wtorek, 25 październik 2016 18:40

Witold Dobrowolski - „Dramat Legionu Charlemagne”

W tym ogniu, nasi przodkowie widzieli obraz niepokonanego słońca. Dla nas żołnierzy Waffen SS, światło nigdy nie gaśnie. Wiemy, że noc i śmierć nadejdą, ale wiemy również, że słońce powróci. Wierzymy w odrodzenie życia.

 

Henri Joseph Fenet, francuski ochotnik SS- Charlemagne

 

24 kwietnia 1945 rok. Zmierzch bogów. Rzesza niemiecka ogarniająca swoim wpływem niemal całą Europę była tylko mglistym wspomnieniem, jej stolica pod masowym bombardowaniem lotniczym aliantów i sowieckiej artylerii stopniowa popadała w coraz większą ruinę, a bolszewickie fale piechoty wspierane czołgami szturmowały przedmieścia. Zrezygnowani mieszkańcy stolicy hitlerowskiego imperium nazywali już swoje miasto Stosem Pogrzebowym Rzeszy. O godzinie 4.00 nad ranem dowódcę ochotniczej francuskiej dywizji Waffen-SS Charlemagne stacjonującej w Neustrelitz SS-Brigadeführera Krukenberga zbudził telefon z dowództwa. Polecono mu natychmiast udać się do Berlina nie przedstawiając powodów tej decyzji. Natychmiast zwołał zbiórkę na głównym placu obozu treningowego. Esesmani stanęli na baczność w szeregu przed swoim dowódcą w długim płaszczu i oficerskiej czapce z trupią czaszką. Krukenberg oświadczył Francuzom, że otrzymał rozkaz zameldować się w Kancelarii Rzeszy i zapytał, czy znajdą się ochotnicy, którzy będą mu towarzyszyć. Natychmiast wystąpiła krok do przodu przeważająca większość francuskich antykomunistów. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc w pojazdach, które mieli do dyspozycji wybrano ostatecznie 90 ochotników. Wśród nich znalazło się wielu oficerów, a także słynny katolicki kapelan dywizji hrabia Mayol de Lupé. Ta garstka francuskich nacjonalistów de facto zgłosiła się na pewną śmierć w chwale w ruinach stolicy Niemiec wykazując ogromne poświęcenie w walce z zadeklarowanym wrogiem, wrogiem, który sprawił, że byli gotowi przybrać obce mundury i broń, by go zwalczać.

 

Żołnierze przygotowywali się do wyjazdu, uzupełniano amunicję, gromadzono granaty, zabrano wszystkie pozostające w jednostce panzerfausty. W momencie załadunku do pojazdów żołnierze ujrzeli Reichsführera-SS Heinricha Himmlera przejeżdżającego obok w limuzynie z otwartym dachem, bez ochrony. Natychmiast sformowano formację paradną, lecz Himmler nawet nie zwrócił uwagi na jeden z najbitniejszych legionów SS i znikł z pola widzenia wprowadzając Francuzów w nastrój rozgoryczenia. Nie wiedzieli, że Himmler wracał wtedy z nieudanych rozmów negocjacyjnych z aliantami za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. Nie wiedzieli też, że stanie się wkrótce dla III Rzeszy zdrajcą hańbiącym mundur formacji, którą sam stworzył i będzie w oczach Hitlera gorszy od setek wiszących na drogach do Berlina dezerterów.

 

Ruszyli w kierunku Berlina, poruszanie się na drogach było utrudnione przez tysiące maruderów, uchodźców, robotników przymusowych, udających się w przeciwnym kierunku. Idący w nieładzie Niemcy w mundurach Wehrmachtu patrzyli z niedowierzaniem na Francuzów uparcie pchanych przez fanatyczne ideały w sam środek piekła, z którego udało im się zbiec. Inni wyśmiewali ich, że pomylili kierunki, ktoś rzucił hasło, że wojna wkrótce się skończy. W momencie, gdy na konwój Charlemagne przepuścił atak sowiecki samolot zabijając jednego z żołnierzy, a w tle słychać już było wyraźnie dudnienie artylerii wroga dowódca zdecydował się wybrać inną węższą drogę, którą znał jeszcze z czasów przedwojennych. Używając dla osłony sosnowych lasów legion ochotników znacznie zbliżył się do Berlina. W pewnym momencie dalszą podróż pojazdami uniemożliwił wysadzony most, zbliżające się Charlemagne omyłkowo trzech członków Volksturmu uznało za Sowietów i zdetonowało ładunki. W tym momencie pozostał im wyczerpujący straszliwy 20 kilometrowy marsz na ostatnim odcinku, po drodze dołączyło do nich wielu chłopaków z Hitlerjugend, którzy odciążali żołnierzy od panzerfaustów.

