środa, 26 kwiecień 2017 19:38

Paweł Bielawski – Kapitalizm realny i utopijny

  Przede wszystkim nie jest prawdą by wolność gospodarcza prowadziła zawsze do wolnej konkurencji, do cen najniższych i do jak najlepszej produkcji. (...) Państwo nie może zrzec się wpływu na życie gospodarcze, poprzestać tylko na pilnowaniu porządku i bezpieczeństwa, czy chce czy nie chce, musi wywierać stanowczy wpływ na gospodarstwo narodowe”.

- pewien polski ekonomista



„W Polsce nie ma kapitalizmu”, „w Polsce nigdy nie było wolnego rynku”, „w Polsce nie ma liberalizmu” – ile razy usłyszeć to można od naszych kochanych „prawicowców”? No a co w takim razie jest? Socjalizm, oczywiście! A dlaczego jest socjalizm? Dlatego, że jest coś innego, niż sobie nasi drodzy prawicowcy wyobrażali. I tu tkwi pies pogrzebany. Wymyślili sobie pewną utopię, pewien idealny, doskonały ustrój gospodarczy i nazwali go sobie kapitalizmem. Jeżeli to, co istnieje realnie choćby w najmniejszym stopniu odbiega od ich wymyślonego ideału, to automatycznie stwierdzają, że to nie jest kapitalizm, a więc – socjalizm. Taką postawę określić można jako „kapitalizm utopijny”.


Jest to podejście strasznie niedojrzałe i infantylne, żeby nie powiedzieć „szurowskie”. Kapitaliści utopijni są już do tego stopnia zacietrzewieni, że ich ideologia przesłania im rzeczywistość. Oni kompletnie nie zdają sobie sprawy, że teoria istniejąca na papierze nigdy w 100% nie będzie odpowiadała jej praktycznej postaci. Tutaj przydaje się przywołać pojęcie „typu idealnego” wprowadzonego do socjologii przez Maxa Webera. „Typ idealny – według Maxa Webera to pewien abstrakcyjny model składający się z cech istotnych danego zjawiska społecznego, jednak w czystej postaci nie występujący w rzeczywistości. Koncepcja typu idealnego miała pozwalać na porównywanie ze sobą różnych zjawisk społecznych względem owych abstrakcyjnych form, np. konkretnej formy władzy do typu panowania”.


Kapitaliści utopijni uważają, że w Polsce nie ma kapitalizmu/ liberalizmu/ wolnego rynku, gdyż to, co mamy obecnie (roboczo określmy go „kapitalizmem realnym”) nie odpowiada w 100% typowi idealnemu kapitalizmu (takiego jakiego sobie wymyślili). Powiem wprost – to świadczy o zwykłym debilizmie. Mocne słowa? Zróbmy analogiczne rozumowanie:




Teza nr 1. Komunizm opiera się na realnej równości wszystkich ludzi.

Teza nr 2. W ZSRR nie było realnej równości wszystkich ludzi.

Wniosek: W ZSRR nie było komunizmu.


Powyższe rozumowanie jest logiczne poprawne. Niemniej, czy ma ono jakikolwiek związek z rzeczywistością? Czy na podstawie tego rozumowania można rzeczywiście dowodzić, że w Związku Radzieckim komunizmu nie było? Oczywiście, że nie. Z pewnością, komunizm radziecki odbiegał w wielu miejscach od teorii Marksa i Engelsa, ale czy to znaczy w ZSRR nie było komunizmu? Powiem więcej – czy chrześcijaństwo realne jest w 100% zgodne z chrześcijaństwem teoretycznym? Rodzi się pytanie „które” chrześcijaństwo – katolicyzm, protestantyzm, czy prawosławie jest tym „prawdziwym”. Oczywiście, większość w Polsce powie, że oczywiście katolicyzm. Ale w Rosji już będą mieli inną opinię. Można twierdzić, że tylko katolicyzm jest chrześcijaństwem, a wszystko inne chrześcijaństwem w ogóle nie jest. Nie będę tutaj się zagłębiał w teologiczne dysputy, chcę tylko pokazać pewną analogię.


