środa, 29 marzec 2017 15:14

Witold Jan Dobrowolski - „Relacja z wizyty na Łotwie”

Niegdyś niedostępne i tajemnicze terytorium pogańskie, miejsce wypraw wikingów i osadnictwa ludów nordyckich, podbite przez teutońskich krzyżaków i kawalerów mieczowych, którzy przyłączyli je do państwa zakonnego. Następnie wyrwany z rąk niemieckich teren ten przechodził kolejno z rąk do rąk: Polaków, Rosjan, Szwedów, a w końcu w wyniku rozbioru Rzeczypospolitej znalazł się pod panowaniem Imperium Rosyjskiego, aż do I wojny światowej, gdy na to terytorium wkroczyły żelazne hełmy Kajzera. Rozdarty naród łotewski między dwoma imperiami, podobnie jak Polacy wywalczył niepodległość w listopadzie 1918 roku, która trwać będzie aż do II wojny światowej, gdy Armia Czerwona podbije państwa bałtyckie i rozpocznie się trwający do 1941 roku czerwony terror. Wtedy to hitlerowcy przeprowadzą zmasowany szturm na stalinowskie imperium, a innym narodom obiecają chwalebny udział w antybolszewickiej krucjacie. Powołany zostaje wówczas legion SS, do którego ochotniczo mają wstępować Łotysze. Ostatecznie większość znajdzie się tam w wyniku poboru. Wśród młodych antykomunistów łotewskich znajdzie się także nawet około tysiąca członków polskiej diaspory na Łotwie. W mundurach feldgrau będą toczyć zaciekłe walki na froncie wschodnim, by powstrzymać komunistów przed powtórną okupacją Łotwy, pamiętając o masowych mordach i wywózkach na Syberię. Mimo, że wojna totalna skończyła się klęską, to legioniści pokazali z jakiej stali zostali ukuci: w okopach Kurlandii czy ruinach stolicy Rzeszy walczyli do ostatnich dni wojny. Nawet oficjalny koniec największej w dziejach Europy wojny zakończony paradami i fajerwerkami w stolicach aliantów nie będzie dla nich końcem walki. Część legionistów dołączy do antykomunistycznego ruchu oporu zwanego Leśnymi Braćmi, polska część do polskiego podziemia antykomunistycznego, które współpracowało z łotewskimi antykomunistami. Niestety, koniec końców podobnie jak polskich żołnierzy wyklętych, los Leśnych Braci będzie tragiczny, a walka straceńcza. Wielu z tych którzy dostali się do niewoli aliantów nie zdecyduje się na powrót do okupowanej ojczyzny. Łotwa na ponad 40 lat zostanie wymazana z map Europy.

 

2017 rok, starówka ryska, między dostojnymi kamienicami mieszczańskimi po kamiennym bruku milcząc maszeruje dwa tysiące osób. Panuje poważna atmosfera zadumy. Na przedzie wraz z weteranami łotewskiego legionu maszerują członkowie partii Zjednoczenia Narodowego. W tłumie powiewają na wietrze liczne flagi w łotewskich barwach narodowych, są także estońskie, litewskie i po raz pierwszy w historii Dnia Pamięci Łotewskiego Legionu jest także flaga w barwach polskich. Członkowie redakcji „SZTURM”, oraz nacjonaliści utożsamiający się z ideą pisma, złożyli tego dnia legionistom hołd. Polskie barwy wzbudziły żywe zainteresowanie wśród uczestników marszu, dziennikarzy, a także kombatantów legionu, którzy podchodzili do nas ze szczerą sympatią, a niektórzy dziękowali za wsparcie nawet w języku polskim.

 

Dzień Pamięci Łotewskich Legionistów zapoczątkowany był już w czasach Zimnej Wojny przez kombatantów Legionu żyjących na uchodźstwie, dopiero po uzyskaniu niepodległości w latach 90-tych obchody przeniesiono na Łotwę. Stały się oficjalnym państwowym świętem, ale ze względu na naciski ze strony Brukseli, by Łotwa mogła dołączyć do UE, z państwowego święta zrezygnowano. Czczenie legionistów spotykało się także z ostrą reakcją propagandy rosyjskiej, która atakowała także polskich żołnierzy wyklętych. Najczęstszym zarzutem rosyjskich propagandzistów i mediów jest poddawanie w wątpliwość „wyzwalania z rąk hitlerowców narodów Europy” przez biorących udział w uroczystościach. Ponadto Rosjanie często atakują legionistów jako „nazistów”, których oskarżają o liczne zbrodnie na cywilach, Żydach czy jeńcach. Każdorazowo mijają się w każdy możliwy sposób z rzeczywistością. Zaś samą walkę z Armią Czerwoną rosyjska historiografia określa mianem zbrodniczej. Warto więc w tym miejscu omówić kilka mitów dotyczących legionu:

 

Mit: Legion był formacją ochotniczą.

