sobota, 25 luty 2017 20:37

Grzegorz Ćwik - „Co robić? Nacjonalizm wobec rządów PiS"

Już prawie półtora roku w Polsce rz ądzi Prawo i Sprawiedliwość. Po ośmiu latach rządów liberalnej Platformy Obywatelskiej przyszła pora na „chadecką” partię kierowaną twardo przez Jarosława Kaczyńskiego. Nie mamy wątpliwości co do tego, że te kilkanaście miesięcy to czas niezwykle ciekawy pod względem politycznym, jak również charakteryzujący się wysokim dynamizmem rozwoju sytuacji oraz rosnącego konfliktu między poszczególnymi partiami. Właściwie wszystko to co dzieje się teraz na naszym polskim poletku można było z grubsza przewidzieć w momencie ogłoszenia wyników wyborów (tak samo prezydenckich jak i parlamentarnych). Nie zmienia to faktu, że jako nacjonaliści winniśmy śledzić sytuację polityczną w Polsce, jak i sytuację Polski na arenie międzynarodowej. Jest to tym bardziej ważne, że przynajmniej w moim odczuciu, możliwości działania dla nacjonalistów zauważalnie się zwiększyły, a poszczególne postulaty środowiska narodowo-radykalnego zaczęły wydawać się możliwe do zrealizowania. Obecna sytuacja, rządy partii uważanej często za „skrajną prawicę”, rosnący dynamizm sytuacji politycznej, szersze możliwości działania nakłaniają nas, nacjonalistów, do stawiania sobie podstawowych pytań. Najważniejszym zaś, jak się zdaje, jest prosta kwestia „co mamy robić jako środowisko narodowe” w obecnej sytuacji rządów Prawa i Sprawiedliwości? Jakie cele i zadania realizować? Jaką taktykę obrać i jak traktować partię PiS?

Niewątpliwie pod rządami PiS dzieje się dużo i szybko. Ewidentnie partia Kaczyńskiego realizuje zarysowany zawczasu w ogóle, dość szeroki program reform i zmian w Państwie Polskim. O ile wykonanie niejednokrotnie zdradza doraźność poszczególnych rozwiązań i tworzenie planów „na kolanie”, o tyle nie podlega dyskusji fakt, że właściwie wszystkie działania rządu Beaty Szydło były wcześniej szeroko anonsowane. Płynie z tego prosty wniosek - PiS na swoje czasy ma określony plan i pomysł. Nie zamierza się ograniczać tylko do reagowania na zmiany w sytuacji, ale chce samemu te sytuację polityczną aktywnie kreować. Ponadto patrząc na kreowany wizerunek, kwestie PR-owe i ogólny wydźwięk medialny rządów PiS odnosi się wrażenie, że Kaczyński i jego otoczenie wyciągnęli wnioski z poprzednich rządów swojej partii. Nie są już zalęknieni, nie cofają się i nie przepraszają. Wręcz przeciwnie – twardo idą do przodu, realizują swoje cele i wygrywają kolejne starcia z coraz bardziej skompromitowaną swą bezradnością opozycją. Najlepiej o tym świadczą ich niesłabnące notowania, regularnie odnotowywane na tym samym poziomie ok. 35-40%.

Aby odpowiedzieć sobie na wcześniej postawione pytania warto pokrótce wspomnieć o najważniejszych zagadnieniach, jakie wiążą się z rządami PiS. Kwestie i sprawy węzłowe, które okazały się kluczowe dla tych kilkunastu miesięcy to:

Konflikt związany z Trybunałem Konstytucyjnym. Chodzi zarówno o mianowanie sędziów, ich zależność wobec rządu, kompetencje. Dochodzi do tego sprawa publikacji wyroków TK.

