sobota, 24 wrzesień 2016 19:36

Patryk Płokita - „Żołnierze Niezłomni - Przebieg rozbicia więzienia Urzędu Bezpieczeństwa w Radomiu (9 września 1945 r.)”

We wstępie poruszę ogólną tematykę rozbijania katowni UB. Najczęściej przytaczaną operacją w tym wątku dyskusyjnym pozostaje najczęściej odbicie placówki w Kielcach w dniu 4 sierpnia 1945 r., i na tym temat ucicha. Trzeba być jednak świadomym, iż akcji oswobodzania było bardzo dużo, rozsianych na terenie praktycznie całej Polski. Ich nasilenie przypada na lata 1945-1946. Rozbicia więzień miały miejsce m.in. w: Mławie, Puławach, Pułtusku, Pabianicach, Płocku, Radomiu, Krakowie oraz Zamościu.

 

Gdy mowa o atakach na więzienia UB, trzeba w pełni zrozumieć, co było punktem zapalnym działań członków podziemia niepodległościowego, których obecnie określamy mianem Żołnierzy Niezłomnych. Głównej przyczyny doszukiwać się trzeba w represjach sowieckich, a potem „rodzimego” aparatu przymusu w postaci np. UB. Inaczej wyglądało tworzenie się struktur komunistycznych, np. na terenie Lubelszczyzny, a inaczej na terenach Mazowsza czy Kielecczyzny. Zauważa się jednak podobny przebieg, jeśli chodzi o formę stalinowskich represji. Chodzi dokładnie o inicjatywy NKWD i UB, podejmowane wobec członków podziemia - rozwiązanej już AK i ugrupowań narodowych jak np. NSZ, NZW, NOW. Działania te wobec propagandowego „reakcyjnego faszystowskiego wroga” polegały na aresztowaniach, brutalnych fizycznych i psychicznych przesłuchaniach, zabijaniu (z wyrokami „sądu” lub bez). Ofiary często zakopywano w zapomnianych lokacjach. Dla przykładu, w Radomiu tym miejscem stał się tzw. „Wisielak” - dzisiejsza część murów przy cmentarzu przy ulicy Limanowskiego. Nie można w tym miejscu zapominać o wywózkach na Wschód do przymusowych obozów pracy albo do „rodzimych” odpowiedników. Przykładem tego ostatniego jest Przymusowy Obóz Pracy w Jaworznie, który funkcjonował w latach 1945-1949. Odpowiedzią na taką politykę były m.in. wcześniej wspomniane odbicia więzionych z katowni UB, dokonane przez ich kolegów z tzw. II Konspiracji.

 

Podobna fala nacisku miała miejsce w regionie radomskim od stycznia do sierpnia 1945 r.
W konsekwencji spowodowało to zawiązanie się lokalnego podziemia. W sierpniu wspomnianego roku rozpoczęły się główne przygotowania do akcji na areszt UB, m.in.: zorganizowano cztery ciężarówki, zbierano broń, amunicję i mundury oraz dochodziło do odpraw partyzantów.

 

W trakcie tych przygotowań główny dowódca akcji na więzienie, Stefan Bembiński ps. „Harnaś” (po 1945 r. zmienił on pseudonim na „Sokół”), wyznaczył 4 główne pododdziały tej operacji oraz tzw. „patrole dywersyjne”. Każde z tych zgrupowań miało inne zadanie podczas planowanej batalii. Głównym jednak założeniem całej operacji było uwolnienie represjonowanych kolegów, ale także strzelanie do przeciwnika w taki sposób, żeby go nie zabić, tylko zatrzymać. Inaczej określić to trzeba jako zastosowanie ognia zaporowego. Warto wspomnieć w tym miejscu, iż ustalono czas operacyjny na godzinę 20.00. Przejdziemy teraz do omawiania każdej z grup biorących udział w operacji na Ubeckie więzienie w Radomiu.

 