Fakt: Tylko około 20% Łotyszy wstąpiło do niego ochotniczo. Ci którzy to zrobili, uczynili to, by walczyć o niepodległość Łotwy, oraz ze względu na silny antykomunizm w tym kraju. W czasie sowieckiej okupacji komuniści dokonywali zbrodni ludobójstwa na Łotyszach, podobnie jak na Polakach po 17 września 1939 roku.

 

Mit: Łotewscy legioniści brali udział w ludobójstwie na Żydach i są współwinni Holocaustowi.

Fakt: Formowanie Legionu rozpoczęło się w marcu 1943 roku, gdy hitlerowcy przeprowadzili już czystki etniczne na Żydach łotewskich, więc udział Legionu w tych działaniach był po prostu niemożliwy. Była to formacja frontowa, która brała udział w bezpośrednich walkach, a nie w działaniach policyjnych i politycznych. Znane są też przypadki ratowania Żydów przez Legionistów.

 

Mit: Łotewscy Legioniści popierali Hitlera.

Fakt: Biorąc pod uwagę, że w czasie hitlerowskiej okupacji Łotwy Niemcy nie podchodzili pozytywnie do niepodległości Łotwy, chcąc zgermanizować Łotyszy i zagospodarować to państwo jak część przyszłej Germanii, a także liczne relacje, wspomnienia, czy opisane historycznie sytuacje można bezpiecznie założyć, że łotewscy legioniści nie popierali Hitlera, a wręcz odwrotnie. Podobna sytuacja istniała u estońskich legionistów.

 

Mit: Łotewskie SS spaliło żywcem polskich jeńców z WP walczącego u boku Armii Czerwonej w stodole, w miejscowości Podgaje.

Fakt: Zarzut powielany przez propagandę PRL w ostatnich badaniach historycznych tejże zbrodni został obalony. Jeńcy mieli zostać zastrzeleni przez holenderskich lub niemieckich esesmanów, a stodoła zapaliła się pod wpływem zmasowanego sowieckiego ostrzału, który niemal zrównał całe miasteczko z ziemią.

 

Łotysze są bardzo gościnnym narodem, a Zjednoczenie Narodowe starannie zaplanowało dla gości z Polski pobyt w Rydze. Zjednoczenie Narodowe jest partią nacjonalistyczną, która powstała w wyniku połączenia dwóch ugrupowań: „Wszystko dla Łotwy! Ojczyzna i wolność”, oraz „Łotewskiego Ruchu Niepodległości”. Można z powodzeniem rzec, że jest to najbardziej wpływowa nacjonalistyczna partia polityczna w tej części Europy. W ostatnich wyborach parlamentarnych uzyskała 17 mandatów uzyskując wynik 16,61% głosów i jest w koalicji rządzącej. Trzeba też zwrócić uwagę, że popularność tej partii sukcesywnie wzrasta. Łotewski nacjonalizm w ich wydaniu różni się jednak od zachodniego, polskiego, czy ukraińskiego. Tamtejszym nacjonalistom niepotrzebny jest do zwrócenia na siebie uwagi i skupienia poparcia radykalny symbolizm, czy twarda uliczna działalność. Wynika to też z faktu, że tak naprawdę po co komu krzyż celtycki, który może się kojarzyć z subkulturą i pojawia się potrzeba propagandy edukacyjnej, by zmienić ten stan rzeczy, gdy popularne na Łotwie są symbole pogańskie, ludowe jak swastyka będące niemal codziennym widokiem? Otóż tak, symbole solarne są na Łotwie równie popularne jak w II Rzeczypospolitej. Pojawiają się na budynkach, przedmiotach codziennego użytku, używa ich wojsko, gwardia narodowa, skauci. Swastyka pojawia się także na dekoracjach świątecznych z okazji Bożego Narodzenia, oczywiście rosyjskie media natychmiast donoszą w takich sytuacjach o nazizmie panującym w krajach NATO. Inną kwestią jest przemoc na tle politycznym. Ta w ogóle nie jest na Łotwie potrzebna, bowiem ostatni antyfaszyści ze środowisk anarchistycznych emigrowali do Szwecji kilka lat temu, pozostały jedynie polityczne błazny jeżdżące na okupowany przez Rosjan Krym i pozujące z uśmiechem na tle sierpów i młotów. Radykalne i bezpośrednie akcje nie są też rzeczą konieczną, a wręcz nawet niepożądaną ze względu na ciągłe zagrożenie ze strony Federacji Rosyjskiej w jakim żyją Łotysze i Estończycy. Bardzo łatwo mogą stać się chłopcem do bicia dla rosyjskiej propagandy (która zresztą organizuje wobec łotewskich nacjonalistów prowokacje) i dla oponentów politycznych. Z tego też powodu Łotysze stawiają na militaryzm (zdając sobie sprawę, że w przypadku wojny są zależni od swoich sojuszników i mogą jedynie przetrwać w walce partyzanckiej i tworzeniu podziemia niepodległościowego), na NATO, oraz gospodarcze stosunki z Unią Europejską. Zjednoczenie Narodowe jest oczywiście partią eurosceptyczną, nie popierają federalizacji, potępiają marksizm kulturowy, ingerencje w wewnętrzną politykę państw członkowskich i masową imigrację (Łotwa zdecydowała się przyjąć narzuconą im liczbę imigrantów, lecz warto też zwrócić uwagę, że liczba ta nie przekracza kilkudziesięciu osób, Zjednoczenie Narodowe jest przeciwne takiej polityce rządu i domaga się zamiast tego wsparcia dla kilkudziesięciu Łotyszy będących w potrzebie materialnej), popierają jednak UE jako twór ułatwiający swobodę handlu zagranicznego. W kontekście polityki zagranicznej są zwolennikami Międzymorza jako alternatywy Unii Europejskiej, która podąża w stronę rozpadu, co dla nas jako zwolenników takiej polityki zagranicznej jest ważne. Zerwanie zależności energetycznej od Rosji, silny militarny sojusz, własna samodzielna polityka ekonomiczna zamiast peryferyjności i stworzenie bloku państw mogących na równi dyskutować na arenie międzynarodowej jest nie tylko dla Łotyszy celem, ale także Ukraińców z Korpusu Narodowego, którzy pozostają ze Zjednoczeniem Narodowym w bliskich stosunkach i także wystosowali delegację na ryskie obchody pamięci Legionu.