 

Dotarli do Berlina późnym wieczorem, mijali napisy malowane białą farbą na ścianach budynków: „Berlin pozostanie niemiecki” pisane przez niemieckich fanatyków, a także: „Zdrajcy z SS przedłużają wojnę” pisane przez niemieckich komunistów, którzy zaczęli się ujawniać w chaosie walki miejskiej. Francuzi zatrzymali się tuż pod Stadionem Olimpijskim. Wyczerpani żołnierze padali w miejscu ze zmęczenia na trawnik, gdzie 9 lat wcześniej beztrosko wypoczywali w czarnych, galowych mundurach esesmani z osobistej gwardii Hitlera po ceremonii otwarcia Igrzysk. Wielu nie mogło w żaden sposób zasnąć, bowiem było pod wpływem amfetaminy mieszanej z kakaem. Krukenberg ruszył ze swoim adiutantem przez puste ulice Berlina, by zameldować się w Kancelarii Rzeszy. Pośród francuskich esesmanów pojawiła się plotka jakoby sam Hitler miał dokonać inspekcji ich oddziału. Pojawienie się dowódcy Charlemagne w Kancelarii wywołało zdumienie, nikt nie wierzył, że rozkazy przegrupowania zostaną przez kogokolwiek wykonane. Waffen-SS Charlemagne była jedyną formacją, która tego dokonała. Po otrzymaniu rozkazów Krukenberg powrócił do swych żołnierzy i oznajmił, że został mianowany dowódcą dywizji Nordland, której fundamentem byli ochotnicy z krajów skandynawskich, Charlemagne zostało przyłączone do Nordland jako batalion szturmowy. Skierowano ich do obrony dzielnicy Neukölln, którą już penetrowały siły Armii Czerwonej. Bolszewicki pierścień okrążenia w tym momencie był już zamknięty.

 

Przed Nordland postawiono zadanie odbicia zajętych części dzielnicy z rąk Sowietów. Wsparci przez kilka Tygrysów Królewskich i Panter o świcie 26 kwietnia uderzyli na pozycje wroga. Z okrzykiem osłaniani przez karabiny maszynowe i czołgi szturmowali zajęte przez komunistów budynki. Podczas ataku na samej ulicy padło 15 francuskich bohaterów. W budynkach dochodziło do brutalnej walki z użyciem pistoletów maszynowych, granatów bagnetów, saperek o każde piętro i każdy pokój. Z piwnic na odbitym terenie wychodzili cywile częstując w podzięce żołnierzy kawą, a ci którzy doświadczyli, bądź byli świadkami obrzydliwych zbrodni na cywilach i jeńcach dzielili się horrorem z Francuzami. Nie byli oni zaskoczeni, to potworności komunistów sprawiły, że wstąpili w szeregi Waffen-SS. Ze sztabu przyszedł rozkaz, by utrzymać zdobyte pozycje, informacje o braku zabezpieczenia przez niemieckie siły na flankach natychmiast rozprzestrzeniły się wśród esesmanów. Sytuacja była bardzo zła. Von Wallen, adiutant batalionu powrócił ze sztabu z informacją o załamywaniu się głównej obrony. Ostatecznie podjęto decyzję o pozostaniu na pozycjach z uwagą, by nie zostać odciętym od głównych sił.

 

Przy Hermannplatz uzbrojeni w panzerfausty Francuzi otrzymali wsparcie w postaci setki chłopców z Hitlerjugend z zadaniem odparcia sowieckich sił pancernych. Doświadczeni esesmani tłumaczyli młodym Niemcom, by otwierali ogień dopiero, gdy wrogie czołgi będą bardzo blisko i by celowali w wieżyczkę, miało to sprawić, że nie tylko czołg zostanie zniszczony, ale jego załoga zostanie wyłączona z walki. W ciągu kolejnego ataku pancernego Francuzi zniszczyli 30 sowieckich czołgów. Zaskoczone siłą obrony bolszewickie hordy wstrzymały ataki pancerne. Sowieci nie oszczędzając piechoty podeszli na 50 metrów od pozycji Waffen-SS i z okrzykiem „Huraa!” przeprowadzili serię ataków, które kończyły się walką wręcz, a ostatecznie odparciem czerwonych. I znów sowiecki T-34 po klęsce piechociarzy podjechał na wysuniętą pozycję i rozpoczął ostrzał stanowisk Francuzów, wtem na ulicę z impetem wjechał Tygrys Królewski oddając jeden precyzyjny strzał uśmiercając stalinowską maszynę, wraz załogą. Na innym odcinku flamandzki ochotnik SS powstrzymywał samotnie natarcie sowieckiej piechoty uzbrojony jedynie w karabin maszynowy.