Pierwszy z pododdziałów został wytyczony na samo więzienie. To ostatnie położone było w centrum miasta otoczone ulicami: Dziką, Tybla, Malczewskiego oraz Reja. Ów areszt składał się z kompleksu budynków poklasztornych. Nieopodal tego miejsca znajduje się kościół katolicki pod wezwaniem Świętej Trójcy. Jeśli chodzi o siły partyzantów, w skład pierwszego poddziału wchodzili ludzie „Harnasia”, ze zgrupowania pod dowództwem Jana Pająka ps. „Sęp”. Tworzyli oni ochotniczą grupę szturmową. Oprócz „szturmowców” w pododdziale tym umiejscowiony został poczet sztandarowy wraz ze Stefanem Bembińskim jako dowódcą całej akcji. Drugi pododdział został skierowany do hamowania milicjantów z pobliskiego komisariatu MO. Posterunek znajdował się przy ulicy Reja. Składał się on z dawnego post-niemieckiego betonowego bunkra. W szeregach tego zgrupowania znajdowali się ludzie „Sokoła” oraz szydłowieckiego oddziału pod dowództwem Henryka Podkowińskiego ps. „Ostrolot”. Trzeci pododdział miał służyć do blokowania regularnych żołnierzy z koszar potocznie nazywanego Ludowego Wojska Polskiego. Baraki umiejscowione były na współczesnych terenach „Galerii Słonecznej”, niedaleko teatru oraz tzw. Placu Jagiellońskiego. Do tego pododdziału przydzielono ludzi Stefana Bembińskiego ze zgrupowań pod komendą Witolda Drozdowskiego ps.”Lot” oraz Zbigniewa Halamy ps. „Kudejar”. Czwarte zgrupowanie miało stworzyć ogień zaporowy i nie dopuścić do wyjścia ubeków ze swojej siedziby przy ulicy Tadeusza Kościuszki 6. Tutaj zadanie miał spełnić oddział XV Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW) pod dowództwem Adama Gomuły ps. „Bej”. W materiale badawczym istnieją jeszcze dwie nazwy tego oddziału: Narodowa Organizacja Wojskowa (NOW) oraz Narodowe Siły Zbrojne (NSZ). W dalszej części tekstu będę posługiwał się określeniem NZW. Ustalono także siły dodatkowe, tzw. „patrole dywersyjne”, ulokowane w całym mieście. Miały one na celu informować na bieżąco o sytuacji, uspokajać cywili oraz rozbrajać zauważonych np. milicjantów. Wykorzystano je również do blokowania koszar NKWD przy ulicy Mlecznej - dzisiejszej ulicy Okulickiego.

 

W tym akapicie przejdziemy do koncentracji sił i początków operacji na ubecki areszt w Radomiu. Koncentracja głównych sił miała miejsce w nocy z dnia 8 na 9 września 1945 r. w lasach niedaleko miejscowości Wierzbica. Pamiętać trzeba, że część partyzantów „incognito”, ubranych po cywilnemu, rozmieszczono 9 września 1945 r. w mieście około godz. 19. Mowa tu o patrolach dywersyjnych. Czekali oni na przyjazd ciężarówek z partyzantami i na rozpoczęcie akcji. Głównie były to osoby mieszkające w Radomiu. Szacuje się, iż w tej akcji liczba uzbrojonych Żołnierzy Niezłomnych wynosiła około 150 ludzi. Partyzanci skupieni w lasach wierzbickich dostali rozkaz od Stefana Bembińskiego, aby zamienić nakrycie głowy z beretów na rogatywki, zyskując dzięki temu efekt zaskoczenia - wtopienia się w wizerunek żołnierza zależnego od reżimu komunistycznego. Główne siły w godzinach wieczornych wyruszyły ciężarówkami do Radomia, jadąc ulicą Wierzbicką. Rozrzucano w tym czasie prasę podziemną. Cywile znajdujący się nieopodal Radomskich Zakładów Tytoniowych zorientowali się, kto siedzi i stoi na ciężarówkach. Co poniektórzy z nich rzucali kwiaty na podłożę przyczep. Można było usłyszeć okrzyki typu: „Niech żyje Polska”, „Niech żyje Armia Krajowa!”.

 

Pierwsza ciężarówka z dowódcą akcji, jego pocztem sztandarowym oraz ochotniczą grupą szturmową, została ostrzelana jeszcze przed dojazdem pod więzienie. Z budynku narożnego przy skrzyżowaniu ulic Malczewskiego i Dzikiej ktoś strzelał w stronę partyzanckiego samochodu. Po zlikwidowaniu tego zagrożenia doszło do rozładunku rebeliantów i rozlokowania na ustalone miejsca.