 

Jako przedstawiciele redakcji „SZTURM” mieliśmy zaszczyt zostać oprowadzeni po łotewskim parlamencie przez polityczną legendę bałtyckich nacjonalistów, posła na łotewski Sejm Aleksandra Kiršteinsa. Działalność polityczną rozpoczął w latach 80-tych i skupiał się na uzyskaniu przez Łotwę niepodległości od ZSRR. Brał udział w walkach na barykadach z rosyjskim OMONem i Armia Czerwoną w 1991 roku i był jednym z parlamentarzystów, którzy głosowali za niepodległością Łotwy. Jest przykładem kontrowersyjnego polityka znanego z gestów np. w sprzeciwie wobec powiązań prezydenta Łotwy ze światem przestępczym wyszedł w czasie głosowania z Sali Plenarnej Sejmu, trzaskając za sobą głośno drzwiami, co stało się głośnym politycznym symbolem. Ze względu na bezkompromisowe podejście do nacjonalizmu i czczenie bohaterów łotewskich, którzy współpracowali z Niemcami w czasie II wojny światowej jest oskarżany o antysemityzm przez środowiska żydowskie, a także bycie patronem dla radykałów łotewskich. Po zwiedzeniu parlamentu zostaliśmy oprowadzeni przez członka Zjednoczenia Narodowego zasiadającego w Centralnej Komisji Wyborczej Łotwy po starym mieście, gdzie obowiązkowo wskazał nam ciekawsze, bardziej skryte, czarujące miejsca tajemniczej Rygi, a po zwiedzaniu zostaliśmy zaproszeni na obiad w ludowej jadłodajni, gdzie mogliśmy z przyjemnością posmakować narodowych specjałów. Po wszystkim udaliśmy się do zwiedzenia Muzeum Armii, gdzie mogliśmy podziwiać zgromadzony eksponaty, broń, mundury i ekwipunek od epoki wczesnego średniowiecza do czasów współczesnych. Warto zaznaczyć, że w łotewskim muzeum duży nacisk podniesiono na przedstawienie zawiłych losów wielu Łotyszy w czasie I wojny światowej, gdzie jedni po stronie niemieckiego kajzera, drudzy po stronie rosyjskiego cara zostali zmuszeni do walki ze swoimi braćmi w okopach tej tragicznej wojny. Oczywiście od razu pojawia się skojarzenie do losów Polaków rozrzuconych po okopach Wielkiej Wojny, niestety w naszym kraju ich historia jest rzadko wspominana. Wśród eksponatów znalazły się liczne wątki polskie jak przykładowo szyszak husarski, a także miłą niespodzianką była gościnna wystawa na temat zbrodni sowieckiej w Katyniu. Wieczorem udaliśmy się do tradycjonalistycznej knajpki ulokowanej na starówce, gdzie przy kwasie chlebowym toczyliśmy długie polityczne dyskusje.