Powstanie Komitetu Obrony Demokracji (KOD) i jego aktywna działalność publiczna i polityczna. Nie ulega wątpliwości, że ideowo jak i po części kadrowo KOD to w dużej mierze nowa inkarnacja Platformy Obywatelskiej. Jednak wizerunkowo Kijowski oraz jego sztab starają się przedstawić samych siebie jako ruch oddolny i obywatelski, który w imieniu społeczeństwa upomina się o nagminnie łamane demokratyczne prawa. W sposób oczywisty, jak i przez animatorów KOD-u zamierzony, tworzy to sytuację konfliktową z obozem rządzącym.

Przejęcie mediów publicznych i ich dynamiczna „reorganizacja”. Pod tym pojęciem rozumieć należy zarówno szeroką wymianę kadr, jak i przede wszystkim przestawienie mediów (zwłaszcza telewizji) na tory telewizji quasi reżimowej. Nawet zwolennicy PiS-u dostrzegają ten fakt, choćby przy oglądaniu programów informacyjnych czy publicystycznych, nadawanych na kanałach telewizji państwowej. Retoryka i sposób przedstawienia wydarzeń, które mają miejsce na arenie politycznej w kraju, jak i za granicą, wykazuje jednoznacznie, że PiS bardzo mocno postawił na działania telewizyjno-propagandowe.

Reformy socjalne i społeczne. Są one sztandarową kwestią w programie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości. Program 500+, szeroki program taniego budownictwa, darmowe leki dla seniorów – to tylko najpopularniejsze z licznego szeregu planów PiS, które zaszeregować można do ustawodawstwa socjalnego. Krytykowane przez szerokie rzesze liberałów, kapitalistów oraz mediów, które związane były ideowo z poprzednią partią rządzącą, obecnie zaś ich sympatie oscylują wokół Nowoczesnej oraz KOD-u.

Reforma edukacji. Likwidację gimnazjów Prawo i Sprawiedliwość także zapowiadało już w trakcie kampanii wyborczej. Pomysł jak się zdaje jest dość zasadny, jednak jego wykonanie i wdrożenie wyróżnia się wysokim poziomem prowizoryczności i braku należytego przygotowania tak bardzo złożonej reformy.

Podatki dla banków i dużych sieci sklepowych. Oba stanowić miały zarówno dowód na skuteczność nowego rządu w walce o odpowiednią redystrybucję kapitału, jak też miał być to sposób na istotne zwiększenie budżetu, co ma bardzo duże znaczenie w kontekście wysokich kosztów programów socjalnych i osłonowych. W tym momencie można stwierdzić, że podatek bankowy przyniósł połowiczne zyski, a podatek dla dużych sieci sklepowych na razie nie został wprowadzony. Rząd cały czas deklaruje to jako plan na najbliższą przyszłość.

Środowisko i ekologia. To chyba jeden z nielicznych elementów, w których PiS krytykowany jest właściwie przez wszystkich swoich przeciwników, także tych reprezentujących opcję nacjonalistyczną, a w szczególności narodowo-radykalną. Osoba ministra środowiska jest jedną z chyba najbardziej nielubianych w Polsce. Dużym osiągnięciem jest cieszenie się mniejszą sympatią niż minister Antoni Macierewicz. Decyzje w sprawach parków narodowych, myśliwych, wycinek i w wielu innych kwestiach sprawiają, że w aspekcie ochrony środowiska cofnęliśmy się do wczesnego PRL-u.

Armia i obronność. Postać ministra Macierewicza to jedna z ikon tego rządu i jeden z najpewniejszych współpracowników Kaczyńskiego. Polityka obronna oraz powiązana z nią dyplomacja, miała stanowić filar „wstawania z kolan”, które to obiecywano wyborcom. Faktycznie, Macierewicz rządzi w swoim resorcie iście dyktatorsko, a decyzje dotyczące armii i obrony granic znamionują najwyraźniej istnienie w jego głowie dość konkretnego planu. Zakupy ogromnych ilości nowoczesnego sprzętu, rozbudowa liczebna armii, powstanie Obrony Terytorialnej idą w parze z czystkami wszelkich myślących „niepoprawnie” oficerów i dowódców czy z ogólnym upolitycznieniem Wojska Polskiego. Do tego polityka zagraniczna Polski jeszcze mocniej została skorelowana z sojuszem z USA. Ostatnio objawiło się to przykładowo rozmieszczeniem na terytorium Polski jednostek US Army.

