piątek, 20 styczeń 2017 15:29

Marek Kubiński - „Czas biesów”

"Tedy się przeprawili za morze do krainy Gadareńczyków A gdy Jezus wyszedł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek mający ducha nieczystego;  który miał mieszkanie w grobach, a nie mógł go nikt i łańcuchami związać, gdyż często, związany pętami i łańcuchami, zrywał łańcuchy i kruszył pęta, i nikt nie mógł go poskromić. I całymi dniami i nocami przebywał w grobowcach i na górach, krzyczał i tłukł się kamieniami. Ujrzawszy tedy Jezusa z daleka, przybiegł i pokłonił mu się;  A wołając głosem wielkim, rzekł: Cóż mam z tobą Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Poprzysięgam cię przez Boga, abyś mię nie trapił. Powiedział mu bowiem: “Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka." I zapytał go: Jak ci na imię? Odpowiedział Mu: Na imię mi "Legion", bo nas jest wielu. I prosił go bardzo, aby ich nie wyganiał z owej krainy. A była tam przy górach wielka trzoda świni, która się pasła. I prosili go, mówiąc: Puść nas w te świnie, abyśmy w nie weszli. I pozwolił im. Tak duchy nieczyste wyszły i weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze. Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie legion, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął  A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli prosić Jezusa, żeby odszedł z ich granic.“


Wśród ciągle rozbawionego dionizyjskimi rozrywkami tłumu rozeszła się wieść o kolejnym terrorystycznym ataku. Na pierwszy ogień poszli uczestnicy sylwestrowej zabawy w Konstantynopolu i Hamburgu. W przeciągu kilku następnych dni doszło do kolejnych zamachów, tym razem w Jerozolimie i na Florydzie. I człowieka, przykładnego płatnika podatków w globalnym państwie potworze, nachodzi refleksja. Nie trzeba być nad wymiar wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, aby dojść do wniosku, iż epoki się zmieniają. I do zmiany dochodzi teraz, na naszych oczach. Po czasie wielkich odkryć geograficznych, czasie wielkiej kolonizacji czy wielkich europejskich wojen domowych nadchodzi epoka wielkiej zapaści. Oto czas biesów.


Kolejne wieki ludzkiej egzystencji na tym świecie, a także stworzone przez niego formy ustrojowe, są znaczone dominacją różnych sił duchowych oraz intelektualnych. Tak oto w ustroju monarchicznym inteligencja zawsze będzie miała przewagę nad głupotą, jak twierdził Arthur Schopenhauer. System demokracji liberalnej znaczony jest natomiast przez dominację duszy popędliwej i wegetatywnej nad duszą refleksyjną. Zależności pomiędzy różnymi prądami szarpiącymi ludzkim duchem przedstawił już Platon, który głosił istnienie trzech różnych dusz: rozumnej, destrukcyjnej i popędliwej. Cała historia rozwoju cywilizacji jest zależna od odpowiedniego uwolnienia twórczego pierwiastka ludzkiej duszy przy jednoczesnym trzymaniu na wodzy popędów. Nie bez powodu w innowacyjności i przedsiębiorczości tak długo dominowała cywilizacja zachodu, gdzie duży nacisk na uszanowanie ludzkiej indywidualności łączył się ze zbawiennym wpływem teologii chrześcijańskiej, która w doskonały sposób powstrzymywała to, co w nas najgorsze.


Żyjemy w czasach, w których ,,wszystko zaczęło być dla ludzi”. Jak zauważył Dinesh d’Souza, współczesna lewica specjalizuje się w coraz większej ingerencji państwa w życie jednostki, przy pozostawieniu jej dużej swobody w sferze prywatnej. I nie mówimy tutaj o tradycyjnym poszanowaniu ogółu dla autonomii i upodobań jednostki, które są kultywowane przy poszanowaniu praw (a także smaków) innych, tylko o przyzwoleniu nawet na najbardziej chore upodobania i pomysły. Mamy do czynienia z ostatecznym efektem rewolucji protestanckiej, a mianowicie z przeniesieniem ciężaru osądu z prawa naturalnego, na niczym niepodparty osąd prywatny. W tym procesie swój niechlubny udział bierze również papież Franciszek, dla którego podstawowym narzędziem poznania ma być sumienie, niezależne od ustanowionych wcześniej wiecznych praw. W naszych czasach dochodzi więc do silnego uderzenia w sferę wolności gospodarczej (która wg Fryderyka von Hayeka jest nierozerwalnie związana z wolnością osobistą), przy przyzwoleniu na wszelkie wynaturzenia w sferze prywatnej. Właśnie teraz należy przypomnieć rolę form, które zdaniem Conrada stanowią najlepsze, co spotkało ludzi, ponieważ w pozytywny sposób kontrolują jego odruchy. Realizuje się natomiast (być może nie do końca zamierzone) przesłanie Gombrowicza, u którego formy są postrzegane jako niepotrzebny element opresji. W obecnych warunkach stłamszona zostaje twórczość, a drzemiący w odmętach ludzkiej duszy Antychryst zostaje uwolniony.