 

Nazajutrz uroczystości rozpoczęły się od Mszy Św. w luterańskim kościele, wśród uczestników rozdano ulotki informacyjne na temat Legionu. Jeszcze w czasie formowania się kolumny uczestników marszu policja spacyfikowała sprawnie prowokatorów antyfaszystowskich z Niemiec, którzy rozwinęli na moment transparent zrównujący łotewskich legionistów ze sprawcami holocaustu. Dwa tysiące uczestników ruszyło ulicami Starej Rygi w milczeniu. Przed maszerującymi kłębiła się grupa dziennikarzy w pomarańczowych kamizelkach mających puścić wkrótce przekaz w świat o czczeniu żołnierzy Waffen-SS w jednej z europejskich stolic. W pewnym momencie maszerujący na przedzie kombatanci przerywają ciszę i zaczynają śpiewać hymn Legionu.

 

Pod naszymi stopami leży biała ścieżka,

Do Łotwy ona wiedzie

Do Łotwy, gdzie okrutny wróg

Nad naszymi polami sieje śmierć!

 

Maszerujemy odważnie i z dumą,

Z bronią na naszych ramionach!

I imiona naszych starożytnych bohaterów

Jako dziedzictwo podążają za naszym krokiem.

 

Marsz wkrótce wyszedł z ciasnych uliczek Starego Miasta na wielką przestrzeń Bulwaru Wolności, gdzie nad okolicą góruje słynny Pomnik Wolności zbudowany w latach 30-tych, który przetrwał sowiecką okupację. Tam już wzdłuż drogi marszu do monumentu stali w dwóch szeregach dumnie młodzi Łotysze z flagami narodowymi, a urodziwe młode Łotyszki rozdawały kombatantom kwiaty. Nagle do ogrodzenia oddzielającego uroczystości od biernie obserwujących przechodniów rzucił się z wrzaskiem młody Rosjanin. „Faszyści! Faszyści!” padają okrzyki. Z drugiej strony odzywa się kolejny głos rosyjski, lecz ten dodaje otuchy maszerującym. Tak, nawet rosyjska mniejszość na Łotwie wie co to tzw. Ruski Mir i wcale jej nieśpieszno do Federacji Rosyjskiej. Rosyjski prowokator, podobnie jak jego poprzednicy z Niemiec, spotkał się ze zdecydowaną reakcją policji, która go unieszkodliwiła i natychmiast wyprowadziła. W końcu marsz dociera pod kolumnę, gdzie złożony zostaje wieniec bohaterom Legionu. Każdy uczestnik manifestacji ma teraz ważną chwilę, by stanąć przed sacrum narodu łotewskiego i oddać hołd złożeniem kwiatów i chwilą zadumy. W tle legionowych pieśni kolejni manifestujący składają cześć, w tym także my jako Polacy, następnie schodzimy na bok, a wśród łotewskich flag ponownie powiewają barwy biało czerwone.

 

Po wszystkim udaliśmy się na cmentarz legionistów oddalony o pół setki kilometrów od stolicy. Tam już udział w uroczystościach biorą nawet przedstawiciele rządu. W ostatnich latach liberalny rząd zabraniał ministrom udziału w marszu, co skutkowało odwołaniem jednego z nich, członka Zjednoczenia Narodowego, który skwitował to krótko: „Udział w marszu to kwestia wartości, a nimi się nie handluje”. Tymczasem w obchodach na cmentarzu brali udział już bez jakichkolwiek problemów najwyżsi przedstawiciele rządu. Sam cmentarz był otoczony kamiennym murem, na którym widniały wygrawerowane nazwiska poległych legionistów. Zauważyliśmy ogromną liczbę polskich nazwisk.

 

Tragizm historii jest tym co nas z Łotyszami łączy. Razem w listopadzie 1918 roku uzyskaliśmy niepodległość po tym, gdy europejskie imperia rzuciły nas do walki przeciw własnym rodakom. Razem przez krótki kres międzywojnia mieliśmy demokrację, która została obalona i nastały rządy autorytarne. Razem znaleźliśmy się pod sowiecką okupacją, byliśmy mordowani i zsyłani na Syberię. Różnica jest taka, że znaleźliśmy się po różnych stronach wielkiego europejskiego konfliktu. Polacy służyli pod swoim sztandarem w wojskach aliantów, a także u boku Armii Czerwonej, ci którzy znaleźli się w wojskach niemieckich nie walczyli już pod narodowymi symbolami. Łotysze zaś pod łotewskimi barwami bili się służąc po stronie państw Osi, zaś ich rodacy wzięci do Armii Czerwonej szli pod obcym czerwonym sztandarem. Historia jest ważna i trzeba o niej pamiętać, jednak należy też myśleć śmiało o przyszłości. Jeśli tak wiele nas łączyło, to dziś może jeszcze więcej. Jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni, dlatego prawdziwe Międzymorze ma szansę stać się czymś więcej niż marzeniem!

 

Witold Jan Dobrowolski