 

Członkowie grupy szturmowej znaleźli się pod bramą, a byli to m.in.: Włodzimierz Kozłowski ps.”Orion”, Jan Pająk ps. „Sęp”, Wacław Biernacki ps. „Zabój”/”Zawój”, Jan Brewczyński ps. „Donat”, Mieczysław Brewczyński ps. „Śmiały”. Szturmowcy próbowali nawiązać kontakt z obsługą - bezskutecznie, ze względu na to, iż rozpoczął się ostrzał z wielu stron więzienia, który zagłuszał ludzką mowę. Z racji tego podjęto bardziej radykalne działania. Andrzej Szymański podał granat typu „Gammon” kapralowi Józefowi Budzyńskiemu ps. „Żandarm”. Ten ostatni uzbroił ładunek wybuchowy i przykleił do struktury, co w konsekwencji rozerwało wrota. Partyzanci weszli do środka i rozbroili niestawiających oporu strażników. Ważnym elementem układanki tej operacji były uzyskane klucze, wcześniej przygotowane przez informatora pracującego w więzieniu. Otwierano cele z członkami podziemia, natomiast z kryminalistami - zostawiano. Część z wrót do cel, do których nie posiadano kluczy, wysadzano materiałami wybuchowymi. Przyspieszono dzięki temu działania. Oprócz tego więzieni członkowie podziemia pod wpływem euforii sami wyważali drzwi np. więziennymi ławkami. Na koniec tego akapitu warto wspomnieć, iż jeden ze strażników z nieprzymuszonej woli pomagał partyzantom otwierać cele. Człowiek ten nazywał się Franciszek Małecki. Za tę pomoc dostał później wyrok w postaci kilku lat więzienia. Gdy operacja w samym więzieniu dobiegała końca, wysłano gońca, Wacława Biernackiego, ps. „Zawój”, który poinformował o sytuacji „Harnasia”.

 

W tym samym czasie, kiedy grupa szturmowa realizowała plan działania na więzienie, poczet sztandarowy i dowódca akcji po wyjściu z ciężarówki znaleźli się przy ulicy Malczewskiego 6, na wprost więzienia, stojąc w bramie. Stąd Stefan Bembiński obserwował przebieg całej akcji oraz przyjmował od gońców informacje, co się dzieje w innych punktach operacyjnych. Po uwolnieniu więźniów i dostaniu informacji od informatora Biernackiego, iż szturm na więzienie się zakończył, rozległ się dźwięk trąbki - umówiony znak dla partyzantów, aby zakończyć działania. Wystrzelono także flary, które także oznaczać miały zakończenie operacji na areszt w Radomiu.

 

Warto w tym miejscu przejść do innych pobocznych, ale ważnych akcji blokujących. Przypomnieć tu trzeba, iż bez tego sam szturm na areszt mógłby być utrudniony albo by się nie powiódł. Obawiano się, iż np. ubecy albo milicjanci mogą pomóc załodze więziennej w odparciu sił podziemia niepodległościowego.

 

Pierwszym takim miejscem opisanym w tym artykule będą koszary wojska. Partyzanci zablokowali tu zakończenia ulic: Warszawskiej, Żeromskiego, Traugutta, Wałowej oraz obstawiono rogi dwóch innych: Struga i Wąskiej. Doszło tutaj do wymiany ognia z przypadkowym patrolem UB - nieprzyjaciel rozbiegł się w popłochu. Ponadto partyzanci uspokajali cywilów. Ostrzegano, aby nie iść w stronę więzienia, dlatego, że odbywa się tam akcja Armii Krajowej i odbija się represjonowanych więźniów. „Idźcie do domu, bo kule nie wybierają” - mówił Zbigniew Cichoń ps. „Skromny”. Ludowe wojsko nie zareagowało i nie wyszło z koszar. Na koniec tego akapitu warto wspomnieć, iż Plac Jagielloński został wykorzystany jako miejsce do ewakuacji więzionych, o czym wspomnę w dalszej części tekstu.

 

Jeśli chodzi o drugie miejsce, to skupimy się tu na sytuacji przy siedzibie UB przy ulicy Kościuszki 6. Członkowie XV Okręgu NZW wysiedli z ciężarówki przy ulicy Młodzianowskiej i pieszo przeszli do docelowego punktu. Liczba pododdziału tego liczyła najprawdopodobniej 18 ludzi. Rozpoczęła się strzelanina z siedziby w stronę partyzantów. Członkowie podziemia odpowiedzieli ogniem. Rzucony został z ich strony granat. Doszło do zaciętej walki, o którą właśnie w tych chwilach chodziło, aby zablokować ubeków. Ci ostatni nie wydostali się na zewnątrz, pomimo tego, że rozbijały się szyby i spadały dachówki. Członkowie organizacji narodowej po usłyszeniu dźwięku trąbki wycofali się.