 

Rankiem 27 sierpnia do pozycji Francuzów dotarł łącznik informując, że sowieckie czołgi były widziane już kilometr za ich liniami, obrona wokół się załamywała, gdy ochotnicy z Francji utrzymywali swój odcinek. Z tego powodu Krukenberg otrzymał polecenie, by Nordland wycofało się do centrum miasta, mieli zająć pozycję między Ministerstwem Lotnictwa, a główną siedzibą Gestapo. Po rozlokowaniu skandynawskich, francuskich, niemieckich esesmanów wspartych przez Hitlerjugend, złożony z dzieci i starców Volksturm, oraz żołnierzami Luftwaffe z okolicznych ministerstw Krukenberg stworzył punkt dowodzenia w piwnicy gmachu opery, pierwszy raz od dłuższego czasu udało mu się złapać kilka godzin snu, tej nocy na ten sektor nie spadły nawet pojedyncze bomby. Na dobre zamilkła niemiecka rozgłośnia radiowa Deutchlandsender. Nieubłaganie zbliżał się czas ostatecznego upadku.

 

Członkowie Waffen-SS nie wierzyli w skuteczność prymitywnych barykad wznoszonych na ulicach przez zdesperowanych obrońców, dlatego zajmowali pozycje na piętrach budynków i dachach. Uzbrojeni w panzerfausty zajmowali stanowiska przy oknach piwnicznych. Nawet historycy, których można umiejscowić po liberalnej stronie ze względu na poglądy i wyrażane stanowisko przyznawali, że wtedy w centrum Berlina żołnierze Waffen-SS stali się wręcz legendarnym przykładem dla młodzików z Hitlerjugend, nawet kombatantów I wojny światowej walczących w Volksturmie, których z zapałem naśladowali. Ze względu na ogromne straty pośród czołgów Sowieci zmienili taktykę i zaczęli obsadzać czołgi piechotą, która miała ostrzeliwać każdą domniemaną pozycję fanatycznych obrońców. Najczęstszą metodą okazywało się używanie ciężkich haubic artyleryjskich do rozbijania punktów oporu.

 

Do 28 kwietnia batalion szturmowy Charlemagne zniszczył ponad 60 sowieckich czołgów. Między Francuzami dochodziło wręcz do rywalizacji w niszczeniu wrogich maszyn. Eugene Vaulot, który na swoim koncie miał ich 8 został odznaczony w berlińskim metrze przez Krukenberga Krzyżem Rycerskim, wtedy też dowódca wygłosił przemówienie sławiące bohaterstwo Francuzów. Trzy dni później odznaczony Vaulot padł od kuli snajpera. Zbliżał się 1 maja, święto robotnicze. Sowieci chcieli tego dnia za wszelką cenę zdławić wszelki opór. 30 kwietnia fale stali i ludzi po długim ostrzale artyleryjskim ruszyły na pozycje obrońców. Francuzi dzielnie odpierali ataki, ostatecznie wieczorem tego dnia większość wycofała się do budynku Kancelarii Rzeszy. Nadszedł 1 maja 1945 roku.

 