Reakcja opinii międzynarodowej na politykę rządu. PiS za granicą uważany jest za partię „skrajnie prawicową”. O ile jest to śmieszne i żałosne i świadczy przede wszystkim o intelektualnym upadku Zachodu, o tyle w wymiarze politycznym wpływa na stosunek poszczególnych państw, a przede wszystkim agend Unii Europejskiej do Polski. Od dłuższego już czasu, w regularnych odstępach, raczeni jesteśmy kolejnymi rezolucjami wykazującymi zaniepokojenie sytuacją w Polsce. Co jakiś czas przyjeżdża do nas jakaś delegacja, by zobaczyć jak daleko posunęła się „faszyzacja” życia. Dochodzą do tego wszystkiego różne działania rodzimych polityków i dziennikarzy, którzy w mediach zagranicznych przedstawiają Polskę i Polaków w najczarniejszych barwach. Mimo to każdy chyba ma świadomość, że rząd PiS nie ma to żadnego wpływu, a sama UE nie zdecyduje się na jakiekolwiek realne działania wobec naszego państwa.

Czarny protest. To chyba element rządów PiS, który wywołał najbardziej skrajne emocje. Co ciekawe spowodowany był nie działaniami czy reformami samego PiS-u, ale pojawieniem się w Sejmie obywatelskiego projektu zmiany obecnej ustawy antyaborcyjnej. Projekt ten jest nie tylko słuszny i godzien poparcia, ale również stanowiłby na mapie zlaicyzowanej Europy prawdziwą rewolucję. W efekcie prac sejmowych nad nim doszło do ogromnej mobilizacji środowisk feministycznych, liberalnych i skrajnie lewicowych. Zaowocowało to masowymi protestami w wielu miastach, licznymi akcjami w kanałach social-media. Całość cechowała nie tylko wysoka emocjonalność i agresja środowisk optujących za zabijaniem nienarodzonych jeszcze dzieci, ale także ewidentny brak jakiegokolwiek przygotowania merytorycznego, choćby w postaci przeczytania projektu ustawy.

Oczywiście, takich „gorących” spraw można by wymienić o wiele więcej, jednak te wspomniane najbardziej rozgrzewały zarówno polityków, jak i opinię publiczną. Są one również świetnym pryzmatem, przez który możemy ocenić politykę PiS, ich „odcień ideowy”, a to już prosta droga do ustalenia tego „co mamy robić?”.

Zanim przejdziemy do odpowiedzenia sobie na proste z pozoru pytanie „co robić”, spróbujmy odpowiedzieć jeszcze na 2 pytania „pomocnicze”, które pomogą nam nakreśłić jasny obraz sytuacji.

Jak w okresie rządów PiS zmieniła się sytuacja nacjonalistów i stosunek państwa do zjawiska nacjonalizmu?