 

Trzecim miejscem pozostaje komisariat MO przy ulicy Reja. Ciężarówka z partyzantami podjechała w nieodpowiednim miejscu, a dokładnie w obsadzone karabinami maszynowymi dwie wieże na murze więziennym, a komisariatem milicji z bunkrem wysuniętym na ulicę. Na wprost posterunku MO partyzanci ulokowali stanowisko karabinu maszynowego, gdzie obsługiwał go Marian Sadowski ps. „Dzida”. Po rozładunku członków podziemia niepodległościowego rozpoczął się ostrzał z wież i z bunkra. Doszło do ogólnego chaosu w szeregach partyzantów. Część z nich po prostu nie wiedziała, skąd do nich strzelają przeciwnicy. Najpierw zlikwidowano zagrożenie z wież, a następnie rozpoczęto zdobywać komisariat. Pośród tych śmiałków znaleźli się m.in.: Zygmunt Cielniak ps. „Cegliński” oraz Tadeusz Barszcz ps. „Piorun”. „Cegliński” we wspomnieniach opisywał, iż próbował wejść do bunkra przez główne wejście. Bezskutecznie - zabarykadowane przez milicjantów. Z. Cielniak potem miał podłożyć ładunki wybuchowe, które nie podziałały. Wrócił on więc na zewnątrz i wrzucił granat przez otwór strzelniczy bunkra. Dopiero wtedy sytuacja miała się uspokoić. Na sam koniec tego akapitu napisać trzeba, iż podczas szturmu na komisariat zniszczono dokumentację prowadzoną przez milicję.

 

Niespodziewanym czwartym miejscem wpisującym się w kanon blokowania sił przeciwnika okazały się siły NKWD. Dokładnie ulokowane one były w mieście w szeregu baraków poniemieckich wzdłuż ulicy i rzeki Mlecznej (Okulickiego). Posiadali oni też posterunek na rogu ulicy Chłodnej i Mlecznej i zajęli budynek pobliskiej szkoły. Jak jednak doszło do blokowania siły przeciwnika w tym miejscu? Najpierw trzeba przypomnieć tu czytelnikowi, iż partyzanci w tym miejscu składali się ze wcześniej wspomnianych patroli dywersyjnych. Zygmunt Lisowski-Mogiła we wspomnieniach opisywał, iż położyli się przy płocie i wystawili karabiny przez sztachety w kierunku przeciwnika. Gdy padły strzały przy więzieniu, partyzanci zauważyli ruchy członków NKWD w budynkach, jakby mieli zamiar wyjść i pomóc załodze więziennej. W tej chwili członkowie podziemia puścili pierwszą salwę w stronę dachówek baraków. Dokładnie miało to na celu przestraszyć wroga, aby nie wyszedł na zewnątrz. Ostrzał ten powtarzano trzy razy. Słychać było komendy w języku rosyjskim: „Tawarisz komandir, bandity leziat czerez dorogu”. („Towarzyszu dowódco, bandyci leżą wzdłuż drogi”). Oprócz tego patrole dywersyjne patrolujące ten teren rozbrajały milicjantów i uspokajały cywilów.

 

Trzeba poświęcić jeden akapit na temat patroli dywersyjnych i ogólnego zabezpieczenia w całym mieście, jeśli wspominano już o ich działaniu przy ulicy Okulickiego. Patrole tego typu umiejscowiono na Starym Mieście - tutaj znajdował się m.in. Stefan Jabłoński ps. „Żubr”. Inna grupa partyzantów pilnowała porządku w okolicach Placu Jagiellońskiego. Jednym z członków podziemia niepodległościowego w tym miejscu był Zbigniew Cichoń ps. „Skromny”. Jak wyglądała praca patroli w praktyce? Tak jak zakładał plan: uspokajanie ludności cywilnej, rozbrajanie napotkanych milicjantów, ubeków, „ludowych” wojskowych oraz na obserwacji czy większe zgrupowania przeciwnika nie zbliża się w stronę więzienia.

 

Gdy akcja zbliżała się ku końcowi rozległ się dźwięk trąbki i wystrzelono racę spod więzienia. Partyzanci z poszczególnych miejsc słysząc sygnał i widząc rozbłysk na niebie kończyli pracę i wracali do umówionego punktu zbornego - Placu Jagiellońskiego. Pojawił się tu problem z cywilami. Patrole dywersyjne wyczuwały w tym wypadku elementy paniki. Trzeba wczuć się w tamtą sytuację i zrozumieć ludzką ciekawość. Owe patrole musiały zareagować. Wyglądało to tak, że podchodzono do przechodniów i wyjaśniano, co to za akcja i przeciw komu. Opowiadali dokładnie, iż udała się operacja na więzienie. Po uspokojeniu sytuacji wyczuwalna stała się euforia pośród zebranych na Placu Jagiellońskim. Cywile wiwatowali na cześć Armii Krajowej. Gdy kolumny czwórkowe dotarły na ulicę Sportową i Struga dano rozkaz rozproszenia się. Część wyswobodzonych poszła na piechotę do domu, podobnie jak część partyzantów w tym wypadku. Inna część pojechała ciężarówkami. W tych ostatnich znajdowali się głównie oficerowie na polecenie „Harnasia”. Stefan Bembiński ze swoją ciężarówką wyruszył w stronę Gutowa i Jankowic. Następnie Marian Iwański ps. „Huragan” zakonspirował pojazd typu „studebacker”. Akcja na radomskie więzienie dobiegła końca. Trwała około 30 minut.