Poziom zacietrzewienia kapitalistów utopijnych doskonale widać w artykule a propos CETA, autorstwa Mariana Piłki z portalu Forsal.pl z dnia 16.02.2017. Cytuję:


„[Polski] model nie jest wytworem wolnego rynku, lecz konsekwencją polityki przyjętej na przełomie lat 1989/1990. Tak zwany plan Balcerowicza opierał się na bezrefleksyjnym przyjęciu sugerowanej Polsce liberalizacji gospodarczej według konsensusu waszyngtońskiego. Polityka ta opierała się głównie na zniesieniu barier dla handlu, inwestycji zagranicznych, przepływu kapitału, a także na deregulacji rynków i prywatyzacji. Oznaczała otwarcie rynków krajowych na ekspansję kapitału zagranicznego i budowanie gospodarki nie w oparciu o odradzający się kapitał rodzimy, ale zagraniczny. Nie mieliśmy do czynienia z wolną konkurencją, bo zagraniczne korporacje konkurowały z dopiero odradzającą się polską przedsiębiorczością.”


Moi drodzy – autor przeczy sam sobie w niemal każdym zdaniu. Najpierw stwierdza, że polski model nie jest wolnorynkowy, by zaraz potem przyznać, że opierał się na liberalizacji gospodarczej. Przyznaje, że transformacja opierała się na zniesieniu barier (!) dla handlu, przepływu kapitału jak również na deregulacji (!) rynków. Stwierdza potem, że gospodarka nie opierała się na kapitale rodzimym, tylko zagranicznym, więc konkurencja nie była „wolna”, bo zagraniczne korporacje konkurowały z raczkującymi polskimi firmami. Drogi Panie Marianie
, kto mówił że wolność gospodarcza jest fair? To czego w końcu pan chce? Wolnego rynku czy sprawiedliwego rynku?
Bo to nie jest to samo. Jeżeli oczekiwał Pan, że polskie firmy winny być subsydiowane (tak właśnie Korea Płd. zbudowała swoją siłę ekonomiczną), to… to już w takim razie nie jest wolny rynek. To jest interwencjonizm. Państwo polskie oczywiście powinno wspierać rodzimy kapitał, ale – powtórzmy jeszcze raz – wtedy to już nie jest wolny rynek.


Innym przykładem jest wywiad z członkiem Jobbiku Ferencem Almassym z „Obserwatora Finansowego” z dnia 17.02.2017. Zacytuję fragment:


„Obserwator finansowy: Nie miał pan nadziei na zmianę polityczną?

Ferenc Almassy: Nie chodzi o to, że zmieniają się partie. Problem jest głębszy – chodzi o liberalizm, który zniszczył francuskie społeczeństwo. Ludzie stali się konsumentami, grupą indywiduów, których łączy tylko to, że żyją w jednym miejscu. Przestali być obywatelami.

OF: Ma pan na myśli liberalizm obyczajowy?

FA: I obyczajowy i ekonomiczny. To dwie strony tej samej monety. Jeden liberalizm wzmacnia drugi.

OF: Wolne żarty. Od kiedy Francja, najbardziej obok Szwecji socjalny kraj Europy, z rozbuchaną biurokracją i regulacjami, jest wolnorynkowa?

FA: A widział pan gdzieś czysty liberalizm gospodarczy? Nikt go nigdy nie widział. Twierdzenie, że jakiś kraj nie jest liberalny, ponieważ ma jakieś regulacje i podatki i nie spełnia tym samym założenia „modelu idealnego” to twierdzenie analogiczne do tezy, że w ZSRR nie było prawdziwego komunizmu, bo nie wszystko zgadzało się z podręcznikowymi ideami Marksa, Engelsa i Lenina. Nawiasem mówiąc, marksizm, komunizm, faszyzm, a także liberalizm to bliźniacze ideologie. (...) Liberalizm to zaś koniec końców transhumanizm naiwnie wierzący w siłę technologii i postępu. Wracając do Francji – tam po prostu panuje jedna z wielu wariacji systemu liberalnego.1