Niewątpliwie 8 lat rządów Platformy Obywatelskiej było ciężkim okresem dla nacjonalistów. Wprawdzie największe organizacje nie zostały zdelegalizowane, jednak cała gama środków zastraszania i prześladowania była stosowana wobec środowiska. Zatrzymania, areszty, fałszywe zarzuty, pobicia przez policję, brutalność podczas prowokacji i atakowania manifestacji narodowych oraz wiele innych – wszystkiego tego mogliśmy niestety doświadczyć ze strony partii rządzącej. Rządy PiS, przynajmniej na razie, jawią się dla nas jako dużo ciekawsze i dające większe pole do manewru. Swoista „tolerancja” aparatu państwowego wobec różnych form działalności narodowej daje dużo większy margines błędu do działania. Spadła też opresyjność służb i organów ścigania. W wielu aspektach, głównie obyczajowych i po części geopolitycznych, poglądy PiS-u i środowiska narodowego są zresztą zbieżne, tak więc tym bardziej obecnie rządząca partia pozwala nacjonalistom na propagowanie swojej linii ideowej. Dochodzi nawet do wypadków działania nacjonalistów na terenie szkół publicznych czy innych instytucji, co z pewnością przed wyborami było nie do pomyślenia. Podstawowym dla nas wnioskiem i konstatacją jest to, że na obecną chwilę mamy dużo większą szansę i możliwości na organizowanie i przeprowadzanie swoich działań, a PiS zajęty walką z KOD-em czy opozycją sejmową, na razie nie zdecyduje się na bardziej systematyczne działania wymierzone w polski nacjonalizm. Tym bardziej, że zapewne i Kaczyński i jego sztab przychylnym okiem patrzą na niechęć nacjonalistów wobec tzw. demokratycznej opozycji. Pamiętać jednak musimy, że wraz z rozwojem sytuacji i fluktuacjami na krajowej scenie politycznej, liczyć się możemy w określonych sytuacjach z bardzo konkretnymi i znanymi nam już działaniami organów państwa, które wymierzone mogą być w nasze środowisko.

Czy PiS to partia, którą można nazwać nacjonalistyczną? Czy realizuje ona konsekwentnie, świadomie i systematycznie politykę, którą w jakikolwiek sposób możemy nazwać „narodową”? Czy mamy z nią współpracować?

Zacznę od odpowiedzi na najważniejsze, pierwsze pytanie: nie, PiS w żadnym razie nie jest partią nacjonalistyczną. Jej korzenie w prostej linii sięgają tych samych źródeł co Platformy Obywatelskiej czy innych „starych” partii trzeciej RP. PiS nigdy nie definiował się jako partia narodowa czy nacjonalistyczna, prezentując raczej dialektykę chadecką. W najważniejszych kwestiach partia ta była i pozostaje prounijna, proamerykańska, popiera mimo wszystko gospodarkę kapitalistyczną (być może w bardziej „ludzkim” wydaniu, chciałoby się rzec „kapitalizm z ludzką twarzą”…), realizuje tradycyjne (dla trzeciej RP) dobre relacje z Izraelem i popiera jego politykę na Bliskim Wschodzie. Dodatkowo w kwestiach ochrony środowiska polityka obecnego rządu zahacza o dywersję i sabotaż. W kwestiach światopoglądowych mogliśmy w zeszłym roku przekonać się o hipokryzji PiS-u, który mogąc przegłosować ustawę zakazującą mordowania dzieci nienarodzonych, wolał jednak opowiedzieć się za zgniłym kompromisem.
Powiedzmy sobie szczerze i wprost: PiS to część tego samego systemu co Platforma czy Nowoczesna. Oczywiście, partie te zawzięcie ze sobą walczą, pytanie tylko czy mamy wybierać między „mniejszym złem”, czy optować za realizacją postulatów narodowych i polityki
stricte nacjonalistycznej. Prawo i Sprawiedliwość, choć szafuje choćby kultem „Wyklętych” i oskarżeniami o „lewactwo” swoich przeciwników, to jest to troszkę mniej złośliwa odmiana tego samego zła, które przenika Polskę od prawie trzydziestu lat. Fakt, iż alternatywa – trio Schetyna, Petru i Kijowski jest zdecydowanie jeszcze gorszym wyborem, nie sprawia, że PiS staje się przez automatycznie reprezentantem nacjonalistów. Wystarczy zresztą przyjrzeć się temu jak PiS rządzi, żeby odnaleźć te same objawy choroby co przy rządach Platformy: ogromny nepotyzm, kolesiostwo, obsadzanie stanowisk niekompetentnymi osobami, ale pewnymi politycznie, wykorzystywanie posad do swoich prywatnych celów.

Co z trzecim pytaniem, o współpracę z PiSem? Na to pozwolę sobie odpowiedzieć niżej.