 

Warto poświęcić kilka słów w kwestii strat i samej liczbie uczestników podczas akcji. Jak zostało wspomniane, po stronie podziemia znajdowało się około 150 ludzi. Uwolniono około 300 więźniów, w tym 60 AK-owców. Po stronie partyzantów zginęły trzy osoby. Dokładnie dwóch partyzantów podczas szturmu na komisariat MO oraz jeden zabity tuż po samej akcji przez ubeka. Natomiast, jeśli chodzi o siły reżimowe ich liczbę szacuje się na około 3000 osób. Tutaj rannych i zabitych było więcej. Liczbę rannych trudno określić, jednakże ustalić można liczbę zabitych: jeden członek NKWD przy ulicy Mlecznej (Okulickiego) oraz dwóch milicjantów w komisariacie. Zginął także jeden lotnik z „ludowego” Wojska Polskiego.

 

Na koniec tego artykułu, chciałbym poinformować, iż tekst ten powstał głównie na podstawie moich badań zawartych w pracy magisterskiej pt.: „Ruch niepodległościowy na terenie powiatu radomskiego po 1945 roku” oraz pracy źródłowej w archiwach, wspomnieniach oraz opracowaniach naukowych.

 

Bibliografia:

Pozycje książkowe:

Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956, red. Wnuk R., Poleszak S., Jaczyńska A., M. Śladecka, IPN-KŚZpNP, Warszawa-Lublin 2007.

Busse K., Kutkowski A., Bić się do końca; podziemie niepodległościowe w regionie radomskim w latach 1945-1950, IPN-KŚZpNP oddział w Lublinie, Radom-Lublin 2012.

Płokita P., Ruch niepodległościowy na terenie powiatu radomskiego po 1945, Lublin 2015.

Wspomnienia:

Bembiński S., To pokolenie z bohaterstwa znane, Społeczny Komitet przy Światowym Związku Żołnierzy AK Okręg Radom, Radom 1996.

Suchorowska D., Rozbić więzienia UB. Akcje zbrojne AK i WiN 1945-1946, Łomianki 2010.

Materiały Filmowe:

Areszt UB przy ulicy Kościuszki 6, Wzmianka o wojennej historii kamienicy przy ul. Kościuszki 6 w Radomiu, gdzie mieściło się Gestapo, następnie NKWD oraz UB, Opowiada kapitan Jan Borkowski, telewizja DAMI, [w:] <https://www.youtube.com/watch?v=ohXXzAkqCjk> , (dostęp 12 maja 2015).

Świadkowie Historii; Świadkowie Wolności, Rozbicie więzienia w Radomiu
09. IX. 1945 r.,
Resursa Obywatelska, Radom. [w:] <https://www.youtube.com/watch?v=Bl1pQQeULIw&feature=youtu.be> , (dostęp 12 maja 2015).

Żołnierze „Wyklęci”; rozkaz - Uwolnić Więźniów UB - Konflikty, bitwy, wojny, TVP Historia, reż. S. Faliński, 2008.

Wisielak”, Odsłonięcie tablicy poświęconej żołnierzom zbrojnego podziemia niepodległościowego, Radom 31.10.2013, [w:]
<
https://www.youtube.com/watch?v=Q0JXI4yQpro> , (dostęp 12 maja 2015).

Materiały Internetowe:

Mogiła-Lisowski Z., Odbicie więzienia w Radomiu przez oddziały poakowskie WiN, zeszyt 36, 09.09.1995 r., [w:] <http://zeszytykombatanckie.pl/odbicie-wiezienia-w-radomiu-przez-oddzialy-poakowskie-win/> , (dostęp 12 maja 2015 r.).

Obóz dwóch totalitaryzmów, Jaworzno 1943-1956, Muzeum Miasta Jaworzna [w:] <http://www.obozdwochtotalitaryzmow.pl/o2t/centralny-oboz.html>, (dostęp 12 maja 2015).

 

Patryk Płokita