Powtórzę to jeszcze raz, żeby nie było niejasności: jeżeli praktyczne zastosowanie ideologii X różni się w pewnym stopniu od abstrakcyjno-teoretycznej postaci ideologii X, to nie znaczy że ideologia X nie jest stosowana w praktyce. Tyczy się praktycznie wszystkiego – zarówno liberalizm, kapitalizm, komunizm, socjalizm, chrześcijaństwo TEORETYCZNE różni się od ich wersji PRAKTYCZNYCH. Zawsze będzie tak, że teoria będzie się różniła od praktyki, gdyż teoria funkcjonuje w świecie abstrakcyjnym, natomiast praktycznie zastosowania funkcjonują w świecie materii ożywionej. Mam nadzieję, że to już dość jasne i klarowne.


Kapitalistów utopijnych cechuje wyraźny ahistoryzm. Ich wypowiedzi świadczą, że o historii kapitalizmu nie mają bladego pojęcia. Czegoś takiego jak „pierwotny wolny rynek” w rzeczywistości nigdy nie było. Jak już wspominałem, idealny „wolny rynek” można traktować wyłącznie jako konstrukt teoretyczny na potrzeby rozważań ekonomicznych, a nie jak fakt historyczny. Państwa zawsze tworzyły mechanizmy prawno-instytucjonalne, które blokowały nagą siłę praw rynkowych, gdyż ma ona charakter niszczący dla wszelkich ludzkich wspólnot. Liberalizacje nigdy nie wynikały z „natury” i miały charakter radykalnych rewolucji, jak np. w Anglii lat 30. i 40. XIX wieku, a potem z okresu Margaret Thatcher, czy Ronalda Reagana.


Transnarodowe korporacje nie tyle żyją w symbiozie z państwem, ile na nim pasożytują. Bez aktywnego państwa nie byłoby możliwe funkcjonowanie nowoczesnej gospodarki, a korporacje stosują „optymalizację podatkową” w celu unikania finansowania rozlicznych korzyści, które od państwa otrzymują. „Homo economicus” nigdy nie istniał, z wyłączeniem stron podręczników do ekonomii klasycznej. To, co kapitaliści utopijni nazywają „socjalizmem”, „pseudo-rynkiem” to w rzeczywistości naturalny, „oligarchiczny”, „imperialistyczny” lub „neokolonialny” etap w rozwoju wolnorynkowego kapitalizmu. Wraz z koncentracją kapitału wpływ polityczny korporacji rośnie tak bardzo, że uzyskują ona wpływ na stanowienie prawa (nieraz wręcz ustawy są pisane na zamówienie biznesu), co rodzi błędne przekonanie o jakimś etatyzmie-socjalizmie, który niby to krępuje rynek.


Ponadto, należy też zwrócić uwagę, że – wbrew pozorom – liberalizm i komunizm to rzeczywiście bliźniacze ideologie (tak!). Dlaczego? Obie ideologie są dziedzictwem oświecenia i jego aksjologii. Obie ideologie ukazują człowieka jako byt czysto materialny. Obie ideologie świat i życie człowieka redukują wyłącznie do kwestii ekonomicznych. Obie ideologie niszczą organiczne więzi społeczne. Obie ideologie wykorzeniają człowieka z jego specyficznego kontekstu społeczno-kulturowego. Obie ideologie dezintegrują tradycję i zbiorowe tożsamości, gdyż ukazują człowieka jako abstrakcyjną jednostkę – wykorzenioną „monadę”. Obie ideologie nie uwzględniają tego, że l
udzie nie egzystują w świecie inaczej jak poprzez bycie częścią składową konkretnej, zakorzenionej wspólnoty narodowej.