Co robić? Skoro już wyjaśniliśmy sobie sytuację, to możemy się w końcu nad tym zastanowić. Wiemy już, że czasy dla nas, nacjonalistów, są trochę łatwiejsze, tak więc na obecną chwilę możemy pokusić się o realizowanie koncepcji i planów szerzej zakrojonych. Opartych przede wszystkim na programie pozytywnym, a nie tylko na negacji i reagowaniu na działania systemu demoliberalnego.

Najważniejszym postulatem jest obecnie działanie i realizowanie wszelkich akcji pod szyldem nacjonalistycznym. Działamy oficjalnie jako nacjonaliści, naszą ideą którą reprezentujemy jest Narodowy Radykalizm i to właśnie w ten sposób prezentujemy Ideę szerokim rzeszom społeczeństwa. Wiele osób w naszym środowisku gotowa jest do wyrzeczenia się tego i pójścia ramię w ramię z obecnie rządzącą partią, aby móc zrealizować ten czy ów postulat (raczej mieć na te realizację nadzieję, bo to że PiS nie jest partią narodową już wiemy). Popełnilibyśmy bardzo duży błąd, gdyż za cenę niewielkiego zwycięstwa taktycznego tracimy tożsamość i rozpoznawalność ideową. Co gorsza grozi to długofalowymi, negatywnymi skutkami tak samo dla nacjonalizmu i naszego środowiska, jak przede wszystkim dla Polski.

Także, a może przede wszystkim, w kwestii ideowej i programowej nie możemy godzić się na jakiekolwiek półśrodki, ugody i rezygnację z wszelkich prób i przejawów wprowadzenia nacjonalistycznych idei. Wręcz przeciwnie! Właśnie teraz, gdy klimat i warunki dla naszych działań są dogodniejsze, musimy walczyć o realizację naszych postulatów: politycznych, ekonomicznych, społecznych, kulturowych i międzynarodowych. Poczynając od prezentacji wizji nacjonalistycznej, przez przeciwstawianie się jej nurtom liberalnym i lewicowym, aż po wszelkie akcje mające na celu implementację takich rozwiązań. Oto droga radykalnego nacjonalizmu w obecnym czasie. Nie możemy bać się i wstydzić używania słowa „nacjonalizm”. Nie możemy zastępować go wszelkimi patriotycznymi sloganami, pod którymi w gruncie rzeczy może się podpisać większość sceny politycznej.

Nie ma wątpliwości, że w Europie (ale i na świecie) wszelkie ruchy prawicowe, nacjonalistyczne i „antysystemowe” są obecnie „na fali”. Co za tym idzie dyskurs polityczny i ideowy przesuwa się zauważalnie na prawo. Oczywiście nie zamierzam tutaj się zastanawiać na ile mainstreamowi politycy prawicy są faktycznie osobami, z którymi może utożsamiać się nacjonalista, a na ile są populistami, ludźmi wielkiego kapitału i reprezentują przede wszystkim stojące za nimi lobby i grupy poparcia. Dla nas najważniejszym faktem jest widoczne przesunięcie się „klimatu” na prawo oraz znaczące poszerzenie „strefy bezpieczeństwa” dla działalności nacjonalistów. Potraktować to musimy jednak nie jako koniec rozwijania narracji nacjonalistycznej –przeciwnie! Musi być to dla nas podstawa do ciągłego podbijania stawki, dokładnie w takim stylu jak robił to Piłsudski wobec państw centralnych w trakcie Wielkiej Wojny. Tak więc konsekwentne i transparentne dążenie do przekształcenia kraju w państwo narodowo-radykalne połączyć trzeba z permanentnym niezadowoleniem wobec rządzącej partii, także jeśli jest to PiS. Jakiekolwiek zaś taktyczne zwycięstwo, uzyskanie realizacji konkretnego postulatu prowadzić musi automatycznie do wysunięcia następnych, dalej idących. Jeśli PiS przykładowo wyraża stanowisko po części wrogie lobby homoseksualnemu, to nie możemy uznać tego za rozwiązanie problemu. Obowiązkiem jest wysuwanie postulatów idących dużo dalej, jak choćby zakaz odbywania tzw. „parad równości” czy działania organizacji homoseksualnych na terenie szkół i uczelni.

Taka strategia jest tym bardziej użyteczna, gdy dotyczy najbardziej flagowych reform PiS-u, czyli tych ekonomicznych i gospodarczych. O ile ogólny ich kierunek oraz skutek uznać możemy za pozytywne dla rozwoju Narodu, o tyle pamiętać musimy, że całościowo PiS nie realizuje polityki, którą nazwalibyśmy narodową. Tak więc przy popieraniu pewnych aspektów działań rządu jednocześnie musimy cały czas pamiętać o kreowaniu własnego światopoglądu, który będzie narodowy i antyliberalny. Także same reformy i ustawy, które rząd Beaty Szydło wprowadzi, jeśli są przez nas generalnie akceptowane, należy „przejmować”. Oczywiście przy obecnej sytuacji i popularności PiS-u to trudne, ale konsekwentnie i systematycznie trzeba postulować wspomniane podbijanie stawki, jak również krytykować te elementy pro-socjalnych czy antyliberalnych działań, które uważamy za nie dość właściwe czy wykazujące wyraźne uchybienia. Przykładowo program 500+ można krytykować za brak objęcia nim matek z jednym tylko dzieckiem. Potrzebną zaś reformę edukacji nie wypada nam ocenić inaczej, niż pisanej na kolanie i mocno nieprzemyślanej. Krótko mówiąc, jasnym przekazem jaki musimy wysłać jest brak zgody na jakiekolwiek półśrodki – jedynym co nas może zadowolić to wdrożenie całościowego i komplementarnego programu narodowego rozwoju i funkcjonowania dla naszego kraju.

Najsilniej powinniśmy akcentować swoją wizję ideową i polityczną w kwestiach obyczajowych i etycznych. Po pierwsze dlatego, że tu mocno się uwidacznia hipokryzja i powiązanie z systemem demoliberalnym partii Prawo i Sprawiedliwość. Po drugie dlatego, że wokół tych kwestii dość łatwo wykreować przeciwstawną, nacjonalistyczną koncepcję. Rzecz jasna tematem numer jeden, jaki się tu sam nasuwa, jest sprawa aborcji. PiS pomimo kreowania się na partię popierającą obronę życia od poczęcia, w ostatecznym rozrachunku zagłosował w większości za odrzuceniem projektu zakazującego aborcji. Druga sprawa to wspomniany styl rządów: kolesiostwo, nepotyzm, gwałtowna wymiana kliki platformy w administracji i urzędach na klikę PiS-u. Przy czym ważne jest, że niekompetencja, korupcja i buńczuczność owych nowych elit jest najwyraźniej jeszcze większa, niż pod rządami Platformy. Rzecz jasna aspektów obecnego rządu, jakie możemy krytykować i uderzać w nie własnymi kontrpropozycjami, jest więcej. Najważniejszym postulatem jest konsekwencja w tej narracji i odrzucenie spotykanego czasami przeświadczenia, że PiS-u nie powinno się krytykować, gdyż to tylko wzmacnia opozycję. Nie możemy jednak przecież wyrzec się w żaden sposób naszego światopoglądu i walki o jego realizację.

Niezwykle istotnym elementem całej układanki z PiS-em jest opozycja, tj. swoisty triumwirat Platformy, KOD-u i Nowoczesnej. Pytanie dla nacjonalistów w tym kontekście jest takie czy i jak powinniśmy zwalczać kapitalistyczną, demoliberalną koalicję Kijowskiego, Petru i Schetyny? Odpowiedź moim zdaniem musi być twierdząca. Po pierwsze głosu narodowego, radykalnego w takiej kwestii zabraknąć nie może. Gdzie, jak nie w takim wypadku, pokazywać trzecią drogę, alternatywną dla dwóch różnych stron tego samego, postkomunistycznego medalu. Po drugie uznać powinniśmy jednak, przy pełnej świadomości wcześniejszych moich spostrzeżeń, że jednak obecna opozycja to zło dużo większe dla Polski i Polaków, niż obecnie rządzący. Chodzi tu przede wszystkim o kwestie ekonomiczne i gospodarcze (opozycja to najgorsze ścierwo kapitalizmu) oraz moralne i etyczne (aborcja, legalizacja związków dewiantów – te postulaty staną się dużo bardziej prawdopodobne do wprowadzenia). A jak walczyć? W każdy możliwy sposób! Propagandą, publicystyką, przeciwdziałaniem wszelkim akcjom opozycji, także w sposób bezpośredni. Podstawową zasadą musi być działanie pod szyldem jasno i wprost określonego nacjonalizmu i narodowego radykalizmu, a po drugie uniknięcie za wszelką cenę powiązania z PiS-em, tak by nie wyjść na „kondotierów” Kaczyńskiego. To bowiem dla nas może być śmiertelnym zagrożeniem, tak samo wizerunkowym jak i ideowym. Walka z opozycją trafić może przede wszystkim do tej grupy ludzi (szczególnie młodych), która z jednej strony kompletnie nie ufa opozycji i za nic jej nie poprze, jednak także do PiS-u ma spore zastrzeżenia, choć dużo mniejsze. Spora część tych ludzi mimo wszystko popiera partię Kaczyńskiego, czy bezideowe twory jak Kukiz’15, jednak w razie pojawienia się prawdziwie narodowej alternatywy spora ich część z pewnością zmieni swoje preferencje.

Dany nam czas, dogodniejszy niż przed wyborami, wykorzystać musimy też na zwarcie szeregów i umocnienie idei. Tworzenie oddolnych, lokalnych struktur, ciągły aktywizm i wychodzenia „na zewnątrz” z Ideą nacjonalistyczną, pozyskiwanie młodych, zdolnych ludzi dla Idei – to nakaz chwili. Ponadto nie możemy zapomnieć o samodoskonaleniu, indywidualnym i grupowym - intelektualnym, sportowym, ideowym. Skoro rościmy sobie prawo do kierowania losami naszego kraju i wpływania na nie to bądźmy tego godni!

Czego nie robić?

To pytanie jest swoistym dopełnieniem i wynikiem wcześniejszych rozważań.

Po pierwsze nie możemy w żaden sposób uznawać kompromisów i półśrodków. Rządy PiSu to nie Narodowy Radykalizm, stąd walka nie jest zakończona, ona dopiero się zaczyna.

Po drugie odrzucić trzeba strategiczną współpracę z PiS-em, a szczególnie formalną i organizacyjną. Taktyczne porozumienia można ewentualnie zaakceptować przy przeciwdziałaniu wobec aktywności opozycji, jednak nie możemy zapominać o konieczności działania pod własnym szyldem. Wchodzenie oficjalnie w kooperację, koalicję, wspólne oświadczenia, konferencje etc. to bardzo duży błąd.

Po trzecie nie możemy w żadnym wypadku wyrzec się jawnego działania jako nacjonaliści na rzecz złagodzenia przekazu, aby ewentualnie zdobyć większą audiencję. Przeciwnie: musimy transparentnie i jednoznacznie przedstawiać społeczeństwu nasze idee i nacjonalistyczną alternatywę dla zgniłego, demoliberalnego bagna, w jakim trwamy od prawie trzydziestu lat.

Na koniec pozostaje mi wyrazić apel, jak również nadzieję. Jako, że mamy obecnie naprawdę niezłe warunki do działania, to nie zmarnujmy czasu i możliwości jakie zostały nam dane. Wykorzystajmy je najlepiej jak tylko się. Dla Polski i dla Polaków!

Grzegorz Ćwik