymi czarny protest, fala protestów organizowanych przez najróżniejszej maści feministki i liberalne lewactwo zmobilizowała dziesiątki tysięcy niezaangażowanych w politykę kobiet, szambo poparły oczywiście tłumy ludzi tak zwanej „kultury”. Te wydarzenia wspominamy jako zimny prysznic, po sukcesie MN-u uwierzyliśmy, że ulica należy do nas, to my jesteśmy jej głosem, ale nigdy nasze manifestacje nie osiągnęły podobnych rozmiarów, kiedy organizowaliśmy protesty po samorządówce czy aferze taśmowej, a nawet przeciw imigrantom frekwencja była wielokrotnie mniejsza, nie potrafiliśmy zmobilizować normików. Tymczasem drugiej stronie się to udało wmawiając Polkom, że projekt ustawy chroniącej życie poczęte odbiera im wolność, zakazuje badań prenatalnych, a tak w ogóle to będą umierały w męczarniach, no cóż, niektórzy wierzą, że seriale paradokumentalne dzieją się naprawdę. Czarny protest dzięki wsparciu mediów i celebrytów, a także umiejętnego budowania klimatu strajku kobiet i obrony zagrożonej wolności przybrał olbrzymie rozmiary i wuchcie Polek wyrobił zdanie na temat dopuszczalności aborcji, w tym czasie wszyscy – działacze pro-life, nacjonaliści, Kościół i prawica wykazali się straszną biernością, mając szansę zaostrzenia ustawy aborcyjnej (bo w przyjęcie jej w formie proponowanej przez Ordo iuris nikt nie wierzył) nie zrobiliśmy praktycznie nic, kontry były niemrawe, ze śmieszną frekwencją, bez jakiejkolwiek koordynacji. Oddaliśmy teren praktycznie bez walki.

 

Pierwsze parady części rowerowych były zakazywane przez władze, w Poznaniu decyzję podjął prezydent z nadania Platformy, a podtrzymał wojewoda z... SLD. Dzisiaj parady są traktowane jako coś „normalnego”, a prezydent miasta (z Platformy) wiesza w centrum tęczowe szmaty. Kontry również wyglądały bardzo ładnie, tą z 2005 oglądałem na własne oczy i miała piękny klimat. Minęło 12 lat, zmieniło się społeczne postrzeganie pedalstwa, dzisiaj pedały kojarzą się z wykształconymi i kulturalnymi bohaterami serialu TVP, a nie półnagimi debilami z piórami w tyłku. Dlatego wiara (pomijając społeczności osiedlowe i parafialne) coraz częściej patrzy na nich z tolerancją, często nawet osoby związane z Kościołem protestują przeciwko nazywaniu pedałów pedałami bo to nienawiść. Nic dziwnego, że nasze kontry są kiepsko odbierane, zresztą trzeba przyznać, że wyglądają coraz słabiej.

 

Przed gdańską paradą dewianci umieścili na figurze Jezusa Miłosiernego tęczowy karton z cytatem o miłowaniu bliźniego. Oczywiście zapomnieli, że Jezus kazał się nawracać, jawnogrzesznica miała iść i nie grzeszyć więcej, a św. Paweł pisał rzeczy po przeczytaniu których byłoby im smutno. Miłość bliźniego nie oznacza tolerancji dla grzechu, tak samo jak dbanie o higienę nie oznacza taplania się w błocie. Ofiarą dewiantów padł też pomnik marszałka Piłsudskiego.

 

To jest wojna! Walczymy przeciwko postępującej degeneracji społeczeństwa – aborcji, pedałom i bluźnierstwom promowanym jako „sztuka nowoczesna”. Na wojnie nie ma miejsca na jakiekolwiek ustępstwa w stylu brytyjskich konserwatystów (z Thatcher i Cameronem na czele) i włoskich chadeków. Wszelkie Klątwy, czarne protesty i promowanie pedalstwa muszą spotykać się ze zdecydowaną reakcją. Wystarczająco dużo czasu i pola już straciliśmy. Ani kroku w tył!

 

Tomasz Dryjański