piątek, 23 grudzień 2016 17:54

Tomasz Dryjański - „Gimbopatriotyzm? Lubię to!”

Pojęcie gimbopatriotyzmu zrobiło w ostatnich latach furorę. Osoby uważające się za „kumatych nacjonalistów” wyśmiewają w ten sposób modę na patriotyzm i prymitywne hasła powszechne wśród młodych adeptów nacjonalizmu (przy czym ci „kumaci” sami z reguły są w wieku studenckim). Typowy gimbopatriota to student lub licealista, najczęściej płci męskiej (choć i płeć piękna jest bardzo ładnie reprezentowana), który patriotyzmem/nacjonalizmem (bez szczególnego rozróżniania tych pojęć) zainteresował się na fali popularności Marszu Niepodległości, który sprawił, że miłość do ojczyzny wraz z pewną prawicowością stały się modne. Gimbopatriota zwalcza największe problemy dzisiejszej Polski, a więc „islamizację”, „banderowców”, „komunę”, „socjalizm”, chce odbijać Lwów i często nie ma nic przeciwko jaraniu zielska. Wiedzę czerpie z internetu, tam też trafia na „mędrców” pokroju Korwina, Kolonki, a nawet Mariana Kowalskiego. Nasz młody przyjaciel uwielbia patriotyczne gadżety, ubiera się w firmie znanej z niechęci do koloru czerwonego i słucha narodowego rapu.

 

Dlaczego więc uważam gimbopatriotyzm za zjawisko pozytywne? Pamiętam czasy przed pierwszym Marszem Niepodległości, kiedy mało kogo z młodych interesowała historia Polski, a nacjonalizm to była czarownica, którą się straszyło małe dziewczynki. Dzisiaj mamy całe pokolenie zafascynowane Żołnierzami Wyklętymi, Husarią i nielubiące „uchodźców”. Kilka lat temu nie mogliśmy o tym nawet marzyć! Jeżeli ktoś interesował się polityką to w 99% było mu do nas baaaardzo daleko.

 

Oczywistą oczywistością jest, że musimy zadbać o nacjonalistyczną edukację pokolenia gimbopatriotów. Uświadomić im, że nacjonalizm nie jest tożsamy z wolnorynkowo-patriotyczno-konserwatywną prawicą. Dzisiejsi Ukraińcy to nie banderowcy chcący nas wszystkich pozabijać, nikt nie ma zamiaru odbierać nam Podkarpacia, z drugiej strony odzyskanie Kresów jest równie realne jak Adam Małysz nokautujący Władimira Kliczkę. Problem z Ukraińcami polega na tym, że jest ich w Polsce za dużo i obniżają stawki, a także powodują bezrobocie wśród młodych, dlatego naszym postulatem powinna być przede wszystkim ochrona rynku pracy, a nie nazywanie każdego Saszy czy Siergieja banderowcem. Należy przy tym pamiętać, że winny nie jest pragnący lepszego życia Oleg, którego celem jest wyżywienie swojej rodziny, tylko tnące koszty zagraniczne korporacje i polscy janusze biznesu, a także nie umiejące zareagować państwo. Kresowy resentyment jest jak najbardziej pożądany, ale zamiast mapek Wielkiej Polski (które sam w gimnazjum rysowałem, co jest normalne u piętnastoletniego patrioty) lepiej zająć się wspieraniem polskich organizacji w Wilnie, Grodnie czy Lwowie, żeby polskość tam przetrwała. Islam nie jest prymitywną religią miłośników zwierząt gospodarskich, z podziwem należy spojrzeć na dokonania Imperium Osmańskiego, Persji, a także dzisiejszy Iran, Hamas, Hezbollah czy Syryjską Armię Arabską. Kilku muzułmanów na krzyż nie zrobi nam w Polsce kalifatu, a właściciel kebaba nie wysadzi się na Półwiejskiej w Poznaniu, mówmy o braku możliwości pokojowej koegzystencji różnych cywilizacji na tym samym terenie. Potomkowie taniej siły roboczej sprowadzanej przez francuskich kapitalistów odrzucają świat zgniłego Zachodu, w którym źle się czują i stąd konflikty i przestępczość. Również terroryzm jest efektem tych napięć i bandyckiej polityki USA na Bliskim Wschodzie. Sam Islam nie oznacza wysadzania się w metrze, ani tym bardziej miłości do kóz, o czym świadczą żyjący u nas od kilkuset lat Tatarzy, którzy są częścią narodu polskiego. Komuny nie ma od prawie trzech dekad, a utożsamianie z nią demoliberałów z Platformy czy KOD jest śmieszne, tak samo jak nazywanie komunistą każdego kto kiedykolwiek posiadał legitymację członkowską PZPR. Walka z „socjalizmem” w kraju umów śmieciowych z żałosnym zabezpieczeniem socjalnym i śmiesznym kodeksem pracy to smutny efekt działalności pewnego gwiazdora internetu, legendarnego badacza rurkowców. Czas na nacjonalistyczną ofensywę w tematach społecznych. Mit o wspaniałej prawicowości sprawia, że niedawna antysystemowość przerodziła się w sympatię do rządów PiS-u (które oprócz paru wielkich zalet mają też wuchtę wad), a osoby uważające się za „nacjonalistów” wspierają Korwina czy Kukiza. Uświadomienie gimbopatriotom, że zielsko jest złe, będzie trudne, a jeszcze niedawno hitem w kręgach nacjo była piosenka pewnej kapeli znanej również z kawałka o Michaelu Jacksonie. Oczywiście wolałbym, żeby wiara słuchała Legionu, Szwadronu (tudzież bardziej kontrowersyjnych zespołów), ale popularność takiego Evtisa mnie cieszy, chociażby dlatego, że on naprawdę jest działaczem nacjonalistycznym, poza tym znam go prywatnie i mieszkamy w tej samej dzielnicy. Wyśmiewana często moda na patriotyczne gadżety jest czymś pięknym, wiara pokazuje w ten sposób swoją dumę z tożsamości narodowej, oczywiście najlepiej będzie firmy produkujące i sprzedające koszulki/bluzy/kubki będą należały do autentycznie zaangażowanych nacjonalistów. Martwi również słaba religijność tej grupy, ale dramat laicyzacji oglądamy w całym społeczeństwie, także wśród „kumatych” nacjo. Praca nad autentycznym odrodzeniem religijnym w duchu tradycyjnego Rzymskiego Katolicyzmu będzie naprawdę ciężka.