Z powyższym wiąże się jeszcze jedno szkodliwe zjawisko, a mianowicie „rynkowy talmudyzm”. Jest to postawa traktująca rynek jak Boga – nieomylnego wyznacznika wszelkich norm, który ma zawsze rację, nigdy nie błądzi i nie wolno mu się przeciwstawiać. W związku z tym, całe populacje i narody muszą więc poświęcać siebie na ołtarzu rynku i dostosowywać swoje życie do potrzeb.
To jest właśnie problem naszych czasów – niewolnicze przywiązanie do ideologii mające charakter syndromu sztokholmskiego. Rynkowi talmudyści zapomnieli o jednej podstawowej sprawie:
nie człowiek jest dla rynku, tylko rynek dla człowieka. A w momencie gdy rynek zaczyna ludziom szkodzić, to należy go ograniczyć. Rynek jest jak małe dziecko – nie wolno pozostawić go bez opieki, gdyż zrobi sobie krzywdę i sobie, i innym.


Co jeszcze ważniejsze:
rynek nie daje zawsze najlepszych rozwiązań. Nieraz bywa tak, że (uwaga, usiądźcie lepiej) państwo działa znacznie lepiej niż rynek. Zacytuję wywiad z ekonomistką Marianą Mazzucato z „Polityki” z dnia 27.12.2016:


„Polityka: – Kto stworzył Google?

Mariana Mazzucato: – Państwo.

A rewolucję bio- i nanotechnologiczną kto rozkręcił?

Państwo.

A iPhone’a komu zawdzięczamy?

Też państwu.

A nie panu Jobsowi?

Nie. On przyszedł na prawie gotowe.

To dlaczego wszyscy myślą, że właśnie jemu? A jeśli nie jemu osobiście, to przynajmniej innowacyjnej firmie Apple?

Bo mamy system, który celowo takie fałszywe przekonanie podtrzymuje. Już Platon przekonywał, że światem rządzą ci, którzy potrafią spójnie o nim opowiadać. Nasi współcześni herosi prywatnego biznesu robią dokładnie to samo. Czytał pan biografię Steve’a Jobsa?

Którą? Po polsku wyszła nawet jedna w wersji komiksowej.

Ostatnia biografia Jobsa, którą ja czytałam, miała 800 stron. Plus hollywoodzki film (chodzi o obraz „Steve Jobs” Danny’ego Boyle’a z Michaelem Fassbenderem w roli głównej, który miał premierę w 2015 r. – red.). I w książce, i w filmie nie ma ani jednego rozdziału czy sceny, co ja mówię, nawet jednego zdania ani słowa wspominającego o tym, że bez udziału państwa takiego wynalazku jak smartfon po prostu by nie było”.2


Nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego całe narody miałyby być poświęcane na ołtarzu wolnego rynku. Rynek nie jest żadnym Bogiem, żadną świętą krową ani żadnym Absolutem. Jest co najwyżej narzędziem. A jeżeli narzędzie przestaje działać to albo się go naprawia, albo stosuje inne. Warto wspomnieć, iż nie wszyscy zwolennicy wolnego rynku są rynkowi talmudystami. Niestety nie wiedzą o tym rynkowi talmudyści, którzy swoja wiedzę o ekonomii czerpią najczęściej z korwinistycznych memów na fejsbuku.


Pamiętacie cytat na początku tekstu? Jego autorem nie jest socjalista, ani komunista. Autorem cytatu jest Roman Rybarski – endecki ekonomista i zwolennik wolnego rynku, sceptycznie nastawiony do liberalizmu. Tak, to jest możliwe. Zamiast więc czerpać wiedzę z korwinowskich memów, radzę poczytać Rybarskiego.

Paweł Bielawski




Bibliografia

http://forsal.pl/artykuly/1020515,marian-pilka-o-ceta-powstajemy-z-kolan-by-pasc-na-twarz-przed-korporacjami.html

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1688188,1,dlaczego-bogaci-powinni-dzielic-sie-z-biednymi.read

R. Rybarski, Polityka i gospodarstwo, Wydawnictwo Nortom, Wrocław 2004 (cytat: str. 21)