Ostrzał artyleryjski nie słabł, budynki w centrum miasta popadały w ruinę i odsłaniały drewnianą konstrukcję. Sowiecka piechota wspierana miotaczami ognia miała ułatwione zadanie. Ze względu na szalejący ogień obrońcy na wysuniętych pozycjach opuszczali stanowiska i dołączali do towarzyszy w Kancelarii. Tam trwały już walki o każde pomieszczenie i obrona piwnicy. Do świtu 2 maja piwnica została utrzymana. Pozostało przy życiu jedynie 30 żołnierzy Charlemagne. Postanowiono się przebić do budynku Ministerstwa Lotnictwa, gdzie broniła się zbieranina piechoty Luftwaffe, Volksturmu, a nawet ubrani w mundury NSDAP członkowie partii. Ostatecznie tamtejsza załoga wyrażała chęć kapitulacji po zaciekłych walkach, ulicami jeździły niemieckie pojazdy z białymi flagami, pojawiały się plotki o kapitulacji innych pozycji. Zniechęceni do dalszej walki, ale również do poddania się, bowiem jeńcy z SS byli masowo rozstrzeliwani ostatni pozostający przy życiu członkowie batalionu szturmowego Charlemagne i kilkudziesięciu ochotników z różnych formacji zdecydowało się wydostać z oblężonego miasta przez tunele metra. W pewnym momencie linia kolejki podziemnej wychodziła na powierzchnię. Postanowiono przeczekać do zmroku i małymi grupkami przedzierać się dalej. Nagle jeden z członków Volksturmu spanikował podczas przedzierania się i zaalarmował nieświadomie czerwonoarmistów, którzy zaczęli wyłapywać ekstremalnie zmęczonych Francuzów. Spędzono ich w jedno miejsce i kazano maszerować. Pijani Sowieci zastrzelili kilku francuskich ochotników po drodze. Kolumna jeńców przemaszerowała obok Bramy Brandenburskiej, na której falowały bolszewickie chorągwie, a ulicami powoli sunęły dziesiątki czołgów. Zniszczone setki radzieckich maszyn błyskawicznie usunięto pozostawiając jedynie zniszczony sprzęt niemiecki w celach propagandowych co Rosjanie powtórzyli podczas I wojny czeczeńskiej, gdy także stracili ogromną ilość sprzętu pancernego. Kilku pojedynczym osobom udało się wydostać z miasta w tym samemu Krukenbergowi, nie potrafiąc uniknąć patroli przez tydzień ukrywał się w jednym z niemieckich domostw, w którym ostatecznie został aresztowany.

 

Część francuskich ochotników Charlemagne zdołała zbiec z sowieckiej niewoli, inni porzucając mundury podawali się za robotników przymusowych. Kilkudziesięciu trafiło do sowieckich obozów koncentracyjnych wraz z innymi jeńcami. Ta część Charlemagne, która nie udała się do Berlina wycofywała się w kierunku pozycji aliantów, by 2 maja dowódca zwolnił ich z przysięgi. Wielu dostało się do amerykańskiej niewoli i stawało w obliczu zagrożenia wydania w ręce bolszewików. 13 ochotników z Charlemagne zostało zatrzymanych przez 2. dywizję francuską generała Leclerca. Jeden natychmiast został zabrany i odesłany do Francji, bowiem był synem wpływowej osobistości z obozu Wolnych Francuzów. Z pozostałymi generał rozpoczął rozmowę. Młodego esesmana zapytał dlaczego nosi obcy mundur. Ten odpowiedział: „Pan generał dobrze wygląda w amerykańskim mundurze”. Słysząc to wściekły generał wydał rozkaz rozstrzelać jeńców bez sądu. Zbrodnia została dokonana 8 maja, w dniu oficjalnego zakończenia działań wojennych w Europie. Pomnik upamiętniający ofiary mordu został zlikwidowany w 2007 roku w ramach kolejnej niekończącej się fali denazyfikacji w Niemczech. Pozostający w sowieckiej niewoli po kilku latach zostali wydani francuskiemu rządowi. Wielu z nich skazano na ciężkie więzienie, wielu na karę śmierci przez rozstrzelanie. Gdy stanęli w obliczu plutonu egzekucyjnego krzyczeli:”Viva la France!” dając kolejny dowód ogromnego patriotyzmu. Kapelan dywizji Mayol de Lupé spędził resztę życia w zamkniętym zakonie. Historię piszą zwycięscy, a ta obeszła się z ochotnikami Waffen-SS bardzo surowo, dziś bohaterstwo francuskich ochotników, które zmyło hańbę klęski wojny obronnej z 1940 roku jest podziwiane jedynie przez margines francuskiego społeczeństwa. Nie można zarzucić tym rycerzom, którzy do ostatka bronili swoistego Sacrum Europa, że nie działali w interesie swojego narodu, bo to zwycięscy doprowadzili do takiego stanu najstarszą Córkę Kościoła jaki zaobserwować możemy dzisiaj. Krukenberg po wojnie wspominał, że francuscy ochotnicy nie byli zapatrzonymi w Hitlera narodowymi socjalistami, a zawsze pozostawali wiernymi synami Francji.

Witold Jan Dobrowolski