 

Potrzebujemy lepszego przekazu docierającego do patriotycznie nastawionej młodzieży, zamiast szydzić z „gimbopatriotów” musimy zadbać, żeby dostawali ładnie opakowane, ale radykalne i sensowne treści. Kolejnym etapem musi być SKUTECZNE propagowanie czytania klasyków polskiej myśli nacjonalistycznej (zarówno endeckiej, jak i onr-owskiej i falangi), a także Niezbędnika Narodowca, Polityki Narodowej i Szturmu. Dobre nacjonalistyczne media muszą mieć porządny zasięg, żeby docierały do wiary i kształtowały światopogląd. Musimy „gimbopatriotów” wychować na nacjonalistów. Wygładzanie przekazu i dostosowywanie go do oczekiwań „gimbopatriotów” to najgorszy błąd jaki można popełnić. Zresztą dawno go popełniliśmy i jest to jedna z przyczyn obecnej niefajności ideowej polskich narodowców.

 

Podstawą nacjonalizmu jest rzeczywisty aktywizm! Musimy zrobić wszystko, żeby gimbopatrioci poczuli chęć działania i realnej pracy. Kiedy znajdą się w organizacjach nacjonalistycznych czeka ich wuchta roboty i solidna formacja. Przede wszystkim jednak swoją miłość do ojczyzny przekują na coś naprawdę pożytecznego.

 

Zjawisko gimbopatriotyzmu to największy powojenny sukces polskiego nacjonalizmu, ale sukces trudny, bo przede wszystkim stanowiący ZADANIE. Mamy całe pokolenie patriotycznie nastawionej młodzieży. Młodzieży wychowanej na Marszu Niepodległości, Czasie Honoru i patriotycznym rapie. Od nas zależy, jak ten wielki kapitał wykorzystamy. Czy nadamy tej modzie bardziej radykalny, nacjonalistyczny charakter, czy zadowolimy się patriotycznymi uczuciami i koszulkami NSZ. Pamiętajmy przy okazji, że nikt się nie urodził nie wiadomo jak „kumaty”, do dojrzałości ideowej trzeba po prostu dorosnąć, swoje przeczytać, przeżyć i podziałać. Nadkumata pogarda dla każdego kto nie jest tak supermegahiperradykalny i ukształtowany ideowo jak my to sabotaż i wyraz tęsknoty za czasami kiedy na manifestacje chodziło czternaście osób podbić sobie kartę działacza.

 

Tomasz Dryjański