Bestia, przeciwnik Chrystusa w dniach ostatecznych nie jest jedynie postacią osobową. Antychryst to wewnętrzne pragnienie postawienia się w boskiej pozycji. Antychryst jest cząstką nas, która buntuje się przeciwko Bogu i jego prawom, czasami zwyciężając. W schyłkowej erze cywilizacji łacińskiej liberalna demokracja zezwala, a wręcz pochwala bezproduktywne zaspokajanie swoich potrzeb. Taka jest sytuacja wśród okcydentalnej zgnilizny. Natomiast na to bagno najeżdża dzisiaj armia obcej cywilizacji. Bezpośredni następcy maurów i Berberów są przedstawicielami tego, co na świecie wiecznie dąży do konfrontacji i zniszczenia. Cywilizacja negacji po raz kolejny napada na cywilizację twórczości, a raczej na kulturę rozpustnych sybarytów będących potomkami rycerzy i zdobywców. Wszyscy traktowani z niechęcią przez obrońców Europy nachodźcy i terroryści, którzy coraz częściej gwałcą i mordują, nie są winni całego tego zamieszania, a nawet tych poszczególnych ataków. Najeźdźcy ci nie powinni być traktowani jednostkowo, ponieważ nie są jednostkami. To pewne od zawsze (a właściwie od buntu Lucyfera) obecne na ziemi siły, które przez swoją nieforemność zawsze napadały na wszystko, co Europejskie, bądź też były zmuszone do podporządkowania się. Teraz, wobec naszej słabości, mamy do czynienia z kolejnym marszem diabłów przeciwko naszej Europie. Tutaj jednak nieświadomie i wbrew swoim przekonaniom stają w jednym szeregu z naszymi rodzimymi biesami, które wyzwalają się w szczególnych momentach. Diabły wychodzą z mickiewiczowskiego Konrada w czasie Wielkiej Improwizacji, kiedy ten kieruje swój oręż przeciwko Stwórcy, szturmują Okopy Świętej Trójcy u Krasińskiego, burzą porządek publiczny w książce Dostojewskiego (w ,,Biesach”), niszczą płonącego nienawiścią do wszystkiego co boskie Fryderyka Nietschego. Biesami naszych czasów są różnego rodzaju tzw. frakcje zmienne (lunatic factions) – grupy, które wbrew wszystkiemu dążą do konfrontacji, zwalczając wielorakich przeciwników, częściej wyimaginowanych, niż rzeczywistych. Purytanie, sankiuloci, hebertyści, bolszewicy. Dziś zapewne anarchiści, podpalacze, inicjatorzy zamieszek katujący policjantów razem z islamistami. Mimo że kontestują otaczający ich świat, są nieodrodnymi dziećmi swojej epoki. Zawsze pokolenie libertyńskiego próżniactwa rodzi pokolenie nihilistycznych biesów, co znakomicie zarysował Fiodor Dostojewski. Pokolenie niszczycieli jest w pewnym sensie ukoronowaniem dzieła swoich ojców. Kiedy Stiepan (ojciec) uczynił siebie i swoje pragnienia najważniejszym kompasem własnych czynów, jego syn Piotr skłania się już ku stwierdzeniu ,,nie ma boga, prócz mnie”, a w realizacji swoich celów nie waha się dokonać morderstwa i podpalić całego miasta. Być może ,,nasze biesy” wypadają dość blado w porównaniu z biesami importowanymi, ale tego przeciwnika również nie należy lekceważyć. Nie zapominajmy, że Stylichon i Aecjusz – ostatni obrońcy Rzymu, zginęli z rak swoich rodaków. Nie zapominajmy, że nienawiść spersonalizowana w osobach marsyliańskiego motłochu stanowiła przez kilka lat główny filar satanistycznego porządku we Francji. Ponad wszystko należy zachować czujność.


Świat, który odkrył idealne formy, ale świadomie je odrzucił, by następnie popaść w odmęty nicości jest światem, który otacza nas ze wszystkich stron. Ze szczelin w świątynnych murach (być może tych, o których mówił J. Św. Paweł VI) skaczą ku nam demony próżniactwa i samouwielbienia z jednej strony, a z drugiej demony zniszczenia i śmierci. To dobrze. Kiedy myślę o Bogu, wyobrażam sobie zarówno kreatora, jak i obserwatora rzeczywistości, który patrzy, jak kolejne systemy powoływane do życia przez jego nieudolne dzieci wzrastają, by w końcu popaść w wynaturzenia. I kiedy widzi, ile zła jesteśmy w stanie zgotować sami sobie, spogląda na klepsydrę mówiąc ,,wasz czas już nadszedł. Czas, byście zostali usunięci”, a potem nakazuje spuścić ze smyczy czarty, szekspirowskie psy wojny. Upadek zawsze jest zasłużony i na dłuższą metę pożądany. Wszystko to jest dobre, ponieważ pęd biesów jest wyłącznie pędem ku przepaści, ku autodestrukcji. Ci, którzy już dokonali wyboru, nie zwyciężą wiecznej wojny. I jak uczy ewangelista, wystarczy czekać, chronić tradycję i kulturę, a nasza Europa będzie uzdrowiona. Warto zachować w sercu jej cząstkę, aby wśród diabelskiego wycia tych, którzy zatracili własną twarz, obronić to, co warte jest obrony. Nie jest to wezwanie do bierności, tylko do walki aktywnej, aż do odrodzenia, jeżeli takie jest nam pisane. Żeby przyszli Europejczycy mogli wśród gruzów zebrać odłamki starego świata, by zbudować z nich nowy, kiedy ucichną już echa Nocy Walpurgi.

 

Marek